Info o filmie:
reżyseria Frank Darabont
scenariusz Frank Darabont
zdjęcia Roger Deakins
muzyka Doris Fisher, Thomas Newman
produkcja: USA
data premiery: 1995-04-16 (Polska) , 1994-09-10 (Świat)
obsada: Tim Robbins, Morgan Freeman, Bob Gunton
Fabuła:
Andy Dufresne odsiaduje karę dożywotniego więzienia za podwójne morderstwo, którego nie popełnił. W Shawshank rządzą sadystyczni strażnicy; dyrektor więzienia to hipokryta i oszust. Ale Andy jest sprytniejszy od każdego z nich; lata, jakie przyjdzie mu spędzić w celi wykorzysta na przygotowanie misternego planu zemsty - tak zaskakującego, że zmyli nawet najbliższych współwięźniów. (żródło: film.onet.pl)
Niemalże idealna ekranizacja. Niemalże, gdyż kilka spraw zostało tu wyostrzonych, natomiast kilka stępionych. I tu trochę dziwię się Darabontowi: najpierw ulepsza Kinga mniej szczęśliwymi finałami pewnych wątków, by następnie wpleść w swoją wizję trochę naiwności (popijanie napoju - na moje oko Coca Coli - w bibliotece, przez więźniów rzecz jasna) oraz podsumować całość jednoznacznym zakończeniem, które pokazuje, że w USA filmem rządzą dużo inne zasady, niż literaturą. Dodam do tego jeszcze kilka liczbowych kfiatków, ale ogólnie film wiernie oddaje książkę, co najbardziej uzewnętrznia się w dialogach. Oglądając tę produkcję czuję się jakbym konfrontował wyobrażenia tego co czytałem z wizją kogoś innego, a to rzadka rzecz przy ekranizacjach. Zwykle pierwszoplanowo biorę się za wyszukiwanie wszelakich różnic. Poza wymienionymi sprawami razi mnie tylko rola Tima Robbinsa. Andy to dużo inny gość, mówię Wam - miał specyficzny uśmiech, spojrzenie, jako jedyny posiadał w sobie pierwiastek wolności. Ów aktor odegrał go natomiast tak, że wygląda na najsilniej targanego wewnętrznie bohatera. W mimice nie czuć tego spokoju, którym nacechował go King. Da sie dostrzec jakiś nieudolnie kamuflowany smutek i żal. Ta rola nadawała się dla Edwarda Nortona. On by się tu spisał na medal. Najbardziej zdziwiło mnie jednak obsadzenie czarnoskórego Freemana w roli Rudego. Trudno tu jednak o zarzut, gdyż nie było - z tego co pamiętam - żadnej wzmianki o kolorze skóry tego bohatera. Ksywka 'Rudy' może mieć inną genezę np. od lisa - cwany gość, który wszystko umiał załatwić.
Podsumowując - dobry więzienny film. Osobiście nie wznoszę go na piedestały tego gatunku. Nie ma tu żadnej wybitnej roli, a Darabont chciał zbudować wieżę Babel by sięgnąć Kinga zaprzepaszczając tym samym - swoimi ambicjami - kilka wątków, które pociągnął lepiej. Widywało się lepsze rzeczy. Doceniam, ale zachwycony nie jestem.
Ocena: 7/10 (gdybym wcześniej nie czytał książki może i 8 by było...)


