Moja ulubiona postać w tym serialu to John Locke. Znamy go od samego początku serialu i od samego początku mogliśmy obserwować jego poczynania. Na początku cały czas nas zaskakiwał co nóż nowymi rzeczami, zaczynając od swojej kolekcji noży, na Jacobie kończąc. W pierwszej serii robił największe wrażenie, z czasem zaczynał być wypychany przez inne wspaniałe postacie (Henry Gale, Mr. Eko). Najbardziej podobał mi się odcinek The Moth, w którym to Locke w wspaniały sposób wyleczył Charliego z jego głodu heroinowego. Dokonał tego w niezwykły sposób. Dalej John stał się postacią mistyczną, człowiekiem wiary, wciąż oczekiwał na znaki, które mogłyby mu pomóc w otworzeniu włazu. Niezwykłe okazywały się też jego zachowania względem budzącego przerażenie potwora. Podczas gdy inni uciekali, on stawał przed nadchodzącym przeciwnikiem. W odcinku finałowym, gdy potwór zaciągał go do dołu... zastanawiam się dlaczego chciał tam zlecieć... Aż tak uwierzył Wyspie?
W drugim sezonie jego celem było wciskanie przycisku i pilnowanie porządku w bunkrze... jakby nie patrzeć w tym sezonie podziw do tej postaci zaczął zanikać. A wrócił dopiero w drugiej części sezonu. Wspaniały udział miał w odcinkach Lockdown i "?", które to były najlepszymi, jak dla mnie, odcinkami tego sezonu.
W trzecim sezonie... zaczął się zachowywać jak Jack... biegał po dżungli z taką i inną bronią... Odcinek 3x03 - Further Instructions... jeszcze trzymał Locke'owy poziom... ale dalej... działo się już tylko gorzej. Ten spadek wartości zakończył się wraz z przyłączeniem się Locke'a do grupy innych. Tam... był kimś ważnym. W 3x20 poczuł się jak dla mnie zbyt pewnie lejąc Bakunina do nieprzytomności... Ale... historyjka z Jacobem... pobiła wszystkie inne. Później, po tym jak oberwał od Bena... zobaczył Walta... wiadomym jest że była to jakaś zjawa... może nawet zmiennokształtny (potwór). Wtedy można było być pewnym że Wyspa nadal ma na niego oko. W czwartym sezonie mieliśmy tego dowód: pocisk Bena przeleciał przez miejsce, gdzie kiedyś była jego nerka... A dalej... czwarty sezon był klęską tej postaci... bawił się w szeryfa baraków w dość głupi sposób... Świetność tej postaci wróciła wraz z odcinkiem 4x11 - Cabin Fever, w którym rozmawiał z Christianem. Jego dalsza wycieczka do Orchidei była w miarę ciekawa. Epizod z wnętrza Orchidei... raczej skupiał się na Benie, więc ciężko tu szukać jakiegoś fenomenu. Za to sezon piąty... to już arcydzieło, wszystkie te przeloty w czasie, skupiają się głównie na nim i na Faradayu (zastanawiałem się czy przypadkiem on nie jest moim ulubionym bohaterem... ale jednak... za krótko się znamy... To tak jak oświadczyć się dziewczynie poznanej na wycieczce

