Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Miodzio
Indiana Jones
Posty: 248
Lokalizacja: Pabianice

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Miodzio »

Obrazek

Info o filmie:
reżyseria: Gore Verbinski
scenariusz: Terry Rossio, Ted Elliott
zdjęcia: Dariusz Wolski
muzyka: Hans Zimmer
gatunek: Fantasy , Komedia , Przygodowy
data premiery: 2007-05-25 (Polska) , 2007-05-19 (Świat)
obsada: Johnny Depp, Orlando Bloom, Keira Knightley, Geoffrey Rush, Bill Nighy, Yun-Fat Chow, Tom Hollander, Stellan Skarsgard

Fabuła:
Epoka piratów zbliża się do końca. Will Turner płynie na Daleki Wschód, po magiczne mapy, które pomogą mu odnaleźć skrytkę Davy'ego Jones'a i tym samym ocalić Jack'a Sparrow'a. Jack zostaje uratowany, ale Davy Jones wraz z lordem Cutler'em Beckett'em, demonicznym azjatyckim piratem Sao Fengi'em i James'em Norrington'em zawarli układ zagrażający wolności Jack'a, Elizabeth, Will'a, nowego sojusznika Barbosy i wszystkich piratów na świecie. Jack zmuszony jest udać się z przyjaciółmi na terytorium nie zaznaczone na mapie-wyspę Shipwreck na końcu świata.
(żródło: filmweb.pl)

Czytałem o tym filmie różne rzeczy, w tym i takie, że ludzie w kinie do końca nie wytrzymywali i wychodzili, bo film jest taki długi i nudny.
Moim zdaniem to jednak wielka przesada. Gdy ja byłem na tym filmie w kinie nikt nie wychodził, a mi osobiście te 168 minut minęło przyjemnie. "Na krańcu świata" to najbardziej pogmatwana część "Piratów z Karaibów", bo wątków jest dużo, ciągle ktoś kogoś zdradza, każdy ma jakieś własne cele, a w dodatku nieżywi wracają do świata żywych. Faktem też jest, że scenariusz momentami wydaje się niedopracowany, bo, np. wątek Kalypso został nagle pominięty.
Ogólnie jednak to nadal bardzo dobre kino rozrywkowe. Ciągle podane z humorem, świetnymi efektami specjalnymi i ładnymi zdjęciami. Dzieje się dużo, walki są efektowne. Aktorzy grają podobnie jak w innych częściach. Orlando Bloom jest nieciekawy jak zwykle, Keira Knightley też nie powala, ale za to jak zwykle dzięki temu, że jest Johnny Depp nie zwraca się takiej uwagi na słabszych aktorów. W dodatku tym razem rewelacyjne wrażenie robi też Geoffrey Rush. Moim zdaniem warto "Na krańcu świata" zobaczyć.
Moja ocena to 8/10.
Ostatnio zmieniony 2007-06-01, 23:20 przez Miodzio, łącznie zmieniany 1 raz.
Ocky
Indiana Jones
Posty: 284
Lokalizacja: Wrocław

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Ocky »

Mnie mowiono,ze ciezko sie polapac,fabuly spojnej brak, Deppa za malo jak na przecietne damskie oczekiwania.
Ale mnie sie podobalo. Brak zakonczenia,takie przeciaganie w oczekiwaniu na kolejne czesci, natomiast calkiem przyjemny filmik. I ten Sparrow Ojciec. Bosh :d
Awatar użytkownika
BlackDog
Tyler Durden
Posty: 460
Lokalizacja: Stegna

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: BlackDog »

Ocky pisze:,takie przeciaganie w oczekiwaniu na kolejne czesci,
A ja słyszałem, że już nie będzie następnych części :)

Ja w zasadzie wszystko co miałem powiedzieć, to napisałem w recenzji, jako że była ona pisana zaraz po obejrzeniu filmu to jest trochę ostra, ale to przez tą kolosalną różnicę pomiędzy poprzednimi częściami, a trzecią. Obstaję, przy twierdzeniu, że "Na krańcu świata" to zupełnie inna klasa.
blue berry
Tyler Durden
Posty: 338
Lokalizacja: z Arkadii

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: blue berry »

Jak dla mnie bardzo przyjemny film, który warto zobaczyć. Świetna muzyka - Hans Zimmer się postarał. Szczególnie podobał mi się motyw z gitarką jakoś na zakończenia :) Strasznie mnie zrazili tym nagłym pominięciem wątku Kalipso, bo on się naprawdę ciekawie zapowiadał a tu dupa, ale ogólnie film dość pomysłowy. Pare razy byłam zaskoczona przebiegiem, choć ogólnie przewidywalnie. Dobre kino przygodowe. Ja będe polecać :)
7/10
Ktoś
Indiana Jones
Posty: 178
Lokalizacja: Zakopane

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Ktoś »

Strasznie mnie wnerwiało w tym filmie że wszyscy sie tak zdradzają nawzajem. Każdy ma swoje układziki, zmowy, kontrakty, sojusze, i widz ogląda ten film i sie zastanawia kto kogo teraz wykiwa, wysatwi i oszuka. Niby wszyscy mają ten sam cel ale jakoś sie zgrac nie mogą. Najgłupszym wątkiem jak dla mnie była cała ta narada Braci. Nic własciwie nie wnosła do fabułu bo oprocz tłumnego poparcia piratów wyruszenia na bitwe wizieliśmy tylko kłutnie, awtury i obowiązkową bójke i tak w efekcie walcza tylko trzy statki (reszta sie przygląda spokojnie i tyko po wygranej bitwie robi sztuczny hałas). Ale film jedank utrzymał ten niezwykly czar Klątwy czarenj perly, subtelny dowcip i efektowna walka dwoch klóczowych okręów Czarnej Perły i Latającego Holendra. Najwięcej do filmu wnosi najcudownijeszy duet wszechczsów - Jack Sparrow (Depp klasa sama w sobie) i Brbosa ( Rusch poprostu czarujący i absolutnie niezastąpiony). Podobał mi sie też motyw zaświatow Sparrowa, nieźle to wymyślili trzeba przyznać i dość oryginalnie. Informacji za dużo owszem ale da sie połapać, szkoda tylko że samym tworcom nie udalo sie dokońca tego ogarnąć i w efekci mamy duzo zaniedbanych wątkow jak Kalipso np. i co dał motyw Willa spieszącego pzrez dwie częsci filmu na ratunek ojcu?? tyle że ojczulek jak byl na statku tak na nim pozostał a załoga wzbogaciła sie o jednego nieoczekiwanego pasarzera.
film Zdecydowanie lepszy od dwójki ale niestety do jedynki nadal duuuużo mu brak 8/10
ble
Tyler Durden
Posty: 462
Lokalizacja: Rybnik

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: ble »

Ciekawy. Muzyka nie podlegająca dyskusji, Johnny Depp poza wszelkimi ocenami. Zresztą wg. mnie jak zwykle :-D. Tak jak blue berry, rozczarowało mnie nagłe zakończenie wątku Calypso. jakby ona coś jeszcze tam pomąciła, byłoby ciekawiej. Niemniej film mi się podobał do tego stopnia, że nawet Orlando Bloom za bardzo mnie nie denerwował.
Awatar użytkownika
KhAn
Tyler Durden
Posty: 328
Lokalizacja: Wieliczka

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: KhAn »

Byłem na tym filmie dzisiaj i bardzo mi się spodobał. Muzyka jest genialna i muszę dorwać soundracka bo aż mnie korci żeby posłuchać sobie jeszcze raz :-P co do gry aktorskiej to Depp zagrał świetnie ;-) reszta aktorów może już nie tak świetnie ale dobrze było w każdym bądź razie :-) sceny walk były genialne ale najlepsza była z zawarciem małżeństwa ciekawy sposób na ślub(będe musiał w pomyśleć nad takim show) :-P nie nudziłem się przy tym filmie i czas upłynął mi bardzo przyjemnie jedynie na początku ale nie dlatego, że film był nudny tylko dlatego, że przez 10 minut szły reklamy :-P
Ktoś
Indiana Jones
Posty: 178
Lokalizacja: Zakopane

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Ktoś »

KhAn pisze:sceny walk były genialne ale najlepsza była z zawarciem małżeństwa ciekawy sposób na ślub(będe musiał w pomyśleć nad takim show) :-P
Dla mnie scena ze ślubem na statku w samym środku wiru bitwy był nijaki i kiczowaty. Twórcy juz nie mieli co wymyśleć a widać brakwało bajerów w tej scenie(?), troche to naciągane było...moim skromnym zdaniem :-)
Awatar użytkownika
KhAn
Tyler Durden
Posty: 328
Lokalizacja: Wieliczka

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: KhAn »

Może i naciągane ale mnie się podobało ;-) :-P
ble
Tyler Durden
Posty: 462
Lokalizacja: Rybnik

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: ble »

Hm... To było takie nierealne, a jednak miało w sobie 'to coś' :-D
Ktoś
Indiana Jones
Posty: 178
Lokalizacja: Zakopane

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Ktoś »

To wogole nie pasowalo do klimatu filmu, nagle słodka scena ze ślubem (ktory chyba i tak nie dobiegł końca..chyba, nie pamiętam już) tym bardziej irytująca że wstawiona w środek decydującej bitwy
Awatar użytkownika
KhAn
Tyler Durden
Posty: 328
Lokalizacja: Wieliczka

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: KhAn »

SPOJLER Ślub doszedł do skutku i nawet zdarzyli sie pocałować :-) :-P Barbarossa za księdza wtedy robił :-D
blue berry
Tyler Durden
Posty: 338
Lokalizacja: z Arkadii

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: blue berry »

Mnie się ta scena strasznie podobała. Nieco przesadzona - owszem, jak i cały film :)
Awatar użytkownika
Aquariia
Agent Smith
Posty: 627

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Aquariia »

Dwa dni temu zaczęli emitować Piratów w moim mieście(tak 2 dni temu i gdzie ja muszę mieszkać) no i wreszcie zobaczyłam. Film napewno gorszy od jedynki, ale jakoś mi się spodobał. Może dlatego, żą naczytałam się wcześniej, że jest słaby. Napewno nie przypadły mi do gustu wspomniane wcześniej zdrady i ta akcja z Kalipso. Przez cały film trąbili, że to nie wiadomo co, a ona poprostu SPOILER powiększyła się i zamieniła w ... wir? SPOILER Mało Johnnego Depp'a ale Geoffrey Rush godnie nadrabiał te braki. Najbardziej podobało mi sie kiedy rywalizowali o miejsce kapitana Czarnej Perły. To ze ślubem troche głupie było, z tej sceny podobał mi się tyko Geoffrey Rush i płaszcz Keiry Knightley. Bardzo dobry motyw z Sparrow'em w hmmm.... na tym krańcu świata i wpłynięcie Czarną Perłą po skorupiakach. I piękna muzyka.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Aletheia »

Też uznałam, że gorsze od jedynki, ale od jedynki wszystko będzie gorsze. Sequele zawsze są na straconej pozycji.

Muzyka rzeczywiście wspaniała. Piosenka ze sceny otwierającej długo za mną chodziła.

Świetny był pomysł na prywatne piekło Jacka. Pasuje do niego. Ale irytowało mnie, że chwyt z powielonym Jackiem był jeszcze powtarzany po wyjściu z Luku. Za pierwszym razem scena była szokująca, coś wnosiła do postaci. Potem to miało być zabawne, ale było tylko wysilone.

Rozwiązanie wątku Kalipso woła o pomstę do morskich bogów. Cała para w gwizdek. Zresztą realizacja tej sceny wyszła niezamierzenie śmiesznie. SPOILER Sam pomysł rośnięcia jest, jak dla mnie, pójściem na łatwiznę, ale dobrze, niech będzie. Tylko skąd przybywa tych sznurów? :609: Można to było lepiej wymyślić. KONIEC SPOILERA

Nie podoba mi się to co się dzieje z Elizabeth - ewolucja postaci w całej serii. W jedynce byłam zachwycona. No, nareszcie bohaterka, która nie jest omdlewającą idiotką, nie tracąc przy tym nic z kobiecości. Dawała się lubić (walka z gorsetem :641: ). Teraz jakoś trudno mi zachować dla niej sympatię. Straszliwie Bohaterska, Tragicznie Dzielna i... żądna władzy?!! Okropność. A poza charakterem, w trójce bardzo straciła na wyglądzie. Kto wymyślił te kostiumy...?

Ślub mi się nie podobał. Z powodów całkowicie nieracjonalnych. Mianowicie po obejrzeniu dwójki wymyśliłam, że ślub powinien dać im... Jack. I nadal uważam, ze to lepszy pomysł. Wyobrażacie sobie jakie to dawałoby możliwości aktorom? ;-)

I jeszcze jedno mi się nie podobało. Naczelna zasada każdego sequelu to "więcej wszystkiego". W tym wypadku to się zemściło. Rozbudowanie tła pirackiego świata, szczególnie mnożenie coraz dziwaczniejszych postaci, dało paskudny efekt - na tym tle nikną postacie pierwszego planu. W jedynce Jack był barwnym odmieńcem w świecie przyzwoitych mieszczan i odprasowanych gwardzistów. Teraz, na spotkaniu pirackiego bractwa, jest jednym z normalniejszych.

Co napisawszy, stwierdzam, że i tak nic mnie nie powstrzyma od pójścia na kolejną część. Bo to, że taka będzie, jest więcej niż prawdopodobne. Zakończenie jest otwarte jak wrota od stodoły. A mnie się wcale jeszcze nie znudziło.
Awatar użytkownika
Aquariia
Agent Smith
Posty: 627

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Aquariia »

Zgadzam się co do postaci Elizabeth. Nigdy nie przepadałam za Keirą Knightley ale tu mnie aż denerwowała. Królowa się znalazła.
Aletheia pisze:A poza charakterem, w trójce bardzo straciła na wyglądzie. Kto wymyślił te kostiumy...?
A mnie się podobały kostiumy.
Ktoś
Indiana Jones
Posty: 178
Lokalizacja: Zakopane

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Ktoś »

Aletheia pisze:Nie podoba mi się to co się dzieje z Elizabeth - ewolucja postaci w całej serii. W jedynce byłam zachwycona. No, nareszcie bohaterka, która nie jest omdlewającą idiotką, nie tracąc przy tym nic z kobiecości. Dawała się lubić (walka z gorsetem :641: ). Teraz jakoś trudno mi zachować dla niej sympatię. Straszliwie Bohaterska, Tragicznie Dzielna i... żądna władzy?!! Okropność. A poza charakterem, w trójce bardzo straciła na wyglądzie. Kto wymyślił te kostiumy...?
Nie prawda Kiera była znośna, w jedynce była rewe;acyjna, w dwojce do bani a w trójce znów zaczeła pokazywać na co ją stać, Elizabeth zyskała silną osobowość i i wyrażniejszy rys. Z kolei Will z filmu na film staje coraz bardziej mdły i i zwyczajnie nudny.
Ślub mi się nie podobał. Z powodów całkowicie nieracjonalnych. Mianowicie po obejrzeniu dwójki wymyśliłam, że ślub powinien dać im... Jack. I nadal uważam, ze to lepszy pomysł. Wyobrażacie sobie jakie to dawałoby możliwości aktorom? ;-)
Nie sądze żeby to był lepszy pomysł, niby z jakiej racji to Jack miałby im dawać ten ślub? zrezta gdyby nawet sama kalipso im go dawała nic by nie uratowalo tego koszmranego pomysłu :571: Ślub w trakcie decydującej walki? pocałunki przerywane szczękiem szbli? koszmar!
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Aletheia »

Ktoś pisze:Nie sądze żeby to był lepszy pomysł, niby z jakiej racji to Jack miałby im dawać ten ślub?
Już wyjaśniam, bo widzę tu małe nieporozumienie :-)

Po pierwsze, absolutnie nie chciałam powiedzieć, że w tej scenie wystarczy zamienić Barbossę na Jacka. Nie podoba mi się cały pomysł ślubu w walce - jest po prostu bezsensowny, wciśnięty na siłę dla taniego efekciarstwa. W tym punkcie, jak rozumiem, zgadzamy się, prawda?

Po drugie, po obejrzeniu dwójki wyobraziłam sobie zupełnie normalny ślub po zakończeniu głównej akcji, typowa scena zakończeniowa po kulminacji głównych wątków, dokądkolwiek by one prowadziły (pamiętaj, że wtedy nie miałam pojęcia co będzie w trójce). Scena w nastroju jak w ostatniej scenie "Robin Hooda : Księcia Złodziei" (Jeśli spoileruję, to bardzo przepraszam. Ale to akurat oczywistość, a nie spoiler ;-) ). Czyli podsumowując - wszystkie awantury scenariuszowe zakończone, nareszcie spokój, pora na ślub. I to porządny, nie raz-dwa bo nam się spieszy, tylko z widownią, suknią, weselem i w ogóle, mimo, że na morzu. Rozumiesz, "Spieszy nam się na tyle, że nie będziemy szukać portu i pastora, ale na prowizoryczną aranżację poczekamy. Zapraszamy załogę, możecie już łowić ryby na przyjęcie i przynieście rum ;-) ". To byłaby ładna klamra w połączeniu ze sceną otwierającą dwójki.

Po trzecie, dlaczego Jack? Biorąc pod uwagę zakończenie dwójki (i wszystko co działo się w wątku Jack & Elizabeth przez cały film) to byłoby rozwiązanie mocno przewrotne. Dlatego napisałam, że to szansa na błyśnięcie dla aktorów - scena byłaby aż gęsta od aluzji, spojrzeń, emocji... Może nawet Bloom coś by z siebie wykrzesał... Dlatego też wykluczony jest ślub w walce - gdzie tu miejsce na rozegranie takich subtelności...?!Oczywiście, wtedy ślub jednak musiałby mieć miejsce na statku, najlepiej na Perle.
Ktoś
Indiana Jones
Posty: 178
Lokalizacja: Zakopane

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Ktoś »

No ja myślałam że mówisz że to Jack powinien tam w wirze walki zamiast Barobossy dać im ślub :-) Tak masz racje, zgadzam się z Twoją wizją tez sądze że załatwienie tego na spokojnie i porządnie od początku do konca było by zdecydowanie lepszym chwytem, ale na taka scene nie starczyło czasu, kasy i pomysłu a ze twórcy uparli sie że ślub być musi wyszło z tego takie nijakie gówno psujące zupełnie scene bitwy między napiteżniejszymi okrętami na Karaibach.
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Mela0607 »

Umieściłabym go na tym samym poziomie co drugą część; może wcześniej o tym nie pisałam, ale zauważyłam iż pierwsza część mi się najbardziej spodobała. Kolejna przygoda, kolejne starcie pomiędzy... no właśnie kim... wszystko jest tak poplątane, że nie wiadomo kto w końcu jest przeciwko komu, ale właśnie podobało mi się to, bo przecież tak jakby każdy sam dbał o swoje interesy, Jack jak zawsze świetny, a jeśli chodzi o humor zaprezentowany w filmie to co raz bardziej on się gubi w tych wszystkich sytuacjach nie to co było w pierwszej części, gdzie na wylot można było zauważyć czy coś jest śmieszne czy też nie... A Orlando im bardziej dojrzalszy tym lepszy jeśli chodzi o urodę, ale nie ma to co Jack - zresztą tutaj nie ma nawet porównania... A jeśli chodzi o akcję to jak zawsze była - podobały mi się te wszystkie bitwy czy tam walki; szczególnie ta ostatnia mnie powaliła, a scena po napisach mnie wręcz dobiła - nie potrzebnie ją tutaj umieścili...
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Aletheia »

Mela0607 pisze:jeśli chodzi o humor zaprezentowany w filmie to co raz bardziej on się gubi w tych wszystkich sytuacjach nie to co było w pierwszej części, gdzie na wylot można było zauważyć czy coś jest śmieszne czy też nie...
Trójka jest w ogóle najmroczniejsza, przynajmniej w moim odczuciu. Może to przez wątek Davy'ego Jonesa? Było nie było, dość tragiczny... Zresztą ten mrok trójki został podkreślony kolorytem, kostiumami, plakatami itd. Widać to w porównaniu z jedynką, w której było tak naprawdę więcej disneyowskiej zabawy niż grozy.
A z poplątaniem intrygi rzeczywiście przesadzają... Chyba tylko Jack wydaje się w tym wszystkim orientować, ale co ma zrobić biedny widz? :roll:
Mela0607 pisze:A Orlando im bardziej dojrzalszy tym lepszy jeśli chodzi o urodę, ale nie ma to co Jack - zresztą tutaj nie ma nawet porównania...
Orlandowi raz jeden, jedyny udało się przebić Deppa (no, z daleka, po ciemku, we mgle...). ;-) W jedynce, scena egzekucji. Ten płaszcz, ten kapelusz... to PIÓRO! :shock: :641: Chłopak jak lalka. Na półce postawić i ostrożnie odkurzać. :-D Cóż, kiedy nie sam wygląd składa się na JAKOŚĆ. Pięknemu Orlandowi w tej konkurencji nie pomogą wszelkie wysiłki charakteryzatorów. Co Wy na to, dziewczyny? :-)
Mela0607 pisze:podobały mi się te wszystkie bitwy czy tam walki; szczególnie ta ostatnia mnie powaliła
Może i efekciarstwo, ale do licha, po co w końcu nam te szerokie ekrany? Czasem lubię się po prostu gapić z opadłą szczęką. Tu się gapiłam. Szacunek F/X-owcom.
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Mela0607 »

w sumie masz rację, początkowo myślałam iż tylko mi się tak wydaje, ale później ten mrok można było o wiele bardziej dostrzec szczególnie jak sama wspomniałaś zważając na Jones'a - strach się bać, ale jednak w dwójce tego nie odczułam, a przecież już tam mogliśmy go zobaczyć z tymi uroczymi mackami... Co do Orlando to absolutnie się zgadzam jednakże dla mnie Jack'a nikt nie przebije co innego jeśli by tu mówić o Depp'ie, ale teraz zwracam uwagę tylko na jego zagraną postać, którą uwielbiam! Jej ale spojrzenie Will'a potrafi rozbudzic wyobraźnie ;) A mi tam właśnie takie efekciarstwo się podobało, chociaż przyznam iz ta ostatani bitwa jak już to Will został kapitanem była troszkę zbyt przegięta, bo za bardzo skomputeryzowano tą całą sytuację (nie mam pojęcia jak prawidłowo to nazwać, ale chodzi mi o efekty, chociaż nie do końca...), a zaś w wcześniejszych walkach wyglądało to bardziej realnie... (mam nadzieję, że przynajmniej domyśliliście się o co mi chodzi)
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Aletheia »

Mela0607 pisze:zważając na Jones'a - strach się bać, ale jednak w dwójce tego nie odczułam, a przecież już tam mogliśmy go zobaczyć z tymi uroczymi mackami...
Mnie chodziło też o to, że Jones z jednej strony straszny, a z drugiej jednak budzi współczucie. Jego historia jest chyba nieco bardziej dramatyczna od przeklętej załogi z jedynki. Nie, jednak źle mówię... Nie tyle sama istota tego wątku jest mroczniejsza, co jego potraktowanie. Chociaż z drugiej strony, Barbossa też był pod tym "tragicznym" względem bardzo przekonujący. No nie wiem, nie mogę tego jakoś uchwycić...
Mela0607 pisze:Jej ale spojrzenie Will'a potrafi rozbudzic wyobraźnie
Nie podzielam, przykro mi. :-) Gdyby cały film był w tym Orlando-romantycznym nastroju, to bym nie zdzierżyła. Willa odbieram tylko jako tło dla Jacka, przeciwwagę, podkreślenie. I pomyśleć, że pierwotnie miało być odwrotnie... Depp ukradł film. Zarówno jemu jak i filmowi wyszło to na dobre.
Mela0607 pisze:bo za bardzo skomputeryzowano tą całą sytuację (nie mam pojęcia jak prawidłowo to nazwać, ale chodzi mi o efekty, chociaż nie do końca...), a zaś w wcześniejszych walkach wyglądało to bardziej realnie... (mam nadzieję, że przynajmniej domyśliliście się o co mi chodzi)
Znaczy, że w jedynce proch strzelniczy zgrzytał widzowi w zębach i dym gryzł w oczy, a w trójce czuć te klikające myszki i mielące procesory za płótnem ekranu? O to biega?
No fakt, na ogół też wolę solidny realizm (wykonania, bo przecież niekoniecznie pomysłu! Fantastyka ma swoje prawa.). Ale z drugiej strony, przytomnie użyta (a nie nadużyta) cyfra może sprawić cuda. W tym wypadku uważam użycie cyfry w taki "nieukryty" sposób za uzasadnione. Szczególnie, że jednak zrobione to było starannie. Przyznasz chyba, że przez parę minut trzeba się było trzymać kinowego fotela, żeby z wiatrem nie polecieć. ;-)
Wiesz kiedy w tej scenie uznałam, że jednak przegięli z efekciarstwem? Nie przy Wirze, nie przy dwóch statkach goniących się po jego krawędzi i zahaczających masztami... To wszystko przełknęłam gładko. Wkurzył mnie dopiero sam początek pojedynku Jack vs Jones na maszcie. W tym całym zamieszaniu, wichrze, wariacko tańczącym statku i po długim locie na linie Jack ląduje na rei faktycznie jak wróbel na gałęzi, błyskawicznie łapiąc równowagę (ja to już w serwisowym tekście pisałam, że jak trzeba, to on zaskakująco trzeźwiutki...). Co jest, u stu morskich demonów, magnesy ma w obcasach? :< Zauważ różnicę w jedynce. W kuźni, wyrzucony na jakieś dwa metry musi najpierw złapać belkę, żeby się na nią wdrapać. W trójce przesadzili. Czyli że zgadzam się z Tobą, że rzecz nie leży w samym fakcie "skomputeryzowania sytuacji", ale raczej w pomysłach, które tym sposobem realizują.
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Mela0607 »

Zgadzam się; to co przeżył Jones i w jakiej znalazł się sytuacji nie jest śmieszne, a o wiele bardziej pasuje do tej postaci wątek dramatyczny czy też tragiczny jak wspomniałaś, zresztą jeśli się tak bardziej w to zagłębić to większość osób byłaby tragiczna, może kilka osób z załogi i sam Jack Sparrow do tej części nie należą, bo różnią się osobowością, która śmieszy...

Co do Will'a, a może do Orlando chodziło mi o coś innego - może źle to ujełam, ale chodziło mi o sam jego wygląd tym razem nie zwróciłam uwagi na grę tylko urodę i przyznam, że pod tym kontekstem wyszedł rewelacyjnie, ale wiadomo on - Will ma całkiem inny charakter niż sam Jack i właśnie dzięki temu Jack ma nad nim bardzo dużą przewagę, albo to co napisałaś iż Will w stosunku do Jack'a jest tylko dopełnieniem całego obrazu i nic po za tym...
Aletheia pisze:Znaczy, że w jedynce proch strzelniczy zgrzytał widzowi w zębach i dym gryzł w oczy, a w trójce czuć te klikające myszki i mielące procesory za płótnem ekranu? O to biega?


O własnie; powiedzmy iż właśnie oto mi chodziło... nie będę ubliżać skoro to film fantastyczny jednakże mogliby sie troszkę postarać i zadbać oto żeby lepiej to wyszło na dużym ekranie... [spojler]moment gdy kapitan idzie przez swój statek, a otacza go pełno jakiś spadających desek, pyłu itd.[/spojler] był za bardzo przesadzony... No właśnie jeśli chodzi o walkę pomiędzy Jack'iem, a Jones'em na maszcie była zbyt "skomputeryzowana" ;) - znikąd pojawił sie w tak szybkim tempie Jones, a później... no a później walka i to w jaki sposób się odbyła, ale to już sama napisałaś... No tak porównując z pierwszą częścią to tu zaś nie było zbyt dużo efektów specjalnych, ale może właśnie trójka ku temu służy, by przykuć uwagę widza obraz z rewelacyjnymi efektami niż skupić się nad samą treścią jak to było w jedynce
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Post autor: Aletheia »

Mela0607 pisze:może kilka osób z załogi i sam Jack Sparrow do tej części nie należą, bo różnią się osobowością, która śmieszy...
Nie do końca się zgodzę. W Jacku lubię właśnie to, że jest tak wielowymiarowy - nie tylko "do śmichu". Miewa takie momenty, że człowiek mu się zaczyna przyglądać uważniej. Dla przykładu, chwila w jedynce, gdy odpowiada Barbossie, że nie, jednak nie zmarnował kuli. A to tylko jeden przykład. Mogłabym takich momentów wypisać całą listę. Coś tam z niego wygląda całkowicie serio, spod tej całej zgrywy (o tym też pisałam w tekście dla serwisu). Depp świetnie potrafi to wygrać. Wydaje mi się, że to jest ta cecha, która tak wyróżnia Jacka z morza innych postaci kina. Bo przecież kino ma takich postrzeleńców na pęczki, a jednak rzadko któremu udaje się tak wbić w pamięć. Może właśnie o to w nim chodzi? Ja tak to odbieram. Jak sądzisz?

Jeszcze co do Jonesa - wolałam go właśnie w dwójce. Tajemnica, groza... (przy okazji, byłam święcie przekonana, że jego cała fizjonomia to lateks, a tylko macki animowane. Jak zobaczyłam materiały z planu, to zaliczyłam niezły szczękopad. Tutaj już F/X-owcom kłaniam się w pas). Natomiast w trójce, na usługach Kompanii... uch, wrrr :646: Gdzie ten Władca Mórz, Postrach Oceanów...?
Mela0607 pisze:Will ma całkiem inny charakter niż sam Jack i właśnie dzięki temu Jack ma nad nim bardzo dużą przewagę
"Piratów" z samym Willem bym nie zdzierżyła, ale z drugiej strony film bez niego też miałby pewną dziurę. Fabularną, ale i... hmm, jakby to rzec... Jest potrzebny, właśnie z takim charakterem - naiwno-bohatersko-romantycznym. Bloom może i jest mizernym aktorzyną (co ja o nim myślę, to napisałam w temacie o "Królestwie Niebieskim"), ale tutaj pasuje, z tym swoim stylem gry ociekającym patosem. Po prostu wpasował się w postać, choćby mimowolnie. To, że przy Deppie niknie, to właściwie nawet nie jego wina, tylko ludzi decydujących o przydziale ról. Pod względem aktorskim, postawili do jednego wyścigu jamnika i geparda. Naprawdę tak im było trudno przewidzieć wynik?
Teraz krążą różne rewelacje w stylu "a wiecie, kto miał zagrać...?". Powiem tak: kogokolwiek innego na miejscu Deppa w ogóle sobie nie wyobrażam i nie chcę. Ale innego Willa właściwie też nie. No, może z jednym wyjątkiem... Z tych wszystkich niedoszłych, ciekawi mnie jaka byłaby wersja Jude'a Lawa. Jest niewątpliwie "silniejszym" aktorem niż Bloom, może nie dałby się tak bardzo przyćmić?
Mela0607 pisze:No właśnie jeśli chodzi o walkę pomiędzy Jack'iem, a Jones'em na maszcie była zbyt "skomputeryzowana" - znikąd pojawił sie w tak szybkim tempie Jones, a później...
Właściwie to kołek na który odwiesiłam niewiarę zatrzeszczał mi tylko w tym jednym momencie, który opisałam. Reszta już była OK, a przynajmniej powiedziałam rozsądkowi, żeby się zamknął i nie przeszkadzał :-) Natomiast to co robili z Jonesem, to już insza inszość. Właśnie spodobał mi się pomysł "pojawienia" go w ten sposób, gdy wyłania się z samego masztu. Po pierwsze, moim zdaniem to dobry sposób ukazania, że Jack nie jest w stanie mu uciec - musi walczyć. Po drugie to jest dosłowne zobrazowanie jak bardzo "Holender" "słucha" swojego kapitana - dosłownie zlewają się ze sobą. A zresztą, Jones jako upiór może sobie chyba pozwalać na takie sztuczki, czyż nie?
Mela0607 pisze:może właśnie trójka ku temu służy, by przykuć uwagę widza obraz z rewelacyjnymi efektami niż skupić się nad samą treścią jak to było w jedynce
Paradoks... Najpierw gmatwają fabułę do granic wytrzymałości, a potem i tak to wszystko przywalają efektami... Wychodzi na to, że jedynka jest dowodem, że klarowniejsza, prostsza intryga jest bardziej sugestywna, nawet bez efektów (chociaż ja bym tej masy klekoczących kości brakiem efektów nie nazwała ;-) ) Z drugiej strony, czytałam opinie o "Piratach" świadczące, że dla niektórych nawet jedynka jest zbyt zawiła. Ludzie mogliby patrzeć na ekran zamiast SMSy wysyłać, bo potem się na forach pojawiają teksty typu "a czemu Jack zamienia się w szkielet, skoro za kratkami wcześniej się nie zamieniał?" I jeszcze to jako wpadkę zgłaszają... Też się z takimi "bystrymi" spotkałaś? :roll:
ODPOWIEDZ