Nie jestem wielbicielką "kina więziennego" (z wyjątkiem "The Shawshank Redemption"

), bo jakoś strasznie depresyjnie i klaustrofobicznie na mnie działa, ale pewnie właśnie dlatego tego rodzaju obrazy - zarówno oglądane z wyboru, jak i przez przypadek - zapadają mi w pamięć, fascynują w jakiś pokręcony sposób.
Podaję dwa tytuły, które męczyły mnie ostatnimi czasy, choć na tyle dawnymi, że zupełnie nie pamiętam, czy to były wartościowe filmy - w pamięci zostały mi tylko te obrazy, co powracają w koszmarach

(słowo daję, mniej mnie straszą horrory). Na pewno z wartościową obsadą, bo pierwszy to "Ostatni bastion" z Robertem Redfordem w roli głównej (gdzieś tam przewija się też - o ile pamiętam - Robin Wright Penn, którą lubię), a drugi "Gniazdo os" Steve'a Buscemi, w którym grał Willem Dafoe, Mickey Rourke, Edward Furlong... więcej twarzy nie pamiętam

.
A wiele lat temu widziałam doskonały "Midnight Express" Alana Parkera (z lat '70). Ten to mi dopiero zapadł w pamięć! Strasznie ciężki, przygnębiający film. Amerykański student (zwykły turysta) trafia do tureckiego (?) więzienia, bo lekkomyślnie przeszmuglował jakieś miękkie narkotyki. Po paru latach, gdy czas wyroku odbywanego w przerażających warunkach, dobiega końca, znajdują jakiś paragraf i osadzają chłopaka w więzieniu ponownie... Klasyk. O ile sobie przypominam, w tej produkcji maczał palce także Oliver Stone.
Gorąco polecam również, całkiem nowy dla odmiany, niemiecki "Eksperyment". Warunki więzienne są w tym wypadku sztucznie wykreowane - w ramach eksperymentu socjologicznego naukowcy podzielili ochotników na Więźniów i Strażników i zamknęli ich na pewien czas w prawdziwym więzieniu. Eksperyment dość szybko zaczął wymykać się spod kontroli... Fascynujące. Przerażające. Doskonały film.
To tyle na razie

.