6x17/18 The End

Dyskusje na temat poszczególnych odcinków szóstego sezonu.
conqueror23
Forrest Gump
Posty: 6
Rejestracja: 2009-01-19, 14:28
Lokalizacja: Glinka

Re: 6x17/18 The End

Post autor: conqueror23 » 2010-05-24, 18:11

Moim zdaniem wszystko działo się na prawdę, powiązania z cywilizacja np. Faraday i te wszystkie teorie były prawdziwe, jednak w rzeczywistości wyspa jest na tyle magiczna ze zadna nauka jej nie odkryje i nie zrozumie, to poprostu taki świat równoległy na którym istnieje kolebka dobra i zła, wiec co jakis czas musi sie stac pewna historia taka jak np. w Lostach aby zrownowazyc te siły, wybierani sa do tego ludzie ktorzy sa tego godni w ten czy inny sposob tak prawde mowiac to wsyzstko jest wytłumaczone w serialu.

[ Dodano: 2010-05-24, 19:17 ]
a i troche nie na miejscu jest porownywanie katastrof lotniczych do tej z serialu, a ostatnie 10 wcale nie wskazuje na to ze tylu ludzi musi w nich ginac w ogole jak na moj gust temat ten nie powinien byc tutaj poruszony
Nadare
Nosferatu
Posty: 1523
Rejestracja: 2008-11-25, 21:22

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Nadare » 2010-05-24, 18:31

Jacob mówił, że wybrał ich bo byli samotni i nieszczęśliwi..tylko czemu spotykał ich kiedy byli jeszcze dziećmi?
conqueror23
Forrest Gump
Posty: 6
Rejestracja: 2009-01-19, 14:28
Lokalizacja: Glinka

Re: 6x17/18 The End

Post autor: conqueror23 » 2010-05-24, 18:38

bo znał ich przyszłość wiedział co ich czeka, odwiedził ich raczej symbolicznie zeby wiedzieli ze sa wyjatkowi ale pozostało mu jedynie czekac i obserwowac ich przez latarnie
ManOnFire
Jack Sparrow
Posty: 35
Rejestracja: 2010-01-06, 19:43
Lokalizacja: aktualnie USA

Re: 6x17/18 The End

Post autor: ManOnFire » 2010-05-24, 19:26

Niektórzy twierdzą, że na wyspie byli już martwi bo zginęli w katastrofie. Gdyby wszyscy zginęli w katastrofie to słowa Christiana byłyby bez sensu. Tak samo bez sensu byłoby opuszczenie wyspy przez szóstkę z Oceanic...
oczywiscie. juz to napisalem wczesniej :)
wszystko jest jasne wg mnie perfekcyjne tym razem, a serial niesamowity
Awatar użytkownika
Piotrek1230
Indiana Jones
Posty: 141
Rejestracja: 2007-12-26, 14:30

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Piotrek1230 » 2010-05-24, 20:12

Nie wiem czemu, ale jak dla mnie to odcinek kiepskawy. Liczyłem na jakieś lepsze rozwinięcie z MiBem, rozczarowałem się.
Elisha
Indiana Jones
Posty: 206
Rejestracja: 2009-01-23, 16:52

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Elisha » 2010-05-24, 20:16

I nadszedł finałowy dzień. Odpuszczenie sobie pierwszych godzin w szkole niesamowicie zmieniło stan rzeczy. Czułam, że ten dzień jest wyjątkowy. Widzieć te niezrozumienie i niewiedzę w oczach przyjaciół, którzy jeszcze nie widzieli końca, to prawie jak miewać sekretne wizje wieszczące koniec świata.

Godzina 5:30 - naiwnie wyskoczyłam z łóżka, aby sprawdzić, czy są pierwsze linki. Wiadomość - nadal Amerykanie oglądają Jimmy'ego Kimmela. A więc się skończyło. Po linkach ani śladu, wróciłam na pół godziny do łóżka. Katorga z pobieraniem odcinka - nerwowe przebieranie nogami i wpatrywanie się w wolno zapełniający się na zielono pasek. 1.4 gb mnie przeraziły. Wydawało mi się, że nawet te 3 dodatkowe godziny mi nie wystarczą.

Ale udało się. Oglądałam z zapartym tchem. Każde kolejne przypominanie sobie wydarzeń z wyspy przez bohaterów wywoływało u mnie łzy w oczach. Pierwsze z nich - Sun&Jin. Scenarzyści genialnie dobrali momenty, w których pojawiały się przebłyski pamięci. Kate, Claire i Charlie - nic więcej nie było potrzebne mi do szczęścia i do kolejnego ataku płaczu. To niesamowite jak wszystko nagle połączyło się w jedną całość. Mój uśmiech na twarzy, kiedy Sun i Jin spotykają Sawyera - ich reakcja na fakt, że James jest policjantem. Teraz wiem, że w ten serial trzeba było od początku zaangażować się emocjonalnie, aby finał spełnił oczekiwania. I jestem wdzięczna, że nigdy nie zwątpiłam. Może to zbyt mocne przywiązanie odpokutuję o wiele gorzej niż ci, dla których Lost nie był niczym więcej niż 40-minutową odskocznią od życia codziennego.

Nie jestem do końca pewna, czy dobrze rozumiem rozwiązanie, jakie pokazali nam scenarzyści. Nie jestem pewna, że będzie mi się wciąż podobało za tydzień, miesiąc, rok. To zakończenie budzi jeszcze większy niepokój niż nagła śmierć jednego z bohaterów, niż wizja, że scenarzyści kompletnie rujnują cały serial w finałowym odcinku. Mimo tak wspaniałego i zasłużonego zakończenia, nadal czuję, że nie potrafię całościowo ogarnąć tego, co widziałam kilkanaście godzin temu.

Zabrakło mi tylko zjednoczenia Charlotte i Daniela. Ale w tym tkwi urok niedopowiedzenia... otwartego zakończenia... możliwości dopisania swojej historii i bycia zadowolonym z rezultatu. W pewnym sensie jest to najprostsze posunięcie, jakie scenarzyści mogli wykorzystać, ale w tym momencie... wybaczam im wszystko.

Nie zgadzam się do teorii co poniektórych, że wydarzenia na wyspie nigdy nie miały miejsca, że były tylko wytworem wyobraźni bohaterów. Po co w takim razie kreować to miejsce, w którym wszyscy mieli się ponownie spotkać. Skoro wszyscy zginęli w wyniku katastrofy Oceanic 815 nie było żadnej więzi pomiędzy nimi, nie mieli żadnych wspomnień. Nie da się przypominać sobie rzeczy, które się nie wydarzyły. Co w takim razie oznaczałyby słowa Juliet - "it worked"?

Tu pojawia się kolejne pytanie - co wspólnego miało zneutralizowanie energii magnetycznej (ew. wybuch bomby wodorowej) do wytworzenia się miejsca, w którym wszyscy ponownie się spotkają. Czy Juliet bredziła od rzeczy?

To wszystko co widzieliśmy w tak zwanych flashsidewaysach mogło wydarzyć się kilkadziesiąt lat po ostatnich pokazanych nam wydarzeniach na wyspie. Tyle rzeczy mogło się wydarzyć i co już nigdy nie będzie nam powiedziane. Czy przez te lata Kate, Lapidus, Richard, Miles, Claire, Sawyer żyli jak normalni ludzie, zapominając o wydarzeniach z wyspy? A może kompletnie się mylę i jednak nikomu z nich nie udało się ostatecznie opuścić wyspy. Co w takim razie oznaczałyby słowa Hurleya i Bena w rozmowie przed kościołem? Coś jednak musiało się dziać po tym, jak Jack spoczął wśród swojego lasku bambusowego, po tym jak wymienione wyżej osoby odleciały z wyspy...

Nie jestem pewna, czy odpowiedzi na te pytania byłyby satysfakcjonujące. Może lepiej pozostawić je niewyjaśnionymi i pozwolić, żeby serial żył własnym życiem.

Jedno jest pewne - to najlepszy serial jaki kiedykolwiek w życiu widziałam i który tak mocno oddziaływał na moje życie.

Pora zbierać fundusze na wielgaśny box z sześcioma sezonami. Szykuje się wielokrotne powracanie do przeszłości :)
Awatar użytkownika
bartekha
Vincent Vega
Posty: 21
Rejestracja: 2010-04-11, 14:05

Re: 6x17/18 The End

Post autor: bartekha » 2010-05-24, 20:24

Nie czytałem zbyt wielu komentarzy moich poprzedników i pewnie nic nowego nie napisze, ale... Jak dla mnie odcinek mega zaskakujący! Co prawda wiele pytań bez odzpowiedzi i brakło "kilku" osób na końcu :P ale na prawdę dobre zakończenie. Co prawda, nie tak sobie to wyobrażałem, ale było nieźle. Sam bardzo, ale to bardzo żałuję że to już, niestety, KONIEC ;(;/ Odkąd to zacząłem oglądać (2004), ten serial stał się tak jakby częścią mojego życia... To tyle co mogę napisać jak na ten moment. Powiem jeszcze tylko, że ja chętnie mógłbym oglądnąć jeszcze kilka sezonów tego serialu, ale co oni by wtedy wymyślili:P... W każdym razie miejmy nadzieję, że ta sama ekipa zrobi równie ciekawy(jeśli nie bardziej) serial ;)

[ Dodano: 2010-05-24, 21:27 ]
Ahaaa i tu padło jeszcze pytanie od kogoś: Dlaczego Penny była z Desmondem?. Otóż na mój rozum nie jestem pewien, ale w odcinku chyba padło to zdanie, że każdy kiedyś odchodzi, a wyspa była miejscem stworzonym po to żeby to sobie uświadomić. Ja nie pojmuję tylko sensu tego posągu i tak dalej, tego światła czy tych poprzedników... Ale teraz to już nie ważne, teraz pora powiedzieć, po sześciu latach: TO JUŻ KONIEC PRZYGÓD! ...
conqueror23
Forrest Gump
Posty: 6
Rejestracja: 2009-01-19, 14:28
Lokalizacja: Glinka

Re: 6x17/18 The End

Post autor: conqueror23 » 2010-05-24, 20:31

Ja myśle ze te Flashsidewaye to był równoległy czas, poprostu druga rzeczywistość, którą ze wzgledu na swoja wyjątkowość połączył Desmond, i teraz słowa że wszyscy są martwi odnosiło sie do tego że sąmartwi w rzeczywistości wyspy gdyż tam umarła większość co nie znaczy końca tamtej terazniejszości bo przeciez samolot odleciał, poprostu są to 2 równoległe rzeczywistości ze sobą połączone moim zdaniem jest to dobre wytłumaczenie w końcu sporo rzeczy w Lostach opiera się na skomplikowanych zasadach :)
A.s.
Forrest Gump
Posty: 1
Rejestracja: 2010-05-24, 20:27

Re: 6x17/18 The End

Post autor: A.s. » 2010-05-24, 20:32

Koniec odcinka, Jack zamyka oko.
Jak macie pod ręką, to zerknijcie na odcinek 1x01 i pierwszą scenę serialu.
Mnie zaszokowało tak, że aż się zarejestrowałem żeby o tym napisać.
Elisha
Indiana Jones
Posty: 206
Rejestracja: 2009-01-23, 16:52

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Elisha » 2010-05-24, 20:35

conqueror23 pisze:poprostu są to 2 równoległe rzeczywistości ze sobą połączone
A jak wytłumaczysz to białe światło wpadające do kościoła, po tym jak Christian otworzył drzwi. Nadal uważasz, że to równoległa rzeczywistość (którą w zasadzie sami scenarzyści nie pozwalają nazywać alternatywą)?
conqueror23
Forrest Gump
Posty: 6
Rejestracja: 2009-01-19, 14:28
Lokalizacja: Glinka

Re: 6x17/18 The End

Post autor: conqueror23 » 2010-05-24, 20:40

otwarcie nowego rozdziału bo w koncu dopiero w kościele wszyscy się spotkali i przypomnieli sobie o tym wszystkim co było na wyspie, to na pewno dzieki temu zmienia swoje dotychczasowe zycie, i wiem ze włsanie tylko Christian nie pasuje do tej mojej koncepcji ale tego juz nie potrafie wytłumaczyc poprostu temu ufam ;D

[ Dodano: 2010-05-24, 21:43 ]
a alternatywa mozna by było to nazwac gdyby samolot sie nie rozbił, a własnie sie rozbbił tylko w tamtej rzeczywistosci, bynajmniej ja tak to odbieram
Nadare
Nosferatu
Posty: 1523
Rejestracja: 2008-11-25, 21:22

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Nadare » 2010-05-24, 20:49

a mnie ciągle zastanawia to co powiedział Desmond do Jacka przed wejściem do 'źródła światła', że i tak wszyscy się spotkają w innym miejscu, gdzie nigdy nie doszło do wypadku. Mówił to w taki sposób jakby wiedział, że już nie żyje a przecież był jeszcze na wyspie. W ogóle Desmond od początku wydawał się wszystko rozumieć i był taki pogodny.
Fureyka
Forrest Gump
Posty: 9
Rejestracja: 2009-01-22, 20:44

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Fureyka » 2010-05-24, 21:26

conqueror23 pisze:Ja myśle ze te Flashsidewaye to był równoległy czas, poprostu druga rzeczywistość, którą ze wzgledu na swoja wyjątkowość połączył Desmond, i teraz słowa że wszyscy są martwi odnosiło sie do tego że sąmartwi w rzeczywistości wyspy gdyż tam umarła większość co nie znaczy końca tamtej terazniejszości bo przeciez samolot odleciał, poprostu są to 2 równoległe rzeczywistości ze sobą połączone moim zdaniem jest to dobre wytłumaczenie w końcu sporo rzeczy w Lostach opiera się na skomplikowanych zasadach :)
conqueror23 pisze: [ Dodano: 2010-05-24, 21:43 ]
a alternatywa mozna by było to nazwac gdyby samolot sie nie rozbił, a własnie sie rozbbił tylko w tamtej rzeczywistosci, bynajmniej ja tak to odbieram
To co sie dzialo na wyspie bylo realne, co zreszta potwierdzil Matthew Fox w wywiadzie. To co sie dzialo poza wyspa to nie jest alternatywna rzeczywistosc ani co by bylo gdyby, o czym nam juz tez oficjalnie mowiono. Nie moze byc tez to rownolegle bo tam nie ma czasu, nie ma teraz, pozniej, wczesniej.
A.s. pisze:Koniec odcinka, Jack zamyka oko.
Jak macie pod ręką, to zerknijcie na odcinek 1x01 i pierwszą scenę serialu.
Mnie zaszokowało tak, że aż się zarejestrowałem żeby o tym napisać.
Bardzo fajny byl ten moment, od razu pomyslalam o tym, jak ich zycie zatoczylo kolo.
conqueror23 pisze:otwarcie nowego rozdziału bo w koncu dopiero w kościele wszyscy się spotkali i przypomnieli sobie o tym wszystkim co było na wyspie, to na pewno dzieki temu zmienia swoje dotychczasowe zycie, i wiem ze włsanie tylko Christian nie pasuje do tej mojej koncepcji ale tego juz nie potrafie wytłumaczyc poprostu temu ufam ;D
Przypomnieli juz sobie o tym wczesniej, w kosciele wszyscy byli juz swiadomi tego, ze sa martwi i dokad teraz sie wybieraja.
Elisha pisze:Co w takim razie oznaczałyby słowa Juliet - "it worked"?

Tu pojawia się kolejne pytanie - co wspólnego miało zneutralizowanie energii magnetycznej (ew. wybuch bomby wodorowej) do wytworzenia się miejsca, w którym wszyscy ponownie się spotkają. Czy Juliet bredziła od rzeczy?
Moim zdaniem ta cala druga linia juz dawno istniala. Losties chcieli byc znowu razem, ale poza wyspa. Juliet po wybuchu byla na obu swiatach (mdlala i odzwyskiwala swiadomosc), na tym na wyspie i na tym na drugiej linii. Mowiac it worked mysle ze miala na mysli ze udalo im sie osiagnac to co chcieli - beda znowu razem, na tej drugiej linii.
Elisha pisze: To wszystko co widzieliśmy w tak zwanych flashsidewaysach mogło wydarzyć się kilkadziesiąt lat po ostatnich pokazanych nam wydarzeniach na wyspie. Tyle rzeczy mogło się wydarzyć i co już nigdy nie będzie nam powiedziane. Czy przez te lata Kate, Lapidus, Richard, Miles, Claire, Sawyer żyli jak normalni ludzie, zapominając o wydarzeniach z wyspy? A może kompletnie się mylę i jednak nikomu z nich nie udało się ostatecznie opuścić wyspy. Co w takim razie oznaczałyby słowa Hurleya i Bena w rozmowie przed kościołem? Coś jednak musiało się dziać po tym, jak Jack spoczął wśród swojego lasku bambusowego, po tym jak wymienione wyżej osoby odleciały z wyspy...
Uwazam ze Kate z ekipa opuscila wyspe. Moglyby to potwierdzic jej slowa do Jacka w ktorych mowila jak to za nim sie stesknila. Jack umarl w trakcie odlotu, skoro minelo tyle czasu to ona musiala zginac jakis spory czas pozniej. To samo oznaczala rozmowa Bena z Hugo. Hugo po smierci Jacka pelnil funkcje Jackoba i byl numerem jeden, a dobrym numerem dwa (Richardem) byl Ben. Gdyby zgineli od razu to ta rozmowa nie mialaby sensu.
Beezqp
Agent Smith
Posty: 511
Rejestracja: 2009-04-08, 20:30

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Beezqp » 2010-05-24, 21:34

Zgadzam się z Wami po przemyśleniu wszystkiego, Wyspa istniała i wydarzenia z niej były prawdziwe :) To jednak zostawia mnóstwo nierozwiązanych pytań, z: dlaczego ciężarne kobiety od pewnego czasu umierały? na czele! W ogóle, jaki sens Incydentu? Co z przeszłością Desmonda, jego "skokami świadomości"?

I w ogóle - gdzie jest Walt? Bo Michaela nie widzimy nawet w side'ach bo jego duch jest uwięziony na Wyspie. OK. Ale co z Waltem? Czy przesłanie jest takie: czarni ludzie nie mogą być zbawieni? Już lepiej by było, gdyby jakoś wykombinowali ich śmierć po tym jak uciekli z Wyspy i nie byłoby problemu...
Awatar użytkownika
Cate13
Nosferatu
Posty: 1120
Rejestracja: 2008-07-07, 17:52
Lokalizacja: znad morza... ;D

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Cate13 » 2010-05-24, 21:39

Dopiero kilka minut temu po długotrwałym użeraniu się z internetem obejrzałam 2gą część. Bardzo podobał mi się finał, bardzo emocjonujące "przebłyski" gdzie bohaterowie przypominali sobie swoje przeżycia z wyspy. Największe wrażenie zrobiły chyba na mnie, a właściwie poruszyły właśnie sceny z Sun i Jinem, szczególnie gdy James do nich przyszedł, oni uśmiechnięci na niego patrzą a on nie wie o co chodzi - i tak, reakcja na fakt, że jest policjantem również była bezcenna :D, potem scena z porodem, Claire i Charlie'm kiedy sobie siebie przypomnieli (tu podobnie jak u Elishy nieźle mnie wzięło - bardzo lubiłam tą parę) no i oczywiście James z Juliet - kiedy podeszła do niego przy tym automacie to pomyślałam tylko: Yes! :D

Scenarzyści nie odpowiedzieli na kilka pytań, jednak cieszę się, że zostawili nas z niedopowiedzeniami bo w tym tkwił cały urok serialu. Po tym finale jestem chyba bardziej zagubiona niż kiedykolwiek podczas mojego oglądania Lostów.
Logicznie rzecz biorąc to nie mogli zginąć w katastrofie bo przecież nie widzieliby ich inni ludzie - Ci którzy już tam byli i Ci, którzy przylecieli jak właśnie Miles, Daniel, Charlotte, Frank i reszta ludzi z frachtowca. No ale w końcu to Lost, tu nic nie jest pewne ;)

I pytanie - czemu w pierwszym odcinku sezonu była pokazana zatopiona wyspa skoro Jack to zatrzymał? Muszę się z tym przespać bo o tej porze już na pewno nie jestem w stanie tego ogarnąć. Pewnie za jakiś czas włączę sobie finał po raz kolejny i może wtedy wpadnie mi do głowy jakaś ciekawa teoria :D
A co do samej sceny końcowej, kiedy Jack szedł przez ten las bambusowy wiedziałam, że tak się to skończy - że położy się na ziemi, zamknie oko i taki będzie koniec tego serialu.
Ostatnio zmieniony 2010-05-24, 21:42 przez Cate13, łącznie zmieniany 1 raz.
voytaz
Forrest Gump
Posty: 6
Rejestracja: 2010-02-21, 11:28

Re: 6x17/18 The End

Post autor: voytaz » 2010-05-24, 21:41

To co sie dzialo na wyspie bylo realne, co zreszta potwierdzil Matthew Fox w wywiadzie. To co sie dzialo poza wyspa to nie jest alternatywna rzeczywistosc ani co by bylo gdyby, o czym nam juz tez oficjalnie mowiono. Nie moze byc tez to rownolegle bo tam nie ma czasu, nie ma teraz, pozniej, wczesniej.
a masz gdzieś link do tego wywiadu, albo jakiś innych które mówią o wydarzeniach w Lost ?



Zastanawia mnie to co powiedział Desmond Jackowi, że tak naprawdę samolot się nie rozbił. To burzy teorie, że wydarzenia na wyspie były prawdzie, ale musiały być prawdziwe bo jak inaczej by sobie o nich przypominali ?
Fureyka
Forrest Gump
Posty: 9
Rejestracja: 2009-01-22, 20:44

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Fureyka » 2010-05-24, 21:52

voytaz pisze: a masz gdzieś link do tego wywiadu, albo jakiś innych które mówią o wydarzeniach w Lost ?
Niestety, ale ogladalam maraton w hiszpanskiej telewizji i podczas programu pokazywano urywki wywiadow. Chce znalezc ich calosc, wiec jesli mi sie uda to sie podziele.
Cate13 pisze:I pytanie - czemu w pierwszym odcinku sezonu była pokazana zatopiona wyspa skoro Jack to zatrzymał?
Wlasnie tez sie nad tym zastanawialam. Widzielismy ze "urwal" sie kawalek wyspy, potem wszystko zostalo zatrzymane przez Jacka. Jakos nie mam zadnej teorii co do tego :o
Beezqp pisze:I w ogóle - gdzie jest Walt? Bo Michaela nie widzimy nawet w side'ach bo jego duch jest uwięziony na Wyspie. OK. Ale co z Waltem? Czy przesłanie jest takie: czarni ludzie nie mogą być zbawieni? Już lepiej by było, gdyby jakoś wykombinowali ich śmierć po tym jak uciekli z Wyspy i nie byłoby problemu...
Mysle, ze moze to byc zwiazane z gotowoscia do przejscia oraz jak mowil Christian, opuszcza sie wraz z ludzmi, ktorzy sa dla Ciebie wazni, z ktorymi przezyles najwazniejsze chwile w zyciu. Dla Michaela i Walta Ci ludzie nie nalezeli raczej do najwazniejszych co wiadac po ich ostatnich zachowaniach na wyspie. Poza tym Michael byl uwieziony na wyspie jak mowiles, domyslam ze ze wlasnie to bylo kolejnym powodem. Walt pewnie czekal na ojca i moze i tez na matke. Po prostu nie byli jeszcze gotowi...
Albo jeszcze zyje... w koncu byl duzo mlodszy.
Beezqp
Agent Smith
Posty: 511
Rejestracja: 2009-04-08, 20:30

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Beezqp » 2010-05-24, 22:23

A kwestia Hugo i Bena? Skoro Hugo został nowym strażnikiem Wyspy to zyskał nieśmiertelność. Jacob istniał w ten sposób tysiące lat. Hugo tyle samo? A co jak nie stworzył sobie czarnego dymu który chciał go potem zabić? Wtedy żyłby forever and ever. No to w jaki sposób miałby kopnąć w kalendarz?
vinii
Forrest Gump
Posty: 2
Rejestracja: 2010-05-12, 01:16

Re: 6x17/18 The End

Post autor: vinii » 2010-05-24, 23:42

dobry finał jednak najbardziej szkoda mi MIBa gosciu jest tragiczna postacia jedyne co chcial to opuscic wyspe tak jak mowil w ktoryms z odcinkow tych wszystkich wydarzen mozna bylo uniknac tylko ze jego matka byla wariatka sprowokowala sytuacje w ktorej jacob zmienil go w dym a pozniej to juz raczej jacob nie mial wyboru i nie mogl mu pozwolic wydostac sie z wyspy.
Fureyka
Forrest Gump
Posty: 9
Rejestracja: 2009-01-22, 20:44

Re: 6x17/18 The End

Post autor: Fureyka » 2010-05-24, 23:50

Beezqp pisze:A kwestia Hugo i Bena? Skoro Hugo został nowym strażnikiem Wyspy to zyskał nieśmiertelność. Jacob istniał w ten sposób tysiące lat. Hugo tyle samo? A co jak nie stworzył sobie czarnego dymu który chciał go potem zabić? Wtedy żyłby forever and ever. No to w jaki sposób miałby kopnąć w kalendarz?
Tworcy zostawili nam tu pole do popisu dla naszej wyobrazni...

Powiedzmy, ze Hugo zostal nowym straznikiem i zyskal niesmiertelnosc. Mogl istniec tysiace lat, w koncu "time is relative". Mogli tez pojawic sie kolejni przypadkowi rozbitkowie, ktorzy chcieli czerpac korzysci ze swiatla - moze udalo im sie pokonac Hugo. A moze Hugo zrobil sobie "Hugo's list" z lista swoich dudes, ktorzy mieliby go zastapic? ;)

A moze Hugo nie zostal nowym straznikiem? Jack nie wypowiedzial zadnego zaklecia ani nie zrobił zadnego obrządku jak zrobiła fake mama czy Jacob. Gdy przekazywal wladze to sam nie mial juz tej wladzy i niesmiertelnosci tak samo wiec wlasciwosci mogla stracic woda... w koncu Hugo nic nie poczul (po Jacku i Jacobie bylo cos widac...). W takim wypadku mogl zginac dosyc latwo, a majac szczescie zginal ze starosci.

:D

[ Dodano: 2010-05-25, 00:56 ]
Tak sobie mysle, ze chyba najodpowiedniejsza wersja jest ta, ze komus udalo sie pokonac Hugo. Gdy "swiatlo zgaslo" wyspa zaczela sie zsuwać/zatapiać/być pod wodą. W ten sposob bysmy mieli odpowiedz, dlaczego wcześniej pokazano wyspe pod woda...
mic1024
Forrest Gump
Posty: 1
Rejestracja: 2010-05-25, 00:14

Re: 6x17/18 The End

Post autor: mic1024 » 2010-05-25, 00:19

Witam,
A ja mysle, ze Hugo nie zostal 'prawdziwym' straznikiem wyspy. Jack dal mu sie napic wody, tak aby Hugo go puscil do jaskini. A woda to zwykla kranowa, bez prawdziwych magicznych mocy. Hugo sam sobie moce dorobil, on tak juz ma ;]

ps.
Mi najbardziej z calego odcinka zapadla scena z tekstem:
"Christian Sheppard, really?" - ciekawe, ze osoba, ktora 'prowadzila' i niejako 'opiekowala sie' tyloma bohaterami nazywa sie @Chrzescijanski Pasterz@.
lomax5
Vincent Vega
Posty: 12
Rejestracja: 2008-03-16, 11:00

Re: 6x17/18 The End

Post autor: lomax5 » 2010-05-25, 00:34

Jestem zdruzgotany. Czy nikt z Was nie zauważył co oni zrobili? Ludzie... Trwa dyskusja czy flashside`y to było niebo, czy co, ale nikt nie zwraca uwagi na taki jeden MALUSIEŃKI szczegół? LOST - serial który zrobił totalną furorę poprzez mistrzowsko prowadzoną akcję, podszytą jakimiś anomaliami magnetycznymi itp. został zakończony jak jakaś TELENOWELA!! Ludzie, przecież te wszystkie patetyczne sceny, przytulania jak na jakiś imieninach i w ogóle cała puenta! Sześć sezonów a finał taki że Desmond wyciągnął korek z zaczarowanej dziury, zrobiło się ciemno, czarny dym stał się człowiekiem i go zabili, potem Jack wsadził korek i znów włączył magiczne światło a wyspie. SORRY, nie mogę po prostu ogarnąć takiego rozwiązania. Nie mówię, że powinni byli wszystko wyjaśniać (np. czemu kobiety nie mogły na wyspie rodzić dzieci), ale do diabła, kręcąc serial zbili nieziemską kasę na wątku o anomaliach na wyspie i wszystkim o było REALNE a na końcu stwierdzili że wyspa jest zaczarowana?! Co za kit! Gdyby zapodali takie wątki w 1 sezonie to przecież ludzie by ich wyśmiali!! Nie wiem, może jakoś to inaczej widzę niż pozostali forumowicze, ale ja oglądając finał czułem się ZAŻENOWANY, powtórzę z a ż e n o w a n y aż do ostatnich sekund. Szkoda że ten serial TAK się skończył. Brakowało tylko trola pilnującego garnka ze złotem na końcu tęczy :x Żal, normalnie żal.
artzda
Forrest Gump
Posty: 2
Rejestracja: 2010-02-24, 12:48

Re: 6x17/18 The End

Post autor: artzda » 2010-05-25, 01:03

Beezqp pisze:Czy przesłanie jest takie: czarni ludzie nie mogą być zbawieni?
To tylko jedno z dwóch przesłań Lostów. Drugie mówi, że pies jest najwierniejszym przyjacielem człowieka.

Nie wierzę czytając wasze posty. Po sześciu sezonach fanatycznego zainteresowania lostami wczoraj zostałem przez jego twórców osikany. Wchodzę na forum, a tu wszyscy mówią, że to tylko ciepły deszczyk pada. A w ogóle to jest super.

Nic nie jest super. Nie czepiałem się niedociągnięć i nie oczekiwałem wyjaśnienia wszystkich wątków. Ale nikt nie pozbawi mnie wrażenia, że o tym jak zakończyć zabawę scenarzyści zaczęli myśleć dopiero po piątym sezonie.

Przyjmijmy, że alternatywna rzeczywistość to czyściec. Ok, kupuję to. Ale jeśli wyspa to miał być real, to nic się tu kupy nie trzyma i nic nie wiemy. Mam wrażenie, że finał powstał tylko po to, żeby wyjaśnić znaczenie równoległej rzeczywistości, która dopiero co się pojawiła, a do której wcześniej żadnych nawiązań nie było. A gdzie pięć pierwszych sezonów? Amba?

Na szczęście ktoś kiedyś wymyślił sezony 1 i 3, i nic nie s.p.i.e.p.r.z.y mojego zdania o Lostach.

czuwaj.
ManOnFire
Jack Sparrow
Posty: 35
Rejestracja: 2010-01-06, 19:43
Lokalizacja: aktualnie USA

Re: 6x17/18 The End

Post autor: ManOnFire » 2010-05-25, 03:32

az boli jak sie czyta wiadomosci ludzi ktorzy nie wiedza o czym pisza.

to co sie dzialo na Wyspie nie mialo znaczenia. pytanie o dharmie, magnetyzm, bla bla bla nie maja znaczenia.tak sobie grali z nami tworcy. kazde wydarzenie na wyspie bylo albo testem dla ludzi albo mialo czemus sluzyc, ale co najwazniejsze to LUDZIE. istotne jest co sie dzialo z bohaterami w tym czasie, gdzie byli, co robili, jakie zmiany przechodzili.

zakonczenie bylo wymysloe od poczatku i nacisk na bohaterow byl kladziony od poczatku.
LOST to perfekcyjne arcydzielo wspolczesniej telewizji
maurycja
Forrest Gump
Posty: 2
Rejestracja: 2010-05-24, 13:35
Lokalizacja: Choszczno

Re: 6x17/18 The End

Post autor: maurycja » 2010-05-25, 05:27

Od wczoraj do mnie dociera, że scenarzyści nas osikali strumieniem ciepłego moczu. Tak beznadziejnej końcówki to ja się nie spodziewałam. To ja cztery lata na taka kichę czekałam? Rozczarowałam się. Bardzo.
ODPOWIEDZ