Wielu mogłabym wymienić, pewnie kogoś pominę...
Aktualnie na pierwszym miejscu
Terry Pratchett. Za olbrzymią galerię złożonych i niepowtarzalnych postaci; za umiejętność powiedzenia o świecie i ludzkiej naturze rzeczy zaskakujących, choć po zastanowieniu oczywistych - i to wszystko za pomocą rasowego angielskiego humoru. Przy tym, Panie i Panowie, Pratchett to zjawisko w literaturze unikalne - trzydziesty któryś z kolei tom cyklu, a poziom wciąż rośnie. Autor się nie wypala, ale rozwija! Chapeau bas.
Na drugim miejscu chyba
Stephen King. Bardzo soczyście i realistycznie portretuje rzeczywistość. Owszem, jest Mistrzem Horroru, ale przecież nie tylko. Ma wyjątkowy talent "przykuwalności" do swoich książek, właściwie nie zdarza mu się przynudzanie i wodolejstwo. Gdybym miała wybrać tylko jedną z jego książek, wskazałabym to co napisał pod pseudo Richard Bachman - "Wielki Marsz", polecam.
Od kilkunastu lat jestem też wierna niezrównanej
Joannie Chmielewskiej. Nigdy nie śmiałam się bardziej, niż nad jej książkami, ona wręcz tworzy osobną polszczyznę. Opisuje codzienność w taki sposób, że staje się interesująca, duże dokonanie. Najlepsze były jej starsze powieści, można wiele razy wracać nawet do tych pisanych, teoretycznie, dla dzieci. Najbardziej chyba lubię "Ślepe szczęście".
Fascynacja
Andrzejem Sapkowskim już mi trochę opadła, ale kiedyś ciężko na niego "chorowałam". Nadal jednak kupię wszystko co napisze. Ma styl gęsty jak miód, a pisarze zwykle uwodzą mnie właśnie formą, stylem.
Bardzo też lubiłam
Lois McMaster Bujold i jej "Barrayar". Cykl powieści sf, jakby kto nie kojarzył. Niby standardowa space opera, ale bardzo, jak to nazywam, "zaprzyjaźnialna". Dobrze napisana, świetnie nakreślone postacie. Piszę "lubiłam", bo już dawno nie miałam okazji czytać, nie wiem jak byłoby teraz...
Chętnie natomiast wróciłabym do
Connie Willis. Mało w Polsce znana, ale świetna pisarka. Też sf, ale niezbyt klasyczne. Lubi zaskakujące pomysły, środowisko naukowców, rozgryzanie procesów społecznych i ludzkiej świadomości w różnych środowiskach i warunkach. Polecam np. "Przewodnika stada" - o tym skąd się biorą i jak rozprzestrzeniają mody. Albo "Księga Sądu Ostatecznego", bardzo "babskie" potraktowanie tematu podróży w czasie. Dla facetów skupiających się na Wodzach i Bitwach może być wręcz nudne, ale mnie strasznie wciągnęło.
Parę lat temu odkryłam
Denisa Lehane'a. To nazywam thrillerem z wyższej półki, Thomas Harris to przy nim stary nudziarz epatujący obrzydliwościami. Lehane naprawdę potrafi złapać za gardło i dać do myślenia. Nie oglądałam "Rzeki tajemnic", ale jeśli dorównała książce, to Oscar był zasłużony. Ale ja bardziej jeszcze polecam "Wyspę skazańców".
A z pisarzy "niepowieściowych" uwielbiam gawędziarski styl
Szymona Kobylińskiego. Zresztą też poza literaturą on był Mistrzem nad Mistrzami, najwspanialszym z polskich grafików.
Z felietonistów lubię też
Rafała A. Ziemkiewicza, nie zawsze za poglądy, ale wysoko cenię jego precyzję i klarowność wywodu. Ma świetne felietony, niezłe opowiadania, w powieściach raczej przynudza.
Podobne podejście mam do
Feliksa W. Kresa - powieści takie sobie, ale uwielbiałam jego "Galerię Złamanych Piór".
