Info o filmie:
reżyseria: Kevin Smith
scenariusz: Kevin Smith
zdjęcia: Jamie Anderson
muzyka: Tim Simonec
gatunek: Komedia
data premiery: 2002-01-04 (Polska) , 2001-08-22 (Świat)
obsada: Jason Mewes, Kevin Smith, Shannon Doherty, Renee Humphrey
Fabuła:
Kolejny film reżysera "Dogmy", "Sprzedawców" i "W pogoni za Amy"- Kevina Smitha. Jay i Bob są najmądrzejszymi, najprzystojniejszymi, najbardziej intrygującymi mężczyznami w Hollywood. Przynajmniej tak im się wydaje. Ktoś kręci o nich film, lecz nie płaci im ani grosza. Wyruszają więc na spotkanie z filmowcami, by szukać zemsty i wyrównać rachunki. Są gotowi na wszystko... (żródło: filmweb.pl)
mitha. "Sprzedawców" niedługo nauczę się na pamięć, pozostałe jego filmy również doczekały się u mnie wielokrotnego użytku. Nawet mieszana z błotem "Dziewczyna z Jersey", balansująca w dużo innych klimatach uzyskała moją akceptację. Do "Jay i Cichy Bob Kontratakują" nie zapałałem jednak tak wielką sympatią sympatią. Jest to czysta komedia i w przeciwieństwie do innych osiągnięć Smitha nie wyciągniemy z niej żadnych życiowych wniosków. Nie uważam to za jakiś specjalny minus. W końcu priorytetem komedii jest bawienie widza, a nie przekazywanie mu jakichś prawd. Szkoda tylko, że od strony humoru też nie jest to coś szczególnie mocnego. Dialogi często są naciągane, a główni bohaterowie tracą to za co kochaliśmy ich w poprzednich częściach. Nie umiem bardziej rozwinąć tej myśli, ale możliwe, że to postaci, które nie nadają się na pierwszy plan, a sympatię uzyskali dzięki temu, że umiarkowanie gościli na ekranie (no może wyłączając "Dogmę", ale tam nie dało się odczuć przesytu, wręcz przeciwnie). Bardziej prawdopodobna jest jednak wersja, że reżyserowi zabrakło pomysłu na dobry film i nie uratowała tego słynna dwójka. Zabawił się w parodiowanie Hollywood, poczynił mnóstwo nawiązań do słynnych produkcji (w tym własnych), zatrudnił do epizodów gwiazdy, by parodiowały same siebie (vide Mark Hamil), ale nie wyszło z tego nic godnego uwagi. To tylko ładnie brzmi, na ekranie jest już gorzej. Dialogi nie są tak zabawne, trafnie portretujące, brak w nich równie ciekawych nawiązań do kultury, ale przede wszystkim nie należą do inteligentnych. Bliżej im do tego, co usłyszymy w "American Pie", niż poprzednich filmach Cichego Boba. Może odniesiecie wrażenie, że film należy omijać szerokim łukiem, ale tak nie jest. Znajdzie się wiele scen które są w stanie rozbawić widza (np. numer z dziwkami Afflecka
Uff... Nieco się rozpisałem. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś do dyskusji


