blue berry pisze:Dialogi są zbyt pompatyczne
A ja myślałam, że będzie gorzej. Myślę, że niektórym filmom można to wybaczyć. W niektórych to wręcz konieczne. Wyobrażacie sobie "Władcę Pierścieni" z dialogami w stylu "Shreka"...?
blue berry pisze:moim zdaniem "Troja" to bardzo luźna adaptacja "Iliady". Kilka wątków rozbudowano, bogów nie uwzględniono, a całą bitwę skrócono do zaledwie kilku dni...
Myślę, że to zależy czy wybiera się kręcenie akcyjniaka czy dramatu. Chociaż tutaj jednak i dramatu było sporo. Co do bogów, mam wrażenie, że cały film był w tonie "jak z faktów rodzą się mity". Czynnik nadprzyrodzony filmowcy zwyczajnie odpuścili, zostawiając go w głowach postaci, w ich wierzeniach. Chociaż w takim razie, co tam robi Tetyda?
Co do czasu akcji... Czytał ktoś "Eryka" Terry'ego Pratchetta? Wykorzystał tam mit trojański, w sposób typowy dla siebie, czyli dosłowny. Pratchettowa Helena, po dziesięciu latach jest grubą, dzieciatą babą z wąsikiem. No cóż, to też byłby jakiś sposób na film, ale... No właśnie wyszedłby dramat. Pretensje kierowałabym raczej pod adresem Homera, o koloryzowanie. Poza tym, poza Homerowym Ilionem, była przecież jeszcze Troja prawdziwa, z niejednym oblężeniem w swojej historii.
Issa pisze:Mam zastrzeżenia jedynie do Blooma. Jakoś dopiero w drugiej części Piratów do mnie przemówił. A tak to wydaje się być taką ciepłą kluchą, zero męskości (popatrzcie na Hektora, na Achillesa!). No ale może taki był Parys...
Chudy szczeniaczek, a nie ciepła klucha... Przyznam, że nie mogłam zrozumieć, co też w nim zobaczyła Helena (szczególnie, że miała porównanie z Hektorem), ale wtedy patrzyłam na Menelaosa i od razu mi się rozjaśniało

W jej sytuacji trudno wybrzydzać...
Co do męskości, cały czas myślałam sobie, że ten film by się spodobał właśnie starożytnym Grekom. Wszystkie charakteryzatorskie moce Hollywoodu skierowane na to, żeby z aktorów zrobić żywe posągi, mitycznych, wyimaginowanych herosów. Szczególnie Achillesa. Bo Hektor już jest raczej takim wyidealizowanym Mężem, Ojcem, Synem Narodu. Nie piszę w sensie, że to źle! Po prostu chodzi mi o to, że "Troja" to filmowy Mit.
skiszony pisze:dupiaty film. nie ma tu tego, co być powinno - mitologizacji. pieprzone ikony popkultury z botoksem w twarzy pokazują cudze łydki i napierdzielają się komputerowymi mieczami
Fajnie to napisałeś

, mimo że z treścią się nie zgadzam. Mitologizacja była, co napisałam wyżej. Ja ją dostrzegam właśnie w sposobie ukazania postaci. A broń też mi nie zalatywała komputerem, tylko całkiem solidnymi kilogramami brązu.
W sumie, cudów w tym filmie nie widzę, ale też nie jest aż tak zły jak o nim w recenzjach pisano. Moim zdaniem, ratują go aktorzy właśnie. Za Pittem specjalnie nie przepadam, ale co go w czymś zobaczę, to od nowa stwierdzam, że jednak jest niezły, a potem znowu zapominam do następnego razu. Jego Achilles mnie przekonał. Zresztą zauważyłam, że dobrze wychodzą mu takie gwałtowne, gniewne postacie. Hektor rzeczywiście świetny. Ale dlaczego nikt nie wspomniał o Odyseuszu?

Mój absolutny faworyt w tym filmie. Ze wszystkich mitologicznych postaci, najbardziej lubiłam jego, a w interpretacji Beanowej zobaczyłam idealnego Odysa. Z własnym zdaniem, dającego się lubić, próbującego nie dać się zetrzeć Historii. Sto razy lepszy niż wersja Armanda Assante'a. To ja teraz zamawiam "Odyseję" z Beanem.
