Locke - obok Sawyera mój ulubiony bohater, całe szczęście, że twórcy tak zatuszowali jego śmierć i pewnie, choć pod inną postacią, pojawi się jeszcze w 6 sezonie. Mimo wszystko - bardzo mi szkoda tego gościa, miał takie spieprzone życie, w końcu wydawałoby się, że trafił do miejsca, które to zmieni - tymczasem stał się kolejną ofiarą wyspy, której tak się powierzył... Straszne.
Nikki i Paulo - wstrząsające, doprawdy. Miałem nadzieję na kolejnych ciekawych bohaterów, tymczasem twórcy od razu ich uśmiercili i to w taki makabryczny sposób. Nie wiem jak Wy, ale mnie się wydaje, że tuż przed ukąszeniem Nikki przez pająka ta para pogodziła się, olali diamenty i ułożyłoby się między nimi. Zabicie ich to jedna z głupszych decyzji twórców, moim zdaniem.
Faraday - bardzo gościa polubiłem, brakuje mi go. Coś mi jednak mówi, że jeszcze go zobaczymy.
Boone - odczucia podobne jak u marcinek6000, nie sądziłem, że będą zabijać głównych bohaterów. Jeszcze do tego ten motyw muzyczny, uwielbiam go

Odcinek Do no harm jest jednym z bardziej wzruszających. Boone tyle poświęcił dla Shannon, tylko przez to że jej pomagał trafił na pokład 815, tymczasem ona go zupełnie olała, wszyscy o nim zapomnieli ciesząc się z dziecka Claire... Straszne, szkoda gościa i jego dobrego serca. Śmierć Shannon właściwie przyjąłem z ulgą, nie cierpiałem jej i tego co robiła z Sayidem
Danielle - ją też bardzo lubiłem, zwłaszcza od czasu, gdy zbliżyła się do rozbitków, odnalazła Alex... Zginęła tak nagle, nie była to przyjemna "niespodzianka"...
------
Śmierć Charliego jakoś mnie nie obeszła, nie lubiłem zbytnio gościa a i byliśmy przygotowani na nią. Od pierwszego odcinka z Desmondem w 3 sezonie czułem, że Charlie zginie w finale i każdy kolejny odcinek mnie w tym utwierdzał.
Śmierć Arzta to dla mnie jedna z największych pomyłek w całym serialu, po prostu oglądając tę scenę poczułem się jakbym oglądał jakąś debilną kreskówkę. Twórcy cały czas zaskakiwali nas pomysłami a tu w finale, w dość podniosłej chwili wsadzili taki kretynizm. Autentycznie mi wstyd, że w moim ulubionym serialu jest takie "coś". Nie mówiąc o tym, że pozostali rozbitkowie to potraktowali jak gdyby nic się nie stało.
Mr. Eko - imho niepotrzebna, nieuzasadniona śmierć. Potwór mógł zabić każdego, dlaczego akurat przyczepił się do Eko? Moim zdaniem ta postać mogła jeszcze dużo wnieść do serialu, niezrozumiała decyzja twórców, bardziej mnie to zdenerwowało niż wzruszyło.
O reszcie pisać nie będę chyba że mi się coś przypomni
