Zadziwiający odcinek, bo akcja była dosłownie podwójna, raz niespokojna i dynamiczna,
a potem spychana gwałtownie na tor bezruchu i marazmu

Strasznie podobała mi się scena Locke vs Boone's funeral, było tam jakieś napięcie i genialna seria jack - face'ów

Locke został oficjalnie znienawidzony, coś ponad to słowo . Myślę, że sytuacja przerosła elitę/paczkę na Wyspie, bo gdy otacza cię całodobowa śmierć i walka o jutro próbujesz znaleźć za wszelką cenę kogoś z to odpowiedzialnego, by złagodzić swój stan rozżalenia i uśpionego spokoju ...
Retrospekcje Sayida poprzednie/uprzednie bywały lepsze . Jack vs Kate "lol" na pokładzie i scena z " u drugs me ? " powinna mieć jakiś odpowiednik na "Złotej Malinie " - te czynniki wpływały na obniżenie jakości odcinka ... Hugo i jego próba z uspokojenie Aarona bezbłędna

"Dude ... that's all i got", za to Sawyer mnie zszokował swoim pretensjonalnym ukrywaniem chęci troski, kiedy czytał dla Aarona

Za pierwszym razem oglądając odcinek, myślałam, że zabili mi Locka ... i byłam spieniona, swoją drogą miał szczęście.