Forum Filmowe, Recenzje filmow, Lost: Zagubieni, Seriale | ZERO DOWNLOADU (w tym filmy online), TYLKO DYSKUSJE!

Wojny scenariuszowe

Tymczasowe forum.kiepscy.org.pl
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 15:07

Napisałem, że dzisiaj o 21 :D
kacrudy
Indiana Jones
Posty: 106
Rejestracja: 2018-01-23, 17:18

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: kacrudy » 2019-12-01, 15:09

No, wiem, wszystko się zgadza. :mrgreen:
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 15:11

A potem mogę napisać post podsumowujący również tutaj żebyście zobaczyli przed publikacją jak wygląda.
boczek22
Mad Max
Posty: 60
Rejestracja: 2019-12-01, 13:22

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: boczek22 » 2019-12-01, 16:11

A co byście powiedzieli na parodię Opowieści wigilijnej? :-P
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 16:25

Nie jestem dobry w parodie. Wymyślmy coś oderwanego od innych dzieł, coś tylko kiepskiego.
kacrudy
Indiana Jones
Posty: 106
Rejestracja: 2018-01-23, 17:18

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: kacrudy » 2019-12-01, 16:34

A może nie ustalajmy tematu? :-P Po prostu niech będzie coś o świętach, a co, to dośpiewajmy sobie wszyscy sami. ;)
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 16:42

O! To jest najlepsze! Temat ma ukazywać różnice w scenariuszach, a właśnie taka metoda jest najbardziej efektywna!
Anna Ostasiuk
Vincent Vega
Posty: 11
Rejestracja: 2019-12-01, 14:08

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Anna Ostasiuk » 2019-12-01, 20:56

Już prawie kończę scenariusz.
kacrudy
Indiana Jones
Posty: 106
Rejestracja: 2018-01-23, 17:18

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: kacrudy » 2019-12-01, 20:58

PEŁNA KULTURKA

Obsada:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Mariola - Barbara Mularczyk
Waldek - Bartosz Żukowski
Jolasia - Anna Ilczuk
Paździoch - Ryszard Kotys
Boczek - Dariusz Gnatowski
Janusz - Sławomir Szczęśniak

Gościnnie występują:
Oskar - Sebastian Stankiewicz
Badura - Lech Dyblik

Opis: Pewnego dnia Halina spotyka Boczka na korytarzu. Sąsiad zachowuje się inaczej, niż zwykle. Jest niezwykle uczynny, kulturalny, a co najdziwniejsze - mówi wierszem. Dopytywany przez Halinę stwierdza, że nagła zmiana to pozytywne skutki tajemniczego szkolenia, które zorganizowano w zakładzie Boczka. Budzi to zazdrość u Ferdka, który zdaniem Haliny z kolei nie ma w sobie za grosz kultury. Kiepski postanawia więc sięgnąć po radykalne środki…

Scena I
Korytarz. Z klatki schodowej na korytarz wchodzi Halina w stroju pielęgniarki i z torbami pełnymi zakupów. Z WC wychodzi Boczek w garniturze.
Boczek: (z poważną miną i bez emocji w głosie) Dzień dobry, pani Halino.
Halina: Dzień dobry, panie Boczek.
Boczek: Widzę, że była pani w sklepie spożywczym. Pozwoli pani, że pomogę nieść pani zakupy?
Halina: Pozwolę… Ale… Panie Boczek, panu coś jest?
Boczek: Cóż to za pytanie, pani Halino? Nigdy nie czułem się tak wyśmienicie jak dziś.
Halina: No nie wiem, jakoś dziwnie się pan zachowuje.
Boczek: Dziwność jest pojęciem względnym. Czy mogę zajrzeć do pani artykułów spożywczych?
Halina: (nadal ze zdziwieniem w oczach) Proszę.
Boczek zagląda do papierowej torby z zakupami i wyjmuje z niej ogórka.
Boczek: Widzę, że w torbie znajduje się śmietana, tak… A ten ogórek mówi mi, że zamierza pani przygotować mizerię.
Halina: Ogórek panu mówi?
Boczek: No tak, pani Halino, ma pani rację. Wszakże "jeśli ogórek nie śpiewa, i to o żadnej porze, to widać z woli nieba prawdopodobnie nie może". Konstanty Ildefons Gałczyński.
Halina: Jezus Maria, panie Boczek, panu naprawdę coś jest!
Boczek: No co też pani powiada, pani Halino?
Halina: No, no, chodź pan ze mną, zaraz pana zbadam!
Boczek: Proszę bardzo, jeżeli aż tak daleko sięga pani troska o mnie, to nie ma problemu.
Halina: Nieprawdopodobne…
Halina i Boczek zbliżają się do drzwi - Boczek podbiega pierwszy i otwiera drzwi, przepuszcza Halinę w drzwiach.

Scena II
Kuchnia. Ferdek siedzi przy stole i popija Mocnego Fulla, Halina krąży po pomieszczeniu.
Ferdek: Halińcia, powiedz mnie jeszcze raz: Arnold Boczek, ten sam prostak, świnia i cham ze wsi spod Elbląga zaczepił cię pod kiblem i gadał do ciebie wierszem?
Halina: Tak, dokładnie ten sam Arnold Boczek, żaden inny!
Ferdek: No ale przecie to jest fizjologicznie niemożliwe! No bo jak taki niewykształcony i niewychowany ktoś jak Boczek może nagle, kurde, wierszem gadać?
Halina: Nie wiem, nie wiem, skąd mam wiedzieć. Ty przez ponad trzydzieści lat małżeństwa nie zadeklamowałeś mi ani jednego wiersza, więc nie wiem, skąd się bierze coś takiego.
Ferdek: Halinka, ale to nie o mnie teraz jest mowa, tylko o Boczku, kurde.
Do kuchni wchodzi Boczek.
Boczek: Ja bardzo przepraszam, że przerywam państwu tę dyskusję i to w kluczowym jej momencie, ale muszę zadać jedno dosyć ważne pytanie.
Halina: Słuchamy, jakie?
Boczek: Czy ja mógłbym coś u państwa spożyć?
Halina: Proszę.
Ferdek: Co, jakie proszę, Halińcia, jakie spożyć, ja…
W tym czasie, gdy Ferdek mówił, Boczek zdążył otworzyć lodówkę i wziąć z niej pęto kiełbasy.
Boczek: Bardzo dziękuję.
Boczek wychodzi.
Ferdek: Widziałaś, Halińcia, może i mu się coś poprzestawiało, kurde, ale apetyt to mu się nie zmienił!

Scena III
Salon. Boczek siedzi na wersalce i spożywa kiełbasę za pomocą widelca i noża - a po każdym kęsie wyciera usta serwetką. Ferdek i Halina stoją obok meblościanki i dyskretnie między sobą rozmawiają.
Ferdek: Zoba, Halinka. Przecie grubas zawsze kiełbasę w łapie trzymał i wpierdzielał tak, że aż tłuszcz kapał. A tera nóż, widelec… Z nim jest coś naprawdę nie tak, Halińcia.
Halina: Ferdek, to że ty nie używasz noża i widelca, nie oznacza, że z resztą społeczeństwa jest coś nie tak.
Ferdek: Wypraszam sobie, Halinka!
Halina: Ciszej, jełopie! Trochę racji masz, sytuacja jest dosyć niecodzienna.
Ferdek: Do wariatkowa trzeba dziada odwieść!
Halina: To nie jest choroba, Ferdziu. Boczek nawet chory nie używałby tak mądrych słów.
Ferdek: To co mu jest?
Halina: Może po prostu zmądrzał na starość!
Ferdek: Albo mu się normalnie woda z mózgu zrobiła i ta jego głupota mu się, rozumiesz, cofła?
Halina: To tak nie działa, Ferdek. Gdyby tak było, tobie by się już dawno "cofła".
Boczek: Pani Halino, a czy mógłbym panią prosić o jedną szklankę wody?
Halina: Yy, tak… Zaraz przyniosę! (znów do Ferdka) Widzisz? Jak taki Boczek nie był nigdy wcześniej obyty z kulturalnym zachowaniem, to nie mogło to mu tak samo przyjść!
Ferdek: No ale tak w sumie, Halińcia, to co nas to gówno obchodzi, co? Niech se jest kurturarny, jak se chce, ja mam to w dupie!
Halina: Wiesz co? Tobie w pierwszej kolejności przydałoby się trochę kultury.
Ferdek: A idźże, idźże…
Boczek: Pani Halino, bardzo bym prosił o szklankę wody!
Halina: Panie Boczek, czy może pan przejść do kuchni? Chciałabym z panem zamienić słówko.
Boczek: Nie ma problemu, pani Halino. Cała przyjemność po mojej stronie.
Boczek wstaje i zmierza w stronę kuchni, oczywiście otwierając drzwi i przepuszczając w nich Halinę.
Ferdek: Kurtura, kurde… Wierszem gadać to każden jeden potrafi, a robić ni ma komu!

Scena IV
Kuchnia. Halina i Boczek siedzą przy stole.
Boczek: Pani Halino, to było tak: pewnego dnia dyrektor naszego zakładu stwierdził jednoznacznie, że jesteśmy nadzwyczaj opryskliwi i niewychowani, i zmusił nas do poczynienia radykalnych kroków związanych z naszą resocjalizacją.
Halina: No to bardzo ciekawe. No i co?
Boczek: Z początku nic. Szło nam, mnie i moim kolegom, nie obwijając w bawełnę, fatalnie. I wtedy dyrektor zorganizował dla nas specjalne szkolenie o kulturze i relacjach międzyludzkich.
Halina: Znaczy… Mam rozumieć, że to wszystko to zasługa tego… szkolenia?
Boczek: W rzeczy samej, pani Halino… Jednak będąc szczerym, to niewiele zapamiętałem z tegoż szkolenia. To wszystko… samo przyszło.
Halina: Niesamowite. A nie wie pan, kto prowadził to szkolenie? Wie pan, mojemu mężowi to by się przydało jak mało komu!
Boczek: Niestety nie mam takich informacji, pani Halino.
Halina: No trudno.
Boczek zerka na zegarek na ręce.
Boczek: O rany, ale się późno zrobiło! Trochę się zasiedziałem, muszę już iść. Do zobaczenia, pani Halino!
Halina: Do widzenia, panie Boczek.
Boczek opuszcza kuchnię.
Halina: Kto by pomyślał… Pełna kulturka.

Scena V
Salon w trakcie obiadku. Przy stole siedzą Ferdek, Halina, Waldek, Jolasia i Mariola. Wszyscy jedzą zupę i siedzą w absolutnej ciszy, jedynie Ferdek głośno siorbie.
Halina: Ferdek, przestań siorbać, bo ja zaraz oszaleję!
Ferdek: ...Halinka… O co ci, kurde, chodzi?
Halina: O jajco, jełopie! Ja chcę choć raz zjeść obiad w spokojnej, rodzinnej atmosferze!
Ferdek: No to co ci w tym przeszkadza?
Halina: Jak co? Twój niekulturalny sposób spożywania obiadu!
Ferdek: Halińcia, ty znowu pijesz do mnie z tą kulturą!
Halina: Nie, Ferdziu, w tym domu pijesz tylko ty!
Waldek rechocze.
Jolasia: Zawrzyj się, Waldemar, bo ty akurat kultury w sobie też za grosz nie masz bynajmniej!
Waldek: Jak nie mam, jak mam normalnie!
Jolasia: Nie masz! Jesteś człowiekiem niekulturalnym, wulgarnym, pijącym… I w ogóle mnie niesatysfakcjonującym.
Waldek: Akurat to ja mam se więcej kultury w sobie niż ty włosów na głowie, wiesz?
Halina: Przestańcie się kłócić, bo ja zaraz dostanę regularnego szału! Trochę kultury przy obiedzie!
Ferdek: Tak jest, kurde.
Ferdek znów siorbie.
Halina: A ty, Ferdek, to mógłbyś brać przykład, choćby z Arnolda Boczka!
Ferdek: A dupa tam!
Mariola: A dlaczego, mamo, akurat z Boczka?
Halina: Bo pan Boczek, wyobraźcie sobie, po jednym szkoleniu z kultury osobistej wrócił całkowicie odmieniony! Kulturalny, wychowany, obyty z poezją… Cud!
Mariola: Mówisz, że po szkoleniu? Czekaj, z czymś mi się to kojarzy…
Halina: Wiesz, kto je przeprowadził?
Mariola: Nie wiem… Ale ktoś mi już kiedyś wspominał o jakimś szkoleniu.
Halina: O, widzisz? Czyli to już jest jakaś znana firma!
Jolasia: Słyszałeś, Waldemar? Ty też masz skorzystać z usług tego szkolenia!
Waldek: A jak nie, to co?
Jolasia: To nie mamy sobie nic do powiedzenia, oprócz "do widzenia"!
Jolasia się śmieje.

Scena VI
Sypialnia nocą. Ferdek i Halina leżą w łóżku.
Halina: Ja nie wiem… Co ja w tobie widziałam te 40 lat temu?
Ferdek: Jak co widziałaś, Halińcia?
Halina: No właśnie nie wiem. Jak tak na ciebie patrzę, to ja nie widzę w tobie żadnych pozytywnych cech!
Ferdek: Halińcia, przepraszam bardzo, ale widziały gały co brały, i tyle w temacie!
Halina: Tylko że ty kiedyś byłeś zupełnie inny. Szarmancki, dżentelmenski, kulturalny… A dziś? Moralne dno i wodorosty!
Ferdek: Wiesz co, Halinka, ja mam wrażenie, że ty mnie obrażasz!
Halina: Ja? Coś ty! Skąd ci to przyszło do głowy? Ja po prostu stwierdzam fakty!
Ferdek: Fakty, Halinka… Dzisiaj to se każden jeden może mówić co chce i powiedzieć, że to są fakty, a to gówno prawda jest!
Halina: I widzisz? I znowu się objawia twoja arogancja wobec przyzwoitości! Ja cię teraz nie proszę, ja żądam: masz coś ze sobą zrobić!
Ferdek: Co?
Halina: Nie wiem, wymyśl coś! I nie waż mi się wracać do chałupy, dopóki się nie odchamisz!
Ferdek: A żebyś wiedziała, że se pójdę!
Halina: Że ty pójdziesz to ja wiem, tylko masz tu wrócić jako kulturalna osoba.
Ferdek: A żebyś wiedziała, że wrócę! Ja ci powiem, Halinka, że będę tak kurturarny, że ty jeszcze zatęsknisz za starym mną!
Halina: No i zobaczymy! Idź!
Ferdek: No to idę!
Halina: Idź!
Ferdek wstaje i wychodzi z sypialni.

Scena VII
Korytarz.Ferdek stoi pod drzwiami od pustostanu i kilka razy przymierza się, aby zapukać, ale szybko rezygnuje. Po chwili delikatnie ciągnie za klamkę i wchodzi po cichu do środka.
Wewnątrz pustostanu znajduje się mnóstwo gratów. Oskar i Mariola śpią na łóżku w rogu pokoju. Ferdek wchodzi do środka i przewraca się o stojący na środku pokoju motocykl, robiąc przy tym hałas. Oskar budzi się i wstaje z łóżka.

Oskar: Kto tu jest?
Ferdek: To ja!
Oskar: Tata? A co tata tu robi?
Ferdek: Przyszłem żem, bo potrzebuję, żebyś mnie we w czymś pomógł.
Oskar: Jasna sprawa, co tatuś chce i kiedy chce!
Ferdek: Ciemno tu jak w dupie u Murzyna!
Oskar: No… Noc jest.
Ferdek: Co to za gówno, o które żem się potknął?
Oskar: A, to mój motocykl! Sam go złożyłem, ze śmieci zebranych na złomowisku. Jak się ojcu podoba?
Ferdek: Hayabuza to to nie jest…
Oskar: Ale to tam nieistotne! No, ale z czym tatuś do mnie przychodzi? Co tatę trapi?
Ferdek: Potrzebuję czegoś, co by mnie ukurturarniło normalnie.
Oskar: Znaczy taki… Odchamiacz?
Ferdek: No, coś takiego, no w sumie… Tak.
Oskar: Świetnie się składa, ojcze… Bo akurat mam pod ręką coś takiego…
Oskar zaczyna grzebać w swoich gratach, wyciąga z niego coś co przypomina hełm i pilota do niego.
Oskar: O tutaj!
Ferdek: A to działa?
Oskar: Oczywiście, że działa! Już kilka instytucji ode mnie pożyczało ten wynalazek i są bardzo zadowoleni z efektów!
Ferdek: No to, kurde, z nieba żeś mi spadł! Podłanczaj to!
Oskar zakłada Ferdkowi na głowę urządzenie i wciska przycisk na pilocie. Hełm zaświeca się.
Oskar: No, to jak tatusia odchamiamy? Lekko, mocniej czy pełna kulturka?
Ferdek: No pełna, kurde!
Oskar: Na pewno?
Ferdek: No jak nie, jak tak?
Oskar: No dobrze, to… Odpalam!
Hełm zaczyna migać, Ferdkiem zaczyna trząść.

Scena VIII
Przedpokój. Halina w stroju pielęgniarki szykuje się do wyjścia, stojąc przed lustrem. Nagle ktoś puka do drzwi.
Halina: Już, zaraz!
Halina otwiera drzwi. W progu stoi Ferdek, wystrojony w elegancki garnitur.
Ferdek: Dzień dobry, kochana żono.
Halina: Jezus Maria, Ferdek! Ty masz gorączkę?
Ferdek: Co najwyżej miłosną, ukochana.
Halina: Jezu Chryste… Ty… Ty się odchamiłeś!
Ferdek: W rzeczy samej, powiem więcej: nigdy przedtem nie czułem się tak swobodnie i naturalnie jak teraz.
Halina: Nie, to jest niemożliwe. Jak żeś tego dokonał?
Ferdek: Halino… Czy to ważne? Cel uświęca środki.
Halina: Jak mam to rozumieć?
Ferdek: Idź już do pracy, ukochana… A ja…
Halina: Stój! Zanim dokończysz, pozwól że ja to zrobię! Posprzątasz mieszkanie, umyjesz okna i obierzesz kartofle.
Ferdek: Co tylko zechcesz.
Halina: Niesamowite….Kto by pomyślał. Mój jełop.
Halina otwiera drzwi i wychodzi z mieszkania. Ferdek wyciąga z szuflady komody okulary i zakłada je na nos.

Scena IX
Korytarz. Boczek (nadal w garniturze) wychodzi z WC. Podchodzi do niego Ferdek.
Boczek: Dzień dobry, panie Ferdynandzie.
Ferdek: Dzień dobry, panie Arnoldzie. Przepraszam bardzo, naprawdę bardzo pana przepraszam, ale co pan tu robi?
Boczek: Wie pan, panie Ferdynandzie, o takich sprawach nie wypada powiadamiać na forum.
Ferdek: Rozumiem, ale przecież, proszę mnie źle nie zrozumieć, ale ma pan swoją, za przeproszeniem, toaletę na swoim piętrze. Dlaczego nie stara się pan załatwiać swoich potrzeb fizjologicznych na pańskim piętrze?
Boczek: Ponieważ na moim piętrze pewna osoba regularnie dopuszcza się kradzieży papieru zwanego potocznie toaletowym.
Ferdek: Tylko że, panie Arnoldzie, proszę mnie źle nie zrozumieć, ale po pańskich wizytach w naszej kabinie toaletowej również dochodzi do kradzieży papieru i zachodzi podejrzenie, że to pan odpowiada za ten zbrodniczy czyn.
Z mieszkania wychodzi Marian i obserwuje sytuację.
Ferdek: Dlatego pomimo mojej ogromnej sympatii do pana, zmuszony jestem powiedzieć panu, aby pan, bardzo przepraszam za wulgarne wyrażenie, ale: wypierdzielał.
Boczek opuszcza korytarz i wychodzi na klatkę.
Marian: Panie Ferdku, nie poznaję pana. Co się panu stało?
Ferdek: Panie Marianie Januszu Paździochu, po prostu staram się zachowywać kulturalnie, w przeciwieństwie do niektórych mieszkańców tego budynku. A teraz przepraszam, ale muszę przygotować mieszkanie do powrotu mojej kochanej, niedocenianej żony, Haliny.
Ferdek wraca do mieszkania, pozostawiając zszokowanego Mariana.

Scena X
Salon. Do pomieszczenia wchodzi Halina z zakupami. Z progu jest zaskoczona.
Halina: Matko Boska… Jak tu czysto. Ferdek!
Z kuchni przychodzi Ferdek.
Ferdek: Słucham.
Halina: Ferdziu, ty naprawdę sam to wszystko posprzątałeś?
Ferdek: Absolutnie sam, Halino.
Halina: Niewiarygodne. Odkurzone, wymyte… I ty naprawdę… Zupełnie sam?
Ferdek: Nie rozumiem, droga żono, czy ty próbujesz mi coś insynuować?
Halina: Nie, nie, skąd, absolutnie. A kartofle?
Ferdek: Obrane. Równo trzy kilo.
Halina: Jezus Maria, to kto to wszystko zje?
Ferdek: Halino, przecież nie jesteśmy sami we wszechświecie. Są dzieci, jest synowa… Tak, synowa, wspaniała kobieta, naprawdę.
Halina: Oj, nie zagalopywuj się, bo to się już zaczyna robić niezdrowe. A powiedz mi taką jedną rzecz - w pośredniaku byłeś?
Ferdek: Kochanie, przecież wiesz doskonale, że w tym kraju niestety, ale nie ma żadnej pracy dla ludzi z moim wykształceniem.
Halina: Tak, to prawda… Ale z twoją elokwencją i kulturą osobistą, może się coś znajdzie.
Ferdek: Niemniej, Halino, nie mogę iść, ponieważ bardzo, ale to bardzo poważnie boli mnie noga noga w biodrze i nie mogę chodzić dobrze.
Halina: No widzisz, i do tego mówisz wierszem. Na pewno praca w pośredniaku już na ciebie czeka.
Ferdek: Ale…
Halina: Ferdziu, kulturalni ludzie niemający pracy chodzą do urzędu pracy. A ty chyba jesteś człowiekiem kulturalnym?
Ferdek: Oczywiście, że tak.
Halina: Więc wędruj!
Ferdek: To może ja buty przebiorę…
Halina: Tylko się pośpiesz.
Ferdek idzie w stronę sypialni.
Halina: No nie wierzę… On naprawdę idzie do pośredniaka!
Do salonu wchodzi Mariola.
Mariola: Kto idzie do pośredniaka?
Halina: Twój ojciec!
Mariola: Nie no, weź mnie nie rozśmieszaj. Już to widzę.
Halina: Ja też jestem w szoku. Nie wiem, co mu się stało! Od rana chodzi taki elegancki, kulturalny, jak Boczek po tym jego szkoleniu!
Mariola: Zaraz, zaraz, czekaj… Szkoleniu…
Halina: Co?
Mariola: O! Już wiem, kto mi mówił o tym całym szkoleniu!
Halina: No kto?
Mariola: Chodź ze mną, mamo!
Halina: Ale dokąd?
Mariola: No chodź!
Halina i Mariola wybiegają z salonu.

Scena XI
Pustostan. Rozmowa Oskara, Haliny i Marioli.
Oskar: No więc to moje urządzenie do odchamiania zostało wypożyczone, oczywiście nie za darmo, zakładowi, w którym pracuje pan Arnold Boczek. I tam zostało wykorzystane do odchamiania wszystkich pracowników.
Halina: I mój mąż, jak rozumiem, również wziął i wykorzystał tę maszynę?
Oskar: Ten, no…
Mariola: No, no mów!
Oskar: No tak, no miałem tego nie mówić… No ale jemu już chyba wszystko jedno. Mam nadzieję, że się pani na mnie nie gniewa, pani matko?
Halina: Czy ja się gniewam? Ja jestem zachwycona! Spójrzcie tylko na mojego męża!
W otwartych drzwiach widzimy przechodzącego Ferdka.
Ferdek: Kochanie, informuję cię, iż wychodzę do urzędu pracy!
Halina: Życzę szczęścia!
Ferdek odchodzi.
Mariola: No, wygląda na to, że to faktycznie działa!
Halina: Panie Oskarze, ja… Ja nie wiem, jak mam panu dziękować. Pan dokonał niemożliwego! Jego przez 40 lat żadna siła nie ruszyła z fotela!
Oskar: Proszę mi nie dziękować… Proszę dziękować nauce! To ona tego dokonała!
Mariola: No a ten, no… Efekty uboczne?
Oskar chrząka.
Halina: A co, jakieś są?
Oskar: Nie no, chyba raczej jakoś nie… Tylko ten… Istnieje ryzyko, że to odchamianie to… To ono jest tylko tymczasowe.
Halina: Jak to?
Oskar: To znaczy nie tyle tymczasowe, co po prostu… Może zostać przerwane przez jakiś nieprzewidziany bodziec.
Halina: Jaki bodziec?
Oskar: Nie miałem czasu na dokładne eksperymenty, ale… Pewnie to zależy od otoczenia.

Scena XII
Park. Na ławce siedzi Badura pijący wino. Ścieżką przechodzi Ferdek.
Badura: Uszanowanie, panie Ferdku!
Ferdek: Przepraszam, bardzo się spieszę do urzędu pracy!
Badura: Panie, wypluj pan te słowa! Chodź pan, napijemy się!
Ferdek: Przykro mi, ale ja jestem człowiekiem kulturalnym i nie spędzam czasu w takim towarzystwie.
Badura: Nie no panie, nie pociskaj pan takich pierdół. Przecież to jest najważniejsza kultura ze wszystkich!
Ferdek: Jakaż to?
Badura: Kultura picia, panie!
Ferdek: Tak pan powiada? No cóż, chyba nie zaszkodzi mi spróbować tejże kultury!
Badura: Nie krępuj się pan, bierz pan!
Badura podaje Ferdkowi butelkę, Ferdek po obwąchaniu jej i przejrzeniu etykiety pociąga łyk wina.
Badura: I co?
Ferdek: Bardzo ciekawy odłam kultury!
Badura: No i widzisz pan! Zara się przejdziem do Stasia po więcej tego towaru!
Ferdek: A czy to przypadkiem nie będzie już alkoholizm, proszę pana?
Badura: Nigdy w życiu, panie, żaden alkoholizm! Na alkoholizm to cierpią te wszystkie menele, panie, a my… Jesteśmy smakoszami!
Ferdek: No cóż, skoro tak sprawa wygląda, to oczywiście mogę peregrynować za panem…
Badura: Tak jest, panie Ferdku! Lecim na Szczecin!

Scena XIII
Podwórko koło trzepaka. Ferdek i Badura śpiewają i co chwila pociągają łyk wina. Z salonu przez okno sytuację obserwują Halina, Mariola i Oskar.
Halina: No i było tak pięknie i wszystko jak zwykle trafił szlag!
Mariola: Mówiłam ci, że ojciec to jest normalnie niereformowalny!
Na podwórku pojawia się także zataczający się Boczek.
Halina: No zobaczcie no, no nawet Boczka z powrotem przerobili!
Oskar: Przecież… Ja tego nie rozumiem…
Na podwórku pojawia się jeszcze Janusz, także - a jakże - zataczający się.
Halina: No nie! No nawet pan Janusz! Co jak co, ale myślałam, że on to akurat jest kulturalny z natury!
Mariola: Widzisz, mamo? Z kim przestajesz, takim się stajesz!
Kamera znów obejmuje zataczających się bohaterów na podwórku.

KONIEC
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 21:01

OSTATNI CHAM 2

SCENA I
Noc, sypialnia. Kiepscy śpią. Pukanie do drzwi. Ferdek idzie otworzyć.
Ferdek (mruczy pod nosem): Idę, idę... Nie rozerwę się kurde...
Boczek: Panie, afera jest w mordę jeża!
Ferdek: Mnie pana nocne afery nie interesują...
Boczek (pokazuje flaszkę): A alkoholowe afery?
Ferdek (uśmiecha się): A to już prędzej... Czym chata bogata... Tylko po cichu, bo w sąsiedniej chatce z piernika baba jaga se śpi...

(idą do kuchni)

Boczek: To słuchaj pan...
Ferdek: No ale polej pan najpierw...
Boczek (polewa): Sprawa jest bardzo poważna w mordę jeża...
Ferdek: To na sucho nie będziemy jej rozpatrywać. Polej pan!
Boczek (polewa): Chodzi o to, że...
Ferdek: Chodzi o to żebyś pan kurde polał!
Boczek (polewa): Bo ja nie wiem jak by było lepiej, panie Ferdku...
Ferdek: Lepiej by było żebym ja kurde polewał! (leje Boczkowi pół kieliszka, a sam wypija wszystko naraz prosto z butelki)
Boczek: Na zdrowie! To teraz jak już się pan napiłeś, to słuchaj pan...
Ferdek: Nie! To pan słuchaj! Nie interesują mnie pana nocne afery, wypierdzielać mnie stąd w podskokach kurde!
Boczek: Ale mówiłeś pan, że alkoholowe afery pana interesują...
Ferdek: A widzisz tu pan gdzieś jakiś alkohol?
Boczek: O! Piwo se tam wisi we siatce nad pralką! Widzę! Poczęstuj pan!
Ferdek: Piwo to nie alkohol, do widzenia!
Boczek: A żebyśta się zesrały... (wychodzi obrażony)

SCENA II
Salon. Ferdek i Halinka siedzą na fotelach i oglądają TV
Ferdek (je kaszankę): Halinka, ty se oglądasz?
Halina: No jak mam nie oglądać? Cały tydzień czekałam i teraz mam nie oglądać?
Ferdek (je kaszankę): Czyli se oglądasz...
Halina: No oglądam, bo co...
Ferdek (je kaszankę): Bo ja se nie mogę...
Halina: Co znowu?
Ferdek (je kaszankę): Halinka, bo ja nie mogę zrozumieć jednej rzeczy, co mnie prześladuje.
Halina: Niby czego?
Ferdek (je kaszankę): Dlaczego ten Boczek, to taki grubas, erosoman i świnia okazał się...
Halina: Wiesz co? Ty nudny jesteś. Ty mnie pytasz o to, co tydzień jak tylko mój serial leci... Nie podoba się, to nie oglądaj ze mną i mu dupy nie zawracaj...
Ferdek (je kaszankę): Ja żem się ciebie wcześniej o Paździocha pytał, a teraz mnie się o Boczka rozchodzi...
Halina: A... O Boczka... To też nie wiem... Czego marudzisz?
Ferdek (je kaszankę): Halinka, bo ja od tego czasu pojąć nie mogę, po co w ogóle takie coś stworzone zostało?
Halina: Ferdziu, a po co Pan Bóg stworzył Paździocha?
Ferdek (je kaszankę): No właśnie. Ja się ciebie pytam po co Pan Bóg ich obu stworzył...
Halina: A co ja? Duch Święty? Zresztą ty też święty nie jesteś...
Ferdek (je kaszankę): Halinka ja rozumiem, ja żem sam święty nie jest, ale przecież taki Boczek to jest przecież normalne obrzydlistwo. Po co w ogóle takie coś jest? Ja rozumiem jeszcze, jakby to on miał źle. Ale co, żarcie ma, pracę ma. Nawet nasz kibel ma i sam, żem go dzisiaj z niego wyganiał! Kurde, jak ja go nienawidzę... i po co w ogóle takie coś jest... Po co? Dlaczego on taki jest?
Halina: Ferdek, no nie wiem dlaczego on taki jest no! Może miał trudne dzieciństwo... I w ogóle ja ciebie proszę, skończmy ten temat, bo ja za siebie nie ręczę.
Ferdek (je kaszankę): Widzisz Halinka? Jak tylko się o tym grubasie zaczyna rozmowa, od razu konflikty się same rodzą. To jest Halina zło chodzące, trzeba by go wyeliminować.
Halina: To idź go eliminuj i mi dupy nie zawracaj...
Ferdek (je kaszankę): No dobre, to se zmieńmy temata...
Halina: No?
Ferdek (je kaszankę): Dlaczego ten Paździoch, to taka menda i świnia okazał się... Po co Pan Bóg w ogóle coś takiego stworzył? Halinka ja rozumiem, ja żem sam święty nie jest, ale przecież taki Paździoch to jest przecież normalne obrzydlistwo. Po co w ogóle takie coś jest? Ja rozumiem jeszcze, jakby to on miał źle. Ale co, żonę młodszą ma, bazar ma, kontakty biznesowe rozległe ma... Kurde, jak ja go nienawidzę... i po co w ogóle takie coś jest... Po co? Dlaczego on taki jest?
Halina: Paszoł von mnie stąd dokończyć audycję w pośredniaku!
Ferdek (je kaszankę): Ale Halincia...
Halina: A następny odcinek podobno wyemitują u adwokata!
Ferdek: Do widzenia pani... (wychodzi)
Halina: Ferdek! Czekaj!
Ferdek (zatrzymuje się): No ja nie wiem czy przyjmuję te przeprosiny...
Halina (śmieje się): Ta... Jeszcze czego! Całą kaszankę mi wyżarłeś, a o takiej godzinie się już się nigdzie nie kupi nowej. Idź pożycz trochę od Boczka i przy okazji się go zapytaj po co go pan Bóg stworzył...
Ferdek: Odmawiam! Mam swój honor!
Halina: Honorowy rycerzu, idź i ratuj damę w opresji!
Ferdek: Halinka...
Halina: Chyba, że wolisz iść do adwokata....

SCENA III
Ferdek idzie z dwoma piwami i puka do Boczka

Boczek (otwiera): Czego w mordę jeża?
Ferdek: Panie Arnoldzie... Bo taka sprawa jest...
Boczek: O! Piwo pan masz! (rzuca się na 2 puszki i wypija obie naraz w okamgnieniu)
Ferdek: Na zdrowie! To teraz słuchaj pan...
Boczek: Nie! To pan słuchaj! Nie mam czasu na pana nocne afery, do widzenia, wypierdzielać w mordę jeża!
Ferdek: Po co Pan Bóg w ogóle stworzył takie coś jak pan...
Boczek: Żebyś pan miał zagadkę!

SCENA IV
Salon. Ferdek i Halina.

Ferdek: No i mnie nie dał... Rozumiesz, nie dał kurde... Piwo ukradł, ale kaszanki nie dał...
Halina: W sumie się nie dziwię... Bardzo brzydko go potraktowałeś ostatniej nocy...
Ferdek: To ty słyszałaś?
Halina: Ferdziu... Nie rób ze mnie idiotki...
Ferdek: Halincia... Ja cię przepraszam... Ale ty mnie teraz czasem do tej mendy Paździocha nie wysyłaj! To ja już wolę do adwokata niż do Paździocha!
Halina: No bez przesady... Wszystko ma swoje granice... Żeby mi potem ta Helena wypominała, że mi w biedra poszło... Już trudno, obejdzie się bez...
Ferdek: Dziękuję ci, Halinciu moja złota...
Halina: Co ja z tobą mam...
Ferdek: Ale ja żem miał powód się tak wobec tej świni zachować, bo ja może żem ci tego nigdy nie mówił, ale ten Boczek to...
Halina: Już nie męcz, tylko oglądaj!
Ferdek: Ja nie wiem po co w ogóle...
Halina: Cicho! Idź do rzeźni jutro rano. Wiem, że pewnie sobie kupisz jakiś alkohol, więc masz tu na jedno małe piwo. Ale jedno! I małe!
Ferdek: O! Dziękuję ci, Halinciu moja złota...
Halina: Co ja z tobą mam...
Ferdek: To na piwo już mam i na kaszankie mam, a mówiłaś, że dasz jeszcze na jakiś alkohol...
Halina: Ferdek... Ty mnie nie uruchamiaj...
Ferdek: Ty już się bez potrzeby uruchomiłaś...
Halina: Piwo ma być jedno i małe, to się może uspokoję!

SCENA V
Pijany Ferdek wchodzi do rzeźni.

Ferdek (opiera się ręką o ścianę): NO I SSSSOOOO, PANIE BOOOOSZSZEK? TERAZ PAN MUSISZ MNIE DAĆ TĘ KASZNKIE!
Boczek: Najpierw się pan w kolejce ustaw!
Ferdek (ustawia się): No szybciej ludzie, szybciej kurde! (czeka i tupie nogą ze zniecierpliwienia) O! Wreszcie moja kolej! Kaszanki mnie pan dej!
Boczek: A pieniądze pan masz?
Ferdek (pokazuje mu kilka groszy): Jeszcze trochę mam!
Boczek: Tyle to panu na jeden plasterek starczy! (kroi 1 plasterek, pluje na niego i daje Ferdkowi) Proszę!
Ferdek: Do widzenia panu! (wychodzi obrażony)

SCENA VI
Korytarz. Ferdek stoi w kolejce do WC. Z WC wychodzi Paździoch
Ferdek: Dzień dobry.
Paździoch: Dzień dobry. Tylko nie mów pan, że znowu się pan będziesz kłócić, że mnie się chce zawsze wtedy, kiedy pan musisz...
Ferdek: Nie nie... Pan i tak jesteś anioł w stosunku do tego Boczka jednego kurde...
Paździoch: Aha, czyli inny stały repertuar... No dziękuję, dziękuję...
Ferdek: Pan wiesz co on mnie dzisiaj zrobił? Albo wczoraj?
Paździoch: To samo, co zawsze. Nie interesuje mnie to. Do widzenia.
Ferdek: Ale...
Halina (wychyla się zza drzwi): Nie uwierzysz co się stało, Ferdziu! Chodź szybko!
Ferdek (idzie i mruczy pod nosem): Co ten Boczek znów zmajstrował...

SCENA VII
Salon. Halina rozmawia przez telefon.

Halina: O! Już idzie! Już ci go daję!
Ferdek: Kto to?
Halina: Pamiętasz tę Elkę z naszej klasy? Tą, co zawsze długopisy od innych pożyczała, a swojego nigdy nie miała?
Ferdek (śmieje się pod nosem): No jak nie,. jak tak! Nogę żem jej kiedyś podstawił (śmieje się)
Halina: No wiesz co...
Ferdek: I co, ona teraz dzwoni?
Halina: Tak. Znowu mieszka we Wrocławiu. Mówi, że została szefową w jakiejś rzeźni.
Ferdek (bierze słuchawkę): Elka moja kochana! Słuchaj, czy to czasem nie jest rzeźnia na Kubusia Uszatka?
Ela (off): No jest, a co?
Ferdek: W takim razie uprzejmie donoszę, że niejaki Arnold Boczek pluje na mięso i na klientów
Ela (off): A wydawał się taki miły... To drań! To ja go zaraz wypierdzielę i się skończy!
Ferdek: Nie, nie... Ela... Bez przesady... To nie trzeba od razu wypierdzielać... Nie nie nie... Może po prostu wystarczy człowieka wychować? Wyślij go na jakiś obowiązkowy kurs resoncjalizancyjny z pracy i może to pomoże...
Ela (off): No dobra... Poszukam czy istnieje coś takiego...

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

SCENA VIII
Boczek wchodzi do gabinetu dr Dracza

Boczek (nieśmiało): Dzień ddobbry...
Dr Dracz: Na ma się czego bać... Dzień dobry.

MIESIĄC PÓŹNIEJ

SCENA IX
Korytarz. Ferdek czeka w kolejce do WC, z którego wychodzi Paździoch.

Ferdek: Dzień dobry.
Paździoch: Dzień dobry. Pan tak na tego Boczka gadasz, a ja go dzisiaj widizałem pierwszy raz od kilku tygodni i pan wiesz, że on się diametralnie zmienił? Przeprosił mnie za swój całokształt i obiecał, ze już nam tu więcej nie będzie blokował! Nawet mi dał sześciopak papieru i wiadro żarówek!
Ferdek (śmieje się): I gitara!
Paździoch: I co pan będziesz teraz gadał?
Ferdek: Jeszcze nie wiem co, ale na pewno coś na pana! (śmieje się)
Paździoch: Cham i prostak! (idzie do domu)

SCENA X
Noc. Sypialnia. Kiepscy śpią. Pukanie. Ferdek otwiera.

Boczek: Dzień dobry, panie Ferdynandzie. Jak tam zdrówko?
Ferdek: Niedawno żem se zaczął na bezsenność cierpieć z winy pewnych osobników, a co?
Boczek: Bo ja chciałem pana przeprosić. Pewnie pana czymś uraziłem, że mnie pan wyrzucił wtedy w nocy, a potem już na pewno pana uraziłem u siebie w domu oraz w rzeźni. Mam więc trzy wielkie powody do wstydu. Czwartym powodem jest fakt, że się pan za mną wstawił w pracy żeby mnie nie wyrzucali. Ja do pana tak niemiło, a pan do mnie tak miło... Kupiłem więc panu gąsiorek z 5 litrami wina. Piaty litr dorzucam gratis w imię sąsiedzkiej sympatii wobec dobrego ducha naszej kamienicy.
Ferdek (śmieje się): Ojej... Panie Boczek...
Boczek: Mam nadzieję, że kiedyś mi pan wybaczy...
Ferdek: Zapraszam do środka.
Boczek: Nie ma takiej potrzeby. Boję się, że obudzę panią Halinkę...
Halina (nagle przychodzi): Ja nie śpię, a miłych gości nigdy zbyt wiele, więc zapraszam.
Boczek: Dziękuję!

(wchodzą)

Halina: Ferdek, polej panu z gąsiorka
Ferdek (patrzy się ze smutkiem na gąsiorek): A tam jeszcze nalewka jest w szafie...
Halina: Ale z gąsiorka polej.
Ferdek: Ale...
Halina: Lej! (zauważa, że się zapomniała przy gościu i się niezręcznie uśmiecha) Pan Arnold pewnie woli z gąsiorka...
Boczek: Mi wszystko jedno... Nie chciałbym Państwu sprawiać kłopotu... A mogę tez wcale nie pić i tez się nic nie stanie...
Ferdek: O! To jest bardzo dobry pomysł!
Halina: Lej!!!
Ferdek (polewa z bólem serca): Proszę...
Halina: Mi też lej
Ferdek: A to ty pijesz?
Halina: Zależy od okazji...
Ferdek: A nie idziesz rano do pracy?
Halina: Jak tylko trochę polejesz, to się nic nie stanie...
Ferdek (leje jej kilka kropel z bólem serca): Proszę...
Halina: Nie kompromisuj się...
Ferdek (leje jej więcej): Masz! Masz!
Halina: Nie przy gościu! I to jeszcze tak szanownym!
Boczek (uśmiecha się nieśmiało): A jaki ja tam szanowny...
Halina: Już niech pan sobie nie umniejsza...
Boczek: A co ja właściwie panu zrobiłem tamtej nocy? Nie chciałbym powtarzać więcej tego błędu...
Ferdek: Aaaa.... Było, minęło... Wiesz pan, że już nawet nie pamiętam? To dawno temu było...
Halina: Mąż nie pamięta, bo pan nic nie zrobił, tylko mąż jest po prostu chamem, prostakiem, nierobem wąsatym i jełopem...
Ferdek: Halinka! Ja sobie nie życzę!
Halina: A to nie jest koncert życzeń!
Boczek: Pan Ferdek chamem? No gdzie...? Przecież on w Solidarności był i tymi ręcami osobiście komunę obalił...
Ferdek: Prawda to... Tymi ręcami żem...
Halina: Dobra, nie marudź Bolek, tylko polej jeszcze
Ferdek: Ale...
Halina: Widzi pan, panie Arnoldzie, jaki on skąpy?
Boczek: Bo mało ma...
Ferdek: No... No właśnie... Mało mam! Ale proszę! Dam wam! Pijcie z mojej krwawicy! Proszę (polewa im) Proszę!
Halina: A o co panu wtedy chodziło, tamtej nocy?
Boczek: A już nawet nie pamiętam... Coś tam chyba znalazłem i się pytałem jak będzie lepiej z tym zrobić, ale to pewnie pierdoły jakieś, a pan Ferdek ma znacznie poważniejsze zajęcia, a ja mu tutaj głowę zawracam...
Ferdek: O właśnie! Ja tu mam bardzo poważne zajęcia od świtu do nocy, na pewno ważniejsze niż te głupoty...

SCENA XI
Mieszkanie Boczka. W kącie widać 3 nieotwarte worki z karmą dla świnek morskich 3 różnych firm. Za nimi stoi klatka. W klatce leży zdechła świnka morska.

SCENA XII
Kontynuacja Sceny X

Boczek: Ja już muszę iść spać żeby rano do pracy wstać. Do widzenia.
Halina: Niech pan jeszcze zostanie...
Boczek: Nie, nie...
Halina: Ale tak miło jest...
Boczek: Ale ja już muszę...
Halina: Widzisz Ferdek? Gościa wypłoszyłeś...
Ferdek: Gość się przed pracą nie alkoholizuje, a ty...
Halina: Ty też nie powinieneś przed adwokatem...

SCENA XIII
Salon. Halina wraca z pracy, Ferdek ogląda TV.

Halina: Ferdynand, zrobiłeś coś dzisiaj?
Ferdek: Owszem! Jeszcze ile!
Halina: Zamieniam się w słuch...
Ferdek: Boczka żem nawrócił kurde!
Halina: Coś ty zrobił biednemu panu Arnoldowi?
Ferdek: Jak to co? Byłaś przy tym! Najpierw żem go na resoncjalizancję wysłał, a potem było widać efekty dzisiejszej nocy. Widziałaś jaki grzeczniuśki, miluśki?
Halina: Tylko szkoda, że nie każdy był wczoraj taki grzeczniuśki, miluśki...
Ferdek: A i owszem, Halinka, owszem... Cieszę się, że zauważyłaś, że przesadzałaś wczoraj z tym gąsiorkiem... No ale zdarza się... Przyjmuję przeprosiny...
Halina: Ja przesadzałam? Ja?
Ferdek: Dobrze, że już tego gąsiorka nie ma...
Halina: O nie! Pałka się przegła! (bije Ferdka szmatą, która wcześniej leżała na stole obok piwa)
Ferdek: Bohatera narodowego? Bohatera?!
Halina: Ty naprawdę uważasz, że to twoja zasługa, że Boczek jest teraz lepszy?
Ferdek: A czyja? Może twoja?
Halina: Moja nie, ale Eli, dr Dracza i Boczka przede wszystkim! To on musiał najciężej pracować!
Ferdek: Może i tak, ale ktoś to koło wprawił w ruch...
Halina: Ja ci nie umniejszam... Ty masz w tym jakiś wkład... Ale żeby się od razu nazywać jedynym bohaterem narodowym po pracy całej grupy?
Ferdek: Ty to mi nigdy nic miłego nie powiesz Halinka... Prorok nigdy nie jest doceniony w swoim własnym mieście...
Halina: To idź się wyprowadź!

SCENA XIV
Korytarz, Ferdek czeka w kolejce do WC, z którego wychodzi Paździoch.

Ferdek: Panie Paździoch, co tak długo?
Paździoch: Nie będziesz mi tu zwracał uwagi, grubasie jeden! Pan masz swoje u siebie na górze! Von!!!
Ferdek: Słucham?
Paździoch: Poszedł stąd sikać do rzeźni albo pod płot, a nie na obce piętro!
Ferdek: Pan mnie z kimś myli...
Paździoch: A! To pan, panie Ferdku! Bardzo pana przepraszam! Pomyliłem pana z Boczkiem...
Ferdek: Mnie? Z tą świnią?
Paździoch: Tacy panowie podobni... Proszę... (wskazuje ręką WC i idzie do siebie)
Ferdek (mruczy pod nosem): Chamstwo w państwie...

SCENA XV
Salon. Ferdek ogląda TV.

Helena (wchodzi): O! Dzień dobry, panie Boczek! A pana Ferdka nie ma? Sprawę do niego mam...
Ferdek: Słucham?
Helena: O! Widzę, że pan wąsa zapuścił... Zgól pan lepiej, bo się pan za bardzo kojarzysz sam wiesz pan z kim... (chichocze)
Ferdek: Z kim?
Helena: No z tym jeło... (nagle coś ją olśniewa) O! To pan Ferdek! Nie poznałam pana w pierwszej chwili... Przepraszam pana bardzo...
Ferdek: Ja wszystko rozumiem, ale żeby mnie mylić akurat z Boczkiem kurde?
Helena: Co ja poradzę, że panowie tacy podobni...
Ferdek: Co za sprawę pani ma do mnie?
Helena: Ofertę pracy znalazłam. Odśnieżanie pingwinów w tym nowym ZOO dwie ulice dalej.
Ferdek: Do widzenia!
Helena: Ale...
Ferdek: Do widzenia!!!

SCENA XVI
Sypialnia. Kiepscy leżą w łóżku. Ferdek przytula się do Haliny.

Halina: Panie Boczek! Gdzie z tymi łapami? Ja męża mam! On jest jaki jest, ale to zawsze mąż! Ja mu przed ołtarzem przysięgałam! Pan rozumie...
Ferdek: No właśnie nie bardzo...
Halina: A! To ty, Ferdziu! Nie poznałam cię! Przepraszam!
Ferdek: Dlaczego mnie dzisiaj wszyscy mylą z tym Boczkiem? Co ja żem wam zrobił? To jakiś głupi żart?
Halina: Nie... Naprawdę się pomyliłam i nie wiedziałam, że inni też...
Ferdek: To jeszcze gorzej...
Halina: Widzisz, Ferdziu... Boczek do tej pory był na najniższym szczeblu w hierarchii społecznej w naszej kamienicy, a może nawet na całym osiedlu... Jednak między innymi dzięki tobie awansował i teraz jest postrzegany jako człowiek z klasą...
Ferdek: Aha... A ja żem zawsze tę klasę miał i to dlatego się innym myli... (śmieje się)
Halina (wzdycha): No właśnie dokładnie odwrotnie... Boczek awansował, ale ludzie się przyzwyczaili, że raz na jakiś czas kogoś zgnoją... Ludzie tego potrzebują, bo wtedy czują się lepiej, rozumiesz? Wydawało się, że to dobrze, że Boczek się poprawił, ale jak widać nie do końca... Ludzie nie mają się teraz na kim wyżyć po ciężkim dniu w pracy albo przed pracą albo po kłótni z kimś innym... Kiedyś co zapomniałam powiedzieć tobie o piciu, to gadałam Boczkowi, jak widziałam, że pije 3 razy więcej niż ty... A teraz nie mogę...
Ferdek: Aha... I co ja z tym wszystkim mam wspólnego?
Halina: Już ci tłumaczę, Ferdziu... Widzisz... Ludzie tak łatwo nie zrezygnują z obiektu do gnojenia, bo to by zachwiało ich równowagę, dlatego jak Boczek się zmienił, to musieli sobie znaleźć drugiego Boczka. Kogoś, kto jest teraz najniżej w hierarchii społecznej...
Ferdek: I to ja?
Halina: A kto inny?
Ferdek: A Paździoch? Ja może czasem jestem trochę niemiły, ale Paździoch to menda i gnida! On jest ode mnie dużo gorszy!
Halina: Ale sam niedawno mówiłeś, że ma młodszą żonę, bazar, kontakty biznesowe... Nie da rady go gnoić...
Ferdek: A ta jego żona? On pracuje, a ona...
Halina: Młoda, ładna... Oczywiście bez przesady... (poprawia włosy i piersi) Ale całkiem, całkiem... Sprytna, że sobie takiego znalazła... Ja to bym nawet wolała ja gnoić, ale niestety to do niej nie pasuje... Nie ma jak...
Ferdek: No dobre... To w kamienicy może i masz rację... Chociaż tylko może... Ale żeby tak od razu na całym osiedlu? A taki Badura?
Halina: Pan profesor Badura to jest bardzo inteligentny, elokwentny i oczytany człowiek, któremu po prostu trochę w życiu nie wyszło, bo go żona zostawiła... Jemu jest wstyd coś złego powiedzieć...
Ferdek: To ta jego żona jest najgorsza! To kawał baby jagi kurde!!!
Halina: Ale ona za milionera wyszła. Zresztą ona już dawno w Polsce nie mieszka, to jak jej ludzie mają dokuczać?
Ferdek: Czyli to ja jestem kurde ten najgorszy, tak?
Halina: No niestety, Arno... Ferdziu, niestety...
Ferdek: O nie! Tak być nie będzie! Ja wychodzę i nie wiem kiedy wrócę!

SCENA XVII
Ferdek idzie ulicą w piżamie i szlafroku

Przechodnie dookoła: O! Dzień dobry, panie Boczek! Dzień dobry, panie Boczek! Dzień dobry, panie Boczek!
Ferdek: Pocałujcie mnie w dupę...

(Przychodzi pod zaplecze rzeźni. Staje tam i czeka.)

Ela (przychodzi po kilku godzinach): O! Cześć Ferdek! Kopę lat!
Ferdek: O! Eluś... Ty jedna mnie poznajesz i mi nie dokuczasz... Słuchaj, Eluś moja kochana... Mogłabyś mnie też wysłać na tą resoncjalizancję do dr Dracza?
Ela: Ale to jest tylko dla pracowników rzeźni.
Ferdek (myśli nad czymś intensywnie i się krzywi, po chwili milczenia mówi): A nie ma tu żadnego wolnego etata dla mnie?
Ela: Obawiam się, że w tej rzeźni nie ma stanowiska dla ludzi z twoim wykształceniem, Ferduś...
Ferdek: Ela... Po starej znajomości...
Ela: Boję się, że mi jeszcze coś zepsujesz...
Ferdek: To ja mogie nie pracować, tylko od razu jechać na tą resoncjalizancję...
Ela: O nie... Tak dobrze, to nie ma... Przed wyjazdem musiałbyś na niego zarobić!
Ferdek: A do sprzątania bym się nie nadał?
Ela: No dobrze... Dam ci szansę... Tylko niczego nie zepsuj!
Ferdek: Dziękuję ci, Eliś kochana!

SCENA XVIII
Rzeźnia. Ferdek zamiata.

Boczek (zza lady): Panie Ferdku, tam jest jeszcze trochę brudno! O! I tam! I tam! I tam! I tam! I tam!
Ferdek: A zasadził ktoś kiedyś panu kopa w dupę?
Boczek: Ja panu tylko pomagam żeby pana nie zwolnili... Tak jak pan mnie kiedyś uratował...
Ferdek: Dziękuję, obejdzie się...

SCENA XIX
Gabinet Eli na zapleczu rzeźni

Ferdek: Melduję, że już wszystko ładnie posprzątałem! Mogę jechać?
Ela: Nie tak szybko... Nie po pierwszym dniu... Zapracowałeś dopiero na przejazd w jedną stronę. A w drugą chcesz na pieszo wracać?
Ferdek: Ale po znajomościach...
Ela: Po znajomościach to ja cię tu już zatrudniłam i nie zwolniłam za picie, bo Arnold mnie uprosił...
Ferdek: To nie ja piłem...
Ela: Nie kompromisuj się...

SCENA XX
Ferdek sprząta w rzeźni i pije po kryjomu.

Klient I: Wszystko widziałem!
Ferdek: Ja też żem widział jak pan na mnie donosiłeś za komuny, a potem żem tą komunę tymi ręcyma obalił, więc trochi szacunku i trochi kultury!
Klient I: Wszystko powiem jak mnie pan traktuje...
Ferdek: Czyli jak zwykle...

SCENA XXI
Gabinet Eli.

Ferdek: Eluś moja kochana, ja już nie wyrabiam w tej pracy... Klienci się mnie bez sensu czepiają, chociaż ja im nic złego nie robię... Weź ty mnie wyślij już na tę resoncjalizancję... Proszę...
Ela: No już dobrze, dobrze, dobrze... Za 3 dni jedź do Elbląga...
Ferdek: Dziękuję! (wychodzi)
Ela: Ej! Ale jeszcze 2 godziny pracy ci dzisiaj zostały!
Ferdek: Wychodzę służbowo, bo muszę się zacząć pakować!

SCENA XXII
Salon. Ferdek i Halina razem pakują walizkę.

Ferdek: Widzisz, Halincia? Widzisz? Już żem trochę awansował, bo pracę mam, a jak wrócę z Elbląga, to awansuję jeszcze bardziej! Aż ci oko zbieleje!
Halina: No no... Już mi zbielało... Pozdrów go tam ode mnie i mi wstydu nie przynieś, bo to mój kolega ze studiów...
Ferdek: Nie bój żaby...

SCENA XXIII
Ferdek wchodzi do gabinetu dr Dracza

Ferdek (nieśmiało): Dzień ddobbry...
Dr Dracz: Na ma się czego bać... Dzień dobry.

MIESIĄC PÓŹNIEJ

SCENA XXIV
Korytarz. Halina, Paździochowie, Boczek

Halina (z wielką dumą): Właśnie widziałam go przez okno! Zaraz państwo zobaczą jak się zmienił! Zaraz państwo zobaczą! Oko państwu zbieleje!
Ferdek i Dr Dracz (wchodzą pijani, wzajemnie się podtrzymują): SZSZSZSZYYYYYYYYSSSSSSSSSSKIE RYBKI ŚPIĄĄĄĄĄĄ W JEZIORZE CIURAJLA CIURAJLA LA LA...
Helena (śmieje się): No widzimy, widzimy...
Ferdek i Dr Dracz: TYYYYYYYKO JEDNA SPAŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚ NIE MOŻEEEEEEEEE.... CIURAJLA CIURAJLA LA!!!
Paździoch: Sodoma i Gomora!
Boczek: Pewnie opijają postępy pana Ferdka w terapii...
Halina: Coś ty zrobił, jełopie?
Dr Dracz: Nie mów tak do niego, Halinka! Nie mów tak! Ani do mnie też tak nie mów! Bo ja tymi ręcami komunę obaliłem! Tymi ręcami! I tymi samymi ręcami Boczka nawróciłem!!! Tymi ręcami!!! Tę mendę Paździocha też bym nawrócił, ale nie ma jak... Nie potrafię... Halinka... Ja to jednej rzeczy nie rozumiem, co mnie bardzo męczy... Dlaczego ten Paździoch, to taka menda i świnia okazał się... Po co Pan Bóg w ogóle coś takiego stworzył? Halinka ja rozumiem, ja żem sam święty nie jest, ale przecież taki Paździoch to jest przecież normalne obrzydlistwo. Po co w ogóle takie coś jest? Ja rozumiem jeszcze, jakby to on miał źle. Ale co, żonę młodszą ma, bazar ma, kontakty biznesowe rozległe ma... Kurde, jak ja go nienawidzę... i po co w ogóle takie coś jest... Po co? Dlaczego on taki jest? Skocz mnie do Stasia po browarka, bo ja na sucho nie potrafię myśleć o takich tematach...

KONIEC

Dr Dracza grał Zbigniew Zamachowski
boczek22
Mad Max
Posty: 60
Rejestracja: 2019-12-01, 13:22

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: boczek22 » 2019-12-01, 21:08

KACRUDY:
Bardzo dobry scenariusz. Świetnie odwzorowany klimat najnowszych odcinków. Sporo humoru. Najbardziej do gustu przypadł mi dialog między kulturalnym Ferdkiem a kulturalnym Boczkiem. Z minusów mogło być więcej cytatów z literatury,taki running gag by był. Paździocha mało ale to akurat nie minus. ;-)
8/10
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 21:22

Bardzo dobry scenariusz. Styl idealnie odwzorowany. Miło, że dałeś jakąś rolę Oskarowi- nie wiadomo w ilu oficjalnych odcinkach jeszcze wystąpi, więc niech chociaż w fan fiction sobie pobędzie. Na plus każda scena oprócz obiadku. Obiadek był odwzorowany równie dobrze, co reszta i właśnie dlatego na minus :P Najlepsza scena to rozmowa kulturalnych Ferdka i Boczka pod WC. Dobre zakończenie. Widzę podobieństwo do mojej pracy- obaj zmusiliśmy Ferdka, aby poszedł w ślady Boczka. To było chyba bardzo intuicyjne i stanowiło najprostszą możliwą drogę :P

9/10
kacrudy
Indiana Jones
Posty: 106
Rejestracja: 2018-01-23, 17:18

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: kacrudy » 2019-12-01, 21:40

Dzięki za ocenę. ;)
Zabawne, że obaj wymieniacie wymianę zdań pomiędzy kulturalnymi Ferdkiem a Boczkiem jako najlepszą scenę, bo ta... Powstała na samym końcu. :P W pierwotnej wersji nie było Mariana i gdy dostrzegłem ten fakt, postanowiłem go gdzieś wcisnąć. I wymyśliłem tę scenę.
A był też jeden dialog, który wcisnąłem na końcu i już tłumaczę, czemu - otóż pamiętacie, jak Mungo mówił, że czyta na głos scenariusz i mierzy stoperem czas? No, to uznałem to za fajne utrudnienie (wiecie, wymóg równych 22 minut) i scenariusz był ciut za krótki, więc musiałem coś upchnąć. Dodałem więc ten dialog-zapychacz i ciekawe, czy zgadniecie, który to. :P
boczek22
Mad Max
Posty: 60
Rejestracja: 2019-12-01, 13:22

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: boczek22 » 2019-12-01, 21:43

Pierwsza scena? :lol:
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 21:44

Pewnie ten na samym końcu. Miał sens, ale pewnie poprzednia scena była minimalnie dłuższa, ale wciąż krótsza niż 2 ostatnie sceny razem w finalnej wersji.
A jak nie to, to może Oskar... :P
kacrudy
Indiana Jones
Posty: 106
Rejestracja: 2018-01-23, 17:18

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: kacrudy » 2019-12-01, 21:45

Nie, nie trafiliście obaj. ;) Podpowiem, że to nie była cała scena, a jedynie jej część.
boczek22
Mad Max
Posty: 60
Rejestracja: 2019-12-01, 13:22

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: boczek22 » 2019-12-01, 21:46

Dialogi przy obiadku? :-P
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 21:46

Jak Boczek jadł kiełbasę w salonie?
kacrudy
Indiana Jones
Posty: 106
Rejestracja: 2018-01-23, 17:18

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: kacrudy » 2019-12-01, 21:47

Też nie. Ten dialog ma coś wspólnego z Oskarem. ;)
boczek22
Mad Max
Posty: 60
Rejestracja: 2019-12-01, 13:22

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: boczek22 » 2019-12-01, 21:47

Scena 10 :-D
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 21:48

O wysłaniu Boczka na szkolenie z pracy?
kacrudy
Indiana Jones
Posty: 106
Rejestracja: 2018-01-23, 17:18

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: kacrudy » 2019-12-01, 21:50

To również nie to. No ale już wam powiem:
Ferdek: Ciemno tu jak w dupie u Murzyna!
Oskar: No… Noc jest.
Ferdek: Co to za gówno, o które żem się potknął?
Oskar: A, to mój motocykl! Sam go złożyłem, ze śmieci zebranych na złomowisku. Jak się ojcu podoba?
Ferdek: Hayabuza to to nie jest…
Myślałem, że to widać, że ten dialog jest tak "wklejony". :P
boczek22
Mad Max
Posty: 60
Rejestracja: 2019-12-01, 13:22

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: boczek22 » 2019-12-01, 21:51

Szczerze to to się kompletnie nie rzuca w oczy. :-P
I w ogóle wpadłem na pomysł:Może spróbujmy robić komentarze do naszych scenariuszy tak jak to robią reżyserzy na DVD? :-P
Pabfer
Jack Sparrow
Posty: 37
Rejestracja: 2019-12-01, 13:53

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Pabfer » 2019-12-01, 21:55

kacrudy pisze:
2019-12-01, 21:50
To również nie to. No ale już wam powiem:
Ferdek: Ciemno tu jak w dupie u Murzyna!
Oskar: No… Noc jest.
Ferdek: Co to za gówno, o które żem się potknął?
Oskar: A, to mój motocykl! Sam go złożyłem, ze śmieci zebranych na złomowisku. Jak się ojcu podoba?
Ferdek: Hayabuza to to nie jest…
Myślałem, że to widać, że ten dialog jest tak "wklejony". :P
Takie coś... Myślałem, że coś dłuższego... Tyle to się nie wyłapie...
boczek22 pisze:
2019-12-01, 21:51
Może spróbujmy robić komentarze do naszych scenariuszy tak jak to robią reżyserzy na DVD? :-P
Ja też dodałem do siebie jedną scenę. Nie na sam koniec pisania, tylko w trakcie, ale musiałem się cofnąć, bo w pierwotnej wersji scenariusza jej nie było i musiałem coś minimalnie zmienić żeby była. Nie zrobiłem tego ze względu na czas trwania odcinka, tylko tak sobie, bo mi się tak podobało :P W ramach tego komentarza reżyserskiego (który uważam za bardzo ciekawy pomysł), też mogę zarządzić zgadywankę. Chyba każdy scenariusz tak ma, że się go trochę zmienia przed publikacją, więc to jest dobra forma rozmowy o procesie twórczym :D
Anna Ostasiuk
Vincent Vega
Posty: 11
Rejestracja: 2019-12-01, 14:08

Re: Wojny scenariuszowe

Post autor: Anna Ostasiuk » 2019-12-01, 22:08

Kulturalny Boczek

Streszczenie: Boczek bierze udział w szkoleniu o kulturze i relacjach międzyludzkich. Owe szkolenie zmienia Boczka nie do poznania- staje się kulturalnym człowiekiem, zmienia swój wygląd na bardziej elegancki, co budzi podziw sąsiadów z wyjątkiem Ferdka i Paździocha, którym nie podoba się nagła przemiana Boczka i wyczuwają w tym jakiś niecny podstęp. Niespodziewanie jedno wydarzenie zmienia Ferdka i również zostaje człowiekiem obeznanym z kulturą.

SCENA I

Rzeźnia. Widać pracowników zajmujących się swoimi obowiązkami. W pewnym momencie z głośników słychać głos szefowej rzeźni.

Szefowa (słychać Jej głos przez głośniki): Uwaga, uwaga! Proszę wszystkich pracowników o pilnie stawienie się u mnie w moim gabinecie po zakończeniu pracy. Mam dla Was bardzo ważną wiadomość!
Boczek: Ciekawe jaką w mordę jeża?
Pracownik I: Pewnie chce Nas wywalić na zbity pysk. Wystarczy, że zauważy jakieś uchybienia w pracy i od razu wypad. Ona chłopa nie ma i dlatego czepia się o każdy drobiazg.
Pracownik II: Albo chce kogoś awansować. Bez powodu nie wzywałaby Nas do swojego gabinetu.
Boczek: Pewnie ma zamiar dać Nam podwyżkę. W końcu i tak g---- zarabiamy to teraz będzie szansa na uzupełnienie Naszych osobistych budżetów.
Pracownik I: Arnold, wszystkiego się dowiemy jak przyjdziemy do szefowej.
Pracownik II: Dobra wracajmy do roboty, bo jak szefowa zobaczy, że się obijamy to Ona naprawdę wywali Nas z pracy.
Boczek: Właśnie w mordę jeża. My tu pierdu pierdu, a pracować trzeba, bo w tej chwili nic nie robimy tylko obijamy się i gadamy o niczym.

SCENA II

Gabinet szefowej rzeźni. W środku wraz z szefową znajdują się Boczek i inni pracownicy.

Szefowa: Zwołałam Was tutaj, żeby przekazać ważną wiadomość.
Boczek (do kolegów z pracy): Mam nadzieję, że nie wywali któregoś z Nas na zbity pysk. Może chce kogoś awansować lub dać podwyżkę?
Szefowa: Proszę tu nie rozmawiać między sobą, tylko słuchać! Otóż nasza rzeźnia bierze udział w szkoleniu dotyczącym kultury i relacji międzyludzkich.
Boczek: To ja się zgłaszam na szkolenie.
Pracownik I: Ja też.
Pracownik II: I ja też.
Szefowa: To bardzo dobrze, że się zgłaszacie. Tak się składa, że to nasza rzeźnia finansuje całe szkolenie. Cała Wasza grupa wyjeżdza w ten weekend, po Was pojedzie kolejna grupa pracowników.
Pracownik I: A gdzie ma się odbyć to szkolenie?
Szefowa: Szkolenie odbędzie się w jednym z hoteli w Karpaczu. Pobyt i wyżywienie zostanie opłacony przez naszą firmę.
Boczek: To bardzo dobrze, że my nie musimy za nic płacić, tylko firma robi to za pracowników.

SCENA III

Dzień. Korytarz. Ferdek idzie do toalety, z której wychodzi Boczek.

Boczek: O dzień dobry panie Ferdku!
Ferdek: Panie Boczek! Wiele razy Panu mówiłem, że Pan ma tu nie przychodzić, a Pan przychodzi!
Boczek: Panie Ferdku, czemuś Pan jesteś taki niemiły dla mnie? Ja staram się być dla Pana miły i kulturalny, a Pan jest dla mnie niemiły w mordę jeża.
Ferdek: Bo Pan jesteś świnia, grubas i cham bez kultury!
Boczek: Panie nie obrażaj mnie Pan, dobre?! Tak się składa, że ja niedługo wyjeżdzam na takie szkolenie, gdzie mają mówić o kulturze i relacjach międzyludzkich i po tym szkoleniu zostanę kultularnym człowiekiem.
Ferdek: Panie, g***o mnie to obchodzi! Pan jesteś antyprzykładem jakiejkolwiek kultury. Pewnie Pan będzie się obżerał na tym całym szkoleniu i nielegalnie zajmował toaletę w czyichś pokojach.
Boczek: I tu się Pan mylisz w mordę jeża. Jadę tam, żeby nauczyć się kultury i relacji międzyludzkiej.
Ferdek: I Pan chce być kulturalny, skoro Pan nie zna żadnych podstawowych zasad dobrego wychowania.
Boczek: Panu też zalecam takie szkolenie. Może Pan zacznie być miły i kulturalny dla innych.
Ferdek: Panie, wypierdzielaj mnie Pan stąd!
(Boczek bez słowa wychodzi na klatkę schodową)
Ferdek: Kurde, kultury będzie mnie uczył grubas jeden. Nie no ja muszę się napić.

SCENA IV

Dzień. Kuchnia. Ferdek i Halina jedzą obiad.

Ferdek: A wiesz Halinka, że Boczek wyjeżdza na szkolenie o kulturze i relacjach międzyludzkich?
Halina: Boczek mi o tym wspominał, gdy wracałam z zakupów. Mówił, że to Jego zakład pracy finansuje to wszystko i pracownicy będą mieli opłacony pobyt wraz z wyżywieniem.
Ferdek: Ja nie rozumiem, co ma do zaoferowania taki osobnik jak Boczek. Przecież On w ogóle nie wie, co to znaczy kultura. Korzysta z cudzych węzłów sanitarnych, wyżebruje od Nas jedzenie- mówiąc, że to ''jego ulubienie'', obżera i uchlewa się bez opamiętania. W dodatku używa takich słów jak np. "W mordę jeża", "kuźwa", "w d..ę węża".
Halina: Wygląda na to, że Boczek chciałby zmienić swoje zwyczaje i zgłosił się na to szkolenie, żeby się czegoś nauczyć.
Ferdek: Pewnie wróci stąd jeszcze gorszy i dalej będzie taki sam niż przed szkoleniem.
Halina: Ja też bym chciała wysłać Ciebie na takie szkolenie, chociaż wątpię, żeby to przyniosło jakieś efekty.
Ferdek: A idźże, idźże.
Halina: Najlepiej to siedzieć całymi dniami przed telewizorem i nic nie robić.
Ferdek: W tej chwili bardzo mnie uraziłaś i ja teraz wychodzę i nie wiem kiedy wrócę.
Halina: Proszę bardzo, droga wolna.

SCENA V

Noc. Słychać pukanie do drzwi.

Ferdek: Co jest kurde? Noc jest kurde.
(otwiera drzwi i widzi Paździocha)
Ferdek: Czego?
Marian: Dobry wieczór sąsiedzie.
Ferdek: Panie Paździoch, trzecia w nocy jest.
Marian: Mam do Pana bardzo ważną sprawę.
Ferdek: Panie, na takie poważne tematy to ja na sucho nie rozgryzę.
Marian: A kto powiedział, że na sucho?
(Paździoch wyciąga spod szlafroka flaszkę wódki)
Marian: Można?
Ferdek: Zasadniczo można, ale może zejdźmy do piwnicy. Moja żona teraz śpi, jeszcze coś usłyszy i będzie dym.
Marian: No dobra niech będzie. Tylko trzeba coś wziąć na przekąszenie i kieliszki.
Ferdek: To ja wezmę ogórki kiszone lub słone paluszki. Pan masz kieliszki?
Marian: Oczywiście, że mam.
Ferdek: No to chodźmy.

SCENA VI

Noc. Piwnica. Ferdek i Paździoch piją wódkę.

Marian: Pan wie o czym chciałbym z Panem porozmawiać?
Ferdek: Wiem- o Arnoldzie Boczku.
Marian: Otóż doszły mnie słuchy, że wyjeżdza na szkolenie na temat kultury i relacji międzyludzkich.
Ferdek: No wiem, słyszałem to od samego Boczka oraz od mojej żony, która z Nim rozmawiała na korytarzu, gdy wracała z zakupów.
Marian: Przecież ten grubas w ogóle nie zna pojęcia słowa "kultura". Taki osobnik jak Boczek jest antyprzykładem jakiejkolwiek kultury.
Ferdek: I tu się z Panem zgodzę. Boczek korzysta z naszej prywatnej publicznej toalety, choć ma swój węzeł u siebie na górze, wsadza nos w nieswoje sprawy, wyżebruje od Nas jedzenie i tłumaczy to jednym argumentem- że to "jego ulubienie".
(słychać czyjeś kroki, po czym pojawia się Paździochowa)
Helena: A tutaj jesteś, łysy szczurze! Do chałupy ale już!
Marian: Nie widzisz, że ja prowadzę rozmowę z panem Ferdkiem o poważnych sprawach?
Helena: G***o mnie to obchodzi. Nie będziesz mi się opijał po nocy w piwnicach ani nigdzie.
Marian: Przepraszam panie Ferdku za moją żonę i niemiłą scenę z Jej udziałem, ale muszę iść do domu.
Ferdek: Panie Paździoch, nic się nie stało. Postaramy się to nadrobić w bardziej przyjaznych okolicznościach.
Marian: Mam taką nadzieję, do widzenia.
Ferdek: Do widzenia.

SCENA VII

Dzień. Sala konferencyjna w hotelu. Przy stole dla prelegentów siedzi jeden ze szkoleniowców, w głębi sali siedzą Boczek z znajomymi z pracy, którzy z zainteresowaniem słuchają wykładu prelegenta.

Szkoleniowiec (niepełny fragment wypowiedzi): Jedną z najważniejszych rzeczy, która ma pomóc w budowaniu relacji międzyludzkich jest empatia. Wyobrażcie sobie Państwo taką sytuację, że komuś z grona Pańskich znajomych zmarła bardzo mu bliska osoba. Jak byście na to zareagowali.
(Boczek podnosi rękę)
Szkoleniowiec: Panie Arnoldzie, niech Pan mi powie, co Pan by zrobił, gdyby komuś z Pana znajomych zmarł ktoś bardzo mu bliski?
Boczek: Wysłucham tego, co ta osoba chce powiedzieć i wczuć się w jej sytuację.
Szkoleniowiec: Bardzo dobrze, panie Arnoldzie.
(część sceny- dalszy ciąg wykładu)
Szkoleniowiec: Za chwilę napiszecie test wiedzy o tym, czego się dowiedzieliście w trakcie tych interesujących wykładów. Na zakończenie otrzymacie Państwo zaświadczenia o udziale w szkoleniu.
Boczek (do siebie): Pewnie sobie poradzę. Uważnie słuchałem tych wykładów to dla mnie ten test to będzie bułka z masłem.
Szkoleniowiec: Uwaga! Rozdaję Państwu testy i rozwiązujecie je przez godzinę. Tylko nie stosować żadnych nieuczciwych praktyk typu ściąganie. Zrozumiano?
Wszyscy: Zrozumiano!

SCENA VIII

Dzień. Salon Kiepskich. Słychać pukanie do drzwi.

Ferdek: Otwarte!
(do mieszkania Kiepskich wchodzi elegancko ubrany Boczek)
Boczek: Dzień dobry szanowny panie Ferdku.
Ferdek: Panie, a cożeś Pan taki wystrojony, jakbyś Pan miał iść na wesele czy coś?
Boczek: Szkolenie mnie zmieniło- odtąd nie jestem już człowiekiem bez kultury i wychowania. Poznałem zasady dobrego wychowania, staram się budować dobre relacje z sąsiadami, w tym z Panem.
Ferdek: Ciekaw jestem, co Pan chce przez to osiągnąć? Jedno wiem na pewno, że ta cała przemiana to podstęp, żeby wykupić pełny dostęp do naszej prywatnej publicznej toalety.
Boczek: Pan po prostu mi zazdrości, bo Pan też chciałby być taki sam jak ja, tylko Panu brakuje chęci na zmiany.
Ferdek: A zasadził Panu ktoś kiedyś kopa w d**ę?!
Boczek: A kulturalniej nie można?
Ferdek: No proszę, taki człowiek jak Pan próbuje mnie kultury uczyć, a sam jej nie zna!
Boczek: Panie, proszę mnie nie obrażać! Ja w przeciwieństwie do Pana staram się być miły dla innych ludzi.
Ferdek: W tej chwili paszoł won z mojego domu! Nie będę tolerował Pana pod moim dachem!
Boczek: Jak Pan sobie życzy.

SCENA IX

Dzień. Korytarz. Halina wraca z pracy.

Boczek: Dzień dobry pani Halineczko!
Halina: Dzień dobry panie Boczek.
Boczek: Jak tam zdrówko, droga pani sąsiadko?
Halina: A dziękuję, dobrze. A jak tam było na szkoleniu?
Boczek: Było bardzo ciekawe. Dowiedziałem się wielu ważnych rzeczy.
Halina: A jakich?
Boczek: Że należy słuchać tego, co mówi drugi człowiek i nie przerywać mu, dopóki nie skończy swojej wypowiedzi. Na koniec wszyscy uczestnicy pisali test wiedzy na tematy poruszane na szkoleniu i otrzymaliśmy zaświadczenia o uczestnictwie.
Halina: Pogoda dopisywała?
Boczek: Była słonecznie, ale niestety zimno na dworze- jak to w górach o tej porze roku.
Halina: To akurat prawda.
Boczek: A właśnie, chciałbym Panią zaprosić wraz z Pani mężem do teatru. Udało mi się wykupić bilety na bardzo ciekawą sztukę teatralną. Odbędzie się ona w sobotę wieczorem
Halina: Może mi się uda namówić męża na wyjście z domu. Jego ciężko wyciągnąć z domu.
Boczek: Mam nadzieję, że Państwo będziecie się dobrze bawili w moim towarzystwie?
Halina: Oczywiście, że tak.

SCENA X

Dzień. Salon. Ferdek i Halina rozmawiają przy stole.

Halina: Wiesz Ferdziu, że Boczek zaprosił Nas do teatru?
Ferdek: Przepraszam bardzo, ale będę musiał odmówić.
Halina: A to niby dlaczego?
Ferdek: A dlatego, że nie będę z chamem się zadawał!
Halina: I tu się mylisz, Ferdek. Akurat Boczek zmienił się nie do poznania. Zaczął być miłośnikiem teatru, jest obeznany z nowinkami ze świata kuktury, zaczął czytać czasopisma o tematyce kulturalnej, bardzo ciekawe książki i wiele innych. Zatem Cię ostrzegam albo się dostosujesz do takiego stanu rzeczy albo spotkamy się u adwokata.
Ferdek: W zaistniałej sytuacji nie chcę ale muszę przystać na Twoje warunki.
Halina: Mam nadzieję, że nie zrobisz mi wstydu?
Ferdek: Obiecuję, że będę się dobrze zachowywał w teatrze.
Halina: To bardzo dobrze.

SCENA XI

Noc. Korytarz. Ferdek i Halina wracają do domu w dobrych humorach.

Ferdek: Wiesz co, Halinka? Nawet fajna była ta sztuka teatralna.
Halina: A trzeba było się stawiać i odmawiać wyjścia?
Ferdek: Bo wiesz Halinka- byłem w szoku, że Boczek dał Tobie taką propozycję.
Halina: Może zaczniemy częściej spędzać wieczory w taki sposób- poprzez obeznanie się ze sztuką.
Ferdek: Tylko wiesz- trzeba znaleźć na to czas.
Halina: Może Ty Ferdziu zaczniesz być kulturalną osobą?
Ferdek: To dobry pomysł Halińcia. Boczek naprawdę jest bardzo miłą i kulturalną osobą. Mógłbym się czegoś od Niego nauczyć.
Halina: To ja mu powiem, żeby Ciebie nauczył kultury i dbania o relacje z ludźmi. Właśnie Boczek zmieni Cię z gbura na kulturalnego i miłego człowieka.
Ferdek: Halińcia, dla Ciebie wszystko! I z tego miejsca oświadczam, że biorę udział w tym przedsięwzięciu.
Halina: Jestem z Ciebie dumna, Ferdek!

SCENA XII

Dzień. Ferdek idzie korytarzem w stronę toalety, z której wychodzi Boczek. Obydwaj są elegancko ubrani.

Boczek: Dzień dobry, panie Ferdku!
Ferdek: Dzień dobry Panu serdecznie.
Boczek: Co tam u Pana słychać?
Ferdek: U mnie wszystko dobrze. Dzięki Panu teraz jestem kulturalnym człowiekiem. Prawie w ogóle nie piję alkoholu, nie palę, nie przeklinam, zacząłem chodzić do opery i do teatru.
Boczek: A do kina to Pan też chodzi?
Ferdek: Też chodzę do kina- na bardzo ciekawe filmy.
Boczek: Widzę, że moje nauki nie poszły w las.
Ferdek: Ja jestem za to wszystko bardzo wdzięczny panie Boczek. Pan zawsze będzie u Nas mile widziany.
Boczek: A dziękuję bardzo!

KONIEC

Obsada aktorska
Ferdek- Andrzej Grabowski
Halina- Marzena Kipiel-Sztuka
Marian Paździoch- Ryszard Kotys
Helena Paździoch-Renata Pałys
Boczek- Dariusz Gnatowski
Szefowa- Dominika Kurdziel
Pracownik I- Włodzimierz Dyła
Pracownik II- Paweł Okoński
Szkoleniowiec- Łukasz Płoszajski
ODPOWIEDZ