Requiem do snu
Re: Requiem do snu
na uwage zasluguje rowniez optymistyczny happy end (w sumie nie ma chyba pesymistycznych happy endow...). babcia dostala wreszcie upragniona opieke i uwage; glowna bohaterka znalazla prace, w ktorej sie znakomicie odnajduje; wreszcie - glowny bohater przestal cpac a jego kolega bedzie mial szanse odpokutowac zle czyny, zastanowic sie nad swoim zyciem, moze zacznie pisac wiersze...?
Re: Requiem do snu
A jak wyświechtano główny motyw muzyczny...
Re: Requiem do snu
w sumie wszystko co myślę o tym filmie zawarłem w temacie o "Trainspotting". "Requiem..." to tzw. baja. Fabuła jest zbyt wymyślna by oddziaływać na widza i, co było zapewne zamierzeniem, zdołować go. Zdziwiły mnie wasze opinie w stylu: "nie chcę tego oglądać po raz drugi, zbyt wstrząsający". Jeśli jednak pominiemy fabułę (najgorsze historie jakie mogły się zdarzyć) i użycie wszystkich możliwych środków by ją jeszcze bardziej uwydatnić to mamy całkiem dobry dramat. I tyle, może kiedyś do tego wrócę, gdyż przepadam za filmami o tematyce uzależnień.
-
jaxcromwell
- Vincent Vega
- Posty: 25
Re: Requiem do snu
Dla mnie film wybitnie marny, wyszedłem z kina rozczarowany. Taki "Malowany ptak" Kosińskiego w wersji audiovideo. Nie sztuka opowiedzieć wyssaną z palca, pełną uproszczeń historyjkę, w której bohater na każdym zakręcie skręca w złą stronę. Sztuka opowiedzieć historię autentyczną, z którą można się utożsamiać. Może ten filmik spełnia jakąś misję, bo moi koledzy narkusy się bardzo przejęli, ale mnie odrzucił. Był sztuczny, a przez swój brak autentyzmu zupełnie do mnie nie trafił. Jeśli miałem zobaczyć siebie to nie zobaczyłem, mimo że swoje z dragami przygody większe i mniejsze miewałem. Nawet wątek zakręconej mamusi nie ratował filmu, chociaż zdecydowanie przyjemniej się go oglądało. Tak jak malowany ptak kiedyś tak i rekwiem dla snu to taka bajka dla emocjonalnych nałogowców. Odradzam. Chociaż muzyka bardzo udana.

