Forum Filmowe, Recenzje filmów, Lost: Zagubieni, Seriale | ZERO DOWNLOADU (w tym filmy online), TYLKO DYSKUSJE!

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Mela0607
Agent Smith
Posty: 615
Rejestracja: 2007-02-10, 11:22

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Mela0607 » 2007-11-20, 22:37

Masz rację, jeśli chodzi o Jack'a to on nie tylko potrafi śmieszyć, chociaż jak tylko go zobaczę to juz pojawia się u mnie na twarzy uśmiech, albo wystarczy iż tylko pomyślę o nim: o tym jak ładnie mówi, jaki ma głos czasami myślę jakby był "przepity" czy też jego ruchy, albo jak biegnie i jak się z tego nie śmiać...? No właśnie, takich ról znajdzie się więcej aczkolwiek on ma to "coś" co przyciąga, zresztą wszystko zawdzięczam Jack'owi, bo przecież to dzięki niemu poznałam Johnny'ego za którym wcześniej nie przepadałam (ale to juz gdzieś wyjaśniałam)

Aletheia pisze:(przy okazji, byłam święcie przekonana, że jego cała fizjonomia to lateks, a tylko macki animowane. Jak zobaczyłam materiały z planu, to zaliczyłam niezły szczękopad. Tutaj już F/X-owcom kłaniam się w pas).


A ja jednak się nie wgłębiałam w tworzenie danych postaci, albo może inaczej już w historię "Piratów..." i niestety nic na ten temat nie wiem, ale przyznam iż w dwójce był kimś nowym i może bardziej fascynował niżeli w trójce...

Aletheia pisze:Naprawdę tak im było trudno przewidzieć wynik?


Może oni mieli taki zamiar, by jednak Jack'a nikt nie mógł przebić, chociaż nie wiem czy komukolwiek by się to udało, szczerze w to wątpie...

Aletheia pisze:Z tych wszystkich niedoszłych, ciekawi mnie jaka byłaby wersja Jude'a Lawa

Jude Law? hmm... jeśli chodzi o grę to jest w tym o wiele lepszy co udowodnił nie raz, aczkolwiek w tym filmie chodziło pewnie scenarzystom o ozdobę jak tworzyli postać Will'a tak więc musiał nim zostać przystojny aktor, który najlepiej sprawuje się w rolach tylko na pokaz

Powracajac do Jones'a to mi akurat ten moment się nie spodobał, może miał wiele w zanadrzu, ale nie było to dobrym pomysłem, bo przecież z Jack'iem mieliśmy styczność no chyba, ze chcieli przedstawić nam silnego, wszystko mogącego Jones'a...

Aletheia pisze:Też się z takimi "bystrymi" spotkałaś?


Niestety nie miałam okazji, ale jak dla mnie do kina się idzie by zobaczyc film, a nie by czytać sms-y czy też wcinać jakieś żarełko - kompletny obłęd, a później jak sama napisałaś nie wiedzą o co chodziło w filmie, albo po prostu gubili się...
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Aletheia » 2007-11-20, 23:27

Mela0607 pisze:wystarczy iż tylko pomyślę o nim: o tym jak ładnie mówi, jaki ma głos czasami myślę jakby był "przepity" czy też jego ruchy, albo jak biegnie i jak się z tego nie śmiać...?

To jest, myślę, ta różnica między "występowaniem" w filmie a "graniem". Bloom wystąpił. Robi biedak co może, ale jednak wciąż widzimy "Blooma jako Willa", a nie "Willa stworzonego przez Blooma". Kostium i charakteryzacja inne, ale w środku ciągle Legolas.
Natomiast z Deppem całkiem inaczej - on właśnie "gra". Świadomie tworzy Jacka z przemyślanych, małych elementów. Właśnie jak piszesz, choćby głos - to przecież nie jest naturalny głos Deppa, świadomie go zmienia. Zresztą on w ogóle świetnie potrafi operować głosem - zmienia akcent, barwę, prawie w każdym filmie.
Myślałam sobie kiedyś, że porównanie Depp - Bloom to jest temat-morze. Choćby taki jeden drobiazg, wiele o nich mówiący. Bloom w filmach jest sztywny jak kij od mopa. No trudno. Ale patrzę na jego wywiad... Kurczę, oczom nie wierzę, nie ten człowiek! :shock: Luzik, szoł i ogólnie dusza towarzystwa. Co jest? Z Deppem - dokładnie odwrotnie. Widać po nim, że wywiady "uwielbia"... Najbardziej to było widoczne w Actor's Studio z 2002 r. (o ile pamiętam...), nie wiem czy oglądałaś. Spięty był jak agrafka. Za to na planie fantastycznie się rozkręca, zaczyna żyć. I kto tu, wobec powyższego, jest PRAWDZIWYM aktorem? A najzabawniejsze, że to Bloom, a nie Depp, ma oficjalne wykształcenie aktorskie. Wiesz co, nawet mnie już nie zaskakuje to co powiedział ponoć Bloom - że został aktorem, bo chciał przyciągać uwagę dziewczyn. Sprawdzało się, dopóki nie stanął obok lepszego ;-)

Mela0607 pisze:niestety nic na ten temat nie wiem

Gorąco polecam tą stronę. :-)
http://www.ilm.com/theshow/

Mela0607 pisze:Może oni mieli taki zamiar, by jednak Jack'a nikt nie mógł przebić

Mela0607 pisze:aczkolwiek w tym filmie chodziło pewnie scenarzystom o ozdobę jak tworzyli postać Will'a

Właśnie, to ciekawy problem. Technicznie rzecz biorąc, to wokół Willa okręcona jest zasadnicza intryga. Jeśli spojrzeć na fabułę zimnym okiem, to wychodzi, że Will miał być głównym bohaterem. Jego jest dziewczyna do zdobycia, historia typu "odkryte dziedzictwo", poprowadzenie postaci od dzieciństwa... Wszystko wskazuje na głównego bohatera. Wszystko... z wyjątkiem wykonania. Will ginie przy Jacku, który tak właściwie ma swój wątek raczej przy okazji głównego. Tak mi to wygląda, że pierwotnie wszystkie reflektory miały być na Willa, tylko że aktor nie udźwignął roli, a ten hipotetycznie drugoplanowy się wybił. Zresztą tak właśnie często piszą o tym filmie, z tego co się orientuję. Ciekawa jestem, jakie były pierwotnie zamiary scenarzystów, ten "rozkład sił".

Mela0607 pisze:no chyba, ze chcieli przedstawić nam silnego, wszystko mogącego Jones'a...

Tak, właśnie tak to widzę. Jones jest tym "najsilniejszym na oceanach". Duchem, legendą, postrachem z pirackich opowieści w spelunach, snutych przyciszonym głosem.
Jack wyraźnie się go boi i przecież ma powody. Kiedy Jones pojawia się na maszcie, Jack już nie ma gdzie wiać i zostaje zmuszony do konfrontacji. Trochę jak z Krakenem w dwójce. Przyparty do muru potrafi się zdobyć na odwagę.
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615
Rejestracja: 2007-02-10, 11:22

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Mela0607 » 2007-11-21, 09:53

A ja nawet nie wspominałam o Legolasie, bo przecież w filmie LOTR był całkiem niezły, a tutaj inny świat, inna postać - przystojniejszy, ale tylko tyle, bo jeśli chodzi o talent to dużo mu brakuje, by prześcignąć takiego Law'a, a co dopiero mówić o Johnny'm. No i to mi się w nim podoba tzn. w Depp'ie iż w każdym filmie jest inny - jak sama napisałaś zmienia barwę głosu, mimikę twarzy, urodę, fryzurę; śmiem rzec iż zmienia się jak kameleon, a takich aktorów jest jednak za mało, ale przynajmniej dzięki temu Johnny potrafi się wyróżnić od innych aktorów... Ja też to zauważyłam im mniej wygadani aktorzy przed mediami tym więcej potrafią przedstawić na planie, a tacy jak Bloom tylko są do imprez, zabaw i dyskusji, a do profesjonalnej gry mu bardzo daleko... Skoro wypowiedź o dziewczynach tyle mu dała satysfakcji by grać w filmach to już ją otrzymał, bo ile przecież ma teraz fanek... Niech się bierze lepiej za grę, a nie za dziewczyny.

Aletheia pisze:Gorąco polecam tą stronę.
http://www.ilm.com/theshow/


Dzięki, zobaczyłam wszystko co się na tej stronce znajduje i teraz jedynie mogę się zgodzić, a respect się należy szczególnie dla samego aktora, który musi umieć udawać taką niezwykłą postać, rewelacyjnie mu to wyszło szczególnie scena gdy to grał na organach, postawiłabym go zaraz po Johnny'm...

W sumie masz rację, na to by było wiele wyjaśnień i sugestii, ale jak było naprawdę to pewnie się nie dowiemy, trzeba przyznać iż w pierwszej części odgrywał ważną rolę w treści, a jeśli chodzi o sam efekt na ekranie to Jack jak najbardziej dominuje, chociaż wydaje mi się jakby skupili się na Will'u to by może wzieli jakiegoś innego aktora, a nie Bloom'a, no chyba, że brali pod uwagę ilość fanów(ek) jakich posiada i to przyciągneło tak wielką ilość widzów do kin, a zresztą nie mam pojęcia co producenci mieli na myśli biorąc go do filmu...

Właśnie - przynajmniej Jones powinien wzbudzać takie emocje u widza, ale ja tam sama nie wiem czy właśnie to odczułam - niby tak, ale właściwie nie do końca... Jack potrafi być odważny, ale trzeba go jednak do tego zmusić ;)
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Aletheia » 2007-11-21, 22:29

Mela0607 pisze:A ja nawet nie wspominałam o Legolasie, bo przecież w filmie LOTR był całkiem niezły, a tutaj inny świat, inna postać

Mela0607 pisze:No i to mi się w nim podoba tzn. w Depp'ie iż w każdym filmie jest inny

Świadomie osiągnięta zmienność jest dla mnie cechą aktorskiej fachowości. Widać po prostu, że on do tego poważnie podchodzi. Natomiast zgadzam się, że Bloom pasował również do Legolasa, tu też potrzebne było akurat to czym on dysponuje w ilościach nieograniczonych - bohatersko-romantyczny patos. On właściwie sprawdza się całkiem nieźle, jeśli tylko nie opierać na nim całego filmu. W "Królestwie Niebieskim" właśnie tak zrobiono, i to moim zdaniem było podstawowym błędem, który położył film. Z Blooma nawet Ridley Scott nie zrobi Russela Crowe'a.
Ale w tym właśnie rzecz - jest OK, jeśli do Blooma z góry dopasować postać, a nie oczekiwać, że ją stworzy. A przecież na Deppie właśnie można polegać w ciemno, że z tego czym dysponuje, stworzy kogoś całkiem nowego i zaskakującego, nieraz wbrew naszym przyzwyczajeniom. Różnica między nimi bije po oczach.
Załóżmy eksperyment z wyobraźnią i zamieńmy ich miejscami. :-) I co? Dla Deppa Will nie byłby żadnym wyzwaniem, a Bloom na miejscu Deppa? Oj, poległby marnie... :mrgreen:

Mela0607 pisze:Ja też to zauważyłam im mniej wygadani aktorzy przed mediami tym więcej potrafią przedstawić na planie, a tacy jak Bloom tylko są do imprez, zabaw i dyskusji, a do profesjonalnej gry mu bardzo daleko...

No proszę, ślicznie go podsumowałaś. :641: Chyba za łagodnie jeszcze traktuję tego Blooma-Mizerota-Ci-Ja. Boysband to odpowiednie dla niego miejsce.

Mela0607 pisze:Skoro wypowiedź o dziewczynach tyle mu dała satysfakcji by grać w filmach to już ją otrzymał, bo ile przecież ma teraz fanek... Niech się bierze lepiej za grę, a nie za dziewczyny.

Ano dostał i niech się cieszy. Kiedyś małolaty tapetowały sobie pokoje Deppem, teraz Bloomem. Ale Depp nie oparł swojej kariery na tych plakatach, poszedł dalej. A Bloom? Co on bidny zrobi, jak się plakatowanie skończy? Kolejna sezonowa gwiazdka. Dziw, że jeszcze nie zniknął. A właściwie już powoli znika.

Mela0607 pisze:jakby skupili się na Will'u to by może wzieli jakiegoś innego aktora, a nie Bloom'a, no chyba, że brali pod uwagę ilość fanów(ek) jakich posiada

No pewnie. Uważali, że Depp to za mało? Że trzeba "dogrzać" film aktualną gwiazdą, jak podupadający serial? Jako Deppfanka powinnam być obrażona. :<
W "Królestwie Niebieskim" skupili się na bohaterze Blooma, a mimo to zaryzykowali jego. Wtedy jeszcze wierzyli, że potrafi pociągnąć film. Nadal wierzą?

Mela0607 pisze:Jones powinien wzbudzać takie emocje u widza, ale ja tam sama nie wiem czy właśnie to odczułam

A u mnie podziałało. Kupiłam Jonesa i jego legendarną otoczkę. Dobrze mówisz, spora w tym zasługa Billa Nighy.

Mela0607 pisze:Jack potrafi być odważny, ale trzeba go jednak do tego zmusić

Ja to w nim lubię. Ma zdrowe podejście do życia. Często mnie śmieszą różne bohaterzyny, na ochotnika rwące się do ratowania świata. A Jackowi trzeba przyznać, że ma styl, jak już się zabiera do działania. "Zostaw mój statek!" (pod adresem Krakena ;-) ). Te jego momenty robią przez to większe wrażenie, właśnie dlatego że pokazuje coś wbrew oczekiwaniom. W przeciwieństwie do takiego Willa, któremu bohaterszczyzna przelewa się uszami. Will jest stworzony do ratowania księżniczek z paszcz smoków, więc jak się rwie ratować, to to nas niewiele rusza. Ot, kolejny Niezłomny o Czystym Sercu. Nudne. Co innego Jack ;-)
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615
Rejestracja: 2007-02-10, 11:22

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Mela0607 » 2007-11-22, 18:12

Aletheia pisze:Załóżmy eksperyment z wyobraźnią i zamieńmy ich miejscami.


Nie potrafią sobie tego wyobrazić; pewnie to by było klęską. Niestety nie miałam jeszcze okazji zobaczyć całego filmu "Krolestwo niebieskie", wiec nie wiele mam tu do powiedzenia, ponieważ co tylko się do niego przykładałam to usypiałam, a niby cały czas się coś działo, ale nie interesowało mnie to, wręcz pzeciwnie męczyło. Zresztą Johnny wobec Orlando jest bezkonkurencyjny - on pod każdym względem jest lepszy i na pewno Bloom mu tego nie dorówna, no chyba, że mowa o fankach to na pewno ich ma więcej, ale przecież to nie fanki tworzą filmy i eksponują dane postacie. Jeśli porównując tu Russela w roli Maximusa do Bloom'a są to dwa inne światy, mimo iż za Crowe'm nie przepadam to uważam, ze własnie w tej postaci - Gladiatora był najlepszy i w tym przypadku wątpie czy by ktoś mógł mu dorównać, a jeśli już to na pewno nie Bloom...

Aletheia pisze:Boysband to odpowiednie dla niego miejsce.


A czyli co? Jakiś zespół? ;) Nie wyobrażam go sobie na scenie (muzycznej), ale co innego na wybiegu, bo jako model by się nadawał, chociaż miałabym wątpliwości czy z chodzeniemi by nie miał problemu, ale i tego można się nauczyć skoro już aktorstwo mu nie wychodzi to może w takiej branży czułby się lepszy...

Aletheia pisze:A właściwie już powoli znika.


No własnie. Na jego miejscu teraz pojawił się Miller - z Prison Break; ale to też sezonowa gwiazda, która za jakiś czas zniknie wraz z rankingami, plakatami, czasopismami; no i zobaczysz na Orlando przyjdzie czas jak tylko pojawi się z nim jakiś film to znów się zacznie Bloomomania

Aletheia pisze:Uważali, że Depp to za mało?


No niestety tak wynika z filmu; moze tworząc pierwszą część nie brali pod uwagi tego iż Johnny tak świetnie sprawdzi się w roli Jack'a, tak wiec woleli jednak się zabezpieczyć i film uzupełnić własnie takim typowym aktorzyną jakim jest Bloom

Nie wiedziałam iż z tego Billa jest taki dobry aktor, pełny szacunek się należy

Masz rację, Will (jak i sam Orlando) bardziej nadaje się do typowych baśni i romansideł, a nie to co tutaj; fantastyczna przygoda objęta bardzo dobrymi aktorami i świetnymi piratami, a mam tu na myśli Jack'a, Jones'a i Barobosse i właśnie pod tym wzgledem Mr. Turner wymięka, a sama załoga załużyła na o wiele większe owacje niż sam Bloom...
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Aletheia » 2007-11-22, 23:33

Mela0607 pisze:no chyba, że mowa o fankach to na pewno ich ma więcej,

Oho! Ejże! "Na pewno"? Protestuję. Depp zbiera fanki od dwudziestu lat. Wiele z nich widzi w nim więcej niż sezonowy plakat do wywalenia gdy tylko błyśnie nowa gwiazdka. Ja nigdy sobie pokoju niczym filmowym nie tapetowałam i nie zamierzam, ale też przecież "ulubiony aktor" to zupełnie co innego niż "taki tam, nie pamiętam jak się nazywa, ale ładnie wygląda". A takim egzemplarzem jest właśnie Bloom. Te wszystkie "zakochane", teraz zakładają fankluby i histeryzują na jego tle, ale tak naprawdę, w większości chyba po prostu nie mają doświadczenia z takimi "wiecznymi uwielbieniami". Za jakiś czas o nim zapomną i albo przerzucą się na jakieś aktualne "odkrycie Hollywood", albo zmądrzeją i zaczną przytomniej oceniać aktorów. No bo sama powiedz, nie wydaje Ci się, że ta okołoBlomoowa histeria to głównie szum niedowarzonych małolat? Dziesięć lat temu, tyle samo albo i więcej było "wiecznie" zakochanych w DiCaprio. Jeszcze wcześniej była histeria wokółDeppowa. Tyle, że Depp nie gaśnie, ale wręcz wchodzi na nowy poziom "zbierania fanów". Skoro się utrzymał tak długo, to muszą być tego mocne powody (i przecież je znamy ;-) ). Nie tylko ilość fanów się liczy. Także trwałość.

Mela0607 pisze:skoro już aktorstwo mu nie wychodzi to może w takiej branży czułby się lepszy...

Depp zaczynał z gitarą i mikrofonem (swoją drogą, ile by kino straciło jakby tam został... ;-) ), mówisz, że z Bloomem może być w drugą stronę? No ja już nie zamierzam być jego doradcą zawodowym. Zresztą, chodziło mi nie tyle o poważne wpychanie go w inną branżę, co raczej o określenie jego "typu". Po prostu mi się skojarzył z boysbandem. A o boysbandach mam marne zdanie.

Mela0607 pisze:na Orlando przyjdzie czas jak tylko pojawi się z nim jakiś film to znów się zacznie Bloomomania

Albo się i nie zacznie. Jak jego fanki znajdą sobie nowe bożyszcze, to i producenci stwierdzą "Panu już dziękujemy". Zresztą zobacz, nie tylko my się tu nad nim znęcamy (i tak dość łagodnie...), na wielu forach ma mizerne notowania. I co? Jakoś nie widzę tych "wielbicielek" rwących się osłaniać go własną piersią. A jeśli się trafią, to jakoś nie sądzę żeby zdobyły się na argumenty poważniejsze niż "a bo on jest cudowny i koniec".

Mela0607 pisze:moze tworząc pierwszą część nie brali pod uwagi tego iż Johnny tak świetnie sprawdzi się w roli Jack'a, tak wiec woleli jednak się zabezpieczyć i film uzupełnić własnie takim typowym aktorzyną jakim jest Bloom

O, i to jest fajna sprawa do rozważenia! :-) Jak pisałam, konstrukcja scenariusza jedynki wskazuje na Willa w centrum, prawda? Wobec tego, producentom właściwie trudno się dziwić. Patrzymy na to z dzisiejszej perspektywy, a przecież mam wrażenie, że często już zapominamy jak to wyglądało przed premierą "Klątwy Czarnej Perły".
Sytuacja była zupełnie inna. Podstawowe punkty:
1. Pirackie filmy miały opinię idących w kasach na dno. Wszyscy uważali, że Bruckheimer też popłynie.
2. Depp miał opinię aktora wysokiej klasy, ale zupełnie niekasowego (przed "Piratami" tylko "Sleepy Hollow" przekroczyło 100 mln).
3. Depp zupełnie nie był kojarzony z takimi akcyjnymi rolami. Mało kto też zdawał sobie sprawę z tego że potrafi zagrać komedię (mimo że już grywał). Depp-pirat, to wtedy było takie dziwo, jak kilkanaście lat wcześniej Mel Gibson-Hamlet. Totalnie pod prąd przyzwyczajeń widowni.
Ja sama, pamiętam doskonale, podchodziłam do tego sceptycznie (delikatnie mówiąc...). Popatrzyłam na pierwsze fotki... potem spojrzałam jeszcze raz, uważniej... "To gdzie ten Depp... Rany boskie, TO?!". Co było dalej, wiemy. Depp zrobił z widownią co chciał. Niewielu aktorów ma takie szczęście. Talent to jedno, ale jeszcze trzeba trafić na okazję. Moment dziejowy. ;-)
No i potem kontynuacja. A w niej, "scenariuszowy rozkład sił" już się odwrócił. Dwójka i trójka, to już główny wątek Jacka, z Willem i Elizabeth wciągniętymi czy chcą czy nie. To już nie jest ICH historia, choć mają w niej swój udział. Ale w przeciwieństwie do jedynki, scenariusz nakręca wątek Jacka.

Mela0607 pisze:Masz rację, Will (jak i sam Orlando) bardziej nadaje się do typowych baśni i romansideł, a nie to co tutaj; fantastyczna przygoda objęta bardzo dobrymi aktorami i świetnymi piratami

PotC to właściwie też w sporej części baśń. A już głównie baśniowy jest wątek Willa (ubogi chłopczyna zdobywający księżniczkę i takie tam...). No i właśnie tu się Bloom (jak przeczytałam na jakimś forum - Drewlando :mrgreen: ) sprawdził. Może nie cudownie, ale wystarczająco. Nawet nie warto narzekać na Willa, skoro jest Jack. Tak to czuję. :-)
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615
Rejestracja: 2007-02-10, 11:22

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Mela0607 » 2007-11-23, 15:13

No tak i właśnie oto mi chodziło, że Depp jedynie zbiera fanów, którzy potrafią docenić jego talent, a zaś Bloom tylko dobiera fanów dzięki urodzie, a właściwie fanki... Masz rację jednakże Bloom'a można tylko pod względem fanów uznać za lepszego od innych, a reszta jest już tylko pokazem, a nie grą, a Johnny jest świetnym aktorem, a nie chodzi tutaj o sezonową gwiazdę, ale o coś więcej...

Aletheia pisze:A o boysbandach mam marne zdanie.


Nie dziwię się, bo u mnie jest podobnie, ale cóż nie będę to wnikać, bo odbiegnę od tematu, ale Orlando to całkiem inny typ niż Johnny - on nadaje się do każdej fuchy, jest niezastąpiony, co uświadomił mi po roli Sparrow'a, a Bloom jest... jak to Ty napisałaś iż nadaje sie tylko do typowych baśni, chociaż podniosę poziom i dopiszę romansideł...

Niby nikt nie pisze o tym, ale na pewno coś do niego czują - kiedyś oglądałam krótki filmik z jakiejś premiery, gdzie Orlando wychodzi z limuzyny, a tu piski, szum dziewczyn; zresztą aktorzy mają to do siebie iż powodują takie emocje u kobitek na ich widok, ale żeby aż takie, to pierwszy raz mogłam zobaczyć, a pewnie nadwyrężyły sobie struny głosowe od tych krzyków. Wydaje mi się iż ta sytuacja mówi sama za siebie.

Co do tych wszystkich punktów masz całkowitą rację, jednakze dopiero teraz zwróciłam na to większą uwagę, bo u mnie to było tak iż nie chciałam zobaczyć "Piratów..." ze względu na grającego Depp'a, którego nie lubiłam (jednakże zmądrzałam i już wiem co dobre), ale później te wszystkie zachwyty filmem, a co najważniejsze Jack'iem nakręciły mnie, chociaż i tak nie byłam pewna czy film zobaczyć, ale jednak dzięki komuś film zobaczyłam i powalił mnie szczególnie Johnny za co go tak bardzo lubię, a może on stosuje jakąś hipnozę, która na mnie podziałała i wzbudziła takie emocje? No nie wiem, ale jeśli tak to jest w tym genialny! U Ciebie zaś to wyglądało całkiem inaczej, ponieważ Ty chciałaś zobaczyć pewnie głównie dlatego, że wystąpił tam Johnny, a u mnie to jednak było wręcz przeciwnie.

Faktycznie Orlando się starał, ale mu to nie wyszło jednakże Will'a możemy zostawić w spokoju, bo uroda mówi sama za siebie, a Jack i tak pozostanie numerem jeden.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Aletheia » 2007-11-23, 18:02

Mela0607 pisze:nadaje sie tylko do typowych baśni, chociaż podniosę poziom i dopiszę romansideł...

Czyli stawiasz baśnie niżej od romansów? Hmm... Po pierwsze, wydaje mi się, że to się często pokrywa, a po drugie nieraz zdarzają się baśnie naprawdę wysokiej jakości - "Labirynt Fauna", "Zaklęta w sokoła" (zarazem baśń i romans!)... Zresztą, skoro już jesteśmy w temacie okołoDeppowym, to co tu daleko szukać - "Sleepy Hollow".

Mela0607 pisze:Niby nikt nie pisze o tym, ale na pewno coś do niego czują

Zwracam raczej uwagę na jakość tego pisania. Bo jeśli liczyć tylko ilość, to owszem, piszą. Kilometry wpisów na plotkarskich portalach, a wszystkie w tonie "mam 12 lat koham go jest piekny !!!!!!!!!!!! hejka pozdro :)))))))))))". Tyle samo to warte co i te piski. Podkreślam moje zdanie: licznik popularności nabijają małolaty, które właśnie odkryły że istnieje kino i "na śmierć" się zabujały w pierwszym zauważonym aktorze. Histeria na tle Rudolfa Valentino wzięła się przecież nie z tego, że był taki nadzwyczajny, (bo nie był) tylko z tego że był pierwszy. To jak kontakt z pierwszy raz spotkanym wirusem, na którego się nie ma odporności. Tak to widzę.

Mela0607 pisze:U Ciebie zaś to wyglądało całkiem inaczej, ponieważ Ty chciałaś zobaczyć pewnie głównie dlatego, że wystąpił tam Johnny, a u mnie to jednak było wręcz przeciwnie.

Nie. Przed "Piratami" krążył mi gdzieś tam na dalszej orbicie świadomości. "No, jest taki, kojarzę na tyle żeby wiedzieć, że jego filmy raczej nie są w moim typie". Zresztą wtedy jeszcze miał tą idiotyczną otoczkę "imprezy, prochy, dziewczyny i wyścig kto pierwszy da zarobić grabarzowi", a takich nie lubiłam i nie lubię. Jakoś nigdy do mnie nie trafiała idea "artysty przeklętego". Od "Piratów" zaczęłam mu się przyglądać uważniej, na tyle żeby odnotować, że:
1. Do pracy podchodzi poważnie i nie zaczął od wczoraj, tylko zawsze tak to traktował. A mnie najłatwiej zaimponować fachowością. Szanuję specjalistów, w dowolnej dziedzinie.
2. Nie jest idiotą, jakich Fabryka Snów ma na pęczki. Facet przejawia wyraźne objawy myślenia. Stać go na dystans i nieraz całkiem błyskotliwą inteligencję. Jak na Amerykanina, jest zdecydowanie powyżej przeciętnej. To też jedna z rzeczy, którymi się zarabia punkty w moich oczach.
3. Potrafi podnieść jakość filmu, co niewielu aktorom się zdarza. Przy tym, (patrz punkt pierwszy) nie powiela ról, co jest chyba najrzadszą aktorską umiejętnościa. Pierwszy raz mam odczucie "fabuła nieważna, ciekawe tylko co on tym razem nowego wymyślił" - to jedno z najwyższych możliwych osiągnięć artysty, nie tylko filmowca. I jeszcze jedno - on uważa te filmy za "swoje". Nie czeka co mu każą zrobić, tylko dokłada własne pomysły. I walczy o nie. Podoba mi się to, bo sama nieraz potrafię oszaleć na tle jakiegoś mojego projektu.
4. Otoczka "ulubieńca brukowców" okazała się w sporej części rozdmuchana. W jeszcze większej części wbrew jego woli (choć nieraz się podkłada, mimowolnie ale jednak). Poza tym w większości już mu przeszło. Jak to określił Terry Gilliam, "Zrobił się strasznie nudny". Żartował, ale miał sporo racji. I dobrze.
5. Przecież nie będę ściemniać, że wygląd nie ma znaczenia. ;-) A on jest teraz pod tym względem zdecydowanie lepszy niż kilkanaście lat temu.

A że się tu straszny offtop robi, to zapytam, co sądzisz o możliwości kontynuacji "Piratów"? Zakończenie było otwarte, słychać sporo obietnic, ale z drugiej strony mówią, że Bruckheimer może sobie dać spokój i przerzucić się na całkiem nowy projekt. Co do mnie, sama nie wiem - nie przepuszczę PotC 4 jeśli będzie, ale gdyby było widoczne odgrzewanie na siłę, to lepiej niech sobie darują. Zresztą każdy upływający rok działa na niekorzyść każdej kontynuacji.
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615
Rejestracja: 2007-02-10, 11:22

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Mela0607 » 2007-11-23, 19:51

Może źle to ujełam (zresztą jak zawsze, ale nie potrafię tego sprecyzować tak dokładnie, ale postaram się), a chodziło mi o samego Bloom'a, bo rzeczywiście baśnie są o wiele lepsze; naszpikowanymi fantastycznymi nierealnymi przygodami, a romanse zazwyczaj są te same, przynajmniej ja w nich nie widzę różnicy, podobnie jest z komediami romantycznymi, które tylko potrafią dobić człowieka, a dla Orlando to jest coś zwykłego, to co już przechodził wiele razy, więc miałam na myśli to iż do tego sie nadaje jeśli zważając na typową baśń

Ja rozumiem, ze tu nie chodzi o popularność tylko talent danego aktora, więc tutaj miałam na myśli iż Orlando w tej kwestii byłby zwycięscą, skoro jest tak urodziwy, ale nic po za tym, bo przecież do niczego innego się nie nadaje

A myślałam, że jednak już przed "Piratami..." był Twoim ulubieńcem, ale widocznie rola Jack'a każdego potrafi zaciekawić czy też zahipnotyzować jak to było w moim przypadku... Jeśli chodzi o jego przeszłość to staram sie nie zwracać na to większej uwagi, ponieważ to nie ma sensu, a liczy się to jaki jest na planie czy też scenie... Dając przykład DeNiro sprawdza się w każdej kwestii jest geniuszem w swoim fachu; jest sympatyczny, zabawny na planie jak i w życiu prywatnym (sugeruję się tu opiniami znajomych i ludzi z którymi pracuje), a zaś taki Nicholson jest bardzo dobrym aktorem, ale jednak po za nim staje się egoistą, który czuje się panem całego świata, a jednak ma tyle zwolenników, bo przecież jest rewelacyjnym aktorem, a własnie to się bierze pod uwagę, wiec kogo obchodzi co robi po za planem jak na nim jest świetny! Z Twoich wygórowanych punktów zauważyłam iż pomijając życie prywatne to jest z niego facet jakiego potrzebujesz... Jeśli chodzi o urodę Depp'a to trzeba mu to przyznać, że im dojrzalszy tym cudowniejszy

Ja podobnie jak Ty, jeśli powstanie czwarta część to na pewno postaram się ja zobaczyć, ale jednak mogliby sobie to już odpuścić, a Johnny mówił w jakimś wywiadzie, że chciałby jeszcze się pojawić w roli Jack'a, ponieważ zżył się z nią, a ja się mu nie dziwię - taką postać trudno sobie odpuścić
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Aletheia » 2007-12-03, 17:58

Mela0607 pisze:Ja rozumiem, ze tu nie chodzi o popularność tylko talent danego aktora, więc tutaj miałam na myśli iż Orlando w tej kwestii byłby zwycięscą

Się uprę, że i w tym nie byłby. Po "Piratach" Depp znalazł się na najwyższym świeczniku (a i wcześniej był wyżej niżby na to wskazywała kasowość filmów. W Polsce gdzieś tak od pierwszej połowy lat 90, jak oceniam), aż już niektórzy reagują na niego alergicznie. Tak, piję do Rubenosa, Scourge33 i współcierpiących ;-) Panowie, nie irytujcie się o ten offtopowy ołtarzyk w temacie. Po pierwsze wyniknął z toku dyskusji (spróbujcie ocenić film całkowicie w oderwaniu od aktorów...) a po drugie, jednak próbujemy wrócić na główny kurs. Jeśli Wam się nie podoba rozwój tematu, to proponuję dorzucić swoje trzy grosze tutaj zamiast zapychać ShoutBox. Przynajmniej ja chętnie zobaczę tu kogoś jeszcze. :-)

Mela0607 pisze:Johnny mówił w jakimś wywiadzie, że chciałby jeszcze się pojawić w roli Jack'a

Bez niego to nie miałoby sensu. Słychać natomiast, że Bloom i Knightley wolą się wypisać ze sprawy. Słychać też, że wobec powyższego, ewentualna kontynuacja byłaby nie tyle klasycznym sequelem, co raczej "odgałęzieniem", spin-offem. Albo prequelem. Hmm... :-| Prequeli nie lubię. To takie szukanie na siłę niezajętych jeszcze okresów czasu danego świata. Zwykle kończy się czymś w rodzaju "Młodego Indiany Jonesa". To zdecydowanie nie to, o co chodzi.
W zakończeniu trójki jest wyraźna furtka. Co tam furtka... Wręcz mogliby zaczynać kontynuację ostanią sceną trójki (nie tą po napisach, tylko tą z Fontanną Młodości). To byłby niezły trop, ale wciąż pod warunkiem, że to rzeczywiście będzie zrobione interesująco. Że nie będzie wyciskaniem tematu, aż dostaniemy jakieś "PotC 13: The Last Fight". Tego bym nie chciała. Lepiej niech będzie mocna trylogia, niż nieskończony, słaby cykl, który kiedyś tam się dobrze zaczął.
Słychać też, że Bruckheimer raczej odpuści (na zasadzie, że lepiej serię przerwać, póki dobra, niż zarżnąć) i zacznie coś całkiem innego. To by jednak dobrze świadczyło o jego wyczuciu.
Mela0607
Agent Smith
Posty: 615
Rejestracja: 2007-02-10, 11:22

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Mela0607 » 2007-12-27, 20:16

W sumie racja, ale ciągle się czyta jak i słyszy o fankach Bloom'a, którejuż są denerwujące. Ostatnio miałam okazję zobaczyć sporo filmów z Johnny'm (w końcu musze nadrobic, po tym jak moja nienawiść zamieniła się w coś całkiem przeciwnego) i przyznam, że Johnny radzi sobie z każdą rolę, a np. za Jack'a dostał nominację do Oscara, a jako Edward nie miał jakichkolwiek szans, a był tam naprawdę dobry...
Gdyby nie zagrała tam Keira i Orlando ja bym ich nie żałowała, ale jednak to by już nie miało sensu, zresztą jak sama napisałaś. Ja też wolę żeby pozostała tylko z tego świetna trylogia, chociaż zawsze pozostanę na tym, ze pierwsza część była najlepsza, ale każda coś ze sobą prezentuje; efekty, humor, akcja, więc każda ma w sobie coś wyjątkowego, a nadużywanie tego byłoby kiepskim pomysłem
katiuszka87
Jack Sparrow
Posty: 47
Rejestracja: 2008-11-04, 11:03
Lokalizacja: Warszawa

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: katiuszka87 » 2009-04-10, 14:06

Ciekawe na ile sequeli opiewa gwiazdroski kontrakt Deepa? Mam wrażenie, że twórcy powiedzieli już wszystko, co było w temacie piratów do powiedzenia, teraz szukają tylko pretekstów do bicia kolejnych kasowych rekordów.
No i wiem, że po piratach nie powinnam być może oczekiwać wielkiego wyrafinowania, ale niektóre gagi są na tak prymitywnym poziomie, że szkoda gadać :(
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Aletheia » 2009-06-06, 23:29

O ile mi wiadomo, Depp niczego jeszcze oficjalnie nie podpisał. Deklaruje gotowość powrotu na pokład, ale krążące plotki o ciężkich milionach są na razie... no cóż, plotkami. Wszelkie znaki na niebie, ziemi i w oficjalnych źródłach wskazują, że PotC 4 dostał zielone światło i "się pisze". Coś niecoś o aktualnym etapie się pisania można by ewentualnie znaleźć u samego źródła, ale oficjalna strona scenarzystów, Elliotta & Rossio nie lubi wschodnioeuropejskich łączy... Przy okazji, czy ktokolwiek mógłby sprawdzić ich serwis? Chciałabym wiedzieć, czy komukolwiek się otwiera, www.wordplayer.com Jeśli komuś się uda, proszę o wiadomość.

Co do "wszystkiego, co było w temacie piratów do powiedzenia", fandom ma na ten temat inne zdanie. ;-) Wiem, czego innego można się spodziewać po fandomie, co? Mogę jednak zapewnić, że możliwości jest wiele.

katiuszka87 pisze:wiem, że po piratach nie powinnam być może oczekiwać wielkiego wyrafinowania

Hmm, naprawdę STRASZNIE mnie korci, by podać pewien adres, pod którym leżą liczne i bardzo obszerne dowody, że w PotC można dokopać się różnych rzeczy, nieraz zdumiewająco wyrafinowanych, ale boję się, że Wysokie Naczalstwo w osobie Dusqmada na mnie spadnie jak tona cegieł w świętym gniewie, z paragrafu reklamy (prawie) konkurencji. ;-)
Awatar użytkownika
Dusqmad
Administrator
Posty: 1955
Rejestracja: 2006-08-01, 06:40

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Dusqmad » 2009-06-07, 18:02

Spokojnie, możesz podać :) Ze mną wszystko da się załatwić :one: :505:

Aletheia pisze:Chciałabym wiedzieć, czy komukolwiek się otwiera, www.wordplayer.com Jeśli komuś się uda, proszę o wiadomość.


U mnie też nie działa.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Aletheia » 2009-06-07, 20:30

O ile wiem, nie działa też ludziom z Australii, Argentyny... Praktycznie wszystkim poza USA. Ich admin się składa jak scyzoryk, mówi żeby pisać, to postara się pomóc, ale jakoś efektów brak.

Skoro mogę... :-D [Zaciera ręce. I zakłada kask] Adres z odpowiednio bezwstydną reklamą podałam w temacie "Linki" --> KLIK, a tutaj jeszcze dodam dwa.
Bieżące informacje o rozwoju spraw na froncie PotC 4 (początek w 2006, więc teraz trzeba zajrzeć na koniec) --> KLIK
Pomysły i oczekiwania co do fabuły (i opinie o pomysłach krążących w necie) --> KLIK
Sonica
Forrest Gump
Posty: 4
Rejestracja: 2010-02-22, 12:36

Re: Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Postautor: Sonica » 2010-02-22, 12:42

Oglądałam wszystkie części, chociaż 1 była najlepsza.
Ostatnia była może trochę przesadzona, ale i tak lubię.

Wróć do „Przygoda”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość