Jak dla mnie to najlepszy odcinek od czasu The Constant (i może go nawet przebijający). Dobra gra aktorska - rzeczywiście Ricardo robi wrażenie człowieka, który po 130 latach ma dość tego Piekła i walki Dobra ze Złem i już nawet niezależy mu na tym, że pójdzie do innego Piekła byle, żeby nie przebywać ze świrami.
Najbardziej podobało mi się to, że ludzie z samolotu w większości zginęli, a w porównaniu do Ricarda mieli naprawdę komfortowe warunki: nie musieli być przykutymi z trupami, wyjmować gwoździa z podłogi, czy czuć jak po włosach spływa deszczówka, która w ogóle nie może trafić do ust.
artemis pisze:I kolejna tajemnica... jak to możliwe, że czarny dym zabił jego żonę? Ona była prawdziwa, tak jak sayid zmartwychwstał? Czy może to był czarny "w przebraniu"? Tylko jeśli to czarny, to jak mógł jednocześnie być jako dym i osoba? Przecież w 5x12 zniknął aby przemienić się w dym... nie wiem co mam myśleć, i jeszcze wątek tej jego matki. Może są 2 dymy?
Prawdopodobnie to był jej duch, a ona sama była przekonana, że znalazła się w Piekle. Tak samo kobieta, z którą rozmawiał Ben z Człowieku za Kurtyną w 3 serii to był duch jego matki.
Być może jest tam (raczej po drugiej stronie) ktoś trzeci kto wpuszcza i wypuszcza duchy do/z Wyspy.
artemis pisze:Wątek czarnej skały i posągu - no trochę mi się nie spodobało to, statek rozwalił statułę, a sam na części się nie rozbił, wylądował na środku wyspy, a i tak w całości, do tego ludzie przetrwali. Trochę tandetne rozwiązanie - ale to chyba JEDYNY minus.
Może prócz stopy reszta była z terakoty

zresztą statek uderzył tylko w łeb, więc teoretycznie mógł to przetrwać... a potem niczym latający holender dolecieć na środek dżunglii nie rozsypując się... ludzie - tu były podróże w czasie! To serial sci-fi
Beezqp pisze:Ciekawi mnie tylko jedno. W finale sezonu 5 widzieliśmy jak Jacob i Czarny gadają sobie w słoneczną pogodę a na horyzoncie spokojnie płynie sobie Black Rock. W tym epizodzie zobaczyliśmy, że przybycie Black Rock na Wyspę było nieco bardzo burzliwe.
Kupuje to z nagłymi zmianami pogody. Przynajmniej niektóre rzeczy są od pierwszej serii.
Yarpenn pisze:Hem hem hem... czyli duzo osob, w tym moich znajomych dobrze trafilo juz od samego poczatku serialu
Ze krotko mowiac jest to swego rodzaju czysciec/przechowalnia, ale tak do konca nie wiadomo, czy sie jest zywym, czy martwym (od dzis wiemy, ze raczej zywym). W tym miejscu rozgrywa sie walka dusz, charakterow, przekonan i proba 'nawrocenia' Jacoba ludzi, ktorzy tu docieraja. Motyw z butelka bardzo przekonywujacy, zawsze mielismy gdzies to przeczucie, ze wyspa jest 'korkiem' to jakiejs nieokielznanej, niesamowitej energii. No i chyba powoli wszyscy jestesmy przekonywani do tego, ze Jacob jest jakims Avatarem (bo raczej nie Bogiem), lub aniolem, ktory uwiezil Diabła i nie moze pozwolic mu wyjsc z wyspy.
Też tak mówiłem, ale w między czasie zmieniłem zdanie i myślę, że trafiłem bardziej (z tego co wiem nie tylko ja o tym pomyślałem). Mianowicie to nie jest czyściec, bo w czyścu by byli tylko martwi. To jest tylko tzw. Axis Mundi - oś świata będąca przejściem do zaświatów. Ta niesamowita energia jest po prostu bramą, a cała wyspa to przedsionek tej bramy. Jacob mówił zresztą ostatnio Hurleyowi, że i tak by nie uwierzył, gdyby mu powiedział gdzie był. Jacob po prostu poszedł na drugą stronę.
Jacob chce nawrócić jedynie "Diablo" przysyłając kolejnych ludzi, żeby udowodnili mu, że ludzkość tak naprawdę jest dobra. Nie wiem jak to wyjaśnią, ale po Ab Aeterno wydaje się, że Jacob i Diablo w ogóle nie są ludźmi. Poszlaki (1-2 obaj nie są, 3-4 Jacob nie jest):
1. W Incydencie rozmawiali o ludzkości jakby nie byli jej przedstawicielami, choć to jeszcze słaby dowód - ludzie czasem tak mówią, zwłaszcza dwóch typów siedzących z dala od ludzkości tak długo.
2. w Ab Aeterno Jacob był jakby "hmm, no nie pomyślałem o tym", gdy mu Ricardo powiedział o tym, że ten drugi przychodzi do ludzi, gdy Jacob nie przychodzi
3. Diablo mówiący, że kiedyś był człowiekiem, mówi, że jego matka była szalona... mówi, że Jacob odarł go z człowieczeństwa... jest zły, zwala winę za to na swoją matkę, a karę za swoje postępowanie traktuje jako złą wolę Jacoba. Socjopata.
4. Jacob ma moc.
MKcafe pisze:Strasznie podoba mi się historia Richarda, tylko po raz kolejny odnoszę wrażenie, że kiedyś ludzie byli trochę głupawi No ale nie ważne, w końcu wtedy wierzono w inne rzeczy, a dostęp do wiedzy był ograniczony.
Czemu?
Tylko jedna scena była taka, ale to zrozumiałe ze względu na to, że: przykuty na statku, oficer statku zabija wszystkich wokół a potem sam jest zabity przez czarny dym, odwodnienie, głód, pojawia się duch żony następnie zaatakowany przez czarny dym.
Czarny Dym? Wszyscy wokół nie żyją? Nad statkiem są drzewa? Duch żony mówiący, że jest w Piekle? TO MUSI BYĆ PIEKŁO.
A potem przychodzi zbawiciel, który mówi, że jest Czarnym Dymem i że walczy z Diabłem. Daje jeść i pić. ZABIJMY DIABŁA!
Chęć przeżycia, facet w białym nie jest taki zły i wszystko tłumaczy i przede wszystkim pozwala odkupić swoje grzechy. DO ROBOTY!
Wszystko jak najbardziej logiczne. No i misja została zakończona sukcesem - przynajmniej według słów ducha Izabeli, że Richard dość już się wycierpiał.
MKcafe pisze:Powiem tylko, że cholera, szkoda mi Czarnego. Naprawdę.
Szkoda ci seryjnego mordercy?
MKcafe pisze:Jacob mnie ostatnio trochę wkurza, tutaj też, niby taki wspaniały, a można odnieść wrażenie, że to taki gracz. I zastanawiam się po co sprowadził Czarną Skałę na wyspę, przecież podobno nikt nie przeżył, a kiedy zobaczył Richarda to raczej wyglądał na zaskoczonego
Na tym polega TEST. Gdy zobaczył Ricarda to był zdziwiony, że w końcu Diablo kogoś nie zabił.
pavlick pisze:Pamiętajmy, że jest to statek żaglowy i jego prędkość jest bezpośrendio uzależniona od wiatru (zakładam, że maks to ~8 węzłów). Od momentu, w którym Jacob i MiB wymienili uwagi na jego temat mogło upłynąć sporo czasu. Pogoda na wyspie bywa zaskakująca czego świadkami byliśmy w jednym z dawnych odcinków - np. nagle zaczął padać deszcz (jeśli dobrze pamiętam scena z Hurleyem) lub katastrofa helikoptera podczas burzy. Lub któryś z nich spowodował anomalię i wywołał sztorm Weźmy pod uwagę ucieczkę z wyspy Desmonda - przypuścmy ze nie pił przez cały rejs, nawigował poprawnie, kierował się "byle dalej" - po dwóch tygodniach wrócił na plażę... To samo mogło spotkać "Czarną Skałę"
Dobre.
BenLinus pisze:Nie chcę, aby oni zrobili z tego serialu jakiejś walki między dobrem, a złem między bogami, piekło, niebo,tylko nie to.
A ja chcę, bo inaczej to by był serial o jakiś debilnych trójkątach miłosnych czy innych maaaajjj beeeeJJJbiach
BenLinus pisze:Tylko widz, jak zwykle skupiał się na historii miłosnej, na kiełkowaniu łez w oku, z kim kto będzie i czy będzie, specjalnie by zbaczał z tajemnic i nie patrzał na szczegóły, jak animowany motylek^^
Tyle, że w The Constant też była historia miłosna. Odróżniajmy dobrą historię miłosną od pierdół zapychających niepotrzebnie czas, który mógł być spożytkowany na więcej podróży w czasie, elektromagnetyzmu, kręcenia oślim kołem czy choćby zabijaniem Kate, która jest chyba epicentrum całego idiotyzmu. Kate była w sumie najlepsza w Eggtown (Eggtown, tak?), gdy ją Locke zgasił.
BenLinus pisze:Tak to zazwyczaj jest, że najbardziej oczywiste rzeczy nam wyjaśniają, jak Black Rock i łańcuchy.
Motyw jak i kiedy zginęła załoga i towar rzeczywiście był bardzo oczywisty.
Jak również kim, od kiedy i dlaczego istnieją "The Others" co również zostało wyjaśnione w tym odcinku.
BenLinus pisze:Podobała mi się metafora z butelką, już wiemy, że wyspa jest korkiem
Czyli gdyby powiedział "Ab aeterno isle est axis mundi" to byś nie krytykował?
Beezqp pisze:Pojawia się tylko pytanie - co w takim razie z alternatywną rzeczywistością, gdzie Wyspa jest pod wodą ergo została zniszczona?
Ta cała "alternatywna rzeczywistość" to epilog moim zdaniem. Co się stało po wydarzeniach z finału. Taki flash-forward.