6x11 Happily Ever After

Dyskusje na temat poszczególnych odcinków szóstego sezonu.
Awatar użytkownika
weird0ther
Darth Vader
Posty: 752
Rejestracja: 2009-06-21, 20:12

6x11 Happily Ever After

Post autor: weird0ther » 2010-04-06, 18:05

Tytuł odcinka: Happily Ever After
Numer odcinka: 11
Data premiery: 6 kwiecień 2010



Regulamin:

Jest to temat stworzony wyłącznie do dyskusji o odcinku 6x11, wszelkie pytania o download, napisy będą karane ostrzeżeniem. Nie próbujemy streszczać odcinka, lecz podzielić się przeżyciami / uczuciami co do niego. Nie kłócimy się, nie używamy wulgaryzmów, staramy się docenić zdanie innych.


Zapraszam do dyskusji !
Ostatnio zmieniony 2010-07-11, 11:07 przez weird0ther, łącznie zmieniany 1 raz.
MKcafe
Mad Max
Posty: 66
Rejestracja: 2009-04-26, 08:49

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: MKcafe » 2010-04-07, 11:03

Czyżby wszyscy tak się zrazili ostatnim odcinkiem, że nikt nie obejrzał? :p
Mam nadzieję, że nie, bo moim zdaniem warto.
Cóż, trochę pokręcone to było, ale muszę, po prostu muszę powiedzieć, że mi się podobało :D Co prawda mogło być trochę więcej akcji na wyspie, ale cóż, nie będę się czepiać, bo wyjątkowo druga linia ani mnie nie znudziła, ani nie wkurzyła. I muszę jeszcze powiedzieć, że była jak dla mnie do bólu przewidywalna. I nie wiem czemu, ale odkąd na lotnisko przyjechał po Desmonda ten koleś, jakoś wiedziałam, że pojedzie do Widmore'a i się okaże że dla niego pracuje.
Scena z Charliem pod wodą jakby znajoma :P
Eloise w roli żony Charlesa i Daniel Widmore grjący na pianinie też mnie wcale nie zdziwili.
Stadion.. cóż, też mi szczena nie opadła, no chyba że po tym jak Des wsiadł z powrotem do limuzyny, a tam nie było w środku Widmore'a, który kazałby mu się odwalić od jego córki, to chyba była jedyna rzecz jaka zaskoczyła mnie w całym tym odcinku.
No i jeszcze wkurzył mnie Sayid pod koniec, gdyby nie pojawił się z tym swoim tępawym wyrazem twarzy, odcinek byłby o wiele lepszy.
Cóż, w reszcie to wszystko zaczyna nabierać sensu.


Co to, jakiś bunt, że do tej pory nikt się nie wypowiedział :>
Li Mu Bai
Forrest Gump
Posty: 5
Rejestracja: 2010-02-07, 12:50

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Li Mu Bai » 2010-04-07, 13:38

No i otrzymaliśmy zarys co się będzie dziać w następnych odcinkach i prawdopodobnie do końca sezonu, ciekawe będzie spotkanie desmonta z Flockiem^^ a i odcinek "the last recriut" może wskazywać ze chodzi również o rekrótów w lini LA X. hmm dziwne tylko dlaczego dopiero teraz dowiadują się o tym "że mogło być inaczej" bo ani to nie jest równoległe czasowo do wydarzeń z wyspy, ani też wielkiego wpływu na to nie miał samolot, bo przecież ich życie wyglądało inaczej już przed lotem. więc... we will see
zguba
Jack Sparrow
Posty: 48
Rejestracja: 2009-04-22, 17:11

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: zguba » 2010-04-07, 14:17

no całkiem sporo sie dowiedzieć można chociaż za dużo nowości nie ma ale można sądzić ze jednak incydent jakis sprawił to że wszyscy z wyspy się wydostali w dodatku z wymazaną pamiecią.
Yarpenn
Jack Sparrow
Posty: 38
Rejestracja: 2010-02-06, 15:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Yarpenn » 2010-04-07, 14:19

Dziwny, momentami nudny, bez akcji, a jednak gleboki odcinek :D Co jak co ale Desmonda to ja akurat lubie. Romantyczna milosc jego i Penny jest bardzo wielka i z pewnoscia zasluguje na miano kultowej :) Ech... Tylko ze teraz wszystko sie jeszcze bardziej pogmatwalo... ani jedna tajemnica nie zostala rozwiana... bleee...
Beezqp
Agent Smith
Posty: 511
Rejestracja: 2009-04-08, 20:30

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Beezqp » 2010-04-07, 14:23

Myślałem, że 1 sezon to za mało na takie poprowadzenie historii by to wszystko miało pod koniec ręce i nogi. Tymczasem dostaliśmy kolejny odcinek gdzie akcja na Wyspie nie posunęła się ani centymetr do przodu [no dobra, może centymetr by się od biedy znalazł].

Nijak to jednak nie umniejsza odcinkowi. Sprawdziła się moja teoria - Desmond łącznikiem między dwiema liniami czasowymi. Dzięki temu wiadomo też, po co w ogóle ta druga linia. Ogólnie odcinek bardzo podobny do Flashes before your eyes. Tamten był bardzo dziwny i wzbudził trochę mój niepokój, że "trochę przegięli". Teraz też trochę jakby przegięli [skąd Eloise znowu wie wszystko skoro jest tylko jakąś tam babką] ale jestem spokojniejszy bo wiem że jakoś z tego wybrną. Odcinek obfitował w aluzje i nawiązania do poprzednich sezonów co w 6 sezonie bardzo mi się podoba [i udowadnia, że nie obejrzałem tamtych sezonów po 6 razy na darmo :P]. Od Desmonda wszystko się zaczęło [Oceanic 815 spadł przez niego] i widać na nim się zakończy. Niepokoi mnie tylko to poświęcenie, jakie go czeka. To dobry człowiek, dbający o innych - nie chciałbym, żeby po tym wszystkim poszedł na dno razem z Wyspą :(

Powtórzę tylko to co piszę od jakiegoś czasu :P odcinki uciekają a nadal nic się nie dzieje i mało co wyjaśnia. Mam nadzieję, że oni wiedzą co robią i nie okaże się na końcu, że nie dostaliśmy nawet części tego czego oczekiwaliśmy.
ssonic
Forrest Gump
Posty: 9
Rejestracja: 2010-02-03, 13:27

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: ssonic » 2010-04-07, 15:04

Ciekawy odcinek, choc wlasciwie nie powalal jakos akcja, ale jak ktos tu wczesniej zauwazyl odcinki z Desmondem zazwyczaj sa dobre.
Przede wszystki po raz pierwszy nastapilo do jakiegos polaczenia dwoch lini czasowych, zastanawiam sie czy znaczace nie sa tutaj notatki, ktore pokazuje Daniel... jest tam

"Interwal czasoprzestrzenny
Przestrzen rzeczywista
Czas urojony "

Moze to jakas wskazowka, co do sytuacji w jakiej sie znajduja.

Poza tym rowniez zastanawia mnie poswiecenie, ktorego bedzie musial dokonac Desmond, moze to on zostanie nastepca Jacoba...

Ps. Ciekawie wstawili George Minkowskiego jako kierowce, chyba dopiero w polowie odcnika sobie skojarzylem, ze to on :)
ManOnFire
Jack Sparrow
Posty: 35
Rejestracja: 2010-01-06, 19:43
Lokalizacja: aktualnie USA

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: ManOnFire » 2010-04-07, 16:33

Odcinek, trzeba przyznac przewidywalny, co na LOST nie jest dobrym znakiem neistety...
mimo wszystko tak jakos od polowy sie przyjemnie ogladalo ta linie alternatywna Desa.

Zaczyna sie klarowac wszstko i chyba sprawdzac teorie....
cos sie stanie na wyspie, wybuch, ktory z reszta rpzeprowadzi Desmond (po to go testowali czy go moze przetrwac, pamietacie?), ktory zrobi to czego wybuch pod koniec 5.sezonu nie zrobil chyba jednak (tylko co wtedy z "zadzialalo" Juliet?). Wszyscy sie cofna w czasie i znac nie beda a alternatywna linia ktora teraz ogladamy to flashforward. Jednak oczywisciemw tej lini ludzie maja jakies przeblyski ze swojej przeszlosci...
Oczywiscie pani Whidmore wie wiecej, Daniel cos tam kmini, cala seria wydarzen z Desem rpacujacym dla Charlesa przewidywalna. Charlie tam niepotrzebny byl w ogole,
ale scena w wodzie tez sugestywna... znow te przeblyski, ktore chyba o czym nei wiedza sa wspomnieniami..(?) zeby to sie w FlashForward nie zamienilo... :(

jedyne pytanie jesli ww. teoria jest prawdziwa, dobrze mi sie zdawalo ze Desmond bedac w tym reaktorze tam, zobaczyl jakby przyszlsoc przez te kilka sekund (w ktorej widzial przeszlosc..) pokrecone :D

Fajnie widziec ze Des jest z Penny, bardzo im kibucuje zeby chociaz oni happy endem skonczyli...

ALe wymysliliby cos ciekawszego no.. ;)
Beezqp
Agent Smith
Posty: 511
Rejestracja: 2009-04-08, 20:30

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Beezqp » 2010-04-07, 19:02

Obejrzałem odcinek po raz drugi i spodobał mi się nawet bardziej. Pamiętacie, co pisałem przy okazji poprzedniego? Zacytuję:
Ja na to patrzę tak: każdemu człowiekowi było coś pisane. Jakieś wydarzenie, które musiało mieć miejsce i już, jakaś osoba którą musiało się spotkać. Ale to, w jaki sposób dana rzecz się człowiekowi przytrafi - to zależy od jego decyzji, życia. Bo cokolwiek by nie zrobił to się to stanie, chodzi tylko o to: JAK i KIEDY?
W tym odcinku twórcy pokazali, że mają taki sam zamysł. Fajny pogląd łączący przeznaczenie z wolną wolą. Poza tym... Twórcy w sezonie 5 pokonali czwarty wymiar, w sezonie 6 wzięli się za piąty. Interesowałem się trochę wielowymiarowością Wszechświata i przyznaję, że tym mnie kupili. ;) A zmieszali to z miłością i przeznaczeniem każdego człowieka, pokazując, że każdy jest wyjątkowy, każdy ma swój własny świat i nieskończoną ilość możliwości odkrywania go. Takie luźne uniwersalne przemyślenia, dobrze że Lost jeszcze do takich skłania :)
Awatar użytkownika
weird0ther
Darth Vader
Posty: 752
Rejestracja: 2009-06-21, 20:12

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: weird0ther » 2010-04-07, 22:05

Byłam w sklepie po nową dawkę dystansu i pozytywnego nastawienia i zmieniłam zdanie. Jeszcze o 3:00 miałam wizje samobójcze, ale po mały re-watch'u odcinek chyba do tej pory najlepszy.... Naprawdę nie sądziłam, że jeszcze im coś się mogę udać w tym sezonie, ale odmienili całkowicie tło naszego Lost'a, przez co był bardziej lostowy. Właściwie to był nudny i mało się działo, ale też nie zbierałam z podłogi wyziewów. Muszę przyznać, że mało co ciekawił mnie związek Desa i Peny, jak i same postacie, ale w tym odcinku odczarowali moje myśli. Dwójka dobrych aktorów, normalny związek, nie taki jak biały koń na nim Jack i księżna Kate. Bardzo fajne wyszła im scena na boisku, takie bunkrowe uczucia spadły mi na głowę, od razu pomyślałam o magicznym drugim sezonie i Desie który miał na muszce Locke'a. I właściwie dwa razy oglądaliśmy ten odcinek, bo był pokazany pod dwoma różnymi kontami, ale nevermind. Jak widziałam zdjęcia promocyjne, to pomyślałam : super, kolejny star wars, ale coś w ten deseń, nawet udało im się tego nie zepsuć. Nie podobały mi się jedynie te pseudo smaczki w postaci Faraday'a, wyglądał jak włóczykij z ... wiadomo czego. Czy siedzi w tej linii, czy w drugiej, dalej jest taką "ciepłą, wyplutą kluchą" ^^ rewelacja to splątanie dwóch linii czasowych, ich konsekwencje i wpływy, tu zaskoczenie, jeszcze nie wiem do końca o co chodzi, ale przyznam, że jak odczuwali te emocje i wspomnienia z innej linii, to było mocne, w prawdzie nie szoker, szczena mi nie opadła, jak przy 3x20, ale nie głupi pomysł.

I tak sobie teraz myślę, że mimo gatunku serialu SF, to jest tu dużo świata naszego, realnego... Jestem przekonana, że każdy z nas odczuł czasem jakieś dejavu, może nie ma to żadnego związku z Lostem, ale coś w tym jest. Rodzimy się, informacje są przekazywane ze środowiska, z mediów od najbliższych, niema alternatywnego źródła, wszystko może być kłamstwem, manipulacją, (też mi nowość) po prostu zwykła materia zwyczajnie nazwa, okay bo gadam jak Faraday. Mimo takich banalnych wątków, jak szkocka, Des i Charles to przyjaciele, miło się to oglądało i również mimo niezliczonej ilości pozytywów, nie zmienia to faktu,że "akcja" nie ruszyła znów do przodu...ale no...dziś tak potocznie poleciałam, im lepszy odcinek tym mniej zwichrowanych myśli chyba. Damy 8, a co ?^^
Awatar użytkownika
Cate13
Nosferatu
Posty: 1120
Rejestracja: 2008-07-07, 17:52
Lokalizacja: znad morza... ;D

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Cate13 » 2010-04-07, 23:14

Mnie tam odcinek się podobał, tak się już utarło, że odcinki z Desmondem są dobre i to prawda :D (w końcu wciągnęłam się w Lost po obejrzeniu "Flashes before your eyes" :P)
Fakt, początek był nieco nudnawy i dość przewidywalny - szczególnie ta szkocka ;) - ale akcja się rozkręciła kiedy wjechali razem samochodem do wody i powtórka z rozrywki :D
No i w końcu ten odcinek zaczął nam łączyć obie linie czasowe i powoli klarować o co chodzi z tą "alternatywną" co można rozumieć na kilka sposobów moim zdaniem. Albo linia, która pokazuje jak lot Oceanic wylądował bezpiecznie, jest ich innym wcieleniem czy kolejnym życiem jak w buddyzmie, co raczej wydaje mi się mało prawdopodobne żeby scenarzyści wymyślili takie rozwiązanie, aczkolwiek.... ;) albo....sama już nie wiem, w mojej głowie kłębi się parę teorii, jednak każda ma jakiś defekt bo zawsze coś nie pasuje :P Wygląda na to, jakby każdy w drugiej linii czasowej dążył do swojego przeznaczenia czyli wersji z wyspy ;) pogmatwane to wszystko...^^
No ale pożyjemy, zobaczymy...ten odcinek narobił mi takiego apetytu na kolejne, że czuję się jakbym znów czekała na rozpoczęcie nowej serii ;)
Tylko ta końcówka trochę dziwna, nagle Sayid wyskakuje ni stąd ni zowąd a Des idzie za nim jak zahipnotyzowany z poczuciem wypełnienia misji :D
Jeśli byłoby wymagane przyznawanie punktacji za odcinek to ode mnie nawet 9ka ;)
Des jest jedną z moich ulubionych postaci, bardzo ucieszyłam się też z chwilowego, i niestety też krótkiego, powrotu Charlie'go i Daniela więc jak mogło mi się nie podobać? :P
Miło by było jakby pojawili się jeszcze w kilku epizodach na co mam nadzieję :D
wojgab
Mad Max
Posty: 58
Rejestracja: 2010-02-06, 00:27

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: wojgab » 2010-04-08, 06:03

też mi się tak wydaje że idzie jak zahipnotyzowany bo w alternatywnej rzeczywistości czasu urojonego "przypomniał" sobie o wyspie i chce przekazać to pozostałym z 815. podoba mi się jak oni wszyscy podświadomie "czują" wyspę :)
GoHome
Mad Max
Posty: 52
Rejestracja: 2009-07-06, 14:04

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: GoHome » 2010-04-08, 06:24

ODCINEK NUDNY JAK FLAKI Z OLEJEM.
CO TO MA BYĆ BO TO LOSTA NIE PRZYPOMINA.
Gdzie ten LOST, którego akcja działa siłę na wyspie?! Teraz cały sezon skupia się na tej głupiej linie czasu, która bardzo mało nam mówi. Darltonowie oszaleli czy co? Zamiast pokazać nam 11 fajnych odcinków to pokazali tylko 1, z Richardem... Chciałem obejrzeć WYSPĘ a nie [...]
Sparrow
Vincent Vega
Posty: 17
Rejestracja: 2009-09-16, 22:04

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Sparrow » 2010-04-08, 11:14

Bardzo fajny odcinek!
Co z tego że mało wydarzeń na wyspie? Wreszcie się coś wyjaśniło na temat 2 linii czasowej :) ,wiadomo po co ją w ogóle pokazują i że jednak pamiętaja poprzednie wydarzenia :mrgreen:
Najbardziej podobała mi się rozmowa Desa z Danielem :mrgreen:
Chociaż "znajoma" scena w aucie też fajna.
Nie mogę się doczekać następnego odcinka!
Ricardus
Indiana Jones
Posty: 105
Rejestracja: 2009-02-12, 11:07
Lokalizacja: Radom

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Ricardus » 2010-04-08, 11:58

Mimo braku wyspy odcinek mi się podobał. Był to taki typowo Desmond'owy odcinek, takie połączenie jakby "Flash Before Your Eyes" z "The Constans". Kolejne przebłyski świadomości Desmond'a tylko że w tej drugiej linii czasowej. Jak dla mnie to pierwszy dobry odcinek z tej 2 LCz. Wreszcie coś się może więcej dziać w niej i nie będą już takie nudne.

Każdy kto był na wyspie w tych 5 sezonach coś zaczyna chyba sobie uświadamiać że ich życie mogło wyglądać inaczej od tego w którym znajdują się obecnie. Desmond zobaczył tonącego Charlie'ego jak na wyspie, a Charlie z kolei Claire w samolocie.

Jak zobaczą coś znajomego z wydarzeń na wyspie to coś już im się przypomina z tamtych zdarzeń.
fiNito
Forrest Gump
Posty: 2
Rejestracja: 2009-03-19, 18:51

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: fiNito » 2010-04-08, 20:28

najlepszy odcinek VI sezonu, juz sciagam w HD, nie moge genialny.

/Rozwijamy się ;) ~Matthew
Ostatnio zmieniony 2010-04-09, 14:21 przez fiNito, łącznie zmieniany 1 raz.
marcinek6000
Tyler Durden
Posty: 402
Rejestracja: 2009-01-26, 12:04
Lokalizacja: Czerwionka-Leszczyny

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: marcinek6000 » 2010-04-09, 17:48

Świetny odcinek. Chociaż od początku wiele spodziewałem się po tym odcinku to tak naprawdę wątpiłem w to, że zobaczę odcinek tak dobry jak Ab Aterno. Prawdę mówiąc albo pisząc stawiam te odcinki ze sobą na równi, nie wiem który lepszy. Wiele świetnych scen. No a teraz po kolei albo i nie po kolei:
-Wybuchnąłem śmiechem jak Desmond zaczął rąbać Charlesa kroplówką po łbie, zarąbista scena.
-Desmond poddany elektrowstrząsom-scena wizualnie cieszyła oko(przynajmniej moje... nawet oba)
-szofer-hmmmm.....gdzieś go widziałem......hm...skąd ja go znam?.....nie daje mi on spokoju...kto to jest?...jakiś Gorge....mam..krwawiący koleś z statku... MINKOWSKI :D !
-Faraday-odkąd tylko Widmore o nim wspomniał wiedziałem, że go pokażą, a jak pokazali plecy klawiszowca wszystko już było jasne. Czekałem już tylko aż zacznie sypać jakimiś porąbanymi tekstami z fizyki i się doczekałem :D kocham to
-Charlie-jakoś nie przepadam za TYM Charliem, tamten był w porządku, ale ten chamski łysy(prawie) Charlie mi tu nie pasuje, fajnie jak gadał o tej miłości, ale poza tym nie podoba mi się w tym sezonie ta postać
-Eloise-nie wiem czemu, ale jestem pewny, że scenarzyści nie wyjaśnią skąd Eloise to wszystko wie i to mnie trochę denerwuje
-Desmond wszystko wie. Po raz kolejny znalazł swoją stałą i połączyły się jego obie świadomości. Chodzi z tak mocnym bananem na twarzy, że nawet ludzie którym Saiyd "pęknął" karki nie zburzyli jego banana. To musi być banan Chiquita. No ciekawe co zamierza zrobić...rozwalić Locke'a? Samolot? Powiedzieć wszystkim rozbitkom, że wszystko już rozkminił? Nie mam pojęcia, ale niepokoi mnie Sayid w jego pobliżu
-no i WTF ten Jin?
Elisha
Indiana Jones
Posty: 206
Rejestracja: 2009-01-23, 16:52

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Elisha » 2010-04-09, 18:31

Najlepszy odcinek 6 sezonu jak do tej pory. Czegóż innego można byłoby spodziewać się po odcinku Desmonda, w którym pojawiają się takie postaci jak Faraday czy Charlie?
W porządku, Charlie to chyba jednak wpłynął tylko na mój odbiór odcinka. Kiedy rano otworzyłam świeżutki odcinek w celu sprawdzenia, czy to na pewno ten a nie inny, i gdy zobaczyłam twarz Charliego, nie mogłam wysiedzieć w szkole do 14.

Do tego Daniel. Najlepsza postać 5 sezonu. Trochę brakowało mu do The Constant, czy Flashes Before Your Eyes (do którego był bardzo, ale to bardzo podobny), jednak trudno odmówić mu specyficznego klimatu desmondowych centryków. Nawet Charles nie mierził jak za czasów poprzednich serii. Scena w wodzie, Charlie opowiadający o miłości, Daniel opowiadający o miłości na ten swój słodko-pokraczny sposób (swoją drogą ciężko mu będzie zyskać miłość tej nowej Charlotte), Charlie&Desmond latający po szpitalu niczym lekko stuknięci pacjenci - perełki.

Nie podobały mi się tylko te przebłyski, które były dość... kiczowate. I to całe uganianie się za Penny - ale Desmondowi wybaczam, w końcu to sens jego pierwszego życia.

I trochę mnie nurtuje ta obojętność Desmonda w wyspowej rzeczywistości. Wydaje się być podatny na sugestie przeciwnych sobie obozów, albo... wie, że ma wspaniałe życie w sidewaysach i w sumie nie obchodzi go, co się z nim stanie po tej drugiej stronie (tylko skąd to zainteresowanie drugim życiem w sidewaysach), albo... chce o tym powiedzieć reszcie rozbitków (co wydaje się być najbardziej prawdopodobne).

Niech następne odcinki przebiją ten. Niech będzie Charlie i Daniel, i Desmond, i wszyscy. Nie mogę się doczekać odcinka, który nie będzie centrykiem. Ale to chyba dopiero finały?
Awatar użytkownika
Matthew
Tyler Durden
Posty: 493
Rejestracja: 2009-11-27, 20:14

Re: 6x11 Happily Ever After

Post autor: Matthew » 2010-04-11, 17:40

Może się zrażacie, ponieważ lubicie, żeby było coś hot, eMo eXtemo i kolorki na jęzorki... ale odbiegliśmy trochę od tej ciekawej rzeczywistości. Jak dla mnie: myślałem, że nie zobaczę na oczy normalnego odcinka, tylko same od 3-8 i 10... wiedziałem, że na Desmondzie się nie zawiodę. Uśmiech malował się na mojej twarzy już od samego początku, ponieważ fabuła, była bardzo ciekawa. Narzekacie na stanie w miejscu na wyspie... no chyba lepiej teraz wytłumaczyć wątki drugiej linii czasowej, żeby mieć później ten plus.
Zacznę tak: Początkowe sceny były jak najbardziej dobre... bo i dowiedzieliśmy się trochę o Hydrze, o Desmondzie... co i jak, żeby poukładało się w głowie. Skrzynka z grzejniczkami przerażała mnie to tego stopnia, że bałem się, żeby bohaterzy nie dotknęli 'ogromnych, okrągłych pączków' ^^. Druga linia czasowa kompletnie zwaliła mnie z nóg: odwrotność wszystkiego: Des i Charles = wspólnicy jak ich mało, Penny samotna, przyrodnia siostra Dana... tu już mi dało do myślenia, żeby stwierdzić to, co Daniel powiedział do głównego bohatera. Myślę, że tu chodziło o takie coś: żyjemy w różnych światach, ale bazujemy na tym jednym... ale są połączone ze sobą... i tu deja vu i inne pokrewne temu zjawisku rzeczy. Cała bieganina Desa za Charliem może taka bezsensowna, ale myślę, że nie ma na co narzekać. Eloise = potwór, toż to gorsze niż sam MiB... :D. Akcja na stadionie - tu trochę bym przystanął, jakby to jack latał po schodach w dół i do góry to byłoby jak najbardziej odwrotnością... ale przynajmniej pojawiło się takie słowo jak kawa... czyli zmycie każdego stresu. Cała ta linia podobała mi się najbardziej ze wszystkich dotychczasowych. Ponownie pojawienie się na wyspie: odmiana Desmonda, można przełknąć, ale: stoję po stronie Widmore`a ale pójdę zaraz z Sayidem(no fakt główny bohater nie wie z kim idzie tak na prawdę) trochę przegięta. O ostatnich słowach nie wiem co powiedzieć, bo nie wiem co znaczą, ale pewnie jeszcze się dowiemy. Może chce powiedzieć wszystkim naszym Rozbitka o tych zależnościach międzyczasowych... pewnie to było by najrozsądniejsze. Jedna z nielicznych pozytywnych moich rozważaniach.
ODPOWIEDZ