Kolega fantasta
: 2007-11-06, 19:11
Mam znajomego, który, jak podejrzewam, z pewnych kompleksów, lubi fantazjować o tym co zrobił, czego dokonał, na co nie ma żadnych dowodów, ani potwierdzenia. Otóż jak twierdzi (a trzeba wiedzieć, że jest raczej niskiej postury, i niezbyt tęgi w barach, jak i w uszach) pobił razu swojego klienta. Pracując w warsztacie ojca, pewnego dnia przypałętał się natrętny klient. Nie mogąc zdzierżyć jego obecności postanowił chwycić za łom i wypersfadować mu buńczuczność. Spytał się go "kolana czy brzuch". Po czym przyfasolił mu zdrowo. Ten rzekomo przeprosił i wszyscy żyli długo i szczęśliwie i mieli dużo, dużo dzieci. Identyczną scenę widziałem w pewnym filmie z Steavenem Segalem, bądź z Jean Claude Van Dammem. Pytanie: jaki to film? Bo za Chiny nie mogę sobie przypomnieć. Mam zamiar zaprosić go na projekcję wraz z jego znajomymi, którym nachwalił się swoją bohaterską postawą.