miłego czytania
Od momentu w którym Jack usłyszał nad głową helikoptery wszystko działo się nienaturalnie szybko. Rozejrzał się po raz ostatni po obozowisku. Patrzył na namioty tworzące małą wioskę, ich dotychczasowe prowizoryczne schronienie. Jedyny ślad pozostający po ich obecności na plaży. I tak po trzech miesiącach spędzonych na wyspie neurochirurg stał w otoczeniu ludzi, którzy początkowo byli zupełnie dla siebie obcy, a którzy z czasem stali się sobie tak bliscy. Desmond. Hurley. Sayid. Claire. Locke. Sun. Jin. Rose. Bernard.
Wszyscy oni czekali na ratunek równie niecierpliwie jak on. Jack rozejrzał się uważniej raz jeszcze, tym razem w poszukiwaniu konkretnych dwóch osób. Nie spodziewał się, że tak silna więź połączy go z tymi osobami. Spoglądał w prawo i w lewo, ale nigdzie nie dostrzegł ani swojego nieoczekiwanego sprzymierzeńca: blondwłosej lekarki Juliet, ani Sawyera, który również gdzieś zniknął.
Ostatecznie dał za wygraną wiedząc, że znajdą się kiedy przyjdzie ich kolej do helikoptera. Odwrócił głową by po raz pierwszy od rozpoczęcia całego tego zamieszania napotkać wzrok Kate.
Nagle brunetkę ogarnął niekontrolowany atak śmiechu. Beztroskiego, radosnego śmiechu.
Dopiero teraz, kiedy słyszał jej śmiech dotarło to do niego, że wracali do domu.
Nareszcie! Zabierali ich z stąd. Wynosili z tej przeklętej wyspy.
W przypływie entuzjazmu chwycił brunetkę w objęcia i uniósł do góry. Śmiał się razem z nią dziękując niebiosom, że było już po wszystkim. Potem wszystko działo się jakby bez jego świadomego udziału. W jednej chwili stał na piaszczystej plaży w następnej lądowali w lotnisku w Los Angeles.
Wznosząc się nad wyspą myślał o Charliem i jego bohaterskim poświęceniu życia.
Kotłowały się w nim żal, wdzięczność, niedowierzanie, duma i radość.
Nie opuszczały go dwa uczucia; smutek po utracie przyjaciela i poczucie zawodu.
Nie potrafił sobie wybaczyć nie dotrzymanej obietnicy. Tego, że nie zabierał z stamtąd wszystkich. Był wdzięczny za to, że razem z większością dożył tej chwili, ale miał nadzieje, że skończy się to inaczej.
Uczucie ulgi ogarnęło Jacka dopiero po postawieniu stóp na płycie lotniska.

