Ja za lekturami nie przepadam, wielu z nich podziękowałem po przeczytaniu kilku stron. To do czego zmusza nas szkoła to w większości nic ciekawego (np. taki Żeromski) i mówię to jako ktoś kto bynajmniej nie jest przeciwnikiem czytania i nie raz wybiera dobrą książkę zamiast komputera, czy filmu. Jednak zwykle przy omawianiu lektur fortuna mi sprzyja: przeczyta się streszczenie, czy kolega opowie mi podczas jednej przerwy co działo się na tych kilkuset stronach i już jest jakaś pozytywna ocenka
Kiedyś nawet napisałem artykuł, w którym doszukiwałem się przyczyn kiepskiego stanu czytelnictwa i doszłem do wniosku, że to właśnie lektury budują w młodym czytelniku złe spojrzenie na literaturę.

