Inwestycja w marzenia

Ogólne dyskusje na tematy cieszące się szerszym zakresem.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Inwestycja w marzenia

Post autor: Aletheia »

Krótko tu jestem, ale pozwolę sobie założyć temat. Napadł mnie :510: POMYSŁ :510: i nie chce się odczepić. Może Was zaciekawi, a może uznacie, ze jest równie sensowny jak otwieranie serwisu dla lodówek na Antarktydzie - w takim wypadku proszę o argumenty. Tak czy inaczej, liczę na gorącą dyskusję.
Do rzeczy.

Co czujecie kiedy dowiadujecie się o projekcie filmu budzącego duże nadzieje? Śledzenie kolejnych doniesień, czekanie na wiadomość o początku zdjęć, marzenie zaczyna być realne... Wszyscy jednak wiemy jak to wygląda. Czasem oczekiwanie ma finał przed ekranem, a czasem nie ma finału w ogóle. Szumnie zapowiadany projekt rozchodzi się po kościach. Ekipa nie mogła się zebrać, albo nie udało się dopiąć budżetu. Na to pierwsze nic nie poradzimy, na drugie... Hmm...

Jak wiadomo, stereotypowy producent filmowy jest gruby, przeżuwa cygara i nie ma pojęcia o kręceniu filmów. Ma za to pojęcie o robieniu pieniędzy.
Ja mam 52 kilo, nie palę i... No dobra, też nie mam pojęcia o kręceniu filmów. Ani o robieniu pieniędzy. Ale za to kocham filmy. I mam dostęp do Internetu. Wy też. Zaczynacie łapać do czego zmierzam?

Od początku. Dowiaduję się o projekcie, jestem zainteresowana. Decyduję się w to wejść. Rejestruję się i przelewam na podane konto dwadzieścia dolarów. Jeśli, poza mną, projekt "złapie" stu chętnych z całego świata... no cóż, odbieramy z powrotem swoją inwestycję, a reżyser idzie się powiesić. Albo puszcza w Internet następny projekt.
Ale jeśli pieniądze przyśle dwa miliony ludzi, także bogatszych ode mnie... Spotykamy się w kinie. Jeśli film przy tym coś zarobi, wkład wraca proporcjonalnie pomnożony. Jak by nie patrzeć, czysty zysk. Chyba, że film nie spełni naszych oczekiwań, ale to już osobna sprawa.

Jak sądzicie, czy tak może wyglądać przyszłość produkcji? Jeśli taki system doszedłby do głosu, można przewidzieć różne skutki. Od tych wymarzonych, czyli możliwości realizacji ciekawych projektów, które zdechły z niedożywienia, aż po takie, które, znając ludzką naturę, byłyby nieuchronne - czyli pojawienia się masy domorosłych "byznesmenów" ładujących kasę w potencjalne przeboje.

Co o tym sądzicie? Przydałoby się zdanie kogoś zorientowanego w ekonomii w ogóle, a produkcji filmowej w szczególe. Sama już mam do tej wizji sporo zastrzeżeń, ale poczekam na wasze opinie.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642

Re: Inwestycja w marzenia

Post autor: MGaździcki »

Widzisz, Aletheia, pomysł jest genialny w swej prostocie, ale ja już na początku widzę takie dwa minusy.

Primo-przykładowo ktoś chce kręcić film o Kaliguli. Tobie się to podoba, wykładasz na to pieniądze. Ale jest jeden szkopuł-czy znajdą się inni, którzy to zrobią? I tu się zaczyna ruletka. Nie mamy gwarancji czy zbierze się duża grupa chętnych, nazwijmy ich, "sponsorów". Oczywiście, może się pojawić nowy scenariusz, ale sytuacja się zmieni proporcjonalnie-przyjdą nowi zainteresowani, ale tamci być może stracą zainteresowanie. Wystarczy popatrzeć na fora filmowe pokroju Filmwebu, IMDb, czy nawet na coś z innej beczki-YouTube'a. Nie ma filmu, który by do gustu przypadł wszystkim, zatem nie wiem czy byłaby szansa, żeby większa grupa osób się zebrała.

I od razu przechodzę do secundo-jakoś wątpię, by ktoś oddawał te pieniądze nawet gdyby filmu nie zrealizowano. Zbytnio dzowni mi w uszach słowo "kreatywna księgowość", w której celują panowie zza Wielkiej Wody. A ponieważ Ty byłabyś pomysłodawczynią projektu, pewni ludzie, którym nie chciało by się bawić w dochodzenie swoich racji z możnymi tego świata, obróciłoby się przeciwko Tobie.

Okay, była gorzka piguła, pora na promień nadziei.

Załóżmy, że jest scenariusz, który nawet nie zainteresuje ogółu-ale zaionteresuje fanów. Jeśli jest ich dostatecznie dużo w fandomach, jeśli mająsiłe przebicia... sznase rosną. Jedyne co mi się tu nastręcza to obawa, żeby nie utworzyło się lobby chcące mieć wkład w rozwój scenariusza.

I drugi pozytyw-kiedy szanowni rządzacy zobaczą, że podczas gdy oni nie robią nic dla kinematografii, dokładają do niej fani, być może zrozumieją swój błąd. Zrozumieją i wtedy oni także wyłożą więcej kasy na produkcję.

Zamysł szlachetny, wykonanie byłoby jednak trudne i niepewne. Tu trzeba by oprócz wspominanych ekonomistów, dobrego prawnika.
Ocky
Indiana Jones
Posty: 284
Lokalizacja: Wrocław

Re: Inwestycja w marzenia

Post autor: Ocky »

hm, tylko,ze jako wspolsponsor projektu mozesz stwierdzic nagle,ze place,wiec wymagam i zaczac wymagac pewnych zmian w obsadzie/scenariuszu etc. A przy malych sumach wkladu, udzialowcow bedzie na tyle duzo,ze wyjdzie mlyn.
Miodzio
Indiana Jones
Posty: 248
Lokalizacja: Pabianice

Re: Inwestycja w marzenia

Post autor: Miodzio »

Ostatnio w Polsce było coś takiego realizowanego. Powstał jakiś film zrobiony za pieniądze, które reżyser otrzymał od życzliwych internautów. Pomysł na zdobycie funduszy osobiście mi się podoba, bo dzisiaj niełatwo zainteresować producentów swoimi pomysłami.

Pomysł jednak ma swoje wady i zalety. Zależy jak do niego podchodzimy. Czy chodzi o to, żeby tylko dać pieniądze, aby dany człowiek mógł nakręcić film, który mu się wymarzył, a przy okazji nam spodobał, czy chcemy dać pieniądze, by przy okazji być współtwórcami tego filmu. W pierwszym wypadku tylko komuś pomagamy i to właściwie jest najlepsze rozwiązanie, bo w przypadku drugim, tak jak Ocky, uważam, że zrobiłoby się za dużo wymagań. Wiadomo jak to jest, gdy reżyser chce coś nakręcić, ma swoją wizję, a przykładowo producent z racji tego, że wykłada pieniądze narzuca diametralne zmiany. Chyba sam Scorsese miał takie problemy przy kręceniu "Gangów Nowego Jorku". Film nie był zupełnie taki jak go reżyser na początku widział.
MGaździcki pisze: I drugi pozytyw-kiedy szanowni rządzacy zobaczą, że podczas gdy oni nie robią nic dla kinematografii, dokładają do niej fani, być może zrozumieją swój błąd. Zrozumieją i wtedy oni także wyłożą więcej kasy na produkcję.
Raczej wątpie. Rządzący myślą przede wszystkim o pieniądzach, a nie o robieniu czegoś dobregodla kinematografii.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Inwestycja w marzenia

Post autor: Aletheia »

Oho, widzę multum wątpliwości, w tym kilka kwestii które i mnie się nasunęły i parę nieporozumień do sprostowania. Spróbuję to jakoś rozwikłać.

Po pierwsze, wydaje mi się że odebraliście ten pomysł jako coś w rodzaju mojego biznesplanu.
MGaździcki pisze:Ty byłabyś pomysłodawczynią projektu
Bynajmniej nie byłabym, bo nie chodzi o jednorazowy projekt, ani nie zamierzałabym zakładać firmy producenckiej działającej w nowy sposób. Z pewnością też nie zamierzam pisać petycji do Hollywood o zmianę istniejącego systemu. Przede wszystkim dlatego, że z zasady nie wierzę w takie rewolucje. Są nietrwałe i prowadzą z reguły całkiem gdzie indziej niż sobie projektant umyślił. Wierzę w ewolucję. Na dłuższą metę lepiej się sprawdza.
Chodzi mi o coś, co wyłoniłoby się samoistnie, z wielu drobnych czynników. Spójrzcie na sam Internet. Pół wieku temu najtęższe głowy informatyczne uważały, że wystarczy kilka komputerów dla całego świata, bo po diabła komu toto w domu? Rozwoju Internetu nie dało się przewidzieć i, co ważniejsze, nikt nie dałby rady stworzyć go celowo. Żaden rząd, żaden wariat-rewolucjonista nie narzuci czegoś takiego całemu światu.
Zatem gorączkowanie się w stylu "A ja wiem jak to powinno działać! Teraz trzeba tylko zdobyć Hollywood!" z pewnością nie było moim zamiarem. Próbowałam raczej przewidzieć jedną z możliwych dróg rozwoju produkcji filmowej. I to niekoniecznie dominującą! A z pewnością nie w ciągu roku czy dwóch.
Wydało mi się to realne (i w ogóle przyszło na myśl), bo rozwój kultury, Sieci i w ogóle systemów społecznych (strasznie bombastycznie to zaczyna brzmieć) wydaje się zmierzać w podobnym kierunku. Internauci już namieszali w "Wężach w samolocie", moim zdaniem to dopiero początek. Co z tego będzie, czas pokaże. Ale nie zdziwię się jeśli wyjdzie na to, że widownia filmowa całego świata ma w rękach nową możliwość, tylko jeszcze nie całkiem o tym wie.
Miodzio pisze:Ostatnio w Polsce było coś takiego realizowanego.
On już przestał zbierać? Wszystko jedno, ten facet to był pojedynczy desperat z jednorazową akcją w stylu "Chory Maciuś potrzebuje pieniędzy na operację. Ty też możesz pomóc." Ja mam na myśli cały system. Przyjęty i powszechny zwyczaj. Wyspecjalizowane portale. A jakże, nowe usługi bankowe i prawników też, pojawiliby się przy okazji, jak wrony za orzącym traktorem. Jak widać, całość należy traktować nie jako mój biznesplan, tylko raczej pomysł sf. Jak kogoś talenty pisarskie męczą, to niech bierze, prawa autorskie niniejszym daję chętnemu ;-)

Poruszyliście za to problem, który mnie od początku wydawał się najpoważniejszy. Ciekawa byłam czy ktoś z tym wyjdzie. Wyszli wszyscy, zatem rzecz się nasuwa sama.
Mianowicie co jeśli projekt zmieni się już po tym jak zainwestowałam? Piszecie wręcz, że ci drobni współproducenci mogliby wpływać na decyzje filmowców. Zgadzam się, to byłby młyn, który nie doprowadziłby do niczego. Widziałam to raczej tak, że kupowało by się kota w worku. W końcu widząc pierwsze zapowiedzi też podejmujemy jakieś pierwsze decyzje o ewentualnym pójściu do kina, kiedy film już będzie. Ograniczyłabym swoje decyzje do samego daję/nie daję. Już wystarczająco dużo kłopotów byłoby w sytuacji, gdy wpłacę, a po tygodniu dowiaduję się, że zmienili głównego aktora. To musiałoby być jakoś z góry regulowane gwarancjami. Sami widzicie, że to nie jest coś co można od początku i w całości zaprojektować. Musiałoby się samo dotrzeć, jak docierają się wszystkie zjawiska społeczne.
MGaździcki pisze:Zrozumieją i wtedy oni także wyłożą więcej kasy na produkcję.
Lepiej nie. Wchodzi w grę zasada, która według mnie ma największe znaczenie przy takich zjawiskach, jak finansowanie kultury, czy w ogóle sterowanie procesami społecznymi. One są po prostu niesterowalne. A urzędas rozdziela nie swoje pieniądze, tylko przydział, którego musi się pozbyć. Zawsze dojdzie do głosu polityczna poprawność i myślenie w rodzaju "jak o mnie świadczą te decyzje w oczach przełożonych i ludu (nawet jak nie pracującego, to głosującego ;-) )".

A czy zbierze się dostateczna ilość chętnych do kupowania kota w worku? Ha, w tym rzecz. Właśnie dlatego system musiałby być ogólnoświatowy. Musiałby mieć formę przyjętego zwyczaju, jak inwestowanie na giełdzie i gra w totka. I dlatego nie powstanie pomysłem jednej nawiedzonej rewolucjonistki, choćbym nawet jakimś cudem miała ochotę na taką rolę, tylko wyłoni się (jeśli w ogóle) z różnych czynników, w ciągu lat.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642

Re: Inwestycja w marzenia

Post autor: MGaździcki »

Tego reżysera, który zbierał pieniądze przez Internet pamiętam, udzielał wywiadu bodajże w "Dzień dobry, TVN". Tylko, że on chyba nie tworzył nowego trendu, a dawał po prostu przykład jak powinien się zachować człowiek, który naprawdę chce zrobić film.

Po Twoim drugim poście widzę to tak: najpierw niech producenci pokażą scenariusz, ale niech nie będzie to pierwsza wersja. Dalczego? Bo gdy rozpocznie się redagowanie scriiptu możliwe, że zachowa się więcej z tego, w co zainwestujemy. Potem producent winien podać j jakieś konkrety dotyczące obsady, ale z tym też ostrożnie, żeby się nie zaczęły "wojny klonów" między nnternautami. Najlepiej niech scenarzysta powie pod kogo to pisał. Na końcu jakiś sympatyczny biznesplan. Wtedy internauta wie, czy wpłacić, czy nie. I pasowałoby ustawić stawkę-bo chyba nie byłoby to na zasadzie "co łaska" ;).

Na koniec powiem tyle, że by system był ogólnoświatowy musi się zacząć w jednym państwie. Na tyle zsieciowanym, by pomysł wypalił.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Inwestycja w marzenia

Post autor: Aletheia »

MGaździcki pisze:dawał po prostu przykład jak powinien się zachować człowiek, który naprawdę chce zrobić film.
W moim poprzednim poście nie bardzo było to widać, ale ja tego gościa szanuję za to że podwinął rękawy i wziął się za konkretne działania, zamiast jęczeć o dotację pod drzwiami ministerialnego karmnika.
MGaździcki pisze:najpierw niech producenci pokażą scenariusz
Oj, to delikatny problem ;-) Wcześniej się zastanawiałam jak to załatwić, żeby wiedzieć co się kupuje, nie pozbawiając się tego co w interesie z chodzeniem do kina ważne, czyli zaskoczenia. Jako producent chcę znać produkt, ale jako przyszły widz nie chcę znać zakończenia. Rozwiązaniem znowu jest zasada kota w worku. Choć może opcjonalna - można wybrać sponsoring z różnym stopniem dostępu do scenariusza. Ktoś kto koniecznie musi sobie zepsuć przyjemność, mógłby to zrobić jednym dodatkowym kliknięciem.
MGaździcki pisze:I pasowałoby ustawić stawkę-bo chyba nie byłoby to na zasadzie "co łaska" .
Widziałam to tak, że minimalną stawkę ustawiłoby się na poziomie przeciętnego biletu w kraju wpłacającego (bo przecież współproducent wchodzi do kina za friko, przynajmniej za pierwszym razem ;-) ). A od tego poziomu w górę, owszem, co łaska :-D Pamiętaj, że zwrot proporcjonalny ;-)
MGaździcki pisze:by system był ogólnoświatowy musi się zacząć w jednym państwie. Na tyle zsieciowanym, by pomysł wypalił.
Hmm, nadal zakładasz inicjatywę rządową? Jakoś od początku w ogóle nie myślałam o państwach. Zobaczyłam raczej coś co wyszłoby od samych filmowców - w końcu to im by się to opłacało, bo przecież nie wytwórniom. Coś w rodzaju "Oto nasz projekt, przyjmujemy wpłaty z każdego kraju cywilizowanego na tyle, żeby jego banki umożliwiły wysłanie pieniędzy".
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642

Re: Inwestycja w marzenia

Post autor: MGaździcki »

Akurat z tym zsieciowaniem nie chodziło o rząd. Po prostu myślę trochę jak Marks i Engels-niech rewolucja rozpocznie się w najsłabszym ogniwie państw kapitalistycznych. Analogicznie więc taki pomysł powinien eksplodować w kraju, gdzie stężenie internautów-kinomanów jest wyoskie. Obawiam się, czy w Polsce mamy aż takie.

Wiesz, w kwestii scenariusza, chcąc nie chcąc będziemy współwłaścicielami. Osobiście wolę mieć świadomość, że mogę sponsorować polski "Nagi instynkt", który skończy się jak jakieś "American Pie". Może zatem zamiast scenariusza niech ocenie podlega pomysł, albo szkic? Wtedy ustalamy reguły gry, ale nie psujemy sobie zbytnio przyjemności...
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Inwestycja w marzenia

Post autor: Aletheia »

MGaździcki pisze:pomysł powinien eksplodować w kraju, gdzie stężenie internautów-kinomanów jest wyoskie. Obawiam się, czy w Polsce mamy aż takie.
Jakoś tak od początku w ogóle nie widziałam w tym Polski, tylko Hollywood. Kwestia skojarzeń. Pieniądze + filmy = ? No przecież nie polskie filmy :mrgreen: Trzeba środowiska, które jest przyzwyczajone do myślenia kategoriami artystyczno-finansowymi. W Polsce to się gryzie. Twórca ma cierpieć za miliony, a nie żądać kasy. W Hollywood niejeden chętnie cierpi za miliony, pod warunkiem, że są zielone ;-)
MGaździcki pisze:Może zatem zamiast scenariusza niech ocenie podlega pomysł, albo szkic?
Tak, im mniej ingerencji inwestorów tym lepiej. Widzę to raczej na zasadzie zaufania do filmowców. Kupię co dadzą, tak jak kupuję i teraz, a marudzić mogę sobie po wyjściu z kina. Lepiej na etapie decyzji nie wiedzieć więcej, niż wiem trzymając ulotkę filmową. Przecież zresztą to właśnie przeciętnego kinomana wkurza u stereotypowych, spasionych producentów - że przesadzają z kalkulacjami, wiążą ręce twórcom i w rezultacie sami pchają w bagno film, który mógłby być lepszy bez ich wtrącania.
Dla przykładu, chętnie dołożyłabym Terryemu Gilliamowi do "Don Kichota", z tymi informacjami, które są dostępne teraz i niczego nie zmieniając. Problem widzę raczej w tym, żeby nic się nie zmieniło po mojej decyzji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „FORUM OGÓLNE”