Forum Filmowe, Recenzje filmow, Lost: Zagubieni, Seriale | ZERO DOWNLOADU (w tym filmy online), TYLKO DYSKUSJE!

Ucieczka z Nowego Jorku

Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Aletheia » 2007-09-04, 21:06

Obrazek

reżyseria John Carpenter
scenariusz John Carpenter, Nick Castle
zdjęcia Dean Cundey, Jim Lucas
muzyka John Carpenter, Alan Howarth
produkcja USA
premiera 10 lipca 1981
obsada Kurt Russell (Snake Plissken), Ernest Borgnine (Cabbie/Taksówkarz), Donald Pleasence (Prezydent USA), Lee Van Cleef (komisarz Bob Hauk), Harry Dean Stanton (Harold "Mózg" Helman), Adrienne Barbeau (Maggie), Isaac Hayes (Książę Nowego Jorku)

Fabuła
Jest rok 1997. Przestępczość w USA rośnie, państwo zmierza w stronę totalitaryzmu. Manhattan zostaje otoczony murem i zamieniony w olbrzymie więzienie. To zamknięty świat, gdze obowiązuje tylko prawo silniejszego. Dla tego kto tam wejdzie, nie ma już odwrotu, pilnują tego uzbrojeni strażnicy wokół murów. I ostrzegają tylko raz.
Kłopoty zaczynają się, gdy w środku Manhattanu rozbija się Air Force One, z prezydentem i dokumentami mogącymi wywołać trzecią wojnę światową. Przywieziony właśnie przestępca - Snake Plissken, były komandos, dostaje propozycję nie do odrzucenia - będzie pierwszym, który wyjdzie z Manhattanu i odzyska wolność, pod warunkiem, że wróci z prezydentem. I że zdąży w ciągu 22 godzin - po tym czasie zabiją go wszczepione mikroładunki. Snake nie jest zachwycony, ale nie ma wyboru...

Opinia
Gdy spojrzeć na zawartość serwisu Filmowo, aż dziwne że dotąd nie było tego tematu na forum. Tym bardziej cieszę się, że mam okazję go założyć.
To jeden z moich kultowych filmów. Jest w nim wszystko, co charakterystyczne w najlepszej fantastyce przełomu 70/80. Niskie budżety, oszczędna scenografia, brak wybuchowych efektów nadrabianych nastrojem - paradoksalnie to wszystko dało niesamowity efekt. Filmy takie jak pierwszy "Terminator", a z Carpenterowskich "Mgła", i przede wszystkim "Ucieczka" są zanurzone w matowym, grafitowym mroku. Przesycone zagrożeniem i chłodem wciągają w swój niezwykły świat w klimacie sennego koszmaru.
Carpenter specjalizował się w osiąganiu tego nastroju. Charakterystyczna dla jego filmów jest też wyjątkowa klarowność scenariuszy. Prowadzą przez kolejne sceny jak po sznurku, wszystko jest jasne i przejrzyste, a przez to wyjątkowo sugestywne. Nie ma przy tym poczucia, że coś tu jest "wykładane łopatą" (tą zdolność w miarę upływu lat i wzrostu budżetów Carpenter niestety utracił). Olbrzymią część nastroju tworzy w "Ucieczce" muzyka, bardzo "zapamiętywalna". Jako kompozytor, Carpenter także błysnął talentem, co powoduje, że "Ucieczka" to bardzo autorski film.
To wszystko jednak nie wystarczyłoby dla pełnej klasy tego filmu. Główną siłą i powodem, dla którego warto do "Ucieczki" wracać, jest Snake Plissken - genialna kreacja Kurta Russella, najlepsze, moim (i nie tylko moim) zdaniem, dokonanie w jego karierze. Są dwa podstawowe sposoby na zagranie samotnego twardziela. Najklasyczniejszym przykładem pierwszego sposobu jest Mister Skrzywdzony Tragizm Stallone (a w formie ekstremalnej Jean Claude VanDamme...). To się wręcz prosi o parodię. Toteż i niejednej parodii się doczekało. Sposób drugi wirtuozersko zaprezentował Russell w "Ucieczce". Ten styl jest nieparodiowalny, bo przed parodią dobrze zabezpieczony - Snake'a, faceta który nie ma złudzeń co do świata, otacza delikatna mgiełka autoironii. Przy czym nie jest to bynajmniej autoironia tylko aktora, puszczenie oka do widza. Russell opierał się na tym w późniejszej karierze, ale zawsze z gorszym skutkiem - zamiast budzić sympatię, tworzył dystans do postaci. Nie, tutaj autoironia jest częścią charakteru samego Snake'a. Podstawową jego cechą jest jednak niezależność drapieżnika, nigdy do końca nieoswajalnego, odegrana z chłodną powściągliwością. Razem daje to jedną z najsugestywniejszych postaci kina, nie tylko ostatnich kilkudziesięciu lat.
"Ucieczka z Nowego Jorku" jest jednym z tych filmów, dla których kocha się kino. Pokazuje, że Hollywood czasem potrafi być rzeczywiście Fabryką Snów. Bez goryczy kojarzonej zwykle z tym powiedzeniem.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642
Rejestracja: 2007-06-27, 17:49

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: MGaździcki » 2007-09-05, 09:49

"Ucieczkę z NY" stawiam z reguły obok "Mad Maksa" i uznaję te dwa filmy za najlepsze z gatunku SF postapokaliptycznego. Rozmiary katastrofy są różne (w filmie Millera jes to III wojna światowa, u Carpentera skromnie wzrost przestępczości, choć także wspomina się, że zimna wojna zimną już nie jest), ale twórcy odszczędzają nam feerii efektów specjalnych, wilkich bitew laserowych i brno tak skomplikowanych jak budowa mózgu.

Zamiast tego mamy utwory, będące niejako westernami przyszłości. Gdy patrzę na Snake'a nie widzę ani Russella, ani nawet jego bohatera. Widzę Bezimiennego z trylogii Sergio Leone. Widzę zmęczonego herosa wbrew woli, ze smętnym papierosem, podejściem na "odwal się", wreszcie pozbawionego nazwiska. Gdy pierwszy raz rozmawia z komisarzem Haukiem (a gra go tu "Angel Eye" Van Cleef), gdy ten nazywa go Plisskenem stwierdza ironicznie "Ależ mów mi Snake". Scena ta nabiera mocy w zestawieniu z finałem, gdzie Russell dumnie powie "Nazywam się Plissken". Takaż i jest jego nagroda-może znowu posługiwać się nazwiskiem.

Od strony realizatorskiej film jest skromny, stonowany, Carpenter w niczym nie szarżuje (może jedynie scena pojedynku gladiatorskiego jest robiona ku kliszy gatunku-vide "Mad Max pod Kopułą Gromu" czy "Świetlna Liga"). Elektroniczna muzyka jest intrygująca, broni się także bez obrazu. Kreacje aktorskie najwyższej próby-Russell i Van Cleef swoją drogą, ale ja pochwalę tutaj Ernesta Borgnine'a i Donalda Pleasence'a, który udowadnia, że w kreowaniu zimnych władców i szaleńców nie ma sobie równych.

"Ucieczka..." ma jeszcze coś, czego nie mają co poniektóre inne filmy SF-za szybko się nie opatrzy
Awatar użytkownika
Kirk
Indiana Jones
Posty: 262
Rejestracja: 2006-08-04, 20:47
Lokalizacja: Nowy Sącz

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Kirk » 2007-09-05, 12:09

Ucieczka z NY, mimo swojej prostej kontrukcji, jest bezsprzecznie filmem kultowym. Carpenter wytworzył niesamowicie ciężki klimat, w którym toczy się akcja. Genialnie wykreowana postać Snake'a ma duży wpływ na popularność całej produkcji. Mimo że podobnych bohaterów, o podobnym stopniu cynizmu i czarnego humoru, mozemy znaleźć w kinie sporo, to właśnie Snake wybija się spośród nich na pierwszy plan. Sam ton mówienia, spojrzenie, podejście do wykonywanej misji oraz prawdziwa bezwględność w swoich poczynaniach tworzą ten bardzo ciekawy rys psychologiczny, ale warto zaznaczyć, że wykreowany jedynie drogą behawioralną.
Cały film ma w sobie bardzo dużo ironii i ten fakt także zaliczam na plus. Do tego świetna muzyka i scenariusz, tworzą jeden z lepszych obrazów kina S-F.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Aletheia » 2007-09-05, 20:36

MGaździcki pisze:"Ucieczkę z NY" stawiam z reguły obok "Mad Maksa" i uznaję te dwa filmy za najlepsze z gatunku SF postapokaliptycznego.
Zgadzam się w 100%. "Ucieczka" często jest klasyfikowana jako akcja, tymczasem najważniejsza jest tu wizja zamkniętego Manhattanu. Strzelanina i trupy to tylko drugorzędne dodatki. Zatem "Ucieczka" to czysta fantastyka, dystopia, choć może nie tyle postapokaliptyczna co raczej "Apokalipsa w stawaniu się", świat nad przepaścią.
W tym kontekście, "Ucieczkę"i "Mad Maxa" obiektywnie stawiam na równi - to najlepsze tytuły tego gatunku. Całkiem prywatnie natomiast, wybieram "Ucieczkę", jako ulubioną - bardziej za mną "chodzi", mocniej trafia.
Ciekawa rzecz, ten temat był bardzo popularny w tych czasach, szczególnie w latach 80 (za ostatni poważniejszy przebłysk gatunku uważam "Wodny świat", może nie aż tak świetny, ale też przesadnie pognębiony przez krytyków). I z tych wszystkich filmów, do dziś tak naprawdę przeżyły tylko te dwa - kultowe i uwielbiane. Resztę można spotkać najwyżej w opasłych katalogach video. Moim zdaniem to zasługa aktorów, obaj mają pewną wspólną cechę - stać ich na autoironię, dystans. I potrafią z równym wyczuciem zagrać komedię co i dramat. Snake i Max bynajmniej nie są identyczni, ale mają wspólną przynajmniej tą szczególną charyzmę. Niejeden aktor próbował to powtórzyć, żadnemu się nie udało, mimo że ewidentnie starali się odtworzyć ten styl "samotnego drapieżnika".
MGaździcki pisze:Gdy pierwszy raz rozmawia z komisarzem Haukiem (a gra go tu "Angel Eye" Van Cleef), gdy ten nazywa go Plisskenem stwierdza ironicznie "Ależ mów mi Snake". Scena ta nabiera mocy w zestawieniu z finałem, gdzie Russell dumnie powie "Nazywam się Plissken". Takaż i jest jego nagroda-może znowu posługiwać się nazwiskiem.
Zauważyłeś?! Uwielbiam te dialogi, tą pointę. Za pierwszym razem, w gabinecie, Hauk ostentacyjnie się zabezpiecza - sprawdza broń, nie zgadza się rozkuć Snake'a. Fakt, że odesłał strażników nabiera wymiaru jakiegoś niesamowitego ryzyka. Wyraźnie też ustawia się na dominującej pozycji. A Snake, wobec tych wszystkich zabiegów, równie ostentacyjnie daje mu odczuć, że nie z nim takie numery, dowodzić możesz sobie swoimi podwładnymi. Ma dla Hauka tylko pogardę. A potem, w zakończeniu te relacje już są zupełnie inne. Daje się zauważyć, że nabrali do siebie wzajemnie szacunku. Hauk już nie próbuje pokazywać przewagi, zresztą już jej nie ma i obaj zdają sobie z tego sprawę. Jakby mówił "Musiałem tak postąpić, nie miałem innego wyjścia. Masz prawo do odwetu." Snake jednak go zostawia, jakby odpowiadał, że wobec tego co się stało, obaj są po tej samej stronie. "Nazywam się Plissken", zatem "odzyskałem nazwisko, teraz jesteśmy sobie równi - wolni".
Kirk pisze:prawdziwa bezwględność w swoich poczynaniach
Próbował pomóc Maggie, sporo przy tym ryzykując. I to tylko jeden przykład.
Kirk pisze:wykreowany jedynie drogą behawioralną.
Ejże! "Jestem idiotą..." On jest po prostu małomówny i tyle. Ale żeby zaraz "jedynie" ;-)
Awatar użytkownika
Kirk
Indiana Jones
Posty: 262
Rejestracja: 2006-08-04, 20:47
Lokalizacja: Nowy Sącz

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Kirk » 2007-09-06, 12:15

Aletheia pisze:Kirk napisał/a:
prawdziwa bezwględność w swoich poczynaniach

Próbował pomóc Maggie, sporo przy tym ryzykując. I to tylko jeden przykład.
Chodzi mi o jego stosunek do swoich wrogów:)

Aletheia pisze:Kirk napisał/a:
wykreowany jedynie drogą behawioralną.

Ejże! "Jestem idiotą..." On jest po prostu małomówny i tyle. Ale żeby zaraz "jedynie" ;-)
Chodzi mi jedynie o sposób kreacji, nie jego charakter:)
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642
Rejestracja: 2007-06-27, 17:49

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: MGaździcki » 2007-09-06, 13:06

Inna ciekawa rzecz w tym filmie to nietypowe wykorzystanie stereotypu. W filmach amerykańskich, gdy akcja rozgrywa się w więzieniu mamy jakiegoś szefa uwięzionych, a zarazem ich mentora. Tak jest np. w "Ucieczce z Alcatraz", "Następnych 48 godzinach" czy "Czerwonej gorączce". Tymczasem Carpenter nadał kliszy nowy wymiar-postać grana przez Isaaca Hayesa nie jest szefem więzienia-jest szefem miasta. Samo określenie "szef" także nie bardzo tu pasuję. Prędzej, jak się sam tytułuje, "książę", człowiek z wizją, który chce poprowadzić "więźniów ku wolności" niczym Cezar czy Napoleon swoje legiony.

Jeśli "Ucieczkę z NY" rozpatrywać zatem takżę jako "kino więzienne", okazałoby się, że to najbardziej nieszablonowy film gatunku.
Awatar użytkownika
Kirk
Indiana Jones
Posty: 262
Rejestracja: 2006-08-04, 20:47
Lokalizacja: Nowy Sącz

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Kirk » 2007-09-06, 13:22

Ciekawa teoria, ale raczej się z nią nie zgadzam, Jak dla mnie zbyt duża róznica w konwencji, żeby porównywać Uciekcze z NY np. do Ucieczki z Alcatraz. Sam słuszanie zauważyłeś, że film Carpentera to wizja postapokaliptyczna, a nie czysta rzeczywistość. Własciwie dwa zupełnie inne światy, a zarazem rządzące nim zasady. Ale zgadzam się, że pierwiastki kina więziennego Ucieczka z NY ma. Tyle że całość jest odległa od tego, co możemy podziwać w produkcjach stricte utrzymanych w tym gatunku. Jeśli już szukać jakiś konotacji to bardziej w kwestiach związanych z rewolucją, np. Che Guevara (zbliżenie do jego postaci widać gołym okiem w Ucieczce z LA). A Napoleon i Cezar to chyba zbyt duża skala porównania.
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Aletheia » 2007-09-06, 18:55

Kirk pisze:Chodzi mi jedynie o sposób kreacji, nie jego charakter:)
Mnie też o sposób kreacji ;-) Ale traktuję to właściwie tylko w kategorii żartu, bo poza tym przyznaję rację - rola oparta głównie na "stylu bycia", gestach, ruchu. Właśnie, to ciekawe. Zwróciłeś mi uwagę, że Snake właściwie nie musi jechać na onelinerach. Nietypowe dla takich postaci. Zapisuję to jako zaletę dodatkową.
MGaździcki pisze:Jeśli "Ucieczkę z NY" rozpatrywać zatem takżę jako "kino więzienne", okazałoby się, że to najbardziej nieszablonowy film gatunku.
Kirk pisze:Jak dla mnie zbyt duża róznica w konwencji, żeby porównywać Uciekcze z NY np. do Ucieczki z Alcatraz.
Popieram raczej zdanie Kirka. Jeśli Carpenter nawet chciał nawiązać do kina więziennego, to na pewno nie oparł na tym filmu. Zamknięty Manhattan jest więzieniem tak monstrualnym, że już traci filmowe cechy więzienia. Przede wszystkim w kinie więziennym jest zawsze wewnętrzna społeczność, ważna jest interakcja osadzonych ze strażnikami, a na szczycie całego cyrku jest jedna dyrektorska szyszka. Nawet jeśli jest jakiś nieoficjalny prowodyr, z którym dyrektor musi się liczyć, to jednak musi być między nimi komunikacja. A tutaj są dwa odrębne światy po obu stronach muru, jaka tu może być komunikacja przez megafony i karabiny? Zresztą "lokatorzy" Manhatanu najwyraźniej nie czują się oficjalnymi więźniami. Owszem, chcą się wyrwać, ale nie ma w nich nawet pozorów podporządkowania, jak w klasycznym więzieniu. Poza tym, w szanującym się kinie więziennym, intryga opiera się raczej na złamanych łyżeczkach, kanalizacyjnych rurach i godzinach dyżurów strażników, a nie na rajdzie po minach. I nie jest to tylko kwestia rekwizytów, ale sposobu konstrukcji świata przedstawionego i właśnie konwencji fabularnej.
Kirk pisze:A Napoleon i Cezar to chyba zbyt duża skala porównania.
Dla nas zbyt duża. My patrzymy z zewnątrz, porównujemy i oceniamy. Ale Książę byłby pewnie porównaniem zachwycony. Albo stwierdziłby, że jakiś tam Napoleon (kto to w ogóle?! :-D ) może mu buty czyścić. Trzeźwa samoocena nie jest mocną stroną takich "wizjonerów". I owszem, masz rację, pasuje to do typa mającego się za rewolucjonistę.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642
Rejestracja: 2007-06-27, 17:49

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: MGaździcki » 2007-09-06, 19:52

Ja na Księcia zawsze patrzyłem jak na tego "dobroczyńcę" w stylu Stalina. Niby pogardza władzą (scena wymyślnych tortur prezydenta z nim samym w roli tarczy strzelniczej) i chce prowadzić swych towarzyszy ku lepszemu światu, z drugiej widać jak się od nich dystansuje (najelpsze przykłady to Mózg i Maggie, którzy wg Cabbiego mieli coś dla niego znaczyć). W sumie w całym filmie można wyłapać kilka nawiązań do organizacji i ruchów parakomunistycznych (wprost się nie mówi, bo byłoby zbyt niestrawne-w końcu od gonienia Ruskich jest Rambo). Ale przecież niemal każdy heros kina akcji musi rozprawiać się z wrogiem programowym (dla np. Indiany Jonesa i Kapitana Ameryki byli to naziści, dla Bonda i Johna J. są to komuniści).
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Aletheia » 2007-09-06, 20:23

Książę to jest ponury drab, który się upił władzą, a na "jego" ludziach zależy mu tyle, na ile może ich wykorzystać. W sumie gość skomplikowany jak przeciętny cep, jego jedyną przewagą jest bezwzględność i wpływ na "masy". Bo już nawet od myślenia ma innych. A scenka ze strzelnicą była tyleż jego zabawą, co miała posłużyć wzmocnieniu jego władzy.
MGaździcki pisze:Ale przecież niemal każdy heros kina akcji musi rozprawiać się z wrogiem programowym
Są wzmianki o misjach Snake'a w Sowietach. Jestem gorąco wdzięczna Carpenterowi, że tego nie rozwinął, bo potrzebny ten wątek jak psu piąta noga.
Awatar użytkownika
Kirk
Indiana Jones
Posty: 262
Rejestracja: 2006-08-04, 20:47
Lokalizacja: Nowy Sącz

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Kirk » 2007-09-07, 11:01

Aletheia pisze:MGaździcki napisał/a:
Ale przecież niemal każdy heros kina akcji musi rozprawiać się z wrogiem programowym

Są wzmianki o misjach Snake'a w Sowietach. Jestem gorąco wdzięczna Carpenterowi, że tego nie rozwinął, bo potrzebny ten wątek jak psu piąta noga.
Racja, bardzo dobrze, iż tego nie rozwijał. Zresztą Carpenter nie zajmował się likwidacją komunistów, wg mnie już bardziej piętnował samą Ameryke (finałowa rozmowa Sneaka z prezydentem). A umieszczenie akcentów sowieckich to raczej lekko ironiczny zwrot w stronę rządu Stanów Zjednoczonych. Wystarczy spojrzeć w karty historii (chyba każdy zna sprawę dotyczącą komisji McCarthney'a oraz paniczny, a nawet historyczny i często nieuzasadniony strach społeczeństwa przed komunizmem). Na pewno Carpenter nie chciał zrobić (i nie zrobił) ze Sneaka bezweględnego likwidatora przejawów komunizmu:P Dlatego raczej nie zgadzam się z Mgaździckim, że bohater Ucieczki z NY jest "zaprogramowany" na wspomiany cel.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642
Rejestracja: 2007-06-27, 17:49

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: MGaździcki » 2007-09-07, 11:08

Chodziło mi raczej o to, Kirk, że te wspomniane misje nad Leningradem wpisywały się w program kina akcji lat 80. Ruscy zawsze byli źli, zawsze byli tym (jak mawiał Reagan) Imperium Zła, a dobry był amerykański komandos czy agent CIA. Także i tutaj nie mogło zabraknąć tego akcentu-choć i tak moim zdaniem Carpenter dodał go jako mocną ironię.

I dobrze, bo jak też pisałem, "Ucieczka z NY" z wątkiem antykomunistycznym byłaby zwyczajnie niestrawna i być szybko się opatrzyła.
Awatar użytkownika
Kirk
Indiana Jones
Posty: 262
Rejestracja: 2006-08-04, 20:47
Lokalizacja: Nowy Sącz

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Kirk » 2007-09-07, 11:30

Sama ironia dyskredytuje wspomniane schematy do innego poziomu, niż przy innych produkcjach. Więc Carpenter robiąc to, miał na myśli konkretny cel. Dlatego nie zrównywałbym tego zabiegu z dominującą przez długi czas kategorią, o której wpsomniałeś. No ale przecież każdy na to inaczej patrzy :)
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Aletheia » 2007-09-07, 22:14

Kirk pisze:Zresztą Carpenter nie zajmował się likwidacją komunistów, wg mnie już bardziej piętnował samą Ameryke (finałowa rozmowa Sneaka z prezydentem).
Tak. Cały film jest ostrą krytyką Ameryki. Przecież przez cały czas właśnie państwo jest tą ciemną stroną. A tym najgorszym jest nie Książę, ale prezydent - pokazany jako skrajnie żałosny typ. Zresztą dystopie prezentują właśnie chore systemy społeczne, państwa. Tutaj chore są USA. W drugiej "Ucieczce" to zostało przegięte aż do absurdu, krzykliwej groteski. Tutaj ta wizja jest ponura, przerażająca. W dwójce - ośmieszona.
Kirk pisze:Carpenter nie chciał zrobić (i nie zrobił) ze Sneaka bezweględnego likwidatora przejawów komunizmu
MGaździcki pisze:Chodziło mi raczej o to, Kirk, że te wspomniane misje nad Leningradem wpisywały się w program kina akcji lat 80.
To było raczej konsekwencją przyjętej konstrukcji postaci, niż wyznaczaniem Snake'owi jakiegoś antykomunistycznego celu. Skoro przeszłość wojskowa (potrzebna chyba dla uzasadnienia umiejętności, poza tym to tworzy obraz "kiedyś naszego człowieka"), to też jakaś wojskowa historia. W kinie lat 80 każdy gliniarz obowiązkowo musiał mieć wietnamską przeszłość. Biorąc pod uwagę futurystyczny czas "Ucieczki", Snake'owi trzeba było przyszyć przeszłość zimnowojenną. Szczególnie, że Carpenter nie mógł wtedy przewidzieć jak długo to jeszcze potrwa. Zresztą nie ma przecież ani słowa o tym, jak sam Snake się na to zapatrywał. Można przypuszczać, że był żołnierzem który stracił żywione kiedyś złudzenia. Ale właściwie nie wiadomo dlaczego wylądował w wojsku. A do zbierania odznaczeń nie trzeba zaraz zaangażowania. Wystarczy znaleźć się w niewłaściwym miejscu i czasie. Piszę "w niewłaściwym", bo na prywatny użytek lubię myśleć, że miał te odznaczenia tam gdzie i władze, z prezydentem na czele. I w tym też widać ironię Carpentera.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642
Rejestracja: 2007-06-27, 17:49

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: MGaździcki » 2007-09-08, 06:22

[quote=Aletheia]prezydent - pokazany jako skrajnie żałosny typ[/qoute]

Właśnie sposób jego prezentacji jest najciekawszy. Najpierw jawi nam się jako niemal posągowa głowa narodu-ratuje siebie, pozostawiająć agentów ochrony i sztab na pewną śmierć, tylko dlatego, iż jako jedyny może (wg słów Hauka) ocalić rodzaj ludzki. Potem w miarę rozwoju akcji jest nam go żal, gdy widzimy go torturowanego i poniżanego przez Księcia i jego świtę. W finale, gdy z wściekłością puszcza serię z karabinu myślimy, że to szaleniec, ale z drugiej strony mocno się z nim identyfikujemy. I przychodzi finał-ukazuje się prawdziwe oblicze prezydenta, który na pytanie Snake'a co czuje myśląc o trojgu ludzi, którzy umarli, by on mógł żyć, wygłasza banalną formułkę (z której i tak wynika, że Mózga, Maggie i Cabbie'go ma serdecznie gdzieś, bo to "naród" jest im wdzięczny), po czym interesuje go czy nie błyszczy się przed kamerą. Gdy następuje pointa do prezydenta nie czujemy nic-może złośliwą radochę.

Ale to jest po prostu dobrze zagrana postać-a Donald Pleasence słynie z portretowania nihilistów u władzy ("Orzeł wylądował" czy Bond "Żyje się tylko dwa razy").
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Aletheia » 2007-09-08, 13:52

Owszem, zagrane solidnie. Szczególnie to połączenie pychy z galaretowatością.
Scenka z serią z karabinu - "identyfikujemy"? Może odrobinę, w tym sensie że można mu przyznać słuszny powód. Ale z mojej strony więcej odrazy. Tutaj właśnie najwyraźniej widać, że w głębi jest w nim sporo z Księcia. Niby dystyngowana polityczna szycha, a pod skórą prymitywne łajdackie instynkty. Zauważ co wydaje się go najmocniej wściekać - fakt, że Książę ośmielił się z nim równać. Strzela z dziką uciechą, za nic nie zostawiłby tego strażnikom.

Dialog w finale - aż dziwne, ale Snake wydaje się mieć do niego jakiś szacunek, a przynajmniej zachowuje pozory. Zawsze mi to zgrzytało, bo Snake to nie jest ktoś kto przejmuje się pozorami. A odnosi się do niego tak przez cały film. W drugiej "Ucieczce" już mu przeszło i uznałam to za znaczącą poprawę.
MGaździcki pisze:Mózga, Maggie i Cabbie'go ma serdecznie gdzieś, bo to "naród" jest im wdzięczny
W ogóle ich nie zauważył. Są kimś w tle, służbą. Przeznaczeni do ginięcia za wyższe cele, czyli jego cenną skórę. Tak samo zreszta jak i ci w samolocie. A także sam Snake. Z prezydenta wyłazi to kiedy już jest bezpieczny, wcześniej jest właściwie bezwolną marionetką w rękach silniejszych. Razem daje to spójny portret megalomańskiego egoisty podszytego tchórzem.
Awatar użytkownika
MGaździcki
Agent Smith
Posty: 642
Rejestracja: 2007-06-27, 17:49

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: MGaździcki » 2007-09-08, 16:10

Aletheia pisze:Dialog w finale - aż dziwne, ale Snake wydaje się mieć do niego jakiś szacunek
Tak sobie pomyślałem, że gdyby wyłączyć podczas tej sceny głos Snake'a i włożyć kwestię "Zginęło przez ciebie dużo ludzi, ale ty masz to gdzieś" nic by się nie zmieniło. Nawet mimika Russella (w mojej percepcji) by się zgadzała-podobnie jak odpowiedź prezydenta, która brzmi jakby wygłoszona z kartki.
Aletheia pisze:Scenka z serią z karabinu - "identyfikujemy"? Może odrobinę, w tym sensie że można mu przyznać słuszny powód
Właśnie o to mi chodziło-ofiara mści się na oprawcy i nawet przez chwilkę można mieć złudzenie, że nasz prezydent stał się bohaterem. Ale powtarzam, że to złudzenie, bo faktycznie los Snake'a niewiele go obchodził (dał temu wyraz w taksówce, gdzie zwracał się do niego jak do pomniejszego żołnierza).

Ale zapomnieliśmy o jeszcze jednej świetnie zagranej roli-Romero, cz też wg scenariusza Weirdo-punk ze świty Księcia. Sprawia wrażenie pomniejszego świra, faceta na poziomie umysłowym przedszkolaka (kasetę, która jako znajdująca się w teczce prezydenta, musiała mieć wartość, przehandlował za czapeczkę), jednak jest to najbardziej przerażająća i najinteligentiniejsza postać w otoczeniu władcy Nowego Yorku. Książę jego wysyła, by przedstawił Haukowi ultimatum, bo wie, że on nie będzie się bawił w retorykę-będzie tylko odliczał niczym robot. A potem to właśnie on jako jedyny nie wierzy Mózgowi i ginie jak większość czarnych charakterów w filmach-przez nieuwagę. Niemniej, dla mnie pozostaje jedną z gwiazd "Ucieczki...".
Awatar użytkownika
Aletheia
Tyler Durden
Posty: 327
Rejestracja: 2007-08-14, 11:58

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Aletheia » 2007-09-08, 17:17

MGaździcki pisze:gdyby wyłączyć podczas tej sceny głos Snake'a i włożyć kwestię "Zginęło przez ciebie dużo ludzi, ale ty masz to gdzieś" nic by się nie zmieniło.
To właśnie miał na myśli, ale wciąż to jest w tonie "Panie Prezydencie". Coś ostatecznie w nim pęka dopiero po odpowiedzi prezydenta. Która jest, owszem, wyklepana tonem nasuwającym skojarzenia z konsultacjami u specjalistów PR.
MGaździcki pisze:przez chwilkę można mieć złudzenie, że nasz prezydent stał się bohaterem
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: Taa... Po tej stronie muru to z niego bohater...

Romero robi wrażenie dość inteligentnego, by trzymać się swojego stanowiska szarej eminencji w bezpiecznym cieniu szefa. Czy wymiana kasety na czapkę była taka głupia? Mogła pokazywać rzeczywistą wartość czegoś takiego w takim miejscu. W końcu przez tyle czasu nikt się nie zainteresował całą teczką, w ogóle nie zwracali na nią uwagi.
Goro Gondo
Jack Sparrow
Posty: 33
Rejestracja: 2010-07-08, 12:31
Lokalizacja: Tokio (Oksa)

Re: Ucieczka z Nowego Jorku

Post autor: Goro Gondo » 2010-10-14, 20:48

Film jest ganialny. Tak mi się spodobał, że shock ! Ten klimat, ta muzyka... Cud. Snake stał się jednym z moich ulubionych bohaterów filmowych. Film stał się jednym z moim ulubionych filmów. Tego nie da się opisać, to trzeba obejrzeć ! Teraz oczekuje na Ucieczke z LA, zamówiłem na Allegro.
ODPOWIEDZ