Reżyseria: Joel Schumacher
Scenariusz: Akiva Goldsman, Lee Batchler, Janet Scott Batchler
Zdjęcia: Stephen Goldblatt
Muzyka: Robert Elhai, Elliot Goldenthal, Dezter Holland
Gatunek: Sensacyjny, SF
Data premiery: 16.06.1995
Obsada: Val Kilmer... Bruce Wayne/Batman
Tommy Lee Jones... Harvey Dent/Dwie Twarze
Jim Carrey... Edward Nygma/Człowiek-Zagadka
Chris O'Donnell... Dick Grayson/Robin
Nicole Kidman... dr Chase Meridian
Michael Gough... Alfred Pennyworth
Pat Hingle... Komisarz Grodon
Drew Barrymore... Sugar
Debi Mazar... Spice
i inni
Podczas procesu szefa gothamskiej mafii, gangster oblewa kwasem prokuratora, przyjaciela Bruce'a Wayne'a, Harvey'a Denta. Potwornie oszpecony Dent prawnik staje się nowym bossem gangu w Gotham City i jako Dwie Twarze poprzysięga zemstę Batmanowi, który nie zdążył go ocalić. Organizuje polowanie na Nietoperza w cyrku, gzie zgromadziła się elita Gotham... Dent słusznie przypuszcza, że jeden z człowych potentatów to Batman. Wywiązuje się strzelanina, podczas której Dwie Twarze zabija trójkę akrobatów i ucieka. Wayne przygarnia do siebie jedynego żyjącego członka rodziny, młodego Dicka Graysona, który żyje odtąd chęcią zemsty na Dencie. Batman ma jeszcze inne problemy: w snach wracają do niego koszmarne wspomnienia z dzieciństwa, wpakował się w związek z dr Chase, która kocha go tylko w kostiumie, zaś ktoś przysyła mu dziwne listy z zagadkami. Tym kimś jest dawny pracownik Wayne'a, Edward Nygma, któremu ten odciął koszty na badnia nad manipulatorem myśli. Nygma jako Człowiek-ZAgadka oferuje swe usługi Dwóm Twarzom-w zamian za środki do prowadzenia masowej produkcji wynalzku, pomoże mu odkryć kim jest Batman...
Schumacherowi daleko do gotyckiego wymiaru Burtona. Gothma stała się night-clubem dla fanów electro, lateksu, zombiestycznych makijaży i światełek choinkowych (umieszczanych nawet na pistoletach). Sam Kilmer też nie powtarza sukcesu nawet nie Keatona, co samego Adama Westa! Kidman gra niby intelignetną panią doktor, a wydaje mi się jakby swoje zcie dzieliła na grę w Tomb Raidera i czytanie Cosmopolitan. Carrey jest całkiem, całkiem, ale i tak show kradną dwie osoby. Pierwsza to bez wątpienia Tommy Lee Jones. Przyznaję, od połowy filmu zaczyna lekką błazenadę (te jego miny) i numer z monetą niestety upalony (fani wiedzą czemu), ale cała reszta: garnitu (chyba sobie taki kupię...), podwójne myślenie o sobie, monologi czy wreszcie kryjówka z dwiema paniami, zależnie od upodobań: romantyzm czy S&M, na najwyżsym poziomie. Druga to Michael Gough jako Alfred-to on zdaje się tu być Batmanem i mentorem Robina, do tego 80% jego kwestii zwala z podłogi. Cała reszta niestety taka sobie-do obejrzenia, do rozrywki, ale niestety-to już nie ten stary, dobry Gacek.
Choć i tak dopiero potem pan Schumacher pokazał jak Batmanowi buty szyć...


