Gdy w 1992 r. na ekrany wszedł film "Wściekłe psy", wyreżyserowany przez nikomu nieznanego debiutanta Quentina Tarantino, krytycy chórem krzyknęli, że oto mamy do czynienia z narodzinami prawdziwego talentu. jednak, kiedy dwa lata później powstał obraz pt. "Pulp Fiction" zachwyt przeszedł wszelkie granice. Film zdobył Złotą Palmę w Cannes, Oscara za scenariusz i został okrzyknięty, podobnie jak jego twórca, kultowym. Tgodnik "Variety" twierdził, że Tarantino jest pierwszym z nowej generacji reżyserów. Artystów. którzy swojego fachu będą uczyli się nie w szkołach, ale oglądając filmu na video. Powoływali się na fakt, iż Quentin, będąc maniakiem kina, 5 lat przepracował w wypożyczalni kaset, gdzie miał łatwy dostęp do filmów i mógł je oglądać też w godzinach pracy. Codziennie pochłaniał po kilka obrazów, od niskobudżetowych produkcji rodem z Hong Kongu po dzieła francuskiej "nowej fali". Była to jego szkoła filmowa.
Realizacją "Wściekłych psów" udało mu się zainteresować Harvey Keitela, który nie dość, że zwiększył budżet filmu z 35.000 $ do 1,5 miliona, to jeszcze przekonał do zagrania w nim takich aktorów jak Tim Roth, czy Michael Madsen.
Obecnie Quentin Tarantino jest prawdopodobnie jednym z najchętniej oglądanych i najczęściej dyskutowanych reżyserów naszych czasów. Przez wielu krytyków przedstawiany jest jako wzorowy przykład twórcy postmodernistycznego.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ze swojej strony:
Nie potrafię pojąć jak to możliwe, że Tarantino jest podziwiany przez wszystkich, Czym wyróżnia się od innych reżyserów. Sporo z użytkowników tego forum ma jego filmy w pierwsze 10 swoich hitów. Zapraszam więc do dyskusji
Swoje opinie opieram na filmach takich Pulp Fiction, Deathproof czy Kill Bill.
Moim spostrzeżeniem jest, że Tarantino robi filmy bardzo nietypowe, które rzeczywiście potrafią zapaść w pamięć, ale... Do mnie kompletnie one nie trafiają. Przede wszystkim dialogi. Przez wielu uznawane za idealne dla mnie w większości przypadków są po prostu... nudne. Powiem szczerze, że zasnąć przy nich nietrudno... Część jest zupełnie niepotrzebna, nie ma żadnego związku z fabułą filmu.
Kolejna rzecz... zwalnianie i przyśpieszanie akcji. Spory fragment filmu nie dzieje sie nic (występują dialogi oczywiście), by nagle boom, akcja rusza z kopyta.
Pomysły na film są naprawdę dobre, ale atmosfera tworzona przez Tarantino jako reżysera kompletnie mnie już nie kręci.
Chciałbym jeszcze dodać, że mimo wszystko podobał mi się Pulp Fiction, ale głownie z powodu 1) gry aktorów 2) fantastycznie dobranej ścieżki dzwiękowej 3) Nowatorskiego podejścia do nakręcenia filmu (Tylko to jest zasługą Tarantino),ale jak człowiek zobaczy już coś nowego, a potem powtórek z rozrywki w kolejnych filmach to mu się to nudzi.
Może ktoś wyjaśni mi więc fenomen Tarantino?

