
reżyseria M. Night Shyamalan
scenariusz M. Night Shyamalan
zdjęcia Eduardo Serra
muzyka James Newton Howard
produkcja USA
data premiery 14 listopada 2000
obsada Bruce Willis (David Dunn), Samuel L. Jackson (Elijah Price), Robin Wright Penn (Audrey Dunn), Spencer Treat Clark (Joseph Dunn), Charlayne Woodard (matka Elijaha)
Fabuła
David Dunn wraca do domu pociągiem... a potem budzi się w szpitalu, gdzie dowie się, że jest jedynym ocalałym z katastrofy. Zacznie się nad tym zastanawiać, gdy dostanie list z tylko jednym pytaniem - "Kiedy ostatnio chorowałeś?" Uświadomi sobie, że nigdy. O tym, ze to nie przypadek, przekonany jest ktoś, kto jest przeciwieństwem Davida. Elijahowi rzadko zdarza się wyjść z domu, nie lądując w szpitalu. Na temat Davida i siebie ma własną, bardzo niecodzienną teorię...
Opinia
Podobno to jeden z mniej udanych filmów Shyamalana. Ha, niejeden reżyser chciałby tyle osiągnąć w swoim najlepszym.
Film jest okręcony wokół amerykańsko-superbohaterskich komiksów, ale właściwie nie należy do tego gatunku, tylko do niego nawiązuje, składa mu hołd. Może dlatego mi się spodobał, bo generalnie za tym typem nie przepadam. Tu jednak daje się wyczuć, że film jest dziełem znawcy i miłośnika tematu. Znacząca jest scena w galerii Elijaha, między nim a jego klientem. Elijah mówi o szkicu planszy komiksowej "To nie zabawka, to dzieło sztuki!". Takie podejście określa cały film. Miłośnicy komiksów odkryją w nim wiele nawiązań do tego medium, jego tradycji, sposobów obrazowania. "Niezniszczalny" wynosi "szmatławe" komiksy na piedestał, stawia je obok szacownego malarstwa, podsuwa pod nos krytykom sztuki i pyta "No, co wy na to? Dostrzeżcie, że komiks istnieje!"
Bardzo pomaga w tym styl reżyserii Shyamalana. Już można go spokojnie postawić koło Ridleya Scotta - obaj wloką w nieskończoność pojedyncze ujęcia, wytrzymują sceny do oporu. I przy tym, nie dość, że udaje im się zmieścić w filmie zadziwiającą ilość treści, to jeszcze potrafią zbudować mocne napięcie. Niepojęte...
Styl Shyamalana udziela się aktorom, tutaj szczególnie Willisowi. Snuje się po ekranie, jakby mu się kończyły baterie. Ale nie jest to wadą filmu, raczej częścią ogólnego wyciszenia. Solidnie, przekonująco gra Jackson. Nie przepadam za nim na ogół, ale w jego Elijaha uwierzyłam bez zastrzeżeń.
No i wreszcie, typowe Shyamalanowskie zakończenie. To jest to co lubią tygrysy
Moim zdaniem niesłusznie wybrzydzano na ten film, w stylu "Shyamalan się kończy". Jasne, że film nie musi bezwarunkowo zachwycać każdego, ale jeśli jakiś krytyk napisał, że "Niezniszczalny" w ogóle nie spełnia oczekiwań to może nieuważnie oglądał.

