Matthew pisze:Myślałem, że ten epizod będzie czymś, czego ja jako uzależniony fan Michaela Emersona nie będę mógł wybić sobie z pamięci. Miałem nadzieje,
No, ja też miałam taką nadzieję...
Po opłakanym i zapchanym sztuczną akcją 6x06, mamy w końcu przyzwoity odcinek. Tym razem mogę to powiedzieć z czystym sumieniem, bez cienia fanatyzmu i z lekkim dystansem. W prawdzie nie jest to coś, czego wyczekiwałam przez cały czas po centryku Bena, bo do tej pory odcinki te opiewane były niesamowitą zadumą i strasznie niejednolitymi emocjami... Tu czegoś zabrakło, może nowy wizerunek mi w tym przeszkadzał. Dawny klimat Lost i tak dla mnie przepadł mimowolnie...
Wątek Sun szukającej Jina ciągnie się już od końcówki 5 sezonu, gdyby para ta wywoływała jakieś szczególnie emocje, które towarzyszą nam podczas ich rozstania i wyjątkowo nie możemy się z tym uporać, to okay, byłoby fajnie, ale w momencie ich spotkania łez nie znajdziecie na mojej twarzy, a do tego chyba dożą producenci?
Szczegóły... Najmniej ważne, ale najbardziej widoczne, czyli Miles i jego aktorstwo. Sposób w jaki porozumiewał się z woreczkiem popiołu był bezcenny. Kolejna rzecz, czyli Ryszard wybiega z dżungli i zastępuje chwilowo Kate, która przez ostatnie epizody pojawiała się właśnie na kilka chwil znikąd. Jack znika, jest Kate i znów Jack...
Ben w szkole masakra^^ Oprócz kilku produkcji aktor nigdy nie grał good guy'a, oddał posadę za dobrą rekomendację Alex, która nawiasem mówiąc poprosiła o nią e-mailem! Przyzwyczajenie widzieć Bena jako rozgrywającego, pozwoliło mi się utożsamić z jego odczuciami żalu, smutku i współczucia, tego ostatniego zdecydowanie najwięcej. Scena w której MiB rzekomo pomaga Benowi - genialna, jak i również jego rozmowa z Ilaną. Zdziwił mnie trochę fakt, że poszedł jednak z nią, jakby nagle rozpoznawał dobro i naprawdę żałował, bo do tej pory, jego żal zawsze okazywał się manipulacją...
What else? Scena z Rogerem i Benem bezcenna, taki kochający tatuś i opiekujący się nim synek, po prostu totalna dewastacja umysłu. W sumie ten odcinek nie wiele wyjaśnia, znów otwiera nas na kolejne spekulacje i kolejne stwierdzenia podczas komentowania w stylu : następny na pewno będzie jeszcze lepszy...
Końcówka bardzo w stylu do jakiego przyzwyczaiły nas pierwsze sezony.
To prawda, Beezqp, wyjąłeś mi to z ust
Tak offtopując, to nie sądzę, aby 6 sezon wywarł na mnie jakieś wrażenie, nie mam na myśli finału, a samego sezonu, nie będzie to ten do którego chętnie będę zaglądać tak, jak było w przypadku 2, czy 3, jesteśmy prawie na półmetku i zapowiada się, że jedynie finał rozjaśni nasze wątpliwości i odpowie na większość (mam nadzieję) naszych pytań.