Strona 1 z 1

V jak Vendetta

: 2007-07-25, 19:12
autor: Mela0607
Plakat:
Obrazek
Info o filmie:
Reżyseria: James McTeigue
Scenariusz: Larry Wachowski, Andy Wachowski
Zdjęcia: Adrian Biddle
Muzyka: Dario Marianelli
Na podstawie: komiksu Alana Moore'a
Obsada: Natalie Portman, Hugo Weaving, Stephen Rea, John Hurt
Produkcja: Niemcy, USA, Wielka Brytania
Gatunek: Dramat, Sci-Fi
Opis:
Spokojna, łagodna Evey wpada w tarapaty. Z śmiertelnie niebezpiecznej opresji ratuje ją tajemniczy mężczyzna w kapeluszu i dziwnej masce na twarzy. Nazywają go V. Wkrótce V, mistrz sztuki podstępu, wznieca rewolucję. Opanowuje rozgłośnię radiową i wzywa rodaków do buntu przeciwko tyrani i uciskowi. Evey przypadkowo odkrywa prawdziwą tożsamość tajemniczego mężczyzny. Splot wydarzeń sprawia, że ta nieśmiała dziewczyna staje się jego sprzymierzeńcem w walce o przywrócenie wolności i sprawiedliwości w społeczeństwie przesiąkniętym okrucieństwem i korupcją.
Moja Opinia:
Bardzo dobry film, "kipiący" inteligencją zważając na to iż scenariusz napisali sami bracia Wachowscy, których darzę wielką sympatią. Czyżby tak Anglia powinna wyglądać za kilka, kilkanaście lat?! Nie wiedziałam, ze ten film jest na podstawie komiksu, ale Moore bardzo dobrze skomponował polityczną przyszłość; korupcje, terrorystów i to co się dzieje na tym świecie, który schodzi na psy! Spodziewałam się czegoś kompletnie innego, ale otrzymałam i tak świetny obraz ludzi, którzy dewastują własny kraj w tak mało logicznej i nie potrzebnej wojnie. Efekty nie są rewelacyjne, ale jednak dają popalić, szkoda, że to tylko tak mało realnie wygląda. Spodobała mi się postać "terrorysty" pod nazwą "V", którego wykreował Hugo Weaving (znany z trylogii "Matrixa" jak i "Władcy pierscieni"), nie był dla mnie złą osobą, a co dopiero terrorystą tylko osobą, która wie czego chce, ma swój cel i ambicje i pragnie dąrzyć do celu mimo iż nie jest to łatwe, ale on to potrafi i zrobi wszystko by się zemścić. W innych filmach z jego udziałem nie zauważyłam, ze ma tak tajemniczy i specyficzny głos, albo to dlatego iż nosił tą maskę. Ogólnie to film mi się podobał tak też zasłużone 8/10

Re: V jak Vendetta

: 2007-07-28, 12:15
autor: Ktoś
Mela0607 pisze:Bardzo dobry film, "kipiący" inteligencją
Ja bym raczej powiedziała że ten film raczej staral sie kipić inteligencją, według mnie to on jest troszeczke przeintelektualzowany i stara sie być czymś wiećęj niz jest. Nie czytalam komiksu ale podejżewam że tam wizja angielskiego komnizmu przysżłości była lepiej pokazana.
"V jak Vendetta" jest filmem na dobrym poziomie ale bez rewelacji. Nie przekonuje do swojej historii, nie wzbudza większych emocji, V podobał mi sie do momentu w którym nie wziął sie za gotowanie i krzątanie sie po kuchni (rozumiem że bohater musial zostać sprowadzony do poziomu zwykłego śmiertelnika ale żeby tak drastycznie :566: ).
Aktorstwo raczej dobre (nie może być inaczej jak sie zatrudnia Portman i Weaving), muzyka świetna. 6/10 no może 7 za Portman :-)

Re: V jak Vendetta

: 2007-12-07, 18:05
autor: Aletheia
Chciałam na to iść do kina, w końcu nie poszłam. Wreszcie się udało, wczoraj upolowałam w telewizji. :-) Muszę przyznać, że jestem zachwycona, a film za mną chodzi.
Stwierdzam niniejszym, że Hugo Weaving wielkim aktorem jest, cześć mu się należy i chwała. Przy bardzo ograniczonych możliwościach wykreował niesamowitą postać. Nie wiem jaki był komiksowy pierwowzór, ale Weaving dał mu prawdziwe życie. Poczekam jeszcze, ale coś czuję, że dopiszę V do listy ulubionych postaci, a żeby tam trafić to trzeba się naprawdę potężnie zasłużyć.
Ktoś pisze:V podobał mi sie do momentu w którym nie wziął sie za gotowanie i krzątanie sie po kuchni (rozumiem że bohater musial zostać sprowadzony do poziomu zwykłego śmiertelnika ale żeby tak drastycznie ).
U mnie dokładnie odwrotnie! To jedna ze scen, które najbardziej mi sie podobały! (Drugą byłoby chyba spotkanie ze starą lekarką...) Szło mu z tą grzanką całkiem sprawnie, a fartuszek mnie podbił. :641: Od tego momentu zaczęłam go naprawdę lubić, bo wcześniej wyglądał mi na kolejnego super-hiper niepokonanego... efekciarza. I do tego gadułę. Potem zaczęłam się do niego przekonywać.
Mela0607 pisze:Moore bardzo dobrze skomponował polityczną przyszłość; korupcje, terrorystów i to co się dzieje na tym świecie, który schodzi na psy!
Nie wiem jak było u Moore'a, ale pod tym względem film wydał mi się raczej... no, nie wiem, dziurawy? nieudolny? niezręczny?
Chodzi mi o to, że filmowa wizja tego państwa wygląda dla mnie jak zrobiona przez ludzi, którzy sporo się o totalitaryzmach naoglądali w telewizji, trochę też może przeczytali, ale nigdy tak naprawdę żywego totalitaryzmu nie widzieli. Przede wszystkim, jak właściwie wygląda ustrój tej przyszłościowej Anglii? Państwo policyjne, manipulacja medialna i cenzura, to wiemy. Ale czy także centralne sterowanie gospodarką? Czy filmowcy zainteresowali się, jak naprawdę wygląda coś takiego? Bo ja tam widziałam całkiem normalny standard życia, i to bez widocznej różnicy między oficjelami a "szarymi masami" - podobne ubrania, mieszkania, telewizory... Jedyna sugestia takiej różnicy pojawia się właśnie przy grzance - masło okazuje się luksusem dostępnym dla wysokich szyszek. Aha, potem też jest wzmianka o kartkach na wodę. Ale bardziej się o tym mówi, niż pokazuje.
Druga sprawa - cały ten terror bardziej widać w działaniach władz, niż w zachowaniach obywateli. A to znowu coś, czego najwidoczniej nie rozumieją filmowcy, którzy nie mieli z realnym totalitaryzmem kontaktu. W tamtym świecie w ogóle nie widać zastraszenia w ludziach. Nie pilnują się nawzajem, nie uciszają, nie widać konformizmu. Gapią się na przekaz V zupełnie otwarcie, nikt się nie ogląda za szpiclami, nikt nie woła żeby to wyłączyć, bo kto tego słucha, będzie miał kłopoty. V wyrywa ich nie z zastraszenia, ale z obojętności.
Mela0607 pisze:szkoda, że to tylko tak mało realnie wygląda
Cały film wydawał się chwiać między metaforyczną baśnią (choćby ostatnie sceny), a czymś realistycznym. Bo dla mnie tam było kilka rzeczy wręcz wyrwanych z codzienności. Najbardziej mnie to uderzyło w scenie, gdy V i Evey oglądają "Monte Christo". Potem on chwyta pilota i przełącza na wiadomości. No tylko Leppera brakowało w tym telewizorze... Zresztą przez te telewizory, chwilami mialam wrażenie, że oglądam reklamę Sony czy innego Thompsona...

Ogólnie przyczepiłabym się do dwóch punktów.
Po pierwsze, trochę bym to przedłużyła. Film długi nie jest, a wepchnięto całkiem sporo wątków. Miejscami fabuła leci jakoś tak po łebkach, a chciałabym trochę więcej szczegółowości. I trochę wyciszenia, rozciągnięcia.
Po drugie, właściwie drobiazg, ale mi zgrzyta. V jest szczupły, a wzrostu dodaje mu raczej kapelusz i niska Evey. Tymczasem z płonącego Larkhill (czy ja to dobrze piszę?) wychodzi jakieś monstrualne drabisko. Policzyłabym to jako techniczną wpadkę. Moim zdaniem cała ta scena była do niczego.

Re: V jak Vendetta

: 2007-12-08, 11:02
autor: Chainsaw
Film z pewnością interesujący. Ja akurat miałem okazję obejrzeć go w kinie. I szczerze powiem że chyba wszyscy na sali spodziewali się dość sporo akcji i widowiskowych walk [zwiastuny, reklamowanie filmu przez pryzmat braci Wachowskich]. Okazało się że "V jak Vendetta" to dużo bardziej ambitny film, o pierwowzorze nie wspominając. Wszyscy wsłuchując się w przydługawe przemowy V czekali "aż wreszcie zacznie biegać po suficie i zastygać w powietrzu przy podskokach. A tu po bodajże dwóch utarczkach z policją obserwujemy aktorstwo Portman, i mężczyznę określanego mianem terrorysty robiącego grzanki. Gdzieś nam migają sceny z Larkhill gdzie widzimy V w płomieniach. Ale one nie są potrzebne dla filmu... one były potrzebne do jego promocji, do zwiastunów.

Rozejrzałem się po sali w jednym momencie - gdy sztylety rzucone przez V prawie że zastygają w powietrzu leniwie zmierzając do celu. Chyba wszyscy się uśmiechnęli pod nosem wtedy na wspomnienie matrixów.

6/10

Re: V jak Vendetta

: 2008-02-13, 12:14
autor: MGaździcki
Przyznam, że długo nosiłem się z myślą, by obejrzeć ten film i w końcu wczoraj mi się to udało. Jest to jedna z tych produkcji, która przywraca mi wiarę w dobre kino rozrywkowe (tzn. takie, które bawiąc uczy).

Sama fabuła niezbyt różni się od mnóstwa innych, serwujących nam obraz państwa totalitarnego przyszłości, jednak daleko jej od banału i popadania w stereotypy. Dużo jednak bardziej zwróciłem uwagę na postaci-na czele oczywiście V, który łączy w sobie cechy bohatera romansu w stylu Dumasa (a jakże), dramatu oraz opowieści bohaterskich w stylu Zorro i ska. Potem znakomicie zagrana przez Natalie Portman Evy, za nią cała ekipa rządząca, a przede wszystkim stanowiący kwintesencję wszystkich tyranów historii Stutler, na końcu zaś moi faworyci. Gajosowaty inspektor Finch, któremu należała by się moim zdaniem osobna historia oraz Gordon Dietrich, który budzi we mnie skojarzenia z sienkiewiczowskim Petroniuszem. Właśnie dzięki tak solidnym postaciom dwie godziny seansu upłynęły, nim zauważyłem.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to "fikuśne ciosy karate" na modłę Matrixa oraz mała nutka patosu w sekwencjach w zwolnionym tempie, jednak są to ryski tak małe, że wkrótce ulecą z mej pamięci. Pozostanie w niej tylko V i mój dylemat-czy chciałbym zobaczyć jego twarz czy wystarczy mi zasłaniająca go maska?

Re: V jak Vendetta

: 2011-10-25, 16:07
autor: AniaLaba

Re: V jak Vendetta

: 2012-09-04, 17:55
autor: masterweb
Film ma to do siebie że ostatnio się narobiło hakerów oooo co to nie ja mam maskę Vendetta i kozak.
Zgadza się. Zrobiłem sondę na pewnym forum, kiedy to ACTA wchodziła w życie.
Co oznacza maska właśnie tego gościa, ludzie odpowiadali (nawet ci ala hakerzy) że to znak hakerów od tysiecy lat.
Głupota ta że hoho ;) była to pierwsza osoba która napadła na bank bardzo dawno, i miała maskę właśnie tą, że się napad nie udał to trudno, ale chciał ukryć twarz.

Vendetta - to postać czysto brudesyjna i pisarska. Kiedyś mogła istnieć, ogólnie nie wierzę w to, ale...

czyli widac jakich mamy hakerów co nie wiedzą co to znaczy i kto to jest ;/

Re: V jak Vendetta

: 2012-09-05, 16:53
autor: Set Harth
masterweb pisze:postać czysto brudesyjna
Jaka? Co to znaczy "brudesyjna"? W słowniku nie ma takiego słowa.

Co do filmu, to jak dla mnie był fajny, choć spotkałem się z opinią, że bardzo spłyca przesłanie komiksu Moore'a i że Moore nie chce podpisywać się pod tym filmem.