Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
: 2007-11-20, 22:37
Masz rację, jeśli chodzi o Jack'a to on nie tylko potrafi śmieszyć, chociaż jak tylko go zobaczę to juz pojawia się u mnie na twarzy uśmiech, albo wystarczy iż tylko pomyślę o nim: o tym jak ładnie mówi, jaki ma głos czasami myślę jakby był "przepity" czy też jego ruchy, albo jak biegnie i jak się z tego nie śmiać...? No właśnie, takich ról znajdzie się więcej aczkolwiek on ma to "coś" co przyciąga, zresztą wszystko zawdzięczam Jack'owi, bo przecież to dzięki niemu poznałam Johnny'ego za którym wcześniej nie przepadałam (ale to juz gdzieś wyjaśniałam)
Może oni mieli taki zamiar, by jednak Jack'a nikt nie mógł przebić, chociaż nie wiem czy komukolwiek by się to udało, szczerze w to wątpie...
Powracajac do Jones'a to mi akurat ten moment się nie spodobał, może miał wiele w zanadrzu, ale nie było to dobrym pomysłem, bo przecież z Jack'iem mieliśmy styczność no chyba, ze chcieli przedstawić nam silnego, wszystko mogącego Jones'a...
A ja jednak się nie wgłębiałam w tworzenie danych postaci, albo może inaczej już w historię "Piratów..." i niestety nic na ten temat nie wiem, ale przyznam iż w dwójce był kimś nowym i może bardziej fascynował niżeli w trójce...Aletheia pisze:(przy okazji, byłam święcie przekonana, że jego cała fizjonomia to lateks, a tylko macki animowane. Jak zobaczyłam materiały z planu, to zaliczyłam niezły szczękopad. Tutaj już F/X-owcom kłaniam się w pas).
Aletheia pisze:Naprawdę tak im było trudno przewidzieć wynik?
Może oni mieli taki zamiar, by jednak Jack'a nikt nie mógł przebić, chociaż nie wiem czy komukolwiek by się to udało, szczerze w to wątpie...
Jude Law? hmm... jeśli chodzi o grę to jest w tym o wiele lepszy co udowodnił nie raz, aczkolwiek w tym filmie chodziło pewnie scenarzystom o ozdobę jak tworzyli postać Will'a tak więc musiał nim zostać przystojny aktor, który najlepiej sprawuje się w rolach tylko na pokazAletheia pisze:Z tych wszystkich niedoszłych, ciekawi mnie jaka byłaby wersja Jude'a Lawa
Powracajac do Jones'a to mi akurat ten moment się nie spodobał, może miał wiele w zanadrzu, ale nie było to dobrym pomysłem, bo przecież z Jack'iem mieliśmy styczność no chyba, ze chcieli przedstawić nam silnego, wszystko mogącego Jones'a...
Niestety nie miałam okazji, ale jak dla mnie do kina się idzie by zobaczyc film, a nie by czytać sms-y czy też wcinać jakieś żarełko - kompletny obłęd, a później jak sama napisałaś nie wiedzą o co chodziło w filmie, albo po prostu gubili się...Aletheia pisze:Też się z takimi "bystrymi" spotkałaś?