ble pisze:No to jeszcze dodam soundtrack z 'Czekolady' (w tym to się zakochałam nieszczęśliwą miłością

)
Dlaczego nieszczęśliwą?

Dla mnie to jedna ze szczęśliwszych moich miłości. Przynajmniej spełniona!
Kurczę, mam tak mało czasu ostatnio, że choć codziennie na Forum zaglądam, nie mam jak popisać, bo ja piszę za długie posty, więc mając kwadrans, nawet się nie zabieram. Czas to zmienić, bo mi się tu podoba

. Zacznę zatem od czegoś prostego, co się zmieści w kwadransie (chyba

)...
Mam przekręt na punkcie muzyki filmowej od paru lat. W życiu bym się o to nie podejrzewała, a jednak. Oczywiście to zasługa miłości do kina... No ale - ulubione, tak? Bez peanów na cześć muzyki w ogóle?
Ulubione soundtracki mogę podzielić na trzy grupy - pozytywne, energetyczne i ...po prostu piękne

. Tych pierwszych słucham żeby się wprawić w dobry, optymistyczny nastrój, te drugie przydają się na rower czy do sprzątania

, a trzecie - katharsis, do płakania z nadmiaru piękna. Wszystkie są mi równie potrzebne. W pierwszej grupie wyróżnia się "Amelia" (o tak! pozytywny film, pozytywna muzyka) i "Czekolada" właśnie. Zawsze mam je przy sobie, jak witaminy.
Druga grupa to głównie soundtracki "skomponowane" przez Tarantino (facet potrafi stworzyć klimat, że hej!), z naciskiem na "Kill Billa" ("Death Proof" też ostatnio doprowadzało mnie do szaleństwa

, zwłaszcza "Hold Tight"). A na rower - nie ma jak "Smak życia", z naciskiem na drugą część

. Gdzieś po środku drugiej i trzeciej grupy mieszczą się ścieżki dźwiękowe do pierwszej i drugiej części "Piratów z Karaibów".
Za to trzecia część jest na szczycie listy w grupie trzeciej. "Na krańcu świata" Zimmera jest piękne w każdej nucie i było dla mnie takie jeszcze zanim zobaczyłam film. Podobnie było z muzyką do "Braveheart", "Ostatniego samuraja" i "Bandyty". To chyba, rzec można, moje cztery ukochane soundtracki. Z tych pięknych jest jeszcze ścieżka dźwiękowa do "Libertyna" (pokochana wraz z filmem) i do mojego serialu wszechczasów - czyli płyta "Legend" Clannadu.
Ostatnio słucham namiętnie (i wyłącznie

) OST do "Sweeney Todda". Pewnie przejdzie do historii. Gdzieś bardzo wysoko. Na szczycie playlisty do niedawna także "Elizabeth: Złoty Wiek" i "Źródło". Dłuższy żywot wśród moich ulubioności wróżę temu drugiemu. Ale - czas pokaże...