Witam wszystkich,
Zapraszam do czytania
Będe umieszczać ok. 1 odcinek na tydzień
Pierwszy odcinek wyjątkowo nie zawiera żadnych futuro ani retrospekcji , oraz stanowi tak jakby prolog
LOST FAN FICK ; SEZON 1 BY CACTUS
ODCINEK 1 - „Z Sydney do Lost Angeles”
Na ekranie pojawia się duży, przybliżający, a następnie chowający się na dół biały napis „LOST”. Za nim widzimy kolejne napisy o treści „Lost ( Fanowska Fikcja ) Sezon Pierwszy by cactus” i „Witamy”.
Po tej sekwenji „napisowej” czarne tło rozjaśnia się, i kamera ukazuje nam przepiękną panoramę z lotu ptaka na Australijskie miasto o nazwie „Sydney”. Kamera przesuwa się w bok, oraz zaczyna stopniowo przybliżać w kierunku morza. Następnie przesuwa się w kierunku właśnie co odrywającego się od pasa startowego samolotu. Kamerka ukazuje nam napis na samolocie „Oceanic Airlines”. Zaczynamy przenikać do kokpitu, gdzie widzimy dwóch siedzących na swoich stanowiskach pilotów, słyszymy, jak jeden z nich cos mówi:
- Zrozumiałem, oceanic815
Ustawiamy częstotliwość na RIT 997 , jestesmy do dyspozycji dla Kingsford Smith ATC Tower.
Zrozumiałem. Trzymajcie się kursu 189 na północny wschód.
Roger.
Kilka godzin pózniej
Kamera ukazuje lecącego nad oceanem Boeinga 777-200 Oceanic Airlines. Następnie zanurza się do wnętrza, do tego przygrywa jakaś nastrojowa muzyczka. W samolocie widzimy dużo pasażerów. Kamera ukazuje nam widok na jednego, łysego pana, siedzącego w środkowym rzędzie między pewną kobietą i mężczyzną. Do owego pana podchodzi stewardessa i pyta, czy nie podać czegoś do picia. Ten podzekował. Pózniej to samo stało się z innymi. Nagle przez korytarz przebiegł jakiś człowiek. Wydawał się bardzo niespokojny. Podczas biegu zaczepił jakiegoś otyłego człowieka, po czym grzecznie przeprosił go i pobiegł dalej. Ludzie w ostatnich rzędach zobaczyli, jak ten wchodzi i zamyka się w toalecie. Kilka sekund pózniej jeden z pilotów wyszedł z kokpitu. Niektórzy pasażerowie zaniepokoili się, bo ten zachowywał się najzwyczajniej w dziwny sposób. Krzyczał do stewaresy, a ta mu ze schyloną głową odpowiadała.
Scena kolejna
Kamerka pokazuje na siedzącego przy oknie, dość pokaznego pana. Podchodzi do niego stewardessa i podaje obiad. Pan przy oknie zaczyna jeść i popijać gazowaną wodą. Kamera pokazuje, że ten człowiek leci Business class, jak i wielu innych, np. Otyły mężczyzna z długimi włosami, słuchający Discmana, do którego właśnie podeszła stewardessa i poprosiła o wyłaczenie sprzętu, podając pretekst, iż może to zakłucac urządzenia pokładowe samolotu. Ten zrobił nieco skwasniałą minę i wyłączył.
Godzina: 5 po piętnastej.
Nagle ni stąd ni zowąd zatrząsł się samolot. Na kilka sekund ustało. Lecz po ok. Minucie znowu mocniej zatrzęsło. Ludzie co po niektórzy rezejrzeli się, lub powyglądali przez okna. Podczas kolejnego wstrząsu otworzyła się skrytka na bagarz podręczny i wypady jakieś plecaki. Pasarzerowie siedzący obok wstali i powstadzali je spowrotem. Stewardessa przyszła i oznajmiła że ta skrytka jest uszkodzona od dawna, więc nic się nie stało. Kilka minut pózniej turbolencje ustały, nawet te słabe, a na rozweselenie pasarzerów aktywowano przy każdym siedzeniu mini telewizor, gdzie mogli sobie oglądac przez słuchawki różne programy i filmy.
Kamera skierowała się ku dwóm pasarzerom. Jednym z nich była pieguska w brązowych spiętych w kok włosach,skuta w kajdanki, a drugim był jakiś facet, który na pozór bacznie obserwował kobietę. Kobieta powiedziała do tego faceta:
„Chciałabym ci o czymś powiedzieć” - Facet zaśmiał się i zapytał:
„ Słucham?”
I nagle TRACH! - tylnia cześć samolotu oderwała się od kadłuba i poprostu odleciała, niczym w jakimś filmie S-F. W faceta z kwadratową szczęką wbił się jakiś metalowy badyl, po czym jęknął i stracił przytomność. W smaolocie zapanował haos. Jedni ludzie się wydzierali w niebogłosy, drudzy robili znak krzyża i się modlili, a jeszcze trzeci płakali. Z pozoru było widać, że samolot jest skazany na katastrofę. Niektóre siedzenia zostały wyrwane z podłogi samolotu, a ludzie chowali się za nimi. Nagle w głośnikach coś zahałasowało, był to prawdopodobnie pilot, który próbował coś powiedzieć, ale strasznie przerywało i nic nie było prawie słychać. Kamera pokazuje, jak dwóch pasarzerów wyskakuje z urwanej częsci samolotu, tak jak by chcieli popełnić samobójstwo. Silniki zaczynają hałasować, samolot zaczyna bardzo mocno opadać. Pasarzerowie czują nacisk, jak jakaś siła wbija ich w podłogę i siedzenia. Atmosfera w samolocie przypomina jakiś horror, jak by to nie działo się naprawde. Po chwili rozpędzony do ok. 200 kilometrów wrak uderza dziobem w drzewa, po czym w ułamku sekundy samolot robi obrót o 180 stopni, kokpit z kawałkiem kadłuba urywa i gubi się po drodze, a pozostała część do góry nogami rozbija się z prędkością ponad 100 kilometrów na godzinę na dość sporej plaży, sunąc po piachu, aż do zatrzymania się przed wodą, rozpadając się na jeszcze mniejsze części. Wydawało się, że to już koniec. Jednak hałas nie ustał. Wręcz przeciwnie. Pogruchotane silniki zaczęły hałasować z jeszcze większym natężeniem niż przedtem, a przeżyli ludzie wybiegali ze złomu i darli się w niebogłosy. Zapanował totalny haos.
Kilka chwil pózniej jeden z ludzi wskoczył do wody, popłynął do dryfujących rozbitków, ratujac im tym samym życie. Po wydostaniu ich z wody próbowano ich odratować. Niestety, udało się tylko jednego, reszta się utopiła. Kamera pokazuje scenę, w krórej pewien mężczyzna wpada do silnika, a ten wybucha, rozrywając się na strzępy i pozostawiając po sobie wielką siłę wybuchu, która poprzewracała na ziemię kilku innych rozbitków. Kamera pokazuje na średniego wzrostu kobietę w jasnych włosach , która krzyczy w niebogłosy, oraz na jęczącego, poranionego faceta, który leży na piasku i wrzeszczy: -”Gdzie jest moja żona!!!!!”. Po chwili jakiś kawałek złomu przygniata go i prawdopodbnie zgniata na śmierć.
W kolejnej scenie widzimy wybiegającego z pobliskiej jungli wysokiego mężczyznę. Ten zaczyna obiegac wszystkich, ratować i pomagać jak się tylko da. Było widać, jak ma rozcięte plecy, jakby się na coś nadział. Ale było widac jak walczy z bólem, poświęcając się innym poszkodowanym.
Podbiegł nagle do jakiejś leżącej, poranionej kobiety. Ta lekko otworzyła oczy, wymamrotała jakieś słowa, min:
-”gdzie ja jestem... co się dzieje...”, po czym mężczyzna odpowiedział:
-” Nazywam się Jack Sheppard i chcę ci pomóc” - przewrócił kobiete na druga stronę, a potem dodał :
Boli cię ta ręka ? - pokazał na prawe ramię, a kobieta wymamrotała:
Nic z nią nie jest... mogę jeszcze nią ruszać...
Kolejne scena ukazuje, jak hałas powoli ustaje, drugi silnik przestał działać, a ludzie się w dużej mierze uspokoili. Potem pokazuje na długowłosego meżczyznę, o złowieszczym spojżeniu, jakby był tak wściekły , że chciałby kogoś zabic. Wyjął z kieszeni ostatniego papierosa, zapalił go, po czym ze złością rzucił na ziemię tylko raz się zaciągając nim. Po jakimś czasie pokazano, jak ludzie
powoli powracają do normy, mając na myśli uspokojenie wewnętrzne i ogarnięcie sytuacji. Rozbitkowie przemieszczają się wokół wraku, zbierając rózne klamoty, bagarze, itp, zostawiając je w innych miejscach. Słychac przy tym krzyk jakiegoś rozbitka, który oznajmia w dosć irytujący dla innych sposób, że nie może znaleść swoich rzeczy. Jakby inni nie mieli żadnych problemów z szukaniem SWOICH rzeczy w tej stercie złomu. Rzuca się szczególnie w oczy opalająca się na swoim ręczniku jakaś blondynka, która zachowuje się, jakby była na wakacjach co najmniej na hawajach i jakby nic się nie stało. Dziwne, bo zaraz po katastrofie była jedną z najbardziej hałaśliwych. Do tego oznajmia ciągle innym, żeby nic nie robili bo zaraz przybędą helikoptery ratunkowe. Jedna z kobiet podchodzi do drugiej i próbuje powiedzieć coś. Ta jednak sprawia wrażenie, jakby nie rozumiała. Okazało się, że pochodzi z Korei i umie rozmawiać tak jak jej mąż tylko w swoim ojczystym języku.
Kilka godzin pózniej
Nadchodzi zmrok. Powoli robi się ciemno. Ludzie są wyczerpani, głodni. Jednak mają pewność, że niedługo nadejdzie pomoc, i będą uratowani. Pózniej rozpalili ogniska, każdy siedział osobno, lub jeżeli leciał z kimś swoim to razem. Nikt się w końcu na pozór ze soba nie znał, więc panowała dziwna atmosfera. Ale powoli zaczeły zawiązywać sie jakieś kontakty, najczęściej samotni rozbitkowie podchodzili do siebie i próbowali trochę porozmawiać. Kamera skierowała się na jakiegoś czarnoskórego kilkunasto letniego chłopaka i jego ojca, który ciągnął wręcz na siłę prawdopodbnie swojego syna i coś krzyczał do niego.
Jeden z rozbitków, wyglądający na araba, podszedł do meżczyzny, przedstawiającego się wcześniej jako Jack Sheppard, który siedział przy jednym z poszkodowanych i rozpoczął rozmowę:
„Moge na chwilkę przeszkodzić ?”
„Jasne.. co się stało? Ktoś z rodziny chory?”
„Nie , właściwie to leciałem tym samolotem sam – powiedział smutnym głosem arab.
„Aha, rozumiem – odpowiedział Jack.”
„Może najpierw się przedstawię, nazywam się Jarrah, Sayid Jarrah.”
„Jack Sheppard”- odpowiedział zdecydowanie, podając rękę.
„Przepraszam że tak prosto z beczki ale widziałem jak siedziałeś gdzies z przodu samolotu niedaleko kabiny pilotów, mam rację ? - spytał zdecydowanym tonem Jarrah.
„Tak, to prawda – odparł z uśmiechem Jack.”
Czy ci piloci... - nagle Sayid musiał przestac mówić, gdyz pacjentka Jacka zaczęła sie dusić.
„Przynieście zacisk, niech ktoś przyniesie zacisk !” - krzyczy do tłumu. Kilku rozbitków podeszło zobaczyć co się dzieje, jeden z nich krzyknął:
„A skąd mamy wziąść jakiś zacisk” ??
„Ehh... szybko bo ona się udusi !”- krzyknął ktoś inny z tłumu, po czym pobiegli szukać i pytać się po inynch czy nie mają czegoś takiego. Nagle jakiś facet przyniósł apteczkę:
Szybko, znalazłem to we wraku... - podał ją Jackowi a ten rozpoczął leczenie.
Po chwili kobieta jakby poczuła się lepiej, a Jack powrócił do rozmowy z Sayidem:
„No więc” - mówi do Jacka - „Pytałem się czy może widziałeś, czy piloci mieli przy sobie coś w stylu... nadajnika czy łokitoki, rozumiesz chyba o czym mówię ?”
„ Ups... niestety, prawde mówiąc połowę lotu przespałem, więc mało co widziałem” - odparł z uśmiechem Jack.
Mężczyzni jeszcze chwile porozmawiali, a nastepnie rozeszli się. Było już prawie ciemno. Szykowała się noc bez dachu nad głowy. Jednak kilku ludzi weszło do fragmentu kadłuba i na tych trupach jakoś się ułozyli, czekając na statki ratownicze. Kilku rozbitków zmajstrowało coś sobie ze złomu, jak metalowe części podpierane na pierwszych lepszych kijach. Kamera pokazała na siedzącego na piasku pod gołym niebem wielkiego faceta, słuchającego discmana i sprawiajacego wrażenie cieszącego się z życia. Pózniej skierowała na także siedzącego nie co na uboczu pod gołym niebem łysego faceta, o ciemnej karnacji w czystej koszuli. Ten się wpatrywał w ocean i śmiał. Pózniej zaczął się śmiać jeszcze bardziej. Dotknął końce swoich nóg, uniósł je i wybuchł śmiechem. Jeden z rozbitków z daleka to zobaczył i wywarł wrażenie lekko zdziwionego. Przez kolejne minuty wszystko działo się spokojnie, ludzie się przygotowywali do snu, jedni siedzieli przy ogniskach i rozmyslali, drudzy przygotowywali swoje miejsca do spania, trzeci rozdzielali racje żywnościowe z samolotu, żeby starczyło dla wszystkich do przybycia ratunku. Jednak nagle tę ciszę przed burzą zakłócił potworny ryk, dochodzący ze strony jungli. Wszyscy nagle się okłopotali, a potem odezwał się kolejny, a wraz z nim jakieś mechaniczne odgłosy, i dzwięki uderzania w ziemię, jakby jakiś gigantyczny mchaniczny robot stąpał po jungli. Wszycy rozbotkowie wpadli w strach, zostawili wszystko i jednym sznurkiem ustawili się głowami skierowanymi w stronę wyspy. Wyglądali jakby coś ich opętało, usta się im nie zamykały a wytrzeszczone oczy ciągle były skierowane ku jungli. Mechaniczne dzwięki narastały, stawały się coraz głośniejsze, a wraz z nim to potworne walenie w ziemie, jakby to coś się do nich nieustannie zbliżało. Nagle grupka rozbitków zauważyła, jak wraz z dzwiękami przewalają się drzewa w głębi wyspy. Wszyscy zostali potwornie przerażeni. Ale po chwili drzewa przestały się walić, a dzwięk i tupanie stało się coraz cichsze, aż dzwięk schował się całkowicie, jakby poszedł w inną stronę i zostawił rozbitków w spokoju. Wśród rozbitków nastała grobowa cisza. Tylko jeden z nich, ciągle wpatrując się w junglę, powiedział sam do siebie: -”Gdzie my jesteśmy!??”
LOST.

