Info o filmie:![]()
![]()
reżyseria: Rob Zombie
scenariusz: Rob Zombie
zdjęcia: Tom Richmond
muzyka: Rob Zombie, Lionel Richie, Tommy Ramone, Johnny Ramone, Joey Ramone, Dee Dee Ramone, Scott Humphrey
produkcja: USA
data premiery: 2004-06-17 (Polska) , 2003-03-13 (Świat)
obsada: Michael J. Pollard, Chuck Aronberg, Jeanne Carmen, Karen Black, Sheri Moon, Chris Hardwick, Sid Haig, Bill Moseleyis
Fabuła:
Grupa młodych ludzi podróżuje przez kraj. Gdy pośrodku pustkowia, w trakcie burzy, psuje się ich samochód, są zmuszeni do opuszczenia auta i szukania schronienia. Znajdują je w starym, opuszczonym domu. Tytuł filmu podpowiada, że nie był to najlepszy pomysł. (źródło: filmweb.pl)
Mi "Dom 1000 trupów" przypadł do gustu. Owszem, po takiej personie jak Rob Zombie spodziewałem się czegoś więcej, niemniej tak czy owak nie da się określić tej produkcji gorszym przymiotnikiem, niż przeciętny.
Przede wszystkim negatywni bohaterowie, czyli sympatyczna rodzinka psychopatów sprawiają, że film oceniam tak, a nie inaczej. Żaden z horrorów XXI wieku nie mógł poszczycić się tak ciekawymi i zapadającymi w pamięć postaciami.
Zombie zadbał również o stronę techniczną, dzięki czemu czuć tu atmosferę starszych horrorów oraz posmak kiczu. Rozmycie obrazu, rózny montaż, czy fragmenty innych produkcji po prostu nadają smaku. Rewelacją jest też scena, w której kamera stopniowo oddala się od gliny, w której kamera oddala się od gliny, który już ma już gnata przy twarzy i oczekujemy na wystrzał - dobry test na nerwy, w tle oczywiście świetnie dopasowana do sceny piosenka "I remember you".
Kolejna rzecz - świetna muzyka. Na soundtracku znajdują sie właściwie dwie piosenki Roba, które najbardziej mi się podobają, "House of 1000 corpses" (wcześnij zamieszczona na "The Sinister Urge") oraz przepełniona erotyczną nutą "Pussy Liquor". Pozostałe "Run, Run Rabbit", "Everybody scream", czy "Little Piggy" to też wysoki poziom, niemniej klimat jest dużo inny. Dobrym zabiegiem jest też posilenie się Whitmanem, Ramones, czy Owensem - to wpływa na fakt, że muzyka jest bardziej zróżnicowana. O ile soundtrack do tych wybitnych z pewnością się nie zalicza, to słucha się go naprawdę miło. wiem coś o tym, gdyż od kilku miesięcy bije rekordy w mojej playliście na Winampie.
Do tej pory wszystko jest więc świetnie, są jednak trzy wady. Niektórzy właśnie za to skreślają "Dom 1000 trupów" (aż nadto dowodów powyżej), inni jednak (tacy jak ja) widzą przerost zalet nad tymi wadami.
Po pierwsze - mało strachu, przydałoby się więcej scen wgniatających w fotel, film zyskałby co najmniej dwa razy tyle fanów.
Po drugie - marne postaci nastolatków. Tylko życzymy im śmierci, niesłychanie nas irytują. Wyjątek stanowi tylko gość, który nie wie jaka jest ulubiona aktorka żony Zombiego
Po trzecie (wada uznawana przez nielicznych) - za mało brutalności. Po Robie spodziewałem się naprawdę porządnej rzeźni, a otrzymałem jedynie kilka poprawnych scen gore. Widzowie nie gustujący w tych klimatach z pewnościa się zadowolą, ale więcej takich momentów wyszłoby zdecydowanie na dobre.


