Robin z Sherwood

Dyskusje o poszczególnych serialach. "Prison Break", "Twin Peaks", "24 godziny", "Przyjaciele", "X-Files" itd.
Nasir_
Forrest Gump
Posty: 1

Robin z Sherwood

Post autor: Nasir_ »

Kultowy serial lat osiemdziesiątych, który dla wielu pozostał jedyną prawdziwą adaptacją legendy o Robin Hoodzie, w niezwykle nastrojowy sposób łączy przygodową akcję z elementami magii i mistycyzmu.Ciekaw jestem czy ktoś z was to pamięta jeszcze ?
Obrazek
Robin of Sherwood - brytyjski serial fantasy nakręcony w latach 1983-1986 i składający się z 26 odcinków kręconych w trzech sezonach.
W pierwszych dwóch sezonach w roli tytułowej występował Michael Praed, natomiast w trzecim syn Seana Connery'ego, Jason. Producentem serialu był Paul Knight, a scenarzystą Richard Carpenter. Reżyserem pierwszego sezonu był Ian Sharp, drugiego sezonu Robert Young, a trzeciego: Ben Bolt, James Allen, Gerry Mill, Sid Robertson i Alex Kirby.
Serial nawiązuje do legendy o Robin Hoodzie oraz historii Anglii na przełomie XII i XIII wieku za panowania króla Ryszarda Lwie Serce oraz jego brata Jana bez Ziemi.
Wszystkich fanów i miłośników tego serialu zapraszam na nasze forum jeśli jest ktoś zainteresowany prosze dać znać.Podam link....nie będe tu reklamy robić.


Moderatorów prosze o wyrozumiałość jeśli temat już był.
Dusqmad» Tematu jeszcze nie było, ale odpowiednim dla niego dziełem jest ten o Telewizji ;)
Ostatnio zmieniony 2007-06-09, 11:24 przez Nasir_, łącznie zmieniany 2 razy.
Azgaroth
Tyler Durden
Posty: 445

Re: Robin z Sherwood

Post autor: Azgaroth »

Wspaniały serial umiejętnie łączący wątki legendarne o Robin Hodzie z fantastyką. Właśnie jestem w trakcie kolekcjonowania serialu na dvd, narazie mam 1 serie. Wydanie oprócz serialu ma także wiele dodatków, więc warto. I do tego świetna ścieżka dźwiękowa zespołu Clannad.
Abberline
Jack Sparrow
Posty: 44
Lokalizacja: z Drogi

Re: Robin z Sherwood

Post autor: Abberline »

Wkleję Wam coś, co napisałam z rok temu, przeżywając renesans uczuć do tego serialu. Nie z lenistwa wkleję, tylko dlatego, że dziś nie umiałabym tego powtórzyć z takim samym żarem :). Obecnie mam mózg zabrzytwiony :lol: (o tym wkrótce w dziale "Musicale" ;) ), ale przecież do Sherwood powrócę jeszcze nie raz...

Serial "Robin z Sherwood" bił rekordy popularności po obu stronach Atlantyku w połowie lat 80, niemniej do dziś uważany jest za najlepszą spośród ekranizacji legendy Robin Hooda. Kim był Robin Hood, nikomu chyba mówić nie trzeba, ale na wszelki wypadek nakreślę fabułę serialu. Rzecz się dzieje u progu XIII wieku w środkowej Anglii. Panuje miłościwie Ryszard Lwie Serce (a po nim jego brat, Jan Bez Ziemi), zajęty jednak głównie krucjatami w Ziemi Świętej i wojnami na kontynencie, co odbija się negatywnie na losie żyjących na Wyspach poddanych. W Nottingham władzę de facto sprawuje cyniczny, dbający wyłącznie o własne interesy szeryf, a podlegający mu lud żyje w biedzie. Większość wypracowanych dóbr pochłaniają bowiem podatki na wojny króla i na utrzymanie zamku w Nottingham, a nielegalne polowanie na zwierzynę w królewskich lasach oznacza w najlepszym razie utratę dłoni, czasem jednak nawet życia. W 1180 roku szeryf zrównuje z ziemią rebeliancką wioskę Loxley. Zabija przy tym Ailrica, który jest Strażnikiem Srebrnej Strzały Herne'a Myśliwego. Herne to pogańskie bóstwo, Pan Drzew. W gruncie rzeczy - półbóg-półczłowiek. Strzała to symbol saksońskiej Anglii. Anglosascy chłopi żyli, jak wiadomo, po rządami normańskich panów. Dlatego zgładzenie Ailrica i odebranie mu Strzały leżało w interesie szeryfa, który pragnął tłumić wszelkie przejawy niezależności swoich saksońskich poddanych. Z rzezi w Loxley ocalał syn Ailrica, Robin. Piętnaście lat później wchodzi przypadkowo w zatarg z prawem i trafia do lochu w zamku Nottingham. Czeka go stryczek, więc wraz ze współwięźniami obmyśla plan ucieczki, która kończy się sukcesem. Odzyskana wolność jest oczywiście równoznaczna z wyjęciem spod prawa. Robin i jego towarzysze stają się banitami, więc ukrywają się w lesie Sherwood, gdzie obmyślają dalszy plan ucieczki. Tam też syn Ailrica spotyka Herne'a Myśliwego. Ten zaszczepia w nim poczucie misji, zapewne tej samej, którą powierzył niegdyś jego ojcu. Świat to pole nieustającej walki Sił Światła i Ciemności. W Anglii króla Ryszarda Ciemność zyskała przewagę nad Światłem. Robin jest wybrańcem, który ma ją przywrócić. Ma przestać uciekać i zacząć walczyć w obronie uciśnionego, pozbawionego praw i godności ludu.
Robin: Spaliście! Wszyscy spaliśmy, o wiele za długo... Czas się obudzić! Czas przestać uciekać! Nikt nie uciekał pod Hastings.
Tom: Fakt, stali i umierali całymi tysiącami!
Robin: Ale chociaż zginęli walcząc!
Will: To strasznie stara bitwa... To było dawno temu...
Robin: A co się stało z Anglikami od tamtego czasu, Will?! Gdzie oni są?! "Unikać kłopotów"? "Rób co ci każą, a będziesz miał święty spokój"? Czy to jest duch Anglii?! Wsie są palone, tylko po to by książęta mogli bez przeszkód polować! Ludzie płacą własną krwią za budowę zamków najeźdźców! Bez sprzeciwu, bez sprawiedliwości... Nie ma Anglii! Czas stawić opór...
I tak oto, według Richarda Carpentera (scenarzysty), zaczyna się historia Człowieka w Kapturze. Robin zebrał doborową, niezawodną kompanię, która odtąd miała chronić biednych i oddawać im to, co odebrała bogatym. Różnica pomiędzy RoS a innymi ekranizacjami polega na tym, że misja Robina ma w tym przypadku wymiar metafizyczny. I właśnie element magii, obok miecza, nadaje serialowi niepowtarzalny, wspaniały klimat. Wątki przygodowe, tło historyczne, duch anglosaskich mitów i legendy stworzone na potrzeby filmu, podano w doskonałych proporcjach, czyniąc z tej sałatki wyśmienite danie przyprawione dużą szczyptą humoru. Ekranizacja ma oczywiście pewne wady. Dwadzieścia lat temu kino nie miało takich możliwości technicznych jak dziś. Nikt też nie przeznaczał na produkcję telewizyjną budżetu na skalę dzisiejszych hollywoodzkich standardów. W filmie dla młodzieży nie wolno było pokazywać krwi czy erotyzmu. Ale to drobiazgi w obliczu doskonałości finalnego efektu. O sile tego serialu stanowi chyba przede wszystkim odmalowana w nim atmosfera średniowiecznej Anglii. Za zdjęcia musiał odpowiadać prawdziwy artysta, bo te wszystkie megality, zamki osnute mgłą czy soczysta zieleń Sherwood, wprost porażają pięknem - zwłaszcza, że w tle przez większość czasu słychać nieziemsko cudowną muzykę Clannadu. Kolory, scenografia, kostiumy, charakteryzacja to perfekcyjnie dobrane szczegóły, które sprawiają, że przenosimy się w czasie. Filmy kostiumowe często są takie... plastikowe. Zbyt żywe barwy, zbyt współczesne twarze aktorów, zbyt czyste stroje sprawiają, że od początku do końca czujemy, że to tylko film. A RoS zasysa do swego świata.

Jednym z najsilniejszych atutów serialu jest obsada. Nie było nigdy trafniej dobranej w ekranizacji legendy Robin Hooda. Marion jest odważna, waleczna, ale subtelna, pełna wdzięku, do tego mądra i piękna niczym majowy poranek ;). Nie do podrobienia. Willa Szkarłatnego zagrał doskonały aktor (Ray Winstone), tworząc chyba najbardziej ekspresyjną i wielowarstwową kreację spośród leśnej załogi. Mały John wzrusza jako osiłek o gołębim sercu. Nasir (saracen po raz pierwszy wkracza do legendy - szturmem!) hipnotyzuje swoim znaczącym milczeniem, imponująco walczy i do tego jest nieprzyzwoicie przystojny. Tuck ma poczucie humoru, jakiego próżno szukać u mnichów, i świetne, błyskotliwe puenty. Much to postać, na którą patrząc myślę z podziwem, że 18-letni P. L. Williams bez aktorskiego wykształcenia dokonał rzeczy niezwykłej, bo chyba wcale nie jest łatwo zagrać półgłówka, nawet jeśli nie jest to majstersztyk na poziomie DiCaprio w "Co Gryzie Gilberta Grape". Nickolas Grace to niewątpliwie - podobnie jak Marion - "najlepszy" szeryf wszechczasów. Mistrzowska rola, postać, którą uwielbiam za inteligencję, sarkazm i ataki furii :D. W duecie z Gisburne stanowią najbardziej komiczny element filmu. Gisburne! Paradygmatyczny nieudacznik, który mimo paskudnego charakteru budzi wyłącznie sympatię i współczucie. Moja największa słabość pośród tej plejady postaci... No i Robin... Robin wystąpił w dwóch wcieleniach, bo w trzecim sezonie serialu Michaela Praeda zastąpił Jason Connery (z "tych" Connerych ;) ). "Blondas" (Connery) to sympatyczna postać. Zdobywa serce widza mniej więcej w tym samym czasie, co zaufanie leśnej kompanii, czyli w pierwszych dwóch odcinkach trzeciego sezonu. Ale Robin to "Czarny" Michael Praed i już :D. Na wieki. Nie jest wybitnym aktorem. Szczerze mówiąc - aktorem jednej roli. Ale tak charyzmatycznego Robin Hooda kino nie miało nigdy przedtem i z całą pewnością już nigdy mieć nie będzie. Porwał do walki swych kompanów, poruszył umysły uciśnionych Anglików, ale przede wszystkim skradł serca widzów po obu stronach Atlantyku.

"Robin of Sherwood" to dla mnie nie tylko bezsprzecznie najlepsza ekranizacja legendy - to kawał mojej własnej legendy. Powróciwszy (dzięki wydaniu DVD) do serialu po latach, odkryłam jak bardzo jestem przesiąknięta światem wykreowanym przez twórców tego niezwykłego obrazu - ideami w myśl których walczył Robin i jego kompania, mądrościami Herne'a, całym pięknem ekranowej rzeczywistości, od jej symboliki, po celtycką muzykę. A Robin to bohater mojego dzieciństwa, postać dla mnie archetypowa, ktoś kim się stałam niepostrzeżenie... Nothing is ever forgotten. Codziennie próbuję napiąć swój łuk, by nadać mu cel...
jaxcromwell
Vincent Vega
Posty: 25

Re: Robin z Sherwood

Post autor: jaxcromwell »

Świetna muzyka Clannad, i mistyczny klimat - wryły mi się w pamięć. Do ścieżki często wracam, do serialu się boję, żeby nie upadł jego obraz z dzieciństwa. Pamiętam jak się z kumplami ganiałem, i jedni byli od Robina, drudzy od Szeryfa. Naprawdę wybitna produkcja (przynajmniej tak ją pamiętam).
ODPOWIEDZ

Wróć do „Seriale”