Kate vs. Juliet ;D
: 2008-07-07, 18:13
cześć wszystkim:) zaczynam od fika, co prawda jeszcze nie mojego tylko kuzynki, która nie ogląda lostów ale napisała to inspirując się stosunkami między Kate, Jackiem i Juliet.
Miłego czytania!
Zbliżało sie południe kiedy Jack doszedł do obozu z wodą i zapasami świeżych owoców. Jego uwagę zwróciło kilkanaście osób przyglądających się czemuś przy brzegu. Jakieś zamieszanie. Nie był pewny ale z daleka wyglądało, że w środku ktoś się szamotał.
– Co do cholery? - rzucił plecak i podbiegł bliżej, żeby zobaczyć co się stało. Pewien, że Sawyer znowu kogoś wkurzył. Czekało go spore zaskoczenie. Nie po raz pierwszy. Jego oczom ukazały się Juliet i Kate szarpiące się w piasku. Bez zastanowienia ruszył by przerwać bójkę. Zatrzymała go czyjaś ręka na ramieniu. Odwrócił się by przekonać się o co chodzi. Na drodze, jak zwykle stanął mu Sawyer.
– Zostaw je doktorku – polecił uśmiechnięty.
– Oszalałeś?
– Kłócą się o wszystko od pojawienia się Juliet. Muszą to załatwić bo nigdy się nie dogadają. Im szybciej będziemy mieli to z głowy tym lepiej – wiedział, że ma trochę racji. Ich kłótnie zaczynały być męczące. Nie znaczyło to, że bójka jest dobrym rozwiązaniem. Mogły coś sobie zrobić. W końcu jednak cofnął się dając do zrozumienia, że nie zamierza interweniować.
– Jak długo to trwa?
– Jakieś 5 minut – poinformował Sawyer nie odrywając oczu od widowiska.
– I co? Spokojnie się temu przyglądasz?
– Oczywiście, że nie – zaprzeczył oburzony kiedy podszedł Saiyd.
– Stawiam baterie na Kate – oznajmił podając zastaw. Dopiero teraz Jack zwrócił uwagę na różne przedmioty leżące koło jego nóg.
– Robisz zakłady? - spytał z niedowierzaniem.
– Nie wiem czemu mnie to dziwi.- dodał po chwili - Co z tego masz?
– Dwie seksowne laseczki tarzają się w wodzie, chyba wszyscy coś z tego mamy – podsumował
w sposób do którego Jack zdąrzył się już przyzwyczaić. Patrzył jak zalewa je kolejna fala, ale i to nie ostudziło ich zapłu. Teoria o słabych kobietkach legła w gruzach.
– Nie próbowaliście ich powstrzymać?
– Sun próbowała, ale dostała z łokcia w nos i dała za wygraną a mężczyźni...nie oszukujmy się to spełnienie ich marzeń.
– Jak się zmęczą to przestaną. - dodał zupełnie spokojnie.
– Auć – skrzywił się neurochirurg patrząc jak Juliet przewraca Kate na plecy.
– Niezły cios – zauważył z aprobatą Sawyer rozsiadając się wygodnie na piasku. Zrezygnowany Jack zajął miejsce obok.
– O co poszło?
– Nikt nie wie. Nikogo to nie obchodzi. Na kogo stawiasz? - zapytał rzucając mu piwo.
– Na kogo stawiam? - nie zamierzał brać w tym udziału. Choć prawdę powiedziawszy widok był nadzwyczaj ekscytujący: dwie atrakcyjne kobiety i przemoc. Połączenie któremu ciężko było się oprzeć. Nie można go było o to winić w końcu był facetem. Do tego dochodziła ciekawość jak to się rozstrzygnie. Oczywiście nie przyznałby się do tego na głos. Nie musiał. Sawyer spojrzał na niego z wszystkowiedzącym uśmieszkiem, zupełnie jakby czytał mu w myślach.
– Kate jest dość szybka – odezwal się Jack po dłuższej chwili milczenia. Nie możesz pokanać szaleństwa przyłącz się do niego.
– No nie wiem. Jak na naukowca Juliet jest w niezłej formie. Teraz rozumiem czemu na nią lecisz.
– Nie lecę – wyparł się mało wiarygodnie.
– Nadal masz mnie za idiotę.
– Przestaniesz się zachowywać jak idiota przestanę cię tak traktować – uśmiech Sawyera jedynie się poszerzył. Po wszystkim co razem przeżyli wytworzyło się między nimi pewnego rodzaju porozumienie.
– Czyli nie będziemy się pojedynkować o Kate?
– Na to wygląda. A tak chciałem ci dokopać.
– Marzenia doktorku.
– Są strasznie zawzięte – podsumował Jack kiedy Juliet otrzymała kilka kolejnych ciosów.
- I to niby mężczyźni nie umieją się porozumieć bez przemocy.
Miłego czytania!
Zbliżało sie południe kiedy Jack doszedł do obozu z wodą i zapasami świeżych owoców. Jego uwagę zwróciło kilkanaście osób przyglądających się czemuś przy brzegu. Jakieś zamieszanie. Nie był pewny ale z daleka wyglądało, że w środku ktoś się szamotał.
– Co do cholery? - rzucił plecak i podbiegł bliżej, żeby zobaczyć co się stało. Pewien, że Sawyer znowu kogoś wkurzył. Czekało go spore zaskoczenie. Nie po raz pierwszy. Jego oczom ukazały się Juliet i Kate szarpiące się w piasku. Bez zastanowienia ruszył by przerwać bójkę. Zatrzymała go czyjaś ręka na ramieniu. Odwrócił się by przekonać się o co chodzi. Na drodze, jak zwykle stanął mu Sawyer.
– Zostaw je doktorku – polecił uśmiechnięty.
– Oszalałeś?
– Kłócą się o wszystko od pojawienia się Juliet. Muszą to załatwić bo nigdy się nie dogadają. Im szybciej będziemy mieli to z głowy tym lepiej – wiedział, że ma trochę racji. Ich kłótnie zaczynały być męczące. Nie znaczyło to, że bójka jest dobrym rozwiązaniem. Mogły coś sobie zrobić. W końcu jednak cofnął się dając do zrozumienia, że nie zamierza interweniować.
– Jak długo to trwa?
– Jakieś 5 minut – poinformował Sawyer nie odrywając oczu od widowiska.
– I co? Spokojnie się temu przyglądasz?
– Oczywiście, że nie – zaprzeczył oburzony kiedy podszedł Saiyd.
– Stawiam baterie na Kate – oznajmił podając zastaw. Dopiero teraz Jack zwrócił uwagę na różne przedmioty leżące koło jego nóg.
– Robisz zakłady? - spytał z niedowierzaniem.
– Nie wiem czemu mnie to dziwi.- dodał po chwili - Co z tego masz?
– Dwie seksowne laseczki tarzają się w wodzie, chyba wszyscy coś z tego mamy – podsumował
w sposób do którego Jack zdąrzył się już przyzwyczaić. Patrzył jak zalewa je kolejna fala, ale i to nie ostudziło ich zapłu. Teoria o słabych kobietkach legła w gruzach.
– Nie próbowaliście ich powstrzymać?
– Sun próbowała, ale dostała z łokcia w nos i dała za wygraną a mężczyźni...nie oszukujmy się to spełnienie ich marzeń.
– Jak się zmęczą to przestaną. - dodał zupełnie spokojnie.
– Auć – skrzywił się neurochirurg patrząc jak Juliet przewraca Kate na plecy.
– Niezły cios – zauważył z aprobatą Sawyer rozsiadając się wygodnie na piasku. Zrezygnowany Jack zajął miejsce obok.
– O co poszło?
– Nikt nie wie. Nikogo to nie obchodzi. Na kogo stawiasz? - zapytał rzucając mu piwo.
– Na kogo stawiam? - nie zamierzał brać w tym udziału. Choć prawdę powiedziawszy widok był nadzwyczaj ekscytujący: dwie atrakcyjne kobiety i przemoc. Połączenie któremu ciężko było się oprzeć. Nie można go było o to winić w końcu był facetem. Do tego dochodziła ciekawość jak to się rozstrzygnie. Oczywiście nie przyznałby się do tego na głos. Nie musiał. Sawyer spojrzał na niego z wszystkowiedzącym uśmieszkiem, zupełnie jakby czytał mu w myślach.
– Kate jest dość szybka – odezwal się Jack po dłuższej chwili milczenia. Nie możesz pokanać szaleństwa przyłącz się do niego.
– No nie wiem. Jak na naukowca Juliet jest w niezłej formie. Teraz rozumiem czemu na nią lecisz.
– Nie lecę – wyparł się mało wiarygodnie.
– Nadal masz mnie za idiotę.
– Przestaniesz się zachowywać jak idiota przestanę cię tak traktować – uśmiech Sawyera jedynie się poszerzył. Po wszystkim co razem przeżyli wytworzyło się między nimi pewnego rodzaju porozumienie.
– Czyli nie będziemy się pojedynkować o Kate?
– Na to wygląda. A tak chciałem ci dokopać.
– Marzenia doktorku.
– Są strasznie zawzięte – podsumował Jack kiedy Juliet otrzymała kilka kolejnych ciosów.
- I to niby mężczyźni nie umieją się porozumieć bez przemocy.