Nie oglądałeś? Nie czytaj
[center]
SEZON 2 (11-24)[/center]
2x11 – odcinek niby równy pozostałym, ale jego wykres dwa razy notuje ostry wzrost. Pierwszy to spotkanie z Innymi, gdy Jack przemawia do Locke’a, a w dyskusję włącza się inny głos. Potem rozpalone ognisko, pochodnie, porwana Kate – to się nazywa nastrój. Drugim zaś jest końcówka, w której Jack chce z pomocą Any Luci zorganizować armię. Po takim spektaklu trudno nie powielać zachowań charakterystycznych dla narkomana oczekując na następny odcinek.
2x12 – a teraz ostry spadek formy. Zapowiadała się ostra jazda, gdy nagle Ferrari zaczęło hamować. Odcinek nie jest jednak zły. Po prostu pozwala ochłonąć i zdystansować się do wcześniejszych wydarzeń. Wątek z Charliem i narkotykami już jednak się przejada. Mam nadzieję, że to ostatni raz.
2x13 – nic tak nie cieszy w filmie/serialu, jak niespodziewane sukcesy ulubionego bohatera. Sawyer nieźle zagrał. Myślałem, że jego początkowa scysja z Jackiem przerodzi się w bojkę, ale są sposoby by wyciągnąć z kogoś więcej żalu. Podoba mi się również retrospekcja, zwłaszcza scena ze sprzedawaniem naszyjników. Zwykle wspomnienia jakoś łączyły się tematycznie z teraźniejszością, lecz w tym odcinku nie zauważymy tego związku przed końcówką. Plan Sawyera jest tak idealny, że widz nie ma prawa zwęszyć oszustwa nim się dokona. Mocne słowa wypowiada bohater tego odcinka pod koniec: „Nie jestem dobrym człowiekiem, Charlie. W całym swoim życiu nie zrobiłem niczego dobrego”.
„Tygrys nie zmienia swoich prążków” – a już ze smutkiem zauważało się, że relacje Sawyera z innymi rozbitkami stały się bardziej pozytywne.
2x14 - spodobała mi się historia z Sawyerem i żabą. Nie sądziłem, że samozwańczy szeryf dalej będzie takim luzakiem, a oto największym jego zmartwieniem staje się żaba, która nie daje mu się wyspać. Rewelacja

To świetna życiowa postawa: nie bądź zbyt ambitny przy szukaniu problemów. Mało tego Sawyer by rozwiązać swój problem posunął się do użycia słów: „proszę” i „przepraszam”, kto by pomyślał...
Poza tym przerywnikiem odcinek jest bardzo dobry. Ciekawa retrospekcja: notabene kolejne przypadkowe spotkanie w przeszłości – Sayid i ojciec Kate. Akcja na wyspie też nie spuszcza tępa. Jestem przekonany, że pojmany to jeden z The Others.
2x15 – ostra jazda od samego początku. Szybkie tempo, solidna porcja napięcia, a wszystko to za sprawą odnalezienia nowego bunkra. Jednak to odkrycie sprawia wrażenie powszechnego: to tylko bieg do celu i szybkie splądrowanie. Nietypowa retrospekcja, która tym razem jest łataniem luk w pamięci. Sporo się wyjaśnia, ale trzeba było na to czekać kilkanaście odcinków. Warto było! Można też nabrać 100% pewności, że Zake i jego kompani nie są tym na kogo wyglądają, a jedynie doktorkami z niezłymi umiejętnościami aktorskimi, sztucznymi brodami i klejem montażowym.
2x16 – po mocnym odcinku piętnastym przyszedł czas by trochę się rozluźnić. Ten odcinek jest strasznie rozwlekły, a historię, którą opowiada można z powodzeniem zmieścić w 20 minutach. Moja ogólna ocena wynosi nie więcej, niż 4/10 ze względu na zawarcie tu mało interesujących problemów płodnych pary Jin&Sun. Cała ich historia sprawia, że pozostałe wątki na wyspie ograniczają się do kilku dialogów, przesłuchania i tuptania do rzekomo istniejącego balonu. Za to świetne zakończenie, które nie pozostawia wątpliwości co do postaci Henrego.
2x17 – obok początkowych odcinków ten dostarcza największych wrażeń. Tajemnicze wydarzenia w bunkrze, mapa, zrzut jedzenia, odkrycie ze Henry Gale nie jest tym za kogo się podaje: tajemnice nieźle się namnożyły. Po zrzucie można snuć domysły, że tragedia lotu 815 nie jest przypadkiem, z drugiej strony może to być systematyczna dostawa dla ekipy z bunkra.
2x18 – wiadomo było, że po ostatnim epizodzie, który zrodził tyle pytań nie dostaniemy żadnych odpowiedzi. Odcinek rozluźniający, ale cicha woda brzegi rwie. W zakończeniu dowiadujemy się skąd Hurley zna Libby. Rodzi to wątpliwości. Spodobała mi się też koncepcja, że zdarzenia na wyspie są tylko wytworem wyobraźni Hurley’a. Jeśli twórcy nie zostawili tego na koniec to znaczy, że możemy być naprawdę zaskoczeni.
2x19 – to chyba najgorszy ze wszystkich odcinków. Może nie był zbędny, bo dzięki retrospekcji z Bernardem i Rose dowiedzieliśmy się, że wyspa ma energię, która może uzdrawiać, ale można było lepiej wprowadzić ten fakt. Tym sposobem wyszedł strasznie nużący odcinek. Uważam, że nie ma sensu skupiać się na mało ważnych bohaterach.
2x20 – dlaczego mi ulubioną bohaterkę uśmiercili? Nie rozumiem takiej zagrywki. Przecież Anna Lucia stała się już jedną z ważniejszych postaci, a nie była zbędną formą życia. Od początku wiedziałem, ze Michael kłamie nie sądziłem jednak, że jest zdolny do takich czynów. Zamknięcie Locke’a i Jacka to zupełnie inna para kaloszy teraz posuwa się do dwóch morderstw, dla lepszego wrażenia znalazł też kulkę dla siebie. Nieźle poprowadził swoją grę: nie pozwolił nikomu niczego się domyśleć.
2x21 – świetny odcinek, kolejny bunkier odnaleziony i można snuć więcej teorii na temat tajemniczej Dharmy.
Wreszcie wyjaśniło się gdzie Sawyer ma swój arsenał. Wcześniej myślałem, że jest on gdzieś w dżungli i w każdej chwili ktoś śledząc bohatera może na niego trafić.
Odcinek dobrze wywarzony: są jest miejsce na nową tajemnicę i żałobny nastrój. Niczego w nim nie brakuje i trudno czuć negatywny niedosyt po seansie.
2x22 – wygląda na to, że Eko wie czego dopuścił się Michael, przynajmniej tak wynika z jego opowieści. Niemniej mogła się ona odnosić do Henry’ego.
Wreszcie odsłonięty został brakujący element układanki, czyli spotkanie Michaela z Innymi. Zastanawia mnie tylko po co Innym rozbitkowie zapisani na liście...
2x23 – dobry epizod. Dowiadujemy się wiele o Desmondzie, a przy tym rozpoczyna się wyprawa do Innych. Mam nadzieję, że plan Jacka jest czymś godnym uwagi i ostatni odcinek kolejny odcinek będzie dobrym zwieńczeniem sezonu.
2x24 – znakomity koniec drugiego sezonu, mamy tu tyle rożnych fabularnych komplikacji, że z trudem będę czekał na trzeci. Desmondowa wysłała ekipę do poszukiwań, mamy odpowiedź na największą zagadkę czyli pytanie dotyczące celowości wciskania przycisku, Henry okazuje się szefem Innych. Twórcy wiedzą jak zadbać o wysoką popularność przy takim nakładzie odcinków.
[center]
SEZON 3[/center]
3x01 - trzeci sezon zaczyna się nieźle, choć nie jest to już taki fabularny szok jak na początku drugiego. Myślałem, iż początek to retrospekcja, jako że Julliet przypomina żonę Jacka, więc mocno się zdziwiłem. Jednak poza udanym wstępem odcinkowi brakuje dużo do tych z drugiego sezonu. Perypetie uwięzionej trójki nie należą do najciekawszych i nadal zadajemy sobie pytanie, dlaczego to oni zostali wybrani. Podejrzewam, że Jack, Sawyer i Kate będą obiektami jakichś eksperymentów.
3x02 – odcinek lepszy od poprzedniego, ale pogrążają go retrospekcje z Sun i Jinem, które są naciągane i zrobione bez pomysłu. Nie wnoszą też nic nowego do ich historii, poza tym, że nabieramy pewności, iż płód nie jest żadnym cudem. Najlepsza scena w odcinku to rozmowa Kate i Sawyera, podczas której James ocenia umiejętności walki poszczególnych Innych i zapewnia, że pokaże im gdzie ich miejsce, a całą tą konwersację śledzi Ben poprzez kamery.
Końcówka całkiem niezła, lecz z góry wiadomo, że Jack za bardzo lubi robić z siebie bohatera, by sam wrócić do domu.
3x03 – trochę się zawiodłem tym razem. Sądziłem, ze wydarzenia po wybuchu bunkra i zniknięciu trojki bohaterów będą toczyć się szybciej. Ogólnie odcinek jest niezły, chociaż retrospekcja z Locke’m wydaje się zbędna i zdecydowanie odstaje poziomem od poprzednich. Skoro już jestem przy tym bohaterze to podoba mi się to, że przejął dowództwo. Szukając informacji o „Lost” dowiedziałem się, że w trzecim sezonie będą aż trzy retrospekcje z Jackiem, ale to właśnie Locke jest materiałem na przywódcę i głównego bohatera. Bohater ten najbardziej kojarzy się z wyspą i jest stworzony do życia w takich warunkach. Zdecydowanie lepiej nadawałby się przywódcę grupy: wie co robić i nie jest skłonny do nieprzemyślanego działania pod wpływem uczuć jak nasz doktorek. Trochę dziwnie ma się sprawa z Desmondem: zaczął przepowiadać, a w tym ubranku od Hurley’a wygląda niczym Chrystus. Niemniej po wizjach Locke’a i Eko trudno się spodziewać, by wyszło z tego coś szczególnego.
Najbardziej ubawiłem się przy scenie z Hurleyem: dowiedział się, że po dżungli grasuje niedźwiedź polarny, słyszy jakieś buszowanie i wychodzi z pytaniem: „Niedźwiedziu? To ty?” Przy czym minę ma nieco przestraszoną…
3x04 – długo wyczekiwana retrospekcja z Sawyerem zawodzi i jest przykładem, że w trzecim sezonie flashbacki są kiepskie. W odcinku 2x13 były złote myśli, humorystyczna scena z naszyjnikami, a tu nie ma żadnych bonusów. James kolejny raz wykazał się sprytem i pokazał, że jest wirtuozem w omotywaniu ludzi i wykorzystywaniu ich do swoich celów. Tyle. Lekkim naciągnięciem było przyniesienie mu do więzienia zdjęcia córki, to zbyt szablonowe. Poza tym mocne zakończenie – nie ma dokąd uciec…
3x05 – co tu dużo mówić: poirytowało mnie zakończenie. Kolejny interesujący bohater wprowadzony w drugim sezonie został uśmiercony. Zaczynam zastanawiać się nad celowością wplątania w fabułę rozbitków z drugiej części samolotu. Po co to było, skoro widz zdążył się z nimi zżyć tak jak z całą resztą, a tu nagle koniec. I trudno zrozumieć taką zagrywkę, gdyż były to postaci dużo wnoszące do akcji. Problemem jest też to, że te wszystkie śmierci sprawiły, że przerzedziło się na wyspie i zaczęto wprowadzać do akcji rozbitków-statystów, których imion nawet nie znamy. Moim zdaniem cała ta hołota powinna jakimś sposobem zginać: tylko plątają się pod nogami bohaterów.
3x06 – jak dotąd najlepszy odcinek trzeciego sezonu. Został dobrze wywarzony i niczego mu nie brakuje: jest miejsce na uczucie między bohaterami (a zarazem nielogiczności w scenariuszu vide Sawyer mówiący „Też cię kocham”) i na napięcie za sprawą operacji Bena. Niemniej doktorek chyba za bardzo przeszarżował, by móc liczyć na opuszczenie wyspy.
Tekst odcinka: „Jeśli nie jesteś syreną, albo nie masz łodzi to nie ma sensu uciekać.” Sawyer
3x07 – odcinek nie gorszy od poprzedniego, ale szokuje mnie tu postępowanie Sawyera, u którego zaczął szwankować instynkt przetrwania. Zamiast zastrzelić swojego oprawcę zamyka go w klatce, co może za sobą pociągnąć mnóstwo złych skutków. Danny:
- może się uwolnić i zacząć pogoń (co też się stało)
- w przypadku nieudanej ucieczki jeszcze bardziej zaostrzy represje wobec Sawyera (i tak miał go zabić, ale teraz może najpierw załatwić Kate, a później zafundować Jamesowi wolną śmierć. Szef jest niedyspozycyjny, więc istnieje taka opcja)
Dalej podczas ucieczki Sawyer zużywa cały magazynek, mimo że w ostatnim odcinku sezonu drugiego trafił Innego za drugim, bodajże, razem.
Nie są to żadne nielogiczności, po prostu zawiodłem się nieco na ulubionym bohaterze
3x08 - epizod diametralnie różniący się od innych. Prawie w całości jest retrospekcją, na dodatek ciągłą, nie przerywaną przez wydarzenia mające miejsce na wyspie. Sprawia wrażenie krótkiego filmu wykorzystującego bohaterów LOST. Mimo, że wiele wyjaśnił (niby w jednej kwestii, ale była ona bardzo intrygująca), nie przypadł mi szczególnie do gustu. Pomysł z korygującym wszystko wszechświatem nie jest nowy (vide. „Oszukać przeznaczenie”) i nie pasuje mi do innych tajemnic serialu. Doceniam jednak twórcze zapędy i chęć urozmaicenia serialu.
3x09 – kolejny świetny odcinek, podtrzymujący dobrą passę trzeciego sezonu. Dowiadujemy się co spotkało Cindy i dzieci z drugiej części samolotu. Wygląda na to, że zostali włączeni do społeczności Innych. Trudno jednak uwierzyć, że pozwolono im normalnie żyć i zapewniono lepsze warunki, niż u rozbitków. Na plus jest też retrospekcja z Jackiem, jedyna zjadliwa z tym bohaterem w roli głównej. Ma nieco mroczny, tajemniczy klimat, przez co idealnie współgra z bieżącymi wydarzeniami serialu.
Fajnie, że Sawyer i Kate wracają na wyspę. Już się nie mogę doczekać reakcji Sawyera na splądrowanie namiotu
Ciekawa postać Pani Szeryf. Wygląda na kolejnego, po Benie, Innego o silnej osobowości. Jednak jak wszyscy liczy się z nim co widać w jej reakcji na dostarczoną wiadomość.
Zakończenie wyjątkowo spokojne na trzeci sezon. Nie przypominam sobie by było wcześniej jakieś rozluźniające, ze spokojną muzyką w tle.
3x10 – odcinek, na dobrą sprawę niepotrzebny, ale oglądało się go całkiem milo. Widz już w takim stopniu zżył się z bohaterami, że nawet ich, nic nie znaczące, perypetie ogląda bez znużenia. Po ciągłym napięciu, jakie towarzyszyło trzeciemu sezonowi, przydał się taki „chillout”. Samochód w dżungli można nazwać przegięciem, ale nie takie rzeczy się już w dżungli widziało. Dziwić może nieco fakt, ze trzeba było 58 odcinków, by ktoś się na niego natknąl
Najlepsza scena odcinka:
Sawyer uczy Jina angielskiego: wskazuje na piwo – „beer”, wskazuje na samochód – „car”, wskazuje na Hurley’a – „Międzynarodowe Centrum Naleśnikowe”.
3x11 – bardzo dobry odcinek. Dowiadujemy się kim jest Jednooki i wprowadza on sporo zamieszania. W tym epizodzie najbardziej zdziwił mnie Locke. Okazuje się, że gdy tylko ten bohater znajduje się w pobliżu komputera wszystko inne przestaje się liczyć. Zamiast pilnować Rosjanina, woli rozegrać partyjkę szachów, nie zawaha się też wcisnąć jakiegoś klawisza z ciekawości. John traci w oczach. Aż strach pomyśleć co by było gdyby znalazł jakiś komputer Dharmy z Neostradą
3x12 – utrzymana forma poprzedniego odcinka. Kolejne powiązanie miedzy bohaterami – ojciec Jacka jest również ojcem Clarie. Akcja na wyspie też ma się nieźle: wioska Innych broniona jest przez ogrodzenie z bronią ultradźwiękową, Jack – jak widać – zdążył już zżyć się z Innymi. Szkoda tylko, że uśmiercono Jednookiego. Wielkiej kariery zrobić nie zdążył...
3x13 – rewelacyjny odcinek: nareszcie dowiadujemy się czegoś o przyczynie kalectwa Johna. Wyjaśnienie jest co najmniej szokujące. Ciekaw jestem do czego jeszcze posunie ojciec Locke’a w kolejnych retrospekcjach. Świetne zakończenie: „Tata?”. Ciekaw jestem jak Inni go odnaleźli...
3x14 – najgorszy ze wszystkich odcinków „Lost”. Wprowadzenie do retrospekcji Paulo i Nikki jest pomysłem niewiele lepszym od uśmiercenia Sawyera. Oglądanie tego odcinka było dla mnie strasznym przeżyciem. Już epizod z Rose i Bernardem był spoliczkowaniem widza, ale tu jest gorzej: mamy na tapecie bohaterów, którzy pojawili się znikąd w trzecim sezonie. Na szczęście mękę oglądania wynagrodziła mi końcówka i Sawyer pytający kilkukrotnie „Kim oni do cholery są?”. Trafne!
Szczyt wszystkiego: Paulo, który odkrył pozostałości Dharmy przed resztą rozbitków.
Myślę, że chętniej oglądnąłbym „Modę na sukces”. Tam muszę się skupić i na bieżąco śledzić kto z kim, scenarzyści w jako takim stopniu dbają u widza. A tu nie dość, że twórcy robią odcinek o statystach, to jeszcze robią z owych statystów Kolumbów.
Ocena: 0/10 – ten odcinek chyba był robiony w Prima Aprilis.
3x15 – mimo, że nie mamy już bohaterów-statystów na pierwszym planie (jak poprzednio) odcinek jest cienki jak czerwona linia i naciągnięty jak sukienka ślubna założona po czterdziestce

. Sawyer wygnany z plaży? Od razu w to nie wierzyłem. Obecnie wśród plażowiczów brakuje twardnieli w stylu Sayida, którzy mogliby negocjować z Sawyerem. Po drugie rozbitkowie nie mają takiej mentalności. Myślałem, że to brak inwencji scenarzystów, a okazało się, że Hurley przygotowuje Sawyera do roli przywódcy

. Ale scenariusz odcinka jest przesadzony. Ponad dwa sezony śledziłem poczynania Sawyera na wyspie i ten bohater olałby takie groźby. Po tej scenie myślałem, że rozbitkowie będą mieli przechlapane, a tu sytuacja prezentuje się wręcz odwrotnie. Rozumiem, że pobyt na takiej pięknej, słonecznej wyspie może odmienić człowieka, ale niedawno James uganiał się za diamentami, zostawiał na pastwę losu zakochanych chłopców itd.
3x16 – średni epizod. Dzieje się w nim niewiele, retrospekcje z Julliet nie wnoszą wiele nowego, a głównie potwierdzają to co samemu można było wydedukować. Najlepsza była się reakcja Sawyera na widok Jacka: „Sukinsyn”

.
Dobrze by było, gdyby po powrocie skończyła się kadencja doktorka.
3x17 – niezbyt ciekawy odcinek. Wyjątkowo nie przepadam za tymi wizjami Desmonda. Po sezonie drugim myślałem, że będzie to ciekawsza postać, a teraz zrobili z niego biblijnego proroka z wiecznie strapioną miną.
3x18 – piąty z rzędu kiepski odcinek. A było tak pięknie…
Retrospekcja jest już szczytem kreatywności: nie mieli czego dodać do historii Sun, to zrobili z matki jej męża prostytutkę.
Przynajmniej zakończenie jest dobre. Czyżby macki Innych sięgały tak daleko, że udało im się zatuszować sprawę z samolotem?
3x19 – warto było czekać na ten odcinek. W pełni wynagradza on pięć poprzednich, które oglądało się bez żadnej satysfakcji. Nareszcie Sawyer kosztuje zemsty, na zimno: „Sawyer to też moje nazwisko”, a my dowiadujemy się co John porabiał u Innych. Trochę dziwi mnie ten rytuał z porzucaniem przeszłości. Myślałem, że Inni są, no wiecie, bardziej na poziomie

Cieszy mnie, że Sawyer otrzymał nagranie z Julliet. Może doktorka czeka coś gorszego, niż przyłapanie na łapówce?
3x20 – na odcinek poświęcony Benowi czekałem już od dawna. Nie zawiodłem się – wyjaśniła się różnica między Innymi, a członkami Dharmy, dowiedzieliśmy się czegoś o początkach tej organizacji oraz poznaliśmy Jacoba, choć nie była to długa wizyta

Jacob z marszu stal się jedną z większych zagadek LOST. Szkoda, że Jack i Julliet to niewiniątka. W tym sezonie doktorka zepchnięto nieco z głównego planu. Już się tak nie wybija, nie irytuje. A teraz zapowiada się wielki powrót…
3x21 – odciek słabszy od dwóch poprzednich, niemniej formę trzyma. Przygotowuje do malej wojny między Innymi, a rozbitkami, ale poza tym nie dostarcza większych wrażeń.
3x22 – bardzo dobry odcinek przepełniony dobrą akcją zarówno pod wodą jak i na powierzchni. Dobra końcówka: wiedziałem, że Locke przeżyje, więc specjalnie się nie zdziwiłem. Bez tego bohatera serial już nie byłby tym samym.
3x23 – im bliżej było końca, tym silniej utwierdzałem się w przekonaniu, że zakończenie będzie marne i twórcom nie uda się zaostrzyć apetytu na kolejny sezon. Te obawy się nie ziściły. Zakończenie szokuje bardziej, niż poprzednie. Chociaż... Po tym co zobaczyłem uważam, ze koniec trzeciego sezonu byłby idealnym końcem „Lost”. Taką scena można by z powodzeniem zwieńczyć cały serial. Zakończenie nie jest ani szczęśliwe, ani nieszczęśliwe. Jack tęskni za życiem rozbitka, nie potrafi już egzystować w normalnym. Tak naprawdę nigdy nie potrafił. Pije, korzysta ze złotej karty na linie lotnicze, lata do Sidney. Chce wrócić tam skąd tak pragnął uciec. Ta nostalgia udziela się również widzowi.
I najlepsze – nie wyjaśniono wszystkich tajemnic wyspy. Jak w „Twin Peaks” większe jest niepoznane od poznanego. I w tym tkwił urok serialu Lyncha, że został przerwany i niewyjaśniony. To co podane na tacy nawet w najwykwintniejszej formie zostanie połknięte i zapomniane. W sumie ma być sześć sezonów i uważam, że lepiej tego nie zakończą. I jak teraz będzie się oglądało „Zagubionych” skoro wiemy już, że uda im się zwiać? Pytanie tylko w jaki sposób. Wiadomo, że statek Naomi to bujda. Po pierwsze są jeszcze trzy sezony (

), po drugie Penny jej nie wynajęła. Czyżby Ben mówił prawdę? Jest też inna opcja – to tylko wyobrażenia Jacka. Gdy wydaje mu się, że jest o krok od opuszczenia wyspy wyobraża sobie jak może wyglądać jego życie po powrocie. Może zrezygnuje z ucieczki, a tym samym uratuje rozbitków przed załogą statku Naomi...
[center]
SEZON 4[/center]
4x01 – wydarzeniom mającym miejsce na wyspie nie można niczego zarzucić: jest akcja, jest strasznie (Hurley i Jacob), ale przede wszystkim nie brakuje mrocznego klimatu. Początek tego sezonu znacznie różni się od wszystkich poprzednich odcinków serialu, ale przecież o to chodzi. Każdy sezon wprowadza coś więcej i podgrzewa fabułę. Fatalnym pomyslem jest jednak zrezygnowanie z retrospekcji. O ile wydarzenia na wyspie ogląda się z zapartym tchem, tak wydarzenia mające miejsce po powrocie strasznie irytują i sprawiły, że po oglądnięciu odcinka byłem strasznie zawiedziony. Rozumiem, że ciężko było już o zrobienie sensownych retrospekcji (matka Jina prostytutką), ale można było się ograniczyć jedynie do wydarzeń na wyspie. Twórcy myśleli pewnie, że urozmaicą tym "Zagubionych", wprowadzą jeszcze więcej tajemnic. Ale owe tajemnice w ogóle mnie nie interesują – Oceanic Six itp. To się nadaje do nowego serialu. Wiem, że to zupełnie przewróci serial do góry nogami, ale już teraz mieliśmy nadmiar tajemnic i z niecierpliwością czekaliśmy na wyjaśnienie każdej z nich. Przesyt jest równie niepożądany jak głód. Jak to będzie dalej tak wyglądać to LOST będę oglądał jedynie ze względu na wartość sentymentalną.
[center]***[/center]
Jak ktoś to wszystko przeczytał to albo pokutuje, albo cholernie się nudzi

.
Zapraszam do dyskusji. Szczególnie interesuje mnie co sądzicie o najnowszym odcinku i końcówce trzeciego sezonu.
Przy okazji zapraszam na
http://www.forum.lost.org.pl – gdzie można poprowadzić obszerniejsze dyskusje.