Fik nie należy do opowiadań akcji , próba opisania tego jak radzą sobie po powrocie; moja wersja uporządkowania relacji Sawyer – Kate – Jack – Juliet
Autorkę ( Agę) , która również pozdrawia i dziękuje za komentarze
Po uwolnieniu się od reporterów, lekarzy i policji większość rozbitków spotkała się w hotelowej restauracji zamkniętej specjalnie dla nich na wspólnym śniadaniu.
Jack zdążył się już zaniepokoić ciągły brakiem Juliet i Sawyera. Po dokładnym rozejrzeniu się doszedł jednak do wniosku, że mieszkając w jednym hotelu w końcu na siebie wpadną. Może po prostu nie mieli w tej chwili ochoty na niczyje towarzystwo. Nie było by to specjalnie zaskakujące, szczególnie biorąc pod uwagę, że do dzisiaj w kwestii doboru towarzystwa zadecydowała za nich katastrofa lotnicza. Poza tym dookoła tyle się teraz działo.
Nie zamartwiając się na zapas neurochirurg postanowił skupić się na odzyskaniu swojego życie, wrócić do cywilizacji, uporządkować swoje sprawy. Na samym szczycie listy widniało zorganizowanie zaległego pogrzebu ojca i tym teraz zamierzał się zająć.
Jeśli chodzi o Kate jej głównym zmartwieniem był wyrok wiszący nad jej głową. Po natychmiastowym nagłośnieniu sprawy rozpatrzono ją w trybie przyśpieszonym i za zamkniętymi drzwiami. Ostatecznie doszło do ugody, a panna Austen na swoje szczęście nie poszła do więzienia.
Po czterech dniach wolności i niejakim wyjściu na prostą Jack i Kate umówili się na wieczór. Była to ich oficjalna pierwsza randka. Długo wyczekiwana, wymarzona. Bez wyspy, czających się niebezpieczeństw, komplikacji. Dwoje zafascynowanych sobą ludzi spędzających wspólnie wieczór. Początkowo wszystko wydawało się przebiegać idealne. Oboje wystroili się, znaleźli odpowiedni lokal. Podczas kolacji rozmawiali i śmiali się beztrosko. To co przeżyli sprawiło, że nie tylko czuli się komfortowo w swoim towarzystwie, ale przede wszystkim świetnie się rozumieli.
Świadomość popełnionego błędu spłynęła na nich w najmniej oczekiwanym momencie;
podczas pocałunku. Oboje zdali sobie sprawę, że nie było tak jak na początku. Brakowało iskier, chemii, namiętności. Żadne nie całowało tej osoby którą chciało teraz całować.
Jednocześnie odsunęli się od siebie i powoli otworzyli oczy. Patrzyli na siebie zdumieni i
Oboje wiedzieli o czym to drugie myśli.
- Sawyer? - odgadł bez najmniejszego problemu Jack.
- Juliet? - powiedziała Kate, po czym oboje wybuchnęli śmiechem. Życie było nieprzewidywalne.
- Jak mogliśmy być tacy głupi?
- Niewiarygodne.
- Gdzie oni w ogóle są? - pytał niedawny przywódca grupy -
Nie widziałem ich w helikopterze – mówił starając się przypomnieć sobie wszystko co się wydarzyło
- Jak się nad tym zastanowić nie widziałem ich również w szpitalu. Ostatni raz rozmawiałem z obojgiem zanim wrócili na plaże.
- Ktoś przecież musiał ich widzieć - zaniepokoiła się brunetka -
Chyba nie myślisz, że ....?
- Nie – uciął szybko lekarz, odganiając nieprzyjemne myśli dodał humorystycznie -
Znając Sawyera wydostał by się z wyspy choćby sam miał prowadzić samolot
- Jeśli chcemy się czegoś dowiedzieć popytajmy resztę – zaproponowała brunetka. I tak oboje zdecydowali się na przyjaźń i wspólne poszukiwania. Wtedy nie mieli jeszcze pojęcia, że znajdując jedno automatycznie znajdą też drugie.
[ Dodano: 2008-10-13, 11:09 ]
Trochę to trwało, minęło dokładnie 9 dni od powrotu kiedy Kate znalazła swój pierwszy ślad. Nie było jej łatwo wydobyć jego adres. Na szczęście umiała improwizować więc użyła sposobu.
Zaskoczenie spowodowane pojawieniem się Kate na progu swojego mieszkania Sawyer zamaskował swoją najskuteczniejszą bronią; sarkazmem.
- Zaproszenie na ślub? Tak szybko? - spytał nonszalancko idealnie odgrywając niewzruszonego jej wyborem. Choć prawdę powiedziawszy nie spodziewał się, że go odszuka. Bo niby po co?
-
Musimy porozmawiać.
- Nie mamy o czym rozmawiać – uciął celowo zastawiając wejście do mieszkania, na prawdę nie miał ochoty słuchać jej tłumaczeń. Wybrała szanowanego neurochirurga zamiast oszusta bez przyszłości nie mógł jej za to winić.
- Co słychać u Doktorka?
-
Chciałam ci coś wyjaśnić.
- Wszystko jest wystarczająco jasne – zapewnił oschle, ostatnie czego potrzebował to jej współczucie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zachowując się w ten sposób wychodzi na jeszcze większego gnojka niż na wyspie, ale w tym momencie nic go to nie obchodziło. Jego głównym celem było pozbycie się jej ze swojego progu najszybciej. Wszelkimi sposobami.
-
Nie mieliśmy okazji pogadać. Nie chciałam, żeby tak to się między nami skończyło – mówiła próbując nawiązać kontakt wzrokowy. Miała kontynuować, ale jej nie pozwolił.
-
Skończyło się tak jak miało się skończyć. To co się stało na wyspie pozostaje na wyspie - powtarzał stanowczo -
Wróciliśmy do normalnego życia. Reszta nie ma znaczenia.
- Sawyer – spróbowała raz jeszcze.
-
Nie jestem zainteresowany niczym co masz do powiedzenia.
- Wybacz – było ostatnim słowem jakie usłyszała zanim zamknął przed nią drzwi.
Sawyer skorzystał z dobrze znanej sobie filozofii: zrań zanim zostaniesz zraniony. Niestety, w tym przypadku było już trochę za późno.
Tego samego dnia mijał właśnie pierwszy dzień pracy Juliet. Był niezwykle spokojny, żeby nie powiedzieć nudny. Jednak po wyjściu ze szpitala na panią doktor czekała niespodzianka. Od razu zauważyła znajomą męską sylwetkę na pobliskiej ławce. Mężczyzna miał na sobie czarne dżinsy i skórzanej kurtce.
Jack.
To, że wydał się jej niezwykle atrakcyjny nie powinno jej specjalnie dziwić. Wyglądał niesamowicie nawet na wyspie bez bieżącej wody.
Brunet zauważył ją zanim zdążyła się przed nim schować. Wstał z miejsca i zbliżył się do niej.
Kiedy uśmiechnął się na przywitanie poczuła, że nie jest jeszcze gotowa na to spotkanie. Potrzebowała więcej czasu. Miała nadzieje, że następnym razem zobaczy go dopiero za parę miesięcy może nawet lat, gdy jej życie znowu będzie poukładane, gdy znajdzie sobie kogoś, gdy się z niego wyleczy. Nie teraz.
- Juliet – ciężko nie rzucić mu się na szyję kiedy wymawiał jej imię w ten sposób.
- Jack.
Stali na przeciwko przyglądając się sobie nawzajem. Pozornie spokojni w rzeczywistości zmagający się z falą nieokiełznanych emocji. Jack nie wiedząc jak zacząć zdecydował się na stwierdzenie oczywistego.
- Wróciliśmy.
- O tak – potwierdziła bez spodziewanego entuzjazmu.
-
Zgubiłem cię w tym całym zamieszaniu - dodał w ramach wyjaśnienia.
-
Byłeś zajęty.
- Powinienem był cię znaleźć wcześniej.
- Rozumiem.
- Nie rozumiesz – zapewnił, wydawało mu się, że trzyma go na dystans -
Co powiesz na wspólną kolację?
- Dotrzymałeś słowa. Wydostałeś nas z wyspy. Nie musisz czuć się do niczego więcej zobowiązany.
- To nie tak....
- Na razie Jack. - przerwała jego tłumaczenia kierując się do auta.
- Juliet – zawołał, ale zamiast się odwrócić blondynka przyśpieszyła kroku.
- Juliet! - spróbował ponownie. Nie zareagowała. Zdezorientowany patrzył jak dochodzi do parkingu, wsiada do samochodu i bez jednego spojrzenia w jego stronę odjeżdża. Nie tak wyobrażał sobie tą rozmowę.
Jack nie miał pojęcia ile samozaparcia kosztowało Juliet nie odwrócenie się za nim. Nie zerknięcie na niego po raz ostatni. Coś co z pozoru było banalnie prostym zadaniem kosztowało ją więcej siły niż powinno. Całą drogę powrotną lekarka wyrzucała sobie swoją głupotę zastanawiając się jak bardzo się pomyliła. Odeszła bo nie mogła sobie pozwolić na kolejny zawód.
[ Dodano: 2008-10-16, 12:04 ]
Zmęczona i w podłym humorze Kate wróciła do hotelu. W holu natknęła się na siedzącego na jednej z kanap Jacka. Już sama jego postawa i wyraz twarzy nie zwiastowały oszałamiającego sukcesu.
'Nie tak to miało wyglądać .' myślała podchodząc bliżej. Lekarz podniósł głowę nawiązując kontakt wzrokowy. Z miny brunetki wywnioskował, że jej wizyta u Sawyera osiągnęła zbliżone rezultaty do jego. Czytaj: żadne.
-
Jak poszło? - spytała wreszcie Kate.
-
Koszmarnie. Tobie?
- Gorzej – stwierdziła przysiadając się obok
- Co teraz?
- Nie wiem, ale nie zamierzam się poddać – oznajmił z determinacją.
- Zapowiada się znacznie trudniej niż myślałem.
Zdanie sobie sprawy z pomyłki i własnych uczuć zajęło im więcej czasu niż powinno.
Oboje zaczynali się zastanawiać nad tym co zrobią jeśli było już za późno?
Mniej więcej w tym samym czasie Juliet dojechała do siebie. Od kluczyła drzwi i weszła do mieszkania, odstawiła torbę i skierowała się salonu gdzie na kanapie leżał Sawyer. Wygodnie rozłożony oglądał telewizję.
-
Nie zgadniesz kto odwiedził mnie w szpitalu? - spytała zdejmując marynarkę.
- Nasz nieustraszony przywódca Jack - odpowiedział przenosząc całą swoją uwagę na blondynkę.
- Tak – potwierdziła zaskoczona -
Skąd wiesz?
- Nie trudno się domyślić po dzisiejszej wizycie Kate – wyjaśnił, kiedy Juliet siadała w fotelu obok.
-
Była tu? Dziwne.
- Więc doktorek przejrzał na oczy. Zgaduje, że nie rzuciłaś mu się na szyję? -przewidywał uważniej przyglądając się lekarce. Zupełnie tak jak on nie pokazywała, że cierpi.
-
Nie chce go widzieć.
- Kłamczucha – rzucił pewny swego. Nie zareagowała. Miał racje, więc nie było sensu zaprzeczać. Przez dłuższy czas oboje milczeli zajęci własnymi myślami.
- Ciekawe – przerwała cisze Juliet -
Coś musiało się stać. Myślisz, że go rzuciła? On ją ?
- Nie obchodzi mnie to.
- Kto teraz kłamie, James? - spytała patrząc mu prosto w oczy.
Nie cierpiał tego, że bez trudu potrafiła go przejrzeć. To, że znaleźli się w tej samej sytuacji miało swoje plusy i minusy. Łatwość z jaką przychodziło jej rozpoznawanie jego uczuć zdecydowanie zaliczał do wad. Mimo iż niespodziewane wizyty obojgu nie dawały spokoju tego dnia nie wrócili już więcej do tematu.
[ Dodano: 2008-10-22, 16:15 ]
Następnego popołudnia pod szpitalem znowu czekał na nią Jack. Jak gdyby nigdy nic podał przyniesioną dla niej kawę. Skinęła głową w podziękowaniu biorąc kubek. Wzięła łyka rozgrzewającego napoju jednocześnie robiąc krok do tyłu. Potrzebowała jak najwięcej przestrzeni między nimi jeżeli zamierzała wytrzymać w swoim postanowieniu.
- Śledzisz mnie? - spytała żartobliwie. Obiecała sobie, że nie da po sobie poznać ile bólu, zawiedzionej nadziei kosztowała ją jego decyzja.
-
Już nie dowodzę rozbitkami na wyspie. Musiałem znaleźć sobie nowe hobby – odparł równie dowcipnie. Sposób w jaki z nim rozmawiała mylnie uznał za dobry dla siebie znak. Z błędu wyprowadziło go ją następne pytanie.
-
Co na to Kate?
Mimo szczerych chęci Juliet nie potrafiła ukryć wyrzutu brzmiącego w jej głosie.
Po jej słowach zapadła dłuższa niezręczna cisza. Jack momentalnie zrozumiał, że ucieszył się trochę za wcześnie.
-
Nie jestem z Kate - zapewnił patrząc jej w oczy. Chciał ją przekonać, że mówi prawdę, ale nie wiedział jak to zrobić -
To była pomyłka.
- To jest pomyłka.
Oboje ponownie umilkli. Neurochirurg nie zamierzał się jednak poddawać.
-
Możemy zjeść lunch?
- Nie mam teraz czasu. Zostaw mi swój numer, zadzwonię.
- Nie zadzwonisz – przewidywał Jack, jak mogła myśleć, że da się na to nabrać
- Chce tylko porozmawiać.
- O czym?
- O wszystkim. Co nowego? Jak sobie radzisz?
- Już nie boję się, że obudzę się na wyspie i okaże się, że ratunek to tylko sen. Więc dobrze – przyznała szczerze. Szybko przeanalizowała swoje położenie. Znała go na tyle by wiedzieć, że nie da tak po prostu za wygraną. Musiała znaleźć jakieś wyjście z całej tej sytuacji. Uznała, że mniejszym złem będzie jeśli zgodzi się na spotkanie. Krótki lunch je nie zaszkodzi. Porozmawiają, Jack dowie się to co go interesuje i ostatecznie będzie miała spokój. Sama była ciekawa jak sobie radził.
-
Jutro – powiedziała po namyśle -
Mam dzień wolny.
- Gdzie? - spytał z ewidentną ulgą -
Zaprosiłbym cię do siebie, ale jestem w trakcie przeprowadzki.
- Moje lokum odpada - poinformowała otwarcie -
Nie mieszkam sama.
- Chętnie poznam twoją znajomą.
- Znajomego. To mężczyzna – poprawiła wprawiając Jacka w osłupienie. Celowo pominęła fakt, że nic ich nie łączy. Chciała sprawdzić jego reakcje.
-
Czy... ? To jest....Chciałem.. nie moja sprawa...- bełkotał zdenerwowany. Czuł się jak idiota. Nie pamiętał kiedy ostatnio do tego stopnia stracił głowę dla kobiety.
-
Czy w ten subtelny sposób próbujesz spytać, czy mam kogoś, Jack ? - spytała z uśmiechem, a on odniósł wrażanie, że jego zakłopotanie ją bawi
- Nie, po prostu razem mieszkamy.
- Znasz restauracje ' La Bella ' ?
- Słyszałam o niej, ale nigdy tam nie byłam - przyznała zastanawiając się czy aby na pewno dobrze robi
- Zapisz mi adres.
- Może lepiej po ciebie przyjadę?
- Aż tak rozbudziłam twoją ciekawość? - nie trudno było zgadnąć jego motywy.
- Niech będzie po twojemu, oto mój adres - powiedziała wyciągając z torebki długopis i jakiś rachunek na którym zapisała swoje namiary. Jack przyglądał się blondynce zaintrygowany. Kiedy ich palce zetknęły się gdy odbierał świstek oboje automatycznie podnieśli wzrok. Kontakt szybko przerwała Juliet.
- Przyjadę po ciebie o 13:00. - obiecał na co jedynie skinęła.
- Ostrzegam. Nie przypadniecie sobie do gustu - ostrzegła odchodząc.
Jack stał pod szpitalem jeszcze dobre 5 minut. zastanawiał się co przyniesie jutro i kim jest jej tajemniczy współlokator. Nie miał pojęcia, że mężczyzna nie był aż taki tajemniczy.