Strona 1 z 1

Kolega fantasta

: 2007-11-06, 19:11
autor: freak
Mam znajomego, który, jak podejrzewam, z pewnych kompleksów, lubi fantazjować o tym co zrobił, czego dokonał, na co nie ma żadnych dowodów, ani potwierdzenia. Otóż jak twierdzi (a trzeba wiedzieć, że jest raczej niskiej postury, i niezbyt tęgi w barach, jak i w uszach) pobił razu swojego klienta. Pracując w warsztacie ojca, pewnego dnia przypałętał się natrętny klient. Nie mogąc zdzierżyć jego obecności postanowił chwycić za łom i wypersfadować mu buńczuczność. Spytał się go "kolana czy brzuch". Po czym przyfasolił mu zdrowo. Ten rzekomo przeprosił i wszyscy żyli długo i szczęśliwie i mieli dużo, dużo dzieci. Identyczną scenę widziałem w pewnym filmie z Steavenem Segalem, bądź z Jean Claude Van Dammem. Pytanie: jaki to film? Bo za Chiny nie mogę sobie przypomnieć. Mam zamiar zaprosić go na projekcję wraz z jego znajomymi, którym nachwalił się swoją bohaterską postawą.

Re: Kolega fantasta

: 2007-11-06, 20:54
autor: Aletheia
Zamiar popieram! :641: Ludzie, trzeba pomóc człowiekowi! Zresztą już to co napisałeś, nadaje się na scenariusz.
Kwestię "kolano czy brzuch" gdzieś słyszałam, głowę bym dała... Ale też głowę bym dała, że to nie było w niczym VanDammowo/Segalowym. Bardzo możliwe, że kwestia podpada pod temat "Najbardziej banalne kwestie" i powtarza się w wielu filmach.
http://www.forum.filmowo.net/viewtopic.php?t=699

Hmm, będę myśleć...