Mam przeczucie, że to będzie niezwykle spokojny finał. Nie będzie szokująco, za to bardzo smutno. Absolutnie zgadzam się ze słowami
zguby, że Lost był i zawsze będzie dla mnie fascynacją - nieważne jak wiele odcinków by zepsuli, nieważne jak okropnie będzie wyglądał finał i nieważnie, ile w rezultacie otrzymamy odpowiedzi. Ten serial siedzi tak głęboko we mnie, tyle czasu jest ze mną, że teraz z nim to jak ze starym przyjacielem, jak z kimś kto nieustannie nas zawodzi, ale nie możemy bez niego żyć. To jak ślepa miłość, której wybacza się wszelkie potknięcia. To takie naiwne i patetyczne, ale po 5 latach nie jestem w stanie kopnąć ich w tyłek i powiedzieć, że zmarnowali ponad sto godzin z mojego życia (przypuszczalnie więcej, biorąc pod uwagę sprawę z tłumaczeniem napisów). Będę jak Locke i powiem: "I can't let go".
Wracając do tematu odcinka, niezmiernie cieszy mnie powrót starego Bena. Jednakże jest to równie wielce niepokojące. Wprowadzenie chaosu, kiedy nasze myśli są uporządkowane i utorowane w jednym kierunku. Żegnaj ślamazarny Benjaminie. Szkoda tylko że pomagasz nie mojemu teamowi. Ale napięcie to podstawa.
Wydaje mi się, że Richard nie zginął. Dymek po prostu chciał go po raz kolejny wyeliminować na parę godzin z gry, żeby nie przeszkadzał mu w załatwieniu spraw z Widmorem i Benem. Biorąc pod uwagę fakt, że Richard bardzo chętnie udzielał osobom niepowołanym różnych informacji i wprowadzał niepotrzebny zamęt.
Jestem skłonna zgodzić się z tym, że matką Davida jest Juliet. Jej postać z pewnością pojawi się w finale, dlatego to by było najkorzystniejsze rozwiązanie dla scenarzystów Losta. Wtedy na koncercie pojawiłaby się przyzwoita liczba rozbitków: Jack, Claire, Juliet, Kate, Desmond, Hurley, Sayid, Miles, Sawyer (znając życie przyjdzie razem z Milesem), Charlotte, ojciec Milesa. Możemy przypuszczać, że na koncercie charytatywnym pojawi się Daniel, Eloise, być może Charlie. Wszyscy są jakoś powiązani z muzyką i przyjęciami charytatywnymi. Jestem ciekawa, jak będzie wyglądać sytuacja z Lockiem i Benem. Możliwe że rozpoczną na własną rękę poszukiwanie Desmonda i tak trafią na koncert. (Wspomnę tylko, że mistrzem od takich zbiegów okoliczności są scenarzyści Gossip Girl) Podkreślam, że są to tylko i wyłącznie moje
przypuszczenia.
Jacob - trochę nadrobił w tym odcinku swoją
maminsynkową postawę w życiu. Otwarcie przyznał się do błędu i do tego, że ma dość nieustannej walki z bratem. Szkoda że Mark nie pojawi się w finale. Wierzę w jego słowa, że część fanów będzie usatysfakcjonowana zakończeniem.
Jackie, Jackie. W końcu ma to, czego chciał. Wydaje mi się, że scena z "dokonywaniem wyboru" była jak najbardziej wiarygodna. Reszta miała strasznie kwaśne miny, a Jack właściwie od momentu opuszczenia wyspy był przekonany, że "island isn't done with him yet". Całe ostatnie trzy sezony są widoczną i genialną ironią do zachowania i postawy Jacka, jakie sobą reprezentował przez pierwsze trzy. To takie igranie z emocjami postaci. Mimo iż przewidywalne, to jak najbardziej fair.
Kiedy Jacob i nasi ocalali z Oceanic zmierzali ku niewiadomemu, po cichutku liczyłam, że Jacob pokaże im "światło". Wygląda na to, że jedynemu, któremu będzie dane je zobaczyć, jest Jack. Strasznie natomiast podobało mi się to prozaiczne stwierdzenie/odpowiedź Jacoba, kiedy Kate spytała się, dlaczego jej nazwisko jest skreślone w jaskini. "It's just a line of chalk in cave. THe job is yours if you want it Kate"
Nie rozumiem tylko jednej rzeczy: Dlaczego zatem nazwisko Kwonów nie zostało przekreślone z momentem, kiedy Sun zaszła w ciążę?
satorian pisze:porywaniem dzieci
Których dzieci? Noworodków czy Emmy i Zacka? Jeśli chodzi o Emmę i Zacka to zostało to wyjaśnione na początku sezonu 6 (o ile nie wcześniej). Dzieci były czyste, niczemu niewinne, ich życie nie było takim chaosem i bezsensem jak życie Kate, Sawyera, etc. Widocznie Jacob nakazał Innym, żeby je w pewien sposób chronili przed nagłą śmiercią. Jak widać nie za bardzo to w końcu wyszło - rozwalił ich Widmore jedną bombą (?).
satorian pisze:czy wiemy kto zrzucał Desmondowi żarcie?
Pytanie serialu... Naprawdę, czy to aż takie ważne? Nie pamiętam dokładnie, co na obecność Desmonda mówili Inni, Ben... Możliwe że w ich wypowiedziach jest ukryta odpowiedź. Z pewnością o Desmondzie wiedział Jacob - może to on w jakiś sposób wpłynął na Bena albo kogoś innego z przywódców Innych. Te "zagadki" naprawdę można sobie samemu rozwikłać. Podejrzewam, że po finale powstanie podcast z Darltonami, gdzie najprawdopodobniej odpowiedzą na pytania tego typu. (Wszystko zależy od tego, jak bardzo otwarci będą na nieznaną część fabuły; od tego, czy będzie zależało im na utrzymaniu atmosfery niedopowiedzenia, tajemnicy, spekulacji - Ma powstać film, więc nigdy nie wiadomo, co będą mogli ujawnić)
Jeśli ktokolwiek przeczytał moje wypociny, chwała mu za to
No to czas na pożegnanie. 3 dni. Życzę miłego oglądania. Już teraz, póki temat jest aktualny
