Kolega fantasta
Kolega fantasta
Mam znajomego, który, jak podejrzewam, z pewnych kompleksów, lubi fantazjować o tym co zrobił, czego dokonał, na co nie ma żadnych dowodów, ani potwierdzenia. Otóż jak twierdzi (a trzeba wiedzieć, że jest raczej niskiej postury, i niezbyt tęgi w barach, jak i w uszach) pobił razu swojego klienta. Pracując w warsztacie ojca, pewnego dnia przypałętał się natrętny klient. Nie mogąc zdzierżyć jego obecności postanowił chwycić za łom i wypersfadować mu buńczuczność. Spytał się go "kolana czy brzuch". Po czym przyfasolił mu zdrowo. Ten rzekomo przeprosił i wszyscy żyli długo i szczęśliwie i mieli dużo, dużo dzieci. Identyczną scenę widziałem w pewnym filmie z Steavenem Segalem, bądź z Jean Claude Van Dammem. Pytanie: jaki to film? Bo za Chiny nie mogę sobie przypomnieć. Mam zamiar zaprosić go na projekcję wraz z jego znajomymi, którym nachwalił się swoją bohaterską postawą.
Re: Kolega fantasta
Zamiar popieram!
Ludzie, trzeba pomóc człowiekowi! Zresztą już to co napisałeś, nadaje się na scenariusz.
Kwestię "kolano czy brzuch" gdzieś słyszałam, głowę bym dała... Ale też głowę bym dała, że to nie było w niczym VanDammowo/Segalowym. Bardzo możliwe, że kwestia podpada pod temat "Najbardziej banalne kwestie" i powtarza się w wielu filmach.
http://www.forum.filmowo.net/viewtopic.php?t=699
Hmm, będę myśleć...
Kwestię "kolano czy brzuch" gdzieś słyszałam, głowę bym dała... Ale też głowę bym dała, że to nie było w niczym VanDammowo/Segalowym. Bardzo możliwe, że kwestia podpada pod temat "Najbardziej banalne kwestie" i powtarza się w wielu filmach.
http://www.forum.filmowo.net/viewtopic.php?t=699
Hmm, będę myśleć...

