Zabójcza broń

Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642

Zabójcza broń

Post autor: MGaździcki »

Obrazek
Reżyseria: Richard Donner
Scenariusz: Shane Black
Zdjęcia: Stephen Goldblatt
Muzyka: Eric Clapton, Michael Kamen
Gatunek: Sensacyjny
Data premiery: 6/03/1987
Obsada: Mel Gibson... sierż. Martin Riggs
Danny Glover... sierż. Roger Marthaugh
Gary Busey... Mr Joshua
Mitch Ryan... gen. Peter McAllister
Darlene Love... Trish MUrthaugh
Traci Wolfe... Rianne Murthaugh
Tom Atkins... Michael Hunsaker
Damon Hines... Nick Murthaugh
Ebonie Smith... Carrie Murthaugh
Jackie Swanson... Amanda Hunsaker
i inni

Funkcjonariusz wydziału zabójstw, Roger MUrthaugh, dostaje na 50. urodziny nietypowy prezent. Jest nim nowy partner-przeniesiony z wydziału do walki z narkotykami były "zielony beret", Martin Riggs. Riggs był kiedyś znakomitym policjantem, jednak po tragicznej śmieric żony, Vicki, popadł w depresję i zaczął przejawiać skłonnosći samobójcze. Murthaugh nie jest zadowolony z przydziału, tym bardziej, że młodszy i bardziej pyskaty Martin reprezentuje zupełnie odmienną filozofię życiową. Tymczasem muszą razem poprowadzić sprawę samobójstwa młodej prostytutki, córki przyjaciela Murthaugh z Wietnamu. Roger i Martin odkrywają, że śmierć dziewczyny była spreparowana, by zastraszyć jej ojca. Przyciśnięty do muru Michael Hunsaker wyjawia, że jest "tarczą" dla syndykatu byłych komandosów i agentów CIA. Na czele organizacji stoją bezwzględny gen. McAllister i jego prawa ręka, szalony morderca, Mr Joshua. Zabija on Hunsakera i rozpoczyna polowanie na Martina i Rogera, którzy wiedzą za dużo...

Bodajże obok "Gliniarza z Beverly Hills" i "Szklanej pułapki" najlepszy film akcji lat 80.. Temat z pozru jest banalny (dwaj policjanci kontra mafia), ale odtwórcy głównych ról przynoszą dużo świeżości. Obaj są bardzo wiarygodni (Gibson jako paranoik, Glover jako zmęczony życiem "pies gończy"), obaj znakomicie oddają kontrast między granymi przez nich postaciami (poukładane życie Rogera razem z rodzinką w eleganckim domu kontra wegetacja Riggsa w brudnej przyczepie w towarzystwie colie), do tego dzięki naturalnemu komediowemu talentowi Gibsona nie sposób się nudzić (scena "akcji ratunkowej samobójcy" obowiązkowa!). Sceny akcji robią wrażenie i są naprawdę dobrze zagrane (zwłaszcza quasi westernowa konfrontacja na pustyni), muzyka śp Michaela Kamna znakomciie buduje napięcie. Brak mi może jakiejś choćby ozdobnicznej partnerki Riggsa (była taka, ale sceny z jej udziałem wycięto)-dało by to filmowi jakąś zmysłowość.

Takich filmów się już nie robi, albo inaczej-robi się, albo schematycznie. Donner i Black też brali się za schemat (przed "LW" było słynne "48 Godzin"), ale wyszli obronną ręką. Jak i cały cykl...
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Zabójcza broń

Post autor: Aletheia »

Że ja tego jeszcze nie założyłam... Wśród moich ulubionych filmów w pierwszej dziesiątce, albo wyżej.
MGaździcki pisze:Bodajże obok "Gliniarza z Beverly Hills" i "Szklanej pułapki" najlepszy film akcji lat 80
Co do "Pułapki", zgoda. Ale Axel Foley przy Martinie Riggsie to cienki bolek, zwykły błazen. W "Gliniarzu" wysoko cenię tylko główny temat muzyczny.
MGaździcki pisze:scena "akcji ratunkowej samobójcy" obowiązkowa!
Yeah! Uratować samobójcę raz to drobiazg, ale uratować go raz na zawsze... Facet zrozumiał, że kocha życie :-D
MGaździcki pisze:Brak mi może jakiejś choćby ozdobnicznej partnerki Riggsa (była taka, ale sceny z jej udziałem wycięto)-dało by to filmowi jakąś zmysłowość.
NIE. NIE. NIE. ABSOLUTNIE WYKLUCZONE. Wybacz, ale to straszny pomysł. Cała podstawa konstrukcji Riggsa jako postaci, to fakt, że kobiety nie istnieją. Nie mogą, nie mają prawa. Nie obok tej jednej, która była ale jej już nie ma. Bo dla Riggsa ona wciąż jednak jest. Doklej na siłę jakąś laskę do ozdoby i co...? Nie zmieściłaby się w jednym filmie ze sceną, gdy Riggs wieczorem nie może się zdecydować na samobójstwo. Jakbyś mieszał materię z antymaterią, to musi się skończyć wybuchem całego sensu filmu, postaci... wszystkiego. W dwójce już była bardziej prawdopodobna, a i to trzeba było coś z nią zrobić. Nawet w komediowej czwórce, tak przecież odległej czasem i wydarzeniami, musiała być scena na cmentarzu.

Jedynka jest zdecydowanie najlepsza z całej serii. Przez to, że najczarniejsza, podszyta dramatem. Potem już to szło w kierunku komedii, tracąc tą siłę oddziaływania, zapamiętywalność.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642

Re: Zabójcza broń

Post autor: MGaździcki »

Aletheia pisze:Że ja tego jeszcze nie założyłam
Toteż temat został założony niemalże z dedykacją dla Ciebie ;)
Aletheia pisze:Ale Axel Foley przy Martinie Riggsie to cienki bolek, zwykły błazen
Tego bym nie powiedział. Może oni po prostu reprezentują odmienne typy: poczucia humoru, wymuszania posłuszeństwa, prowadzenia śledztwa... Axel jest dużo bardziej pyskaty od Martina, ale pęka przy jego "świrowaniu" (mówię o tym, którego przykład mieliśmy podczas zakupu przez Riggsa narkotyków) i umiejętnościach. Co nie zmienia faktu, że "Beverly Hills Cop" to dobry film, czysto rozrywkowy.
Aletheia pisze:Uratować samobójcę raz to drobiazg, ale uratować go raz na zawsze... Facet zrozumiał, że kocha życie
"Zabijesz policjanta!"/"Jesteś psychopatą!"/"Tak, ale nie zmienia to faktu, że jestem policjantem"... A potem "Ja chcę jeszcze!". Chyba są jeszcze dwie tak dobre akcje ratunkowe w filmach: "Brudny Harry" (Eastwood opisuje skoczkowi w najdrobniejszych szczegółach jak będzie wyglądał po skoku, a potem zabrania mu wymiotować) i "Krokodyl Dundee II" (Paul Hogan prosi skoczka, żeby się zdecydował bo...jemu się spieszy, a on mu blokuje przejście).
Aletheia pisze:kobiety nie istnieją


Dla mnie dla Riggsa istniały dwie kobiety: Vicki i Rika Van Der Hass. Lorna Cole jest zwyczajnie do zaakceptowania. W sumie uważałem zawsze, że część druga powinna się kończyć śmiercią Martina- wtedy dostałby najlepszą nagrodę za usunięcie Adolfa: swoje dwie damy. A "laska-ozdobnik" była: w wersji reżyserskiej filmu, po kolacji u Rogera Martin bierze do auta młodą prostytutkę. Dziewczyna jest niepełnoletnia, ale kłamie, że jest po dwudziestce. Riggs wynajmuje ją, by pooglądała z nim TV. W przyczepie omal do czegoś nie dochodzi, ale Martin jest wierny Victorii Lynn. Scena mogłaby być, ale Joel Silver uznał podobno, że Riggs wynajmujący nieletnie prostytutki nie pasuje do pozytywnego wyobrażenia tego gliny.

A "najczarniejsza" jest raczej dwójka. Liczba, skala i częstotliwość padania trupów, sposób likwidowania Złych (zarówno Martin, jak i Roger), tortury względnie sympatycznego Pesciego.... Gdyby odjąc właśnie jego, czyli Leo Getza i wątęk z Rianne w reklamie powstałby jeden z najczarniejszych dramatów kryminalnych.

Trójka jest zwyczajnie słaba (Lorne'a Cole, Pesci nie w formie, marni przeciwnicy-wszak Riggs i Rog zwykli walczyć z kimś więcej niż loklani bandyci, zatrudnijący uczniów), czwórka ujdzie w tłoku, ale Gibson robił wrażenie naprawdę zmęczonego rolą, a wątek z ciążą był zbędny (Lorna tym bardziej). Film tylko dla Pesciego, Chrisa Rocka i ostatnich 20 minut.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Zabójcza broń

Post autor: Aletheia »

MGaździcki pisze:Toteż temat został założony niemalże z dedykacją dla Ciebie
Nie wiedziałam, że to uwielbienie ze mnie tak świeci :641:
MGaździcki pisze:"Beverly Hills Cop" to dobry film, czysto rozrywkowy.
I przy tym mogę zostać. Widać to już przy porównaniu Murtaugha z tymi tam, jak im tam było, na drugim planie "Gliniarza".
MGaździcki pisze:Dla mnie dla Riggsa istniały dwie kobiety: Vicki i Rika Van Der Hass. Lorna Cole jest zwyczajnie do zaakceptowania.
Hmm, dla mnie odwrotnie. Vicki, rzecz oczywista. Rika... Nie. Prędzej czy później tak by skończyła, jak ćma w płomieniu. Po prostu zbyt słaba, jako postać. Natomiast Lorna... Zgadzam się, że jest właściwie niepotrzebna. Doszyta na zasadzie "Dajmy coś chłopu, niech wreszcie ma od życia". Co nie zmienia faktu, że jest jedyną dla Riggsa odpowiednią. Jeśli już, to taka co dotrzyma kroku i sama zadba o siebie. Ale to możliwe tylko w tym klimacie późniejszych LW. Strawne jako komedia, ale czy sprawdziłoby się na serio? Być może, ale po prostu nie wiem.
MGaździcki pisze:A "najczarniejsza" jest raczej dwójka.
Czarna jest od rozstania z Riką do... hmm, robót rozbiórkowych ;-) Ale dla mnie to był właśnie powrót do klimatu jedynki.
MGaździcki pisze:czwórka ujdzie w tłoku
Dla mnie - jedynka, dwójka, potem kawałek nic i trójka, potem baaardzo dłuuugo nic i czwórka. Dorobiona na siłę, przekombinowana (jak nie wiemy co kręcić, to zawsze się jakoś dopasuje karate, w Azji nas jeszcze z tym filmem nie było, w piątce złożymy wizytę Krokodylowi D.), wyraźnie wymęczona. Cały film wygląda jak facjata Riggsa w zakończeniu. Typowe odgrzewanie z braku lepszych pomysłów. A Chris jest na zasadzie "co część to postać". Rezultatem jest hałaśliwy tłum. Czym to grozi serii, najlepiej widać w "Piratach z Karaibów"
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642

Re: Zabójcza broń

Post autor: MGaździcki »

Aletheia pisze:Widać to już przy porównaniu Murtaugha z tymi tam, jak im tam było, na drugim planie "Gliniarza".
Billie Roswood (Judge Reinhold) i Taggart (John Ashton). Oni z Rogerem nie mają wiele wspólnego-może Taggart, ale w porywach. Rosewood z kolei zawsze przypominał mi trochę sierżanta Doyle'a z "Maski" i Tuckleberry'ego z "Akademii policyjnej" (to jego zamiłowanie do broni i Stallone'a...). Ich naprawdę trudno rozpatrywaćw tej kategorii co Riggsa i Marthaugh, czy nawet Leo Getza. Zauważ, że ani ich, ani Foley'a nikt na serio nie torturuje. W przypadku Rogera była sól na otwartą ranę, Martina podłączali do prądu pod prysznicem, topili w kaftanie bezpieczeństwa... Naprawdę, bardzo czarny styl...
Aletheia pisze:Jeśli już, to taka co dotrzyma kroku i sama zadba o siebie
Ja na to patrzę inaczej. Chyba dlatego, że Riggsa zawsze odbierałem jako swoistą kontynuację postaci Maxa Rocatansky'ego. Jego żona, Jessie, była zwyczajną dziewczyną, taką girl-next-door. I zawsze gdy myślę o Jessie, automatycznie myślę o Vicki. Lorna miała być w założeniu Riggsem w spódnicy, ale założenie zwyczajnie poszło na wakacje w "czwórce". Rozumiem, że była w ciąży, ale w konwencji serii (zwłaszcza tej już bardziej-od "trójki"-nastawionej na rozróbę) mogła pokazać coś więcej, niż dać się pokonać Azjatom. Russo dużo lepsza była w podobnej roli tajnej agentki w "Na linii ognia".
Aletheia pisze:wyraźnie wymęczona. Cały film wygląda jak facjata Riggsa w zakończeniu. Typowe odgrzewanie z braku lepszych pomysłów. A Chris jest na zasadzie "co część to postać". Rezultatem jest hałaśliwy tłum
Gdy pierwszy raz oglądałem "Zabójczą broń 4" (a było to wieki temu) myślałem "To jest to, genialne kino". W rzeczywistości, później stwierdziłem, że jest to naprawdę film zrobiony na siłę. Straznie nierówny, raz za szybki, raz za wolny, nastawiony bardziej na rozróbę i humor (scena z Riggsem ciągniętym za ciężarówką na folii), te elementy ciążowe jakieś takie niespecjalne... Ale jedno było dobre-cath-phrase Rogera "Jestem na to za stary" wreszcie było zgodne z prawdą. Szkoda tylko, że dotyczyło to także Gibsona.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Zabójcza broń

Post autor: Aletheia »

MGaździcki pisze:Naprawdę, bardzo czarny styl...
Miałam na myśli, że Murtaugh jest o wiele pełniejszą postacią. Ma swoje życie, rodzinę, całe to tło. A także "Jestem na to za stary". Ogólnie - w nim jest co zapamiętywać, a w drugoplanowych "Gliniarza" - nie ma. Chyba, że to moje wrażenie, bo po prostu na "Gliniarzu" nie skupiam uwagi. No ale jeśli film wylatuje z pamięci, to też jakoś o nim świadczy.
MGaździcki pisze:Lorna miała być w założeniu Riggsem w spódnicy
Vicki była, jak się zdaje, girl-next-door. A takie właśnie są przy Riggsie zagrożone, wręcz scenariuszowo przeznaczone do odstrzału. Coś jak pierwsza pojawiająca się na ekranie osoba w horrorze typu "Krwiożercze piranie/crittersy/króliki". Lorna musiała być silniejsza, jeśli scenarzystom nie chciało się wymyślać kolejnych.

A co do opisywanej przez Ciebie wyciętej sceny...
MGaździcki pisze:Joel Silver uznał podobno, że Riggs wynajmujący nieletnie prostytutki nie pasuje do pozytywnego wyobrażenia tego gliny.
Nadmiar wybielacza czasem szkodzi, nie tylko "ulubionym bluzkom". W tej formie byłabym skłonna to przetrawić, ale uważam, że i bez tego film nic nie traci. Jeśli chodzi o "zmysłowe ozdoby", wystarczy pewna blondyna rozpłaszczona na samochodzie.
MGaździcki pisze:cath-phrase Rogera "Jestem na to za stary" wreszcie było zgodne z prawdą. Szkoda tylko, że dotyczyło to także Gibsona
To właśnie miałam na myśli pisząc kiedyś w innym temacie, że sequele po latach to pomyłka. Geriatryczne odgrzewanie wspomnień daje naprawdę przykre rezultaty. Niby sprezentowane fanom, a właśnie ich najbardziej boli.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642

Re: Zabójcza broń

Post autor: MGaździcki »

Aletheia pisze:Jeśli chodzi o "zmysłowe ozdoby", wystarczy pewna blondyna rozpłaszczona na samochodzie.
"I teraz chłopcy i dziewczynki wstrzymujemy oddech, bo na na łózku leży NAJPIĘKNIEJSZA DZIEWCZYNA W MIEŚCIE. Blond włosy rozproszone na poduszce... Dziewczyna leży na masce samochodu. Martwa, ale wciąż piękna"-tak Amandę Hunsaker opisał w scenariuszu Shane Black. Trzeba przyznać, że autentycznie jest ona piękna-blondynki w 80. były naprawdę śliczne-ale żałuję jednego. Mianowicie tego, że nie nakręcono sceny, w której przed skokiem Amanda rzuca doniczki na przejeżdżające samochody i ze śmiechem rozpoznaje kolory aut.
Aletheia pisze:A takie właśnie są przy Riggsie zagrożone, wręcz scenariuszowo przeznaczone do odstrzału
Coś w tym jest, bo nawet w "Ataku na 13. posterunek" Carpentera SPOILER pierwsza ginie zalękniona i nieśmiała Suzy Kendall, a nie jej twarda koleżankaSPOILER. Ale z drugiej strony w thrillerach angielskich to właśnie dziewczyna w stylu "bitchy" ginie pierwsza, a "girl-next-door" pozostaje przy protagoniście (przykłady to seria Bonda czy "Święty"). Ale to chyba właśnie różni brytyjskie noir od jankeskiego.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Zabójcza broń

Post autor: Aletheia »

MGaździcki pisze:blondynki w 80. były naprawdę śliczne
Kwestia fryzur i figur. Teraz od jakiegoś czasu wracają lata 20 i dziewczyny na których można prasować koszule. Nie, wróć, byłyby zagniecenia od wystających żeber i obojczyków... A poza tym w latach 80 obowiązkowym babskim sprzętem domowym była lokówka. Dzisiaj wymyślili idiotyczne ustrojstwo zwane prostownicą. Serdecznie nie znoszę aktualnej mody w temacie włosów - wieczne "och, uciekłam spod ulewy".
MGaździcki pisze:żałuję jednego. Mianowicie tego, że nie nakręcono sceny, w której przed skokiem Amanda rzuca doniczki na przejeżdżające samochody i ze śmiechem rozpoznaje kolory aut.
Słusznie, przydałoby się dobitniejsze zobrazowanie jej stanu, powód dla którego skacze.
MGaździcki pisze:Ale to chyba właśnie różni brytyjskie noir od jankeskiego.
No proszę, purytańska Ameryka faworyzuje pyskate i ostre babska? Kraj sprzeczności. Chyba, że podciągnąć to pod ogólny typ amerykańskich postaci - skoro life is brutal, przeżywa ten kto potrafi mu oddać kopniakiem. Szczególnie, że "pierwsza zjedzona" nie zawsze musi być kobieta. Choć jak się zastanowię, to dziwnie często bywa... To chyba chodzi o tych "Obcych atakujących nasze kobiety".
Brytyjki za to nie mogą być za ostre, żeby się nie okazało, że to gentleman potrzebuje obrończyni. "Bitchy" zresztą burzy porządek społeczny, co dla Brytyjczyka, jest wysoce nietaktowne, że użyję tak szokującego określenia... Ameryka za to woli buntowników. Uff, lepiej skończę, strasznie daleko mnie poniosło od dziewczyn Riggsa.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642

Re: Zabójcza broń

Post autor: MGaździcki »

No, faktycznie, zboczyliśmy z tematu. To może zamiast o "girls", porozmawiajmy o "boys"? "Bad boys"? Mam tu na myśli Gary'ego Busey'a czyli Mr Joshuę. Fenomenalna gra, postać zastrasza od pierwszego wejścia. Nie dziwię się, że Mendez na widok "testu lojalności" nazwał gangsterów bardziej porąbanymi niż pies Pluto (nota bene, moja ulubiona odzywka :). Bo w filmach zazwyczaj cierpienie jest nie dla najlolalniejszych, niekompetentnych pomocników, tutaj Joshua cierpi, by pokazać swe oddanie. Oddanie? Raczej pozbawienie ludzkich odczuć-on traktuje wszystkich jako potencjalnych klientów i ofiary. Nic go nie wzrusza, przypuszczam, że to nawet nie on pisał kartkę, że "Rianne jest fajna goła". Joshua jakoś kojarzy mi się z Royem Batty z "Blade Runnera"-tak samo zimny, tak samo perfekcyjny, tak samo-roboci.

A Busey ironicznie, choć już bnardziej na drugim planie, kontynuował tę postać w "Liberatorze".
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Zabójcza broń

Post autor: Aletheia »

MGaździcki pisze:Mam tu na myśli Gary'ego Busey'a czyli Mr Joshuę. Fenomenalna gra, postać zastrasza od pierwszego wejścia.
Riggs przyćmiewa całą resztę, przynajmniej w moich oczach. Ale Joshui jakoś udało się przebić do mojej uwagi, co dowodzi, że jest rzeczywiście mocny. Owszem, też odbieram go jako robota, aż dziwne, że się skrzywił w scenie z zapalniczką. A jedną z moich ulubionych scen jest ostatnia walka przed domem.
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615

Re: Zabójcza broń

Post autor: Mela0607 »

jedna z moich ulubionych komedii sensacyjnych; uwielbiam obsadę w szczególności Gibson'a, którego zaliczam również do ulubionych i te jego ruchy; facet jest naprawde rewelacyjny jeśli chodzi o filmy sensacyjne, a ten film mi się najbardziej z nim kojarzy. Ogólnie to wszystko co powinno być w takim filmie zostało zachowane i to mi się podoba; humor, akcja, efekt, obsada i co tu dużo pisać; nie tylko jeden z lepszych filmów w latach 80., ale takze w historii kina, bo przecież powstają filmy podobnego gatunku, ale czy potrafią dokopać takim klasykom; jak wspomniałeś "Gliniarz...", czy też "Szklanej pułapki"; może i zobaczymy, ale sporadycznie i zdarza się to rzadko; chociaz "Bad Boys" (bo zauwazyłam iż wspomnieliscie o tym filmie powyzej) potrafili! :)
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Zabójcza broń

Post autor: Aletheia »

Co do Gibsona, według mnie to chyba jego najlepsza rola. Niejeden się na to będzie wymądrzał, że miał ambitniejsze (cokolwiek miałoby to oznaczać), ale czemu Riggs miałby być gorszy od różnych duńskich książąt? Tylko dlatego, że pod tamtym podpisał się Szekspir i już "ambitniejsze"? Riggs zapada w pamięć i mocno "zahacza o serce" - ogromna większość postaci nie może się tym pochwalić.
Mela0607 pisze:Ogólnie to wszystko co powinno być w takim filmie zostało zachowane
Powiedziałabym nawet więcej - to właśnie "Zabójcza broń" należy do tych filmów, które wytyczają kierunek rozwoju gatunku. Nie bez przyczyny Riggs & Murtaugh wygrywają jak leci w każdym rankingu duetów filmowych. Wszystko co przyszło potem, nawiązuje do nich - aż żałosne są te próby "nowatorstwa". "Uwaga, tego jeszcze nie widzieliście! Czarny z białym już był, to przeżytek, a u nas - lepiej usiądźcie - Murzyn z Chińczykiem!!! I uwaga, to Murzyn świruje!!! Oczekujemy Oscara za Zaskoczenie Roku i Złotego Globu za Przełom w Kinematografii!!!" A zasługują w najlepszym przypadku na Popcorn od MTV, za Wiarę w Sukces... :mrgreen:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Akcja | Sensacja”