
reżyseria Juliusz Machulski
scenariusz Juliusz Machulski
zdjęcia Edward Kłosiński
muzyka Maciej Staniecki
produkcja Polska
data premiery 13 września 2004
obsada Robert Więckiewicz (Cuma), Borys Szyc (Julian/Szerszeń), Kamilla Baar (Magda), Jan Machulski (Hagen), Łukasz Simlat (Kudra), Marcin Dorociński (Wilk), Mieczysław Grąbka (Gruby)
Fabuła
W odpowiednio słoneczny, wiosenny dzień, wychodzi z więzienia Cuma. Trafił tam za kradzież numizmatów i właśnie ma przerwę w odsiadce, dla poratowania zdrowia. A że szanującemu się fachowcowi, a nim Cuma niewątpliwie jest, nic tak dobrze nie robi na kondycję jak rzucenie się do pracy, więc nic dziwnego, że znajomi z komisariatu wolą go mieć na oku. Szczególnie, że z muzeum właśnie wyjechał najcenniejszy obraz w polskich zbiorach - "Dama z łasiczką". Cuma nie byłby sobą, gdyby przepuścił taką okazję. Sporym szokiem będzie dla niego odkrycie, że jego stary wspólnik, Szerszeń, w międzyczasie zmienił zawód. I światopogląd. Ale Szerszeń ma wobec niego poważny dług. I własne plany...
Opinia
MGaździcki, wybacz, że odbieram Ci przyjemność założenia tego tematu. Ale miałeś czas ;-)
Uwierzyłam, że polskie kino jeszcze może naprawdę wciągać. I że Machulski wciąż potrafi.
Uwielbiam na ekranie inteligentne złodziejstwo ze sztuką w tle (a raczej w ścisłym centrum), a tutaj intryga, uważam, spokojnie dorównuje"Aferze Thomasa Crowna" i "Przyzwoitemu przestępcy". Do tego galeria mocnych postaci, świetnie zagranych. Więckiewicz (niedoceniony, mam wrażenie, że więcej się mówiło o Szycu), Szyc, Baar graja naprawdę na poziomie światowym. Dopracowany nawet drugi plan (świetny pomysł wspólnika nie rozpoznającego twarzy, dobrze wygrany scenariuszowo). Przy tym świetne dialogi - udało się wyjątkowo trudne połączenie zabawnej błyskotliwości z naturalnością. Podoba mi się dopracowanie drobiazgów, dbałość o wiarygodność. Da się zauważyć typowe dla Machulskiego założenie, że nie kręci filmów dla idiotów (gdzie w polskich dialogach można trafić na krakelury i dendrochronologię !?!). Rzadko ma się wrażenie, że coś zostało wytłumaczone na siłę (choć jednak czasem się zdarza - rozmówka między Magdą i Hagenem o żołnierzu Wehrmachtu).
Dobra, to były zachwyty. Teraz przystępuję do czepialstwa.
Machulski mnie przyzwyczaił, że w jego filmach na muzyce płynie się jak na fali, czasem bywa ona lepsza od obrazu. A tu...?! Co to było za smętne plumkanie? Tu praktycznie muzyki w ogóle nie było. Miało to pewnie budować napięcie, ale jakoś nie podziałało. Nastrój filmu sporo na tym traci. Bardzo rzadko mam wrażenie, że czegoś mi brakuje w podkładzie - tutaj miałam, silne. Do tego cała realizacja jakaś telewizyjna. Chwilami zdawało mi się, że patrzę na serial, niekoniecznie nawet kryminalny.
Ale ogólne wrażenie bardzo pozytywne. Czasem jednak polskie filmy się udają.

