
reżyseria John Carpenter
scenariusz John Carpenter, Nick Castle
zdjęcia Dean Cundey, Jim Lucas
muzyka John Carpenter, Alan Howarth
produkcja USA
premiera 10 lipca 1981
obsada Kurt Russell (Snake Plissken), Ernest Borgnine (Cabbie/Taksówkarz), Donald Pleasence (Prezydent USA), Lee Van Cleef (komisarz Bob Hauk), Harry Dean Stanton (Harold "Mózg" Helman), Adrienne Barbeau (Maggie), Isaac Hayes (Książę Nowego Jorku)
Fabuła
Jest rok 1997. Przestępczość w USA rośnie, państwo zmierza w stronę totalitaryzmu. Manhattan zostaje otoczony murem i zamieniony w olbrzymie więzienie. To zamknięty świat, gdze obowiązuje tylko prawo silniejszego. Dla tego kto tam wejdzie, nie ma już odwrotu, pilnują tego uzbrojeni strażnicy wokół murów. I ostrzegają tylko raz.
Kłopoty zaczynają się, gdy w środku Manhattanu rozbija się Air Force One, z prezydentem i dokumentami mogącymi wywołać trzecią wojnę światową. Przywieziony właśnie przestępca - Snake Plissken, były komandos, dostaje propozycję nie do odrzucenia - będzie pierwszym, który wyjdzie z Manhattanu i odzyska wolność, pod warunkiem, że wróci z prezydentem. I że zdąży w ciągu 22 godzin - po tym czasie zabiją go wszczepione mikroładunki. Snake nie jest zachwycony, ale nie ma wyboru...
Opinia
Gdy spojrzeć na zawartość serwisu Filmowo, aż dziwne że dotąd nie było tego tematu na forum. Tym bardziej cieszę się, że mam okazję go założyć.
To jeden z moich kultowych filmów. Jest w nim wszystko, co charakterystyczne w najlepszej fantastyce przełomu 70/80. Niskie budżety, oszczędna scenografia, brak wybuchowych efektów nadrabianych nastrojem - paradoksalnie to wszystko dało niesamowity efekt. Filmy takie jak pierwszy "Terminator", a z Carpenterowskich "Mgła", i przede wszystkim "Ucieczka" są zanurzone w matowym, grafitowym mroku. Przesycone zagrożeniem i chłodem wciągają w swój niezwykły świat w klimacie sennego koszmaru.
Carpenter specjalizował się w osiąganiu tego nastroju. Charakterystyczna dla jego filmów jest też wyjątkowa klarowność scenariuszy. Prowadzą przez kolejne sceny jak po sznurku, wszystko jest jasne i przejrzyste, a przez to wyjątkowo sugestywne. Nie ma przy tym poczucia, że coś tu jest "wykładane łopatą" (tą zdolność w miarę upływu lat i wzrostu budżetów Carpenter niestety utracił). Olbrzymią część nastroju tworzy w "Ucieczce" muzyka, bardzo "zapamiętywalna". Jako kompozytor, Carpenter także błysnął talentem, co powoduje, że "Ucieczka" to bardzo autorski film.
To wszystko jednak nie wystarczyłoby dla pełnej klasy tego filmu. Główną siłą i powodem, dla którego warto do "Ucieczki" wracać, jest Snake Plissken - genialna kreacja Kurta Russella, najlepsze, moim (i nie tylko moim) zdaniem, dokonanie w jego karierze. Są dwa podstawowe sposoby na zagranie samotnego twardziela. Najklasyczniejszym przykładem pierwszego sposobu jest Mister Skrzywdzony Tragizm Stallone (a w formie ekstremalnej Jean Claude VanDamme...). To się wręcz prosi o parodię. Toteż i niejednej parodii się doczekało. Sposób drugi wirtuozersko zaprezentował Russell w "Ucieczce". Ten styl jest nieparodiowalny, bo przed parodią dobrze zabezpieczony - Snake'a, faceta który nie ma złudzeń co do świata, otacza delikatna mgiełka autoironii. Przy czym nie jest to bynajmniej autoironia tylko aktora, puszczenie oka do widza. Russell opierał się na tym w późniejszej karierze, ale zawsze z gorszym skutkiem - zamiast budzić sympatię, tworzył dystans do postaci. Nie, tutaj autoironia jest częścią charakteru samego Snake'a. Podstawową jego cechą jest jednak niezależność drapieżnika, nigdy do końca nieoswajalnego, odegrana z chłodną powściągliwością. Razem daje to jedną z najsugestywniejszych postaci kina, nie tylko ostatnich kilkudziesięciu lat.
"Ucieczka z Nowego Jorku" jest jednym z tych filmów, dla których kocha się kino. Pokazuje, że Hollywood czasem potrafi być rzeczywiście Fabryką Snów. Bez goryczy kojarzonej zwykle z tym powiedzeniem.

