Jeszcze nigdy nie doznałam takiego uczucia, związanego z oglądaniem czegokolwiek.
Przez cały odcinek asystowały mi podniosłe emocje, razem z eskortą ciarek.
Beezqp pisze:A ja dla odmiany jestem zachwycony. Może zbyt długie czekanie mi się na łeb rzuciło

Dokładnie, a sam odcinek mimo iż 80 minutowy, nigdy nie wydawał się być krótszy. Naprawdę to będzie długi tydzień ... Przeczytałam wszystkie Wasze posty, czy też teorie i w każdym jest trochę racji. Nawet jeśli nie, to są ciekawe

Również pragnę podziękować scenarzystom za zrobienie nas w balona i ukazanie dwóch linii czasowych, Damon i Carlton mieli racje : "wszystko będzie się działo w alternatywnej rzeczywistości". Cały odcinek niesie za sobą bardzo lostowy klimat, nie wiem, jak oni to zrobili.
W odniesieniu do Jacka, to rzeczywiście wygląda na to, jakby znał wszystkich w samolocie, ale wydaje mi się to błędnym założeniem, ponieważ z Desmondem miał już wcześniej kontakt, a obserwowanie reszty pasażerów jest tylko relacją z kamery, może oni chcą, byśmy tak myśleli, albo się nad tym zastanawiali... Jeśli wydarzenie na Wyspie są możliwe, by je udaremnić, to taki Jin będzie wciąż panem dyktatorem i nigdy nie przejdzie przez cudowną przemianę, podobnie, jak reszta... Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o Terrym i Michaelu^^ Terry, sam przyznał w wywiadzie, że musiał się pogodzić z tym, że jego bohater nie żyje i grać całkiem inną postać - diabelnie dobrze mu to wychodzi, gra MiB'a i nie widzę w nim już więcej Johna, to cholernie dobry przejaw, przejaw dobrego aktorstwa. Ta relacja, jaka jest teraz między nimi zapowiada się być czymś wyjątkowym. Scena w której MiB zamienia się w czarny dym i zabija wszystkich, jak dotąd najlepsza - mina Bena i trwoga na jego twarzy - bezcenna.
Zastanawiający jest również motyw tego popiołu, kiedy tylko czytam na ten temat, to druga osoba migiem obala tę teorię. Żałuję tylko, że Bram zginął, podobnie, jak Beezqp po tylu spoilerach myślałam, że zagości na dłużej w serialu i obok Ilany będzie kimś ważnym. Dzięki scenarzystom za wtopienie Jacka w cieniu Sawyera - nareszcie, pan "fix it things" zniknął, bynajmniej w jednej z linii czasowych, teraz to zagubiony i skołowany Jack. Nie spodziewałam się także, że scena z Juliet i Sawyerem, tak niesamowicie pochłonie mnie wzruszeniem, kapitalnie zagrana, emocje przeniosły się na mnie z niesamowitą siłą. Inni "Inni" to dopiero brainwash. "Ochrzczenie" Sayida było marnym pomysłem, mogli wymyślić coś lepszego, niż motyw z tą wodą, ale pewnie wątek dopiero się rozwinie. Łańcuchy, trumna, "udało się", to trzy rzeczy, z którymi chyba spocznę w grobie. Łańcuchy, może to metafora, ale pierwsze, co przeszło mi przez myśl, to kajdany i łańcuchy jakie znalazły się w 3x19 - XIX- wiecznego statku do przewozu niewolników, którzy pracowali w kopalniach, może nie mieć to związku, ale od razu o tym pomyślałam.
kapitandaimos pisze:czemu ex Locke vel Czarny Dym nie może przejść przez popiół? bo to Jacob jest popiołem. Pomyślcie[...]
Niezła teoria, ale myślę, że kiepsko współgra z Cabin Fever i The Man Behind the Curtain.