JEST BEN, JEST IMPREZA!
Niejednokrotnie się o tym przekonałam. Zawsze, gdy w odcinku był Locke i Ben odcinki te były rewelacyjne... Zresztą nadal podtrzymuję, że to najlepsi aktorzy w serialu. (chociaż Holloway też daje radę) Nareszcie Benerson w odcinku, czekanie na niego, to jak czekanie na Henia na MC. Wreszcie zaczął zabijać, kablować, mordować, strzelać i manipulować. On zawsze ma plan, szkoda tylko, że darltonowie bezczelnie nie dali mu możliwości, by go wykorzystać. Gdyby nie zrobili z niego takiej niedojdy w drugiej linii czasowej, albo chociaż pozostał by sobą na Wyspie, jako manipulator i Kuba Wojewódzki ostatniego zdania, 6 sezon na pewno by na tym skorzystał.
Tradycyjnie Ben wszedł do lasu i dostał z liścia, najbardziej poturbowana postać ever. Jednak nikt nie zauważył tego
chyba , co ja [f*ck yea] A mianowicie, przy kręceniu sceny z Desmodnem, Benerson dostał naprawdę mocno w oko i miał śliwkę. Pierwszy raz, zamiast malować go, by wyglądał na obitego, musieli mu ukryć limo pod okiem. Ciekawostką jest to, że scena jest normalnie ujęta, tylko nie widać różnicy, bo wszystko dzieje się bardzo szybko. Dharma puder więc jest słaby. Na planie przed, i po :
C4 czyli dla mojej Krysi specjalny zestaw poproszę. Tyle koszul na wieszaku, zamiast się przebrać, to na dziko jadą... ;p Scenka z czarnym dymkiem, no dobra powiedzmy sobie to szczerze, z Lockiem, Flockiem, Koszulą, synem Muminki... jak za starych dobrych czasów. Benerson zagrał rewelacyjnie, zresztą Terry również. Ben był lekko przerażony, ale udawał, że się nie boi i grał pewnego siebie.
Dwie najbardziej działające mi w 6 sezonie postacie, czy Widmore i Zoey, piękna scena ich śmierci, więcej krwi

ale bardzo zabawnie stali razem

jakie takie dwie niedorajdy. Czekałam na śmierć Widmore'a od bardzo długiego czasu, fakt że został zabity przez Bena wzmacnia moje uczucie extazy
Nadszedł wielki dzień Danielle w końcu zmieniła ubranie i umyła włosy, jak miło... Podczas gdy Jacek budzi się i idzie do łazienki, ma lekko splamioną koszulkę krwią , najprawdopodobniej po charakteryzacji, w kolejnej klatce mamy nową koszulę wypraną przez samego Hajzera, tak tylko mi się napomknęło przy re-watchu odcinka.Koncert, wszyscy idą na koncert, zastanawiam się jaka będzie główna atrakcja tego koncertu, bo chyba nie tylko występ Davida. Desmond fajnie kombinuje, już przestałam liczyć na odpowiedzi, sama akcja jest bardzo fajnie poprowadzona, jest dużo naciąganych rzeczy, ale to serial, nie wymagajmy zbyt wiele, to ich wizja. Fajnie znów widzieć stare postacie, jak Ana Lucia, Desmond wręcza Kate koszulę, więc pewnie pojawią się na tym koncercie....
Prochy Jacoba palą się... bardzo długo... dłużej niż sam Jacob

Alex od razu po szkole bierze się za lekcje... takie rzeczy to tylko w Erze, tzn w filmie/serialu.
Ben się wzrusza przy Alex, więc myślę, że to przez ten przebłysk od Desmonda, a nie cebulę...
Doszłam do tego momentu w Loście, gdzie nie mam siły krytykować sceny kandydatów przy ognisku z Jacobem, scena, jak scena. Po prostu przed finałem chyba nie warto, chyba trzeba to przełknąć i zaakceptować, może mi się coś nie podoba, nie mam prawa tego negować. Wydaje mi się, że do pewnych rzeczy również trzeba dojrzeć,, jest czas buntu i czas akceptacji, zrozumienia. Poza tym myślę, że oni naprawdę odwalili kawał świetnej roboty, pomimo wszystko, bo wciągnąć aktorów do serialu, to nic, ale napisać każdą postać z osobna jakby stanowiła główny materiał na akcję to jest sztuka, tyle wyrazistych postaci na jedne serial... Spójrzmy na inne świetne seriale... House, Dexter...główna postać w centrum i parę mniej wyrazistych osób. Nie można przekreślić serial skuli jedno światełka i paru absurdów, pamiętajmy o niezapomnianych cytatach, scenach, które chwytały nas za gardło, o wierze, nauce, miłości, rzeczach tak banalnych, że nie potrafimy się z nimi obchodzić w życiu codziennym. I mimo tych potterowskich bredni, jak to inni mówią, mamy serial wystarczająco realistyczny, by rozkochać rzeszę zakręconych fanów

9/10