Książka-przedmiot
: 2007-10-19, 20:06
Jakie znaczenie ma dla Was wygląd książki? Jakość wydania, dotyk papieru, zapach...
Dobra książka obroni się w najpodlejszej formie. Kilkadziesiąt lat temu, rosyjscy fani braci Strugackich polowali na przepisane na maszynie kopie ich książek, potem sami je przepisywali i puszczali w obieg. Sama czytałam nieraz totalnie zamordowane książki-szmaty, weteranki bibliotek, wzdychając za każdą brakującą kartką i z obrzydzeniem przerzucając tłuste strony. Ale liczył się tylko tekst, zdolny wynagrodzić wszystko.
Ale jeśli mam do wyboru dwa różne wydania, w doskonałym stanie? Dla mnie forma ma olbrzymie znaczenie. Jak z filmem - nie rozumiem ludzi rzucających się na pirackie wersje kręcone przemyconą do kina kamerą, jeśli mogą dwa tygodnie później obejrzeć normalnie, na dużym ekranie i z czystym dźwiękiem.
Książki też zasługują na najlepszą formę.
Właśnie czytam "Miasto Śniących Książek" Waltera Moersa i zaczyna mi się naprawdę podobać. I wydanie ma na to spory wpływ - kawał księgi (25 cm), twarda oprawa, miły, miękki, żółtawy papier. Ilustracje! Nastrojowe, senne, drobno cyzelowane rysunki, miejscami stylizowane na stare ryciny. Książka, która nie tylko zawiera świat, ale sama jest jego częścią.
Macie takie swoje książkowe klejnoty? Co na przykład sądzicie o Amberowskim wydaniu Tolkiena - biały papier, twarde oprawy z obwolutami i Alan Lee na kredowych tablicach. Gdybyż tak jeszcze wersja Skibniewskiej, byłby ideał, ech...
A może macie jakieś ulubione wydawnictwa albo serie?
Kilka lat temu zachwycały mnie okładki Rebisowej Salamandry/Kameleona. Genialnie oddawały treść i nastrój książki.
Na przykład ta

Albo ta

Teraz seria ma w mojej ocenie gorsze okładki, już brak im tego nastroju.
Co sądzicie o tym wszystkim? O książkach-przedmiotach?
Zapraszam do wypowiedzi
Dobra książka obroni się w najpodlejszej formie. Kilkadziesiąt lat temu, rosyjscy fani braci Strugackich polowali na przepisane na maszynie kopie ich książek, potem sami je przepisywali i puszczali w obieg. Sama czytałam nieraz totalnie zamordowane książki-szmaty, weteranki bibliotek, wzdychając za każdą brakującą kartką i z obrzydzeniem przerzucając tłuste strony. Ale liczył się tylko tekst, zdolny wynagrodzić wszystko.
Ale jeśli mam do wyboru dwa różne wydania, w doskonałym stanie? Dla mnie forma ma olbrzymie znaczenie. Jak z filmem - nie rozumiem ludzi rzucających się na pirackie wersje kręcone przemyconą do kina kamerą, jeśli mogą dwa tygodnie później obejrzeć normalnie, na dużym ekranie i z czystym dźwiękiem.
Książki też zasługują na najlepszą formę.
Właśnie czytam "Miasto Śniących Książek" Waltera Moersa i zaczyna mi się naprawdę podobać. I wydanie ma na to spory wpływ - kawał księgi (25 cm), twarda oprawa, miły, miękki, żółtawy papier. Ilustracje! Nastrojowe, senne, drobno cyzelowane rysunki, miejscami stylizowane na stare ryciny. Książka, która nie tylko zawiera świat, ale sama jest jego częścią.
Macie takie swoje książkowe klejnoty? Co na przykład sądzicie o Amberowskim wydaniu Tolkiena - biały papier, twarde oprawy z obwolutami i Alan Lee na kredowych tablicach. Gdybyż tak jeszcze wersja Skibniewskiej, byłby ideał, ech...
A może macie jakieś ulubione wydawnictwa albo serie?
Kilka lat temu zachwycały mnie okładki Rebisowej Salamandry/Kameleona. Genialnie oddawały treść i nastrój książki.
Na przykład ta

Albo ta

Teraz seria ma w mojej ocenie gorsze okładki, już brak im tego nastroju.
Co sądzicie o tym wszystkim? O książkach-przedmiotach?
Zapraszam do wypowiedzi



