Nowego, nie zawsze miłe, poczatki ;)
: 2008-07-09, 16:27
Nowego, nie zawsze miłe, początki
czyli trochę inne losy zagubionych
część 1
Czekali już jakiś czas na brzegu na powrót przyjaciół. Byli dobrej myśli. Tak przynajmniej mogło sie wydawać po Juliet i Sayidzie, którzy spokojnie siedzieli przy przygaszonym ognisku i dyskutowali. Hurley rozprawiał o czymś z Bernardem, Jin patrzył w bezkres oceanu a Sawyer, nie wiedząc co ze sobą zrobić, przysiadł się do Irakijczyka i złotowłosej - jak nawykł juz mówić do Juliet - i przysłuchiwał się ich rozmowie. Nagle, w oddali spostrzegli małą łódź, którą wypłynęli Charlie i Desmond. Na łodzi jednak był tylko Szkot. Pomogli mu ja wciągnąć na ląd i wysłuchali tego, co wydarzyło się w podwodnej stacji. Wszyscy spuścili wzrok na wiadomość o śmierci Charlie'go, wiedzieli jednak, że muszą się pospieszyć by ostrzec resztę przed ludźmi Naomi.
- Szybko - popędzała ich - musimy iść. Nie wiemy jak daleko są od nas.
Niemal wszyscy byli w stanie gotowości. Wszyscy poza Sawyer'em.
- Spokojnie, wyluzuj złotowłosa - wtrącił ironicznie, bardziej Jej na złość - na pewno są już w drodze powrotnej na plażę. Nie możemy po prostu poczekać na nich tutaj?
Jednak po chwili Sawyer miał gorzko pożałować tej próby buntu.
Juliet złowrogo zmarszczyła brwi i przybrała dość groźny wyraz twarzy, jakiego jeszcze u Niej nie widzieli. Reszta panów patrzyła z ciekawością i nawet pewnym rozbawieniem, czekając na ripostę pani doktor.
- Poczekać?! - naskoczyła na Sawyera - chcesz czekać, James? Proszę bardzo, czekaj sobie aż przylecą Ci ludzie. Nie wiemy kim są, czego tu szukają i jakie maja zamiary! Nie wiemy bo Naomi nas okłamała. Czy więc chcesz czekać aż tu przylecą i pozabijają Twoich przyjaciół, James ? jak zabiją Kate?
- Trafiła w czuły punkt - uśmiechnął się pod nosem Sayid i zdawał sie mieć rację bo kolejne słowa Sawyera brzmiały nie inaczej jak:
- Dobra, nie można było trochę grzeczniej? - odparł półgłosem, na tyle głośno by Juliet go usłyszała po czym dodał jeszcze z uśmieszkiem - Musiałem spróbować.
Juliet, przewracając oczami, zwróciła się z niewinnym uśmiechem, zdradzającym dużą dozę zadowolenia, do pozostałych panów:
- Czy ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości?
Sayid, Desmond, Jin, Hurley i Bernard spojrzeli tylko po sobie po czym każdy z nich wziął jakąkolwiek broń, jaka leżała pod ręka i ruszyli.
- Świetnie - podsumowała Juliet – chodźmy więc.
Podczas wędrówki przez dżunglę podszedł do niej Sawyer.
- Teraz już wiem, czemu doktorek na Ciebie leci. Nie dziwie Mu się - skomentował z nonszalanckim uśmieszkiem.
- Mam to traktować jako komplement? - spytała z nutką sarkazmu.
- Traktuj to jak chcesz, skarbie - odparł puszczając do niej oczko i wyprzedził ją o kilka kroków bo dostrzegł grupę rozbitków, która poszła z Jack'iem do wieży radiowej…
*
Stał na skraju bezdennej przepaści. To koniec, pomyślał, nie chcę już dłużej tak żyć. Byłem kompletnym idiotą, popełniłem błąd! Czemu nie posłuchałem Johna?! Mówili, że nie mam tu czego szukać. Nikogo tu nie mam. Straciłem Kate i Juliet. Straciłem swoich przyjaciół i Claire, moją przyrodnią, młodszą siostrę. Zostawiłem ją na wyspie z Aaronem. Dlaczego ojciec nigdy o Niej nie wspomniał? Nie, oczywiście, że by mu nie powiedział, biorąc pod uwagę ich relacje – pewnie bał się, że syn znienawidzi go jeszcze bardziej. Jednak był w błędzie. Kochał go. Kochał, mimo tych wszystkich jego wad. Po co właściwie tu wróciłem?! żeby móc znów ratować ludzkie życia? to nie ma sensu. W końcu i tak wszyscy umieramy samotnie - myśli w Jego głowie wprost krzyczały i przelatywały z prędkością światła. Skoczył z mostu w mroczną, lodowatą toń oceanu…
*
Jack gwałtownie otworzył oczy i zerwał się z łóżka zlany zimnym potem. Serce waliło mu jak oszalałe. Na dworze było ciemno i przez dłuższą chwilę nie wiedział gdzie się znajduje. Poczuł przenikliwy chłód i dreszcze na całym ciele i, przez ułamek sekundy, pomyślał nawet, że wciąż znajduje się w wodzie a jego ciało opada bezwładnie na dno.
Ostatecznie odtrącił tą nieprzyjemną wizję z głowy. W końcu Jego wzrok padł na kobietę leżącą u jego lewego boku. Miała głęboki, spokojny sen. Nawet nie drgnęła gdy zerwał się z łóżka. Spojrzał na jej piękne, długie jasne włosy i uśmiechnął się. W dalszym ciągu był na wyspie, u boku kobiety w której był zakochany. Najchętniej pozostałby tu z Nią do końca świata. Jednak coś mówiło mu, że wszystko się zmieni. Razem z Juliet doprowadzili rozbitków aż tutaj, do osady, którą zamieszkiwała wcześniej z "Innymi". Osiedlili sie tu w oczekiwaniu na rzekomą pomoc ludzi Naomi. Jednakże wysłuchawszy relacji Desmonda z wydarzeń z podwodnej stacji byli przygotowani na wszystko.
czyli trochę inne losy zagubionych
Czekali już jakiś czas na brzegu na powrót przyjaciół. Byli dobrej myśli. Tak przynajmniej mogło sie wydawać po Juliet i Sayidzie, którzy spokojnie siedzieli przy przygaszonym ognisku i dyskutowali. Hurley rozprawiał o czymś z Bernardem, Jin patrzył w bezkres oceanu a Sawyer, nie wiedząc co ze sobą zrobić, przysiadł się do Irakijczyka i złotowłosej - jak nawykł juz mówić do Juliet - i przysłuchiwał się ich rozmowie. Nagle, w oddali spostrzegli małą łódź, którą wypłynęli Charlie i Desmond. Na łodzi jednak był tylko Szkot. Pomogli mu ja wciągnąć na ląd i wysłuchali tego, co wydarzyło się w podwodnej stacji. Wszyscy spuścili wzrok na wiadomość o śmierci Charlie'go, wiedzieli jednak, że muszą się pospieszyć by ostrzec resztę przed ludźmi Naomi.
- Szybko - popędzała ich - musimy iść. Nie wiemy jak daleko są od nas.
Niemal wszyscy byli w stanie gotowości. Wszyscy poza Sawyer'em.
- Spokojnie, wyluzuj złotowłosa - wtrącił ironicznie, bardziej Jej na złość - na pewno są już w drodze powrotnej na plażę. Nie możemy po prostu poczekać na nich tutaj?
Jednak po chwili Sawyer miał gorzko pożałować tej próby buntu.
Juliet złowrogo zmarszczyła brwi i przybrała dość groźny wyraz twarzy, jakiego jeszcze u Niej nie widzieli. Reszta panów patrzyła z ciekawością i nawet pewnym rozbawieniem, czekając na ripostę pani doktor.
- Poczekać?! - naskoczyła na Sawyera - chcesz czekać, James? Proszę bardzo, czekaj sobie aż przylecą Ci ludzie. Nie wiemy kim są, czego tu szukają i jakie maja zamiary! Nie wiemy bo Naomi nas okłamała. Czy więc chcesz czekać aż tu przylecą i pozabijają Twoich przyjaciół, James ? jak zabiją Kate?
- Trafiła w czuły punkt - uśmiechnął się pod nosem Sayid i zdawał sie mieć rację bo kolejne słowa Sawyera brzmiały nie inaczej jak:
- Dobra, nie można było trochę grzeczniej? - odparł półgłosem, na tyle głośno by Juliet go usłyszała po czym dodał jeszcze z uśmieszkiem - Musiałem spróbować.
Juliet, przewracając oczami, zwróciła się z niewinnym uśmiechem, zdradzającym dużą dozę zadowolenia, do pozostałych panów:
- Czy ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości?
Sayid, Desmond, Jin, Hurley i Bernard spojrzeli tylko po sobie po czym każdy z nich wziął jakąkolwiek broń, jaka leżała pod ręka i ruszyli.
- Świetnie - podsumowała Juliet – chodźmy więc.
Podczas wędrówki przez dżunglę podszedł do niej Sawyer.
- Teraz już wiem, czemu doktorek na Ciebie leci. Nie dziwie Mu się - skomentował z nonszalanckim uśmieszkiem.
- Mam to traktować jako komplement? - spytała z nutką sarkazmu.
- Traktuj to jak chcesz, skarbie - odparł puszczając do niej oczko i wyprzedził ją o kilka kroków bo dostrzegł grupę rozbitków, która poszła z Jack'iem do wieży radiowej…
*
Stał na skraju bezdennej przepaści. To koniec, pomyślał, nie chcę już dłużej tak żyć. Byłem kompletnym idiotą, popełniłem błąd! Czemu nie posłuchałem Johna?! Mówili, że nie mam tu czego szukać. Nikogo tu nie mam. Straciłem Kate i Juliet. Straciłem swoich przyjaciół i Claire, moją przyrodnią, młodszą siostrę. Zostawiłem ją na wyspie z Aaronem. Dlaczego ojciec nigdy o Niej nie wspomniał? Nie, oczywiście, że by mu nie powiedział, biorąc pod uwagę ich relacje – pewnie bał się, że syn znienawidzi go jeszcze bardziej. Jednak był w błędzie. Kochał go. Kochał, mimo tych wszystkich jego wad. Po co właściwie tu wróciłem?! żeby móc znów ratować ludzkie życia? to nie ma sensu. W końcu i tak wszyscy umieramy samotnie - myśli w Jego głowie wprost krzyczały i przelatywały z prędkością światła. Skoczył z mostu w mroczną, lodowatą toń oceanu…
*
Jack gwałtownie otworzył oczy i zerwał się z łóżka zlany zimnym potem. Serce waliło mu jak oszalałe. Na dworze było ciemno i przez dłuższą chwilę nie wiedział gdzie się znajduje. Poczuł przenikliwy chłód i dreszcze na całym ciele i, przez ułamek sekundy, pomyślał nawet, że wciąż znajduje się w wodzie a jego ciało opada bezwładnie na dno.
Ostatecznie odtrącił tą nieprzyjemną wizję z głowy. W końcu Jego wzrok padł na kobietę leżącą u jego lewego boku. Miała głęboki, spokojny sen. Nawet nie drgnęła gdy zerwał się z łóżka. Spojrzał na jej piękne, długie jasne włosy i uśmiechnął się. W dalszym ciągu był na wyspie, u boku kobiety w której był zakochany. Najchętniej pozostałby tu z Nią do końca świata. Jednak coś mówiło mu, że wszystko się zmieni. Razem z Juliet doprowadzili rozbitków aż tutaj, do osady, którą zamieszkiwała wcześniej z "Innymi". Osiedlili sie tu w oczekiwaniu na rzekomą pomoc ludzi Naomi. Jednakże wysłuchawszy relacji Desmonda z wydarzeń z podwodnej stacji byli przygotowani na wszystko.