Ksywki
Re: Ksywki
Jako dziecko mialem duza czesc rodziny w USA, przede wszystkim kilka ciotek, ktore niestrudzenie wysylaly do Polski paczki z ciuchami jako, ze rodzime sklepy nie kusily wtedy (lata 80-te) duzym wyborem ubran. Napis "haughton" byl nadrukowany na jednej z koszulek-prezentow pochodzacych z takiej wlasnie "paczki ze stanow", ktora bardzo lubilem i nosilem ja bardzo czesto. Ksywka towarzyszy mi odkad mam staly dostep do internetu, czyli od ponad 3 lat i uzywam jej zarowno jako nicka na forach na ktorych bywam, jak i adresu e-mail.
Re: Ksywki
Gabriel - postać wampirzycy. Została ona poświęcona życiu w ciemnosci przez syna. Opiekunka, matka i ukochana Lestata. Postać zaczerpnięta z ksiażek pani Anne Rice
Często mnie sobie skracają na: Gab, Gabi, Gabri..
Re: Ksywki
BlackDog - yeuehe. Nie mam pojecia, ale chyba dlatego, że mój pies jest czarny ;p A tak wógle to psow nie lubię, wolę koty, ale taką ksywę sobie obrałem i nie chce mi sie już po raz dwudziesty ósmy zmieniać, bo nikt mnie nie zapamieta. (swego czasu miałem ksywę Kyens, ale źle sie kojarzyła tom zmienił)>
Re: Ksywki
Elanor - zaczęrpnełam z LotR, tak miala na imię córka Sama i Różyczki, a znaczy to gwiazda słoneczna 
Re: Ksywki
Hukaa to mój nick na wszystkich forach. Wziął się od panny co się zwie Pucca
W życiu codziennym nazywają mnie Jabol, ale to długa historia
I tak się pewnie każdy domyśla o co chodzi 
Re: Ksywki
Ojojoj... Z moją ksywką to jest długaaa historia. Kiedyś byłem palaczem w łodzi podwodnej (wtedy jak płynąłem do Sydney), i jak tak sobie dorzucałem koksu do pieca, to strasznie mnie komary pogryzły! Wkurzyłem sie, otworzyłem okno i sie przewietrzyło. Komary wyleciały, ale nie wiem co dalej było bo kapitan ogłosił alarm powodziowy, a ja biegąc potknąłem sie o wielki konar dębu ( też nie wiem co tam wtedy ten dąb robił...). Obudziłem sie na plaży. Byłem cały nagi i nie miałem 2 zębów- przednich (a teraz mam 2 nowiutkie srebrne ząbki
). Plaża była całkowicie pusta ale na samym jej środku 10 metrów pod piaskiem, w wielkim dole znajdowała sie budka ratowników. Czym prędzej zszedłem na dół, ale tam zamiast przystojnych chłopców, były 2 kangury, które nawzajem sie onanizowały! Pierwsze moje słowo od czasu przebudzenia sie na plaży - "O kurr...**...**.*******.**....**....******** (to był taki jeden dłuuugi wyraz ;D). Następnie przyszło mi do głowy jedno - "Spi*****lam!". Lecz potknąłem sie na drabince i spadłem, lądując twarzą wprost w żeński organ jednego z kangurów. [Wycięte przez administratora z powodu zbyt dużej liczby przekleństw, bluzg, obelg i niezwykle dosłownego opisu seksu, często bez śladu gry wstępnej. Był on przesadnie szczery, obsesyjnie szczegołowy i zawierał niepotrzebny język seksualny (w tym wykresy), dlatego nie nadawał sie on dla wrażliwych forumowiczów. W istocie jedynie drobna grupka zboczeńców o spoconych dłoniach, których kręci wyobrażanie sobie ukochanych bohaterów dzieciństwa "robiących to" na wszelakie możliwe sposoby z najmniej prawdopodobnych powodów mogl;aby to rpzeczytać.] Po wszystkiem kangury podrzuciły mnie do centrum i już tam zostałem.
O szit.... miałem o historii nicka pisać...
aa to innym razem! ;D
O szit.... miałem o historii nicka pisać...
Re: Ksywki
Kacperski, twoja opowieść kompletnie mnie zszokowała. Już sama nie wiem czy to sen czy prawda... Jakieś to takie nieprawdopodobne.
Moja ksywka ma prostą historię. Na którychś wakacjach kumpele zaczęły mówić do mnie Isska i tak zostało do dnia dzisiejszego. Nie kombinowałam, po prostu dałam to Issa. A na imię mam oczywiście Iza.
Moja ksywka ma prostą historię. Na którychś wakacjach kumpele zaczęły mówić do mnie Isska i tak zostało do dnia dzisiejszego. Nie kombinowałam, po prostu dałam to Issa. A na imię mam oczywiście Iza.
Re: Ksywki
Kacperski, już się nie mogę doczekać historii twojego nicka.
Moja ksywa się wzięła oczywiście od mojego imienia. Sporo osób tak na mnie mówi, a poza tym nie miałam pomysłu na nic innego.
Re: Ksywki
Ach... widze że czekacie na kolejną opowieść o mnie i o moich dziejach! Ach... Ciesze sie że młode pokolenie interesują opowieści takiego starego pryka jak ja
Od dnia narodzin wiedziałem że jestem innny. Najbardziej zauważalne było to wtedy gdy mając pół roku cytowałem fragmenty "Pana Tadeusza"... w piętnastu różnych językach! Polskim, angielskim, niemieckim, francuzkim, hiszpańskim, holenderskim, czeskim, rosyjskim, węgierskim, portugalskim, duńskim, norweskim, japońskim oraz arabskim. Znam również łacinę ale przecież w niej nie da sie rozmawiać bo to - niestety - wymarły język. W wieku 3 lat znałem nazwy oraz charekteryzacje (i to obszerną) wszystkich prowincji w Chinach. Mając 4 lata, mnożyłem w pamięci liczby 10 cyfrowe. Mówiąc krótko - byłem (i jestem) geniuszem. Sam doskonale zdawałem sobie sprawe zwłasnej potęgi intelektualnej. Podkreślało ją niezwykłe podobieństwo łączące mnie z moim ojcem. Wyglądałem jak on lecz miałem dłuższego... oczywiście chodzi o palca wskazującego u obu dłoni. Oczywiście rodzice sie martwili - ojciec obwiniał zmutowane geny matki, matka oskarżała tatę o to, że w młodości zaliczał zbyt duzo panienek, nie wkładając wcześniej ochronnej, ołowianej bielizny. Pod względem fizycznym byłem całkiem zdrów. Może to klątwa, blokada psychiczna? Po dziesięciu latach wizyt u najlepszych lekarzy (i kilku najgorszych), niezliczonych bolesnych badaniach i całej serii terapii i leków równie różnorodncyh jak i bezużytecznych, nikt nie wiedział na pewno - dlaczego jestem tak genialny! Tak mjały dni, miesiące, lata, dekady... Trafiłem do Sydney (jak dostałem sie na łódź podwodną opowiem kidy indziej). Zacząłem to robić zaraz po przyjeździe. Musze powiedzieć że w szkole byłem zawsze zamknięty w sobie. Z nikim nie rozmawiałem a nikt nie rozmawiał ze mną - to ze względu na to, że byłem inny, genialny. Tak samo było po przyjeździe do Sydney. Przyjaciół praktycznie żadnych. Nie podchodziłem do kobiet, balem się ich. Już nie pamiętam nawet jak to się zaczęło. To miał być tylko jeden raz. Nie wiedziałem, że tak trudno z tym skończyć. Upatruję sobie kogoś. Podchodzę. I wyciągam. Wiem, że to co robię, jest chore. Wstydzę się. Niektórzy mówią, że to zboczenie. Zdaję sobie sprawę z tego ze potrzebuję pomocy, ale to jest silniejsze ode mnie. To mnie po prostu podnieca. W tej jednej chwili czuję się w pełni władzy, jakby wszystko zależało wyłącznie ode mnie. Nie jestem z tych, co robią to tylko kobietom czy małym dziewczynkom. To może wydawać się dziwne, ale lubię działać w autobusach i tramwajach. Patrzę na ludzi, którzy uciekają w kierunku drzwi. Czuję wtedy jak adrenalina uderza mi do głowy. Może gdybym na tym poprzestał nie byłoby tak źle. Ale na tym nigdy się nie kończy. Napawam się widokiem... tego, no wiecie... oglądam, macam. Wstydzę się, ale jak już zacznę, to nie mogę się powstrzymać.... Wtedy sięgam zenitu, jestem w ekstazie. Niestety, nie na każdej trasie bywa tak dobrze. Najciekawiej jest w okolicach Starówki. Jak się trafi turysta, to mogę pozwolić sobie na wszystko. Idę na całość. Wiem, że później mogę tego żałować, ale teraz działam pod wpływem impulsu. Jak w transie. Muszę jednak być ostrożny. Często zmieniam wygląd. Gdyby ktoś mnie rozpoznał... wszystko stracone. Raz mam wąsy, raz okulary, zawsze jestem czujny... Mam na imię Edmund. Mam 44 lata. Jestem kanarem... A jeśli chodzi o "kacperskiego", to nie wiem.. taką mam ksywkę wśród ofiar i spodobała mi sie więc jej używam!
Od dnia narodzin wiedziałem że jestem innny. Najbardziej zauważalne było to wtedy gdy mając pół roku cytowałem fragmenty "Pana Tadeusza"... w piętnastu różnych językach! Polskim, angielskim, niemieckim, francuzkim, hiszpańskim, holenderskim, czeskim, rosyjskim, węgierskim, portugalskim, duńskim, norweskim, japońskim oraz arabskim. Znam również łacinę ale przecież w niej nie da sie rozmawiać bo to - niestety - wymarły język. W wieku 3 lat znałem nazwy oraz charekteryzacje (i to obszerną) wszystkich prowincji w Chinach. Mając 4 lata, mnożyłem w pamięci liczby 10 cyfrowe. Mówiąc krótko - byłem (i jestem) geniuszem. Sam doskonale zdawałem sobie sprawe zwłasnej potęgi intelektualnej. Podkreślało ją niezwykłe podobieństwo łączące mnie z moim ojcem. Wyglądałem jak on lecz miałem dłuższego... oczywiście chodzi o palca wskazującego u obu dłoni. Oczywiście rodzice sie martwili - ojciec obwiniał zmutowane geny matki, matka oskarżała tatę o to, że w młodości zaliczał zbyt duzo panienek, nie wkładając wcześniej ochronnej, ołowianej bielizny. Pod względem fizycznym byłem całkiem zdrów. Może to klątwa, blokada psychiczna? Po dziesięciu latach wizyt u najlepszych lekarzy (i kilku najgorszych), niezliczonych bolesnych badaniach i całej serii terapii i leków równie różnorodncyh jak i bezużytecznych, nikt nie wiedział na pewno - dlaczego jestem tak genialny! Tak mjały dni, miesiące, lata, dekady... Trafiłem do Sydney (jak dostałem sie na łódź podwodną opowiem kidy indziej). Zacząłem to robić zaraz po przyjeździe. Musze powiedzieć że w szkole byłem zawsze zamknięty w sobie. Z nikim nie rozmawiałem a nikt nie rozmawiał ze mną - to ze względu na to, że byłem inny, genialny. Tak samo było po przyjeździe do Sydney. Przyjaciół praktycznie żadnych. Nie podchodziłem do kobiet, balem się ich. Już nie pamiętam nawet jak to się zaczęło. To miał być tylko jeden raz. Nie wiedziałem, że tak trudno z tym skończyć. Upatruję sobie kogoś. Podchodzę. I wyciągam. Wiem, że to co robię, jest chore. Wstydzę się. Niektórzy mówią, że to zboczenie. Zdaję sobie sprawę z tego ze potrzebuję pomocy, ale to jest silniejsze ode mnie. To mnie po prostu podnieca. W tej jednej chwili czuję się w pełni władzy, jakby wszystko zależało wyłącznie ode mnie. Nie jestem z tych, co robią to tylko kobietom czy małym dziewczynkom. To może wydawać się dziwne, ale lubię działać w autobusach i tramwajach. Patrzę na ludzi, którzy uciekają w kierunku drzwi. Czuję wtedy jak adrenalina uderza mi do głowy. Może gdybym na tym poprzestał nie byłoby tak źle. Ale na tym nigdy się nie kończy. Napawam się widokiem... tego, no wiecie... oglądam, macam. Wstydzę się, ale jak już zacznę, to nie mogę się powstrzymać.... Wtedy sięgam zenitu, jestem w ekstazie. Niestety, nie na każdej trasie bywa tak dobrze. Najciekawiej jest w okolicach Starówki. Jak się trafi turysta, to mogę pozwolić sobie na wszystko. Idę na całość. Wiem, że później mogę tego żałować, ale teraz działam pod wpływem impulsu. Jak w transie. Muszę jednak być ostrożny. Często zmieniam wygląd. Gdyby ktoś mnie rozpoznał... wszystko stracone. Raz mam wąsy, raz okulary, zawsze jestem czujny... Mam na imię Edmund. Mam 44 lata. Jestem kanarem... A jeśli chodzi o "kacperskiego", to nie wiem.. taką mam ksywkę wśród ofiar i spodobała mi sie więc jej używam!
Re: Ksywki
Masz chłopie wyobraznie..tylko powinszować i liczyć na inne mrożące krew w żyłach opowieści
wnoszą one bowiem odrobine humoru na to forum..a na każdym odrobina nierealizmu sie przydaje..
Re: Ksywki
Kacperski, gratuluję... takie podteksty, a tu chodziło o kanara. Nadal jestem w szoku.

Re: Ksywki
Ciesze się że podobała się Wam moja opowieść, dzieci. Zapewniam Was, iż jest ona prawdziwa, a dzisiaj wieczorem (dla mnie wieczór= godz. 23.00 - 1.00), opowiem Wam inną historię z mojego życia. Uwieżcie, że jest ich duzo. Wyjaśnie również sprawę z godziną 4 rano i cało nocnm czekaniem. Będzie to kolejna, mrożąca krew w żyłach opowieść z zaskakującą i pełną akcji pointą.
Pewnie zastanawiacie sie teraz, "dlaczego ja do cholery nie pisze recenzji w serwisie??", prawda?
W końcu, potrafie sie czasem rozpisać.
Hehe.. to mi przypomniało jak kiedyś napisałem rzprawke na temat: "Czy syzyfowe prace są radosnycm hymnem życia?". Cała praca zajęła 24 strony A4 i to wtedy nauczycielka od polskiego (przepiękna kobieta), zaprosiła mnie pierwszy raz na kawę... Innym razem, skonstruowałem na wystawę szkolną prototyp bomby termo-jądrowej, po czym przez 6 godzin przesłuchiwało mnie CBŚ- myśleli że mam powiązania z rosyjską mafią, co oczyiście było absurdem bo pracowałem wtedy dla Anglii, ale o tym im oczywiście nie powiedziałem... Po całym wydarzeniu, poszedłem na kolejną "kawę", tym razem zaprosił mnie mój fizyk... Dwa dni później, trafił do więzienia za molestowanie seksualne zwierząt oraz martwych ludzi.... W akademiku również było ciekawie..... Razem z kolegami z kółka szachowego nieznosiliśmy naszego nauczyciela od biochemiii molekularnej, więc wszypaliśmy mu raz do kawy 3 kilogramy środku przeczyszczającego... Do tej pory przebywa w szpitalu psychaiatrycznym.... Jak udało nam sie wsypać 3 kilo środku do 250ml szkanki? Pwiem tylko że jako jedyni na świecie wykorzystaliśmy do tego procesu tzw. hydrolizę i uzyliśmy schematu: A-B + 2 H2O → A-OH + B-OH + H2.....
Ojojoj.. ale sie rozpisałem... A miaęłm napisać tylko krótki post.. ech...
Pewnie zastanawiacie sie teraz, "dlaczego ja do cholery nie pisze recenzji w serwisie??", prawda?
Ojojoj.. ale sie rozpisałem... A miaęłm napisać tylko krótki post.. ech...
Re: Ksywki
Moze załóż osobny temet co? i tam nam przedstaw kolejne opowieści z krypty 
Re: Ksywki
Mój nick to hiszpańska wersja mojego imienia
..blaaaaaaaaaaaaah..tyle

Re: Ksywki
Popieram, Gab. Bo się tutaj syf zrobi i niepotrzebne offtopy. A może lepiej przenieść te posty (kacperskiego i nasze komentarze) do strefy offtopicu? Co ty na to, kacperski? Ładnie poprosimy Dusqa i da się załatwić.
Re: Ksywki
nie zgadzam sie
możecie przenosić ja i tak będę spamować i głosić ludziom słowo moje..... 
Re: Ksywki
moja ksywka ??
początkowe 5 liter z nazwiska
początkowe 5 liter z nazwiska
Re: Ksywki
Mela0607? czyli Melania moje 3 imię
no i data moich urodzin 
Re: Ksywki
a moja... zwykly przypadek. Zajrzałam tu, bo szukałam pewnej rzeczy i musiałam się zarejestrować. Nie myślałam, że dłużej tu zabawię. A jednak. 
Re: Ksywki
moje wzielo sie od ognia, uwielbiam rozniecac ogien i sie w niego wpatrywac 
Re: Ksywki
Na forum HO i EUFI jestem zarejestrowany jako SoLo a to ze względu na to że to były fora na których zarejestrowałem się zaraz po zdobyciu dostępu do neta i jakoś SoLo jako pierwsze przyszło mi do głowy
Teraz na wszystkich forach rejestruje się pod nickiem KeniG ktory jest nazwiskiem bohatera pewnego polskiego filmu, który w dziećńistwie zrobił na mnie duże wrażenie. Duże G jest od mojego nazwiska, a i jeszcze pewna dość znana postać "jeden z redaktorów naczelnych Gazety Warszawskiej" urodził się w moim mieście i kenig miał właśnie na nazwisko 
Re: Ksywki
Aquarius (Aquarii) czyli konstelacja wodnika ewentualnie mój znak zodiaku.

