Forum Filmowe, Recenzje filmów, Lost: Zagubieni, Seriale | ZERO DOWNLOADU (w tym filmy online), TYLKO DYSKUSJE!

[OC] - Eunice

Twórczość użytkowników związana z "Lost": opowiadania, wiersze itd.
Elisha
Indiana Jones
Posty: 206
Rejestracja: 2009-01-23, 16:52

[OC] - Eunice

Postautor: Elisha » 2009-02-13, 22:12

A niech to, spróbuję. Opowiadanie typowe OC, zaczerpnięte z pamiętnika rozbitków, w którym miałam przyjemność pisać przez chwilę, a który niestety szybko się rozpadł. Na razie liczy sobie kilka odcinków, jeśli się spodoba, to postaram się kontynuować pisanie. Wpadłyśmy razem z pasztecikiem na pomysł, że połączymy nasze, dwa wątki. Już wcześniej planowałyśmy tak zrobić, nawet wymyśliłyśmy kawałek fabuły, ale nie udało się. Niestety ten fanfic jest dosyć stary. Pisząc go, nie miałam pojęcia, że wyspa zniknie, rozbitkowie będą podróżować w czasie, itd. Dlatego ostrzegam - akcja toczy się tuż po rozbiciu samolotu.

Zastanawiałam się, czy nie wklejać linków do requestów (odpowiedzi innych rozbitków, niestety niepisanych przeze mnie). Nie wiem, czy bez nich będzie to sensowny ff. Na szczęście moja postać nie była aż tak bardzo towarzyska.

[center]KRĄG MARTWYCH [/center]


Wiatr uderzający świeżymi podmuchami powietrza w twarz. Promyki słońca przebijające się przez ciężkie burzowe chmury. Drobne kropelki deszczu opadające na ramiona. Sklejone deszczem włosy, przyklejające się do policzków. Zamazany widok, słychać było tylko odległe burzowe grzmoty i odgłosy szybkiego pedałowania przed siebie. Dwa rowery przecinały wzdłuż ciemną, asfaltową drogę, otoczoną złotymi polami. Było lato. Często zdarzyło się, że wychodząc z domu miałeś przed oczami błękitne niebo bez cienia jakiejkolwiek chmury, a już po kilku minutach zasnuwało się ono granatem, na którym czele górowały olbrzymie, ciemne kłęby, zraszające letnim prysznicem wszystko na swojej drodze.
- Ile dałabym, żeby być już w domu - jęczała Sassa, usiłując jechać szybciej, gwałtownie przebierając nogami. Osiągała odwrotny efekt, jechała coraz wolniej i zaczynała się męczyć.
- Nie marudź. - rzuciłam krótko, rzucając jej szybkie spojrzenie. - Pomyśl pozytywnie. Wtedy słońce paliło tak mocno, że wylewałaś z siebie siódme poty. A teraz... Masz prysznic na ochłodzenie. - Uśmiechnęłam się do siebie.
- Bardzo śmieszne. Wtedy przynajmniej... - urwała szybko. Najwyraźniej nie miała za wiele do powiedzenia. Pokiwała głową z rozbawienia. Z nieba nadal sączyła się mżawka, przemaczając nasze ubrania.
- Pieprzony deszcz. Cholera. Mój... - sięgnęłam nerwowo do kieszeni. Była cała przemoczona, wraz z I-Podem, który zbuntował się, i przestał grać. - Cholera - powtórzyłam. Przed chwilą tryskałam energią i pozytywizmem, a teraz zamieniam się w istne nieszczęście, a to za sprawą durnego odtwarzacza.
- Pieprzyć to - mruknęłam do siebie i wybuchnęłam głośno śmiechem.
- Co Ci jest? - Sassa ponownie odwróciła się w moją stronę. - Masz niezłe huśtawki nastrojów, co się z Tobą dzieje?
Zakrztusiłam się ze śmiechu i straciłam kontrolę nad kierownicą. Wszystko przed moimi oczami zamazało się, a koła niebezpiecznie zmieniły kierunek. Po chwili poczułam, że spadam z roweru. Potem z całym impetem coś uderzyło mnie w ramię, i zaczęło wydawać piski. Dotknęłam odruchowo głowy, deszcz kapał mi na twarz, i wydawało mi się, że leżę w jakiejś kałuży. Podniosłam rękę ku oczom, które próbowałam otworzyć. Wszystko wkoło wirowało, a powieki były cięższe niż zwykle. Poczułam dziwny, metaliczny smak, a przed oczami ujrzałam zakrwawioną rękę.


Wkoło rozbrzmiał głuchy jęk, który gwałtownie zmusił mnie do przebudzenia. Z trudem otworzyłam sklejone powieki i uniosłam się lekko na dłoniach. Nieznośny ból przeszył całą moją dłoń, zmuszając mnie do ponownego opadnięcia na... piasek? Poruszyłam niesprawną ręką i podniosłam ją ku oczom. Wielka szrama, z której sączyła się krew, przeszywała całą dłoń aż do łokcia. Rana wyglądała okropnie, po części zakrywał ją kawałek szmaty, robiący za opatrunek. Prowizoryczny bandaż był cały uwalany w piasku, co dodatkowo wzmagało ból. Zaklęła cicho pod nosem. Ponowiłam próbę podparcia się. Tym razem na jednej ręce. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie leżały ciała - niektóre były martwe, a niektóre drgały jeszcze w bólu i cicho (jak dla kogo) jęczały. Najwidoczniej wzięli mnie za trupa i wynieśli w miejsce, które można by określić mianem kostnicy. Można by, gdyby wszyscy wkoło byli martwi.
Zerknęłam w dół, na resztę mojego poobijanego ciała. Cholera, że też musiałam się tak `uszkodzić`. Co jak co, ale zawsze dostawało mi się w kość od życia najczęściej. Chociaż ten jeden, pieprzony raz mogłabym ujść z czegoś cało. A właściwie... z czego?
- Gdzie ja do cholery jasnej jestem? - mruknęłam. Nerwowo mrugałam powiekami, próbując się przyzwyczaić do otoczenia. Kiedy wszystko było już jasne, zdołałam uchwycić dźwięk szumu morza. Morza?
Plaża świeciła pustkami, wkoło było dosyć ciemno. Zapadał zmrok. Wydawałoby się, że jest całkowicie pusto. Odwróciłam głowę w inną stronę. A jednak, gdzieś w oddali zamajaczył mi przed oczami ogień, i można było dosłyszeć szmer rozmów pomiędzy jakimiś ludźmi. Teraz kompletnie nie miałam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi.
Spróbowałam podnieść się z `legowiska`. Świetnie - uznano mnie za trupa. Jak tak dalej pójdzie, będę mogła straszyć ludzi w nocy i mieć przy tym wielki ubaw. Pomimo niezmiernego wysiłku udało mi się wygramolić z otoczenia martwych duszyczek. Jakoś w tym momencie nie pociągała mnie perspektywa spędzenia miłego wieczoru z uroczymi martwymi braciszkami i siostrzyczkami, co bardzo mnie zdziwiło. Od kiedy pamiętam, zawsze miała jakieś ciągoty do tego typu rzeczy.

Kiedy udało mi się stanąć na nogach, skierowałam się w stronę palenisk z zamiarem dowiedzenia się, co się dzieje. Kroczyłam jak pijana po piasku, zataczając niewielkie kręgi. Piasek był małą przeszkodą w porównaniu do gałęzi wystających spod niego.
- Cholera - jęknęłam nieco zdenerwowana. Jak tak dalej pójdzie to nie dotrę nawet do pierwszej lepszej osoby. Przewróciłam się na piasku i wpatrzyłam w ciemne niebo. Gwiazdy. Westchnęłam głośno.
- Pieprzony... - urwałam.
Usłyszałam jakieś kroki, szybko przewróciłam się na brzuch i spojrzałam ku górze. Przed oczami zamajaczyła mi jakaś sylwetka wysokiego faceta.
- Co tu tu robisz? - zapytał nieco zdziwiony.
Nie odezwałam się ani słowem. Próbowałam uspokoić swój oddech. W końcu nie co dzień ląduje się w jakimś miejscu, o którym nie ma się za wiele pojęcia, a potem wywraca się na piasku i czuje jak pijany.
Facet świdrował mnie spojrzeniem.
- Jesteś ranna. Nie powinnaś tak swobodnie przechadzać się po plaży. Chodź ze mną do namiotu, obejrzę Twoje rany - powiedział stanowczym tonem, zbliżając się do mnie.
I co jeszcze? Mam z nim pójść, dać się obejrzeć jakiemuś nieznajomemu i odejść w spokoju, bez grosza przy duszy. Może mam mu jeszcze udzielić jakichś ofert towarzyskich.
- Dobrze się czujesz? - spytał ponownie, podając mi rękę.
- Wyśmienicie. Zwłaszcza że uznano mnie za trupa i zostawiono w kręgu moich martwych braci. Nie sądzisz, że to wspaniałe uczucie być tak dostrzeżonym? W końcu nie codziennie można spotkać się w szerszym kręgu i pogadać o życiu przed śmiercią. Interesujące - zaśmiałam się.
- Jack. - Usłyszałam po chwili ciszy. Zrobiło mi się niedobrze.
Przestałam udawać obrażoną i podałam mu rękę.
- Eunice.
Pomógł mi się podnieść.
- Przepraszam - mruknęłam cicho i odbiegłam na skraj plaży.
-Nic Ci nie jest?! - Usłyszałam wołanie Jacka.
Pokręciłam do siebie głową. Niedobrze mi. Naprawdę mi niedobrze. Zwymiotowałam. Wykrzywiłam usta i zwróciłam się z powrotem w stronę ognisk. Jack stał wciąż w tym samym miejscu, patrząc niepewnie przed siebie.
Nagle coś za moimi plecami wydało przeraźliwy dźwięk. Potężny ryk rozniósł się po całej plaży. Nagle mnóstwo osób wychyliło się ze swoich legowisk i zebrało się w jednym miejscu. Powoli odwróciłam się tyłem do miejsca, z którego wróciłam.
Potworne `coś` cały czas wydawało dziwne dźwięki. Co więcej jakby wciągało palmy pod ziemię. Patrzyłam na to wszystko nieprzytomnym wzrokiem.
- Gdzie ja jestem do jasnej cholery? - powiedziałam bardziej do siebie.
Morgoth
Nosferatu
Posty: 3136
Rejestracja: 2007-12-27, 22:16

Re: [OC] - Eunice

Postautor: Morgoth » 2009-02-14, 18:42

Gdzie ja jestem?! Gdzie ja jestem?! :D oooooo
Niesamowicie mi się podoba... zwykle nie miałem problemów z wytykaniem błędów... ale teraz na nic nie mogę trafić... nic, czego można by się przyczepić :D Zdecydowanie masz talent do pisania! Nie zastanawiaj się, tylko wrzucaj następny odcinek, ale nie śpiesz się, żeby za szybko nie skończyły się rezerwy :D Bo czuje się głód :D Naprawdę chce się czytać dalej. Cieszę się że zmieniasz fabułę, gdy Potwór dał o sobie znać to Jack siedział z Kate. Zastanawiam się jak dalej będziesz wprowadzać wydarzenia z LOST, a jak będziesz je przeplatać wydarzeniami, których nie widzieliśmy i o których nic nie wiemy :D
.pasztecik.
Tyler Durden
Posty: 433
Rejestracja: 2008-09-06, 14:22

Re: [OC] - Eunice

Postautor: .pasztecik. » 2009-02-14, 19:05

Ach, ty moja ulubiona grafomanko ;] Super, jak zawsze.
Elisha
Indiana Jones
Posty: 206
Rejestracja: 2009-01-23, 16:52

Kici-kici

Postautor: Elisha » 2009-02-14, 19:17

Pasztecik, nie przesadzaj. Jestem mniej grafomańska od Ciebie. :mrgreen:

Morgoth, dzięki. Postaram się dozować w zwolnionym tempie. Jeden na dzień wystarczy? :mrgreen: O, i nie byłam świadoma, że aż tak zmieniłam fabułę. Przykro mi to mówić, ale nie obiecuje, że będzie bardzo kreatywnie w wydarzeniach. Kiedyś pisałam jeszcze jedno fanfiction, ale niestety skasowali mi bloga, a notek nigdzie nie zapisałam. Tamto było wręcz naszpikowane kreatywnością w wymyślaniu miejsc, wydarzeń, etc. Zwłaszcza, że emitowali wtedy dopiero 2 sezon :mrgreen: Laboratoria, wille, klonowanie, bardzo źli Inni, zdradzieccy rozbitkowie, związki tragiczne - Inny+Rozbitek skazane na potępienie, niechciane ciąże, zabawy na plaży. :D


[center]KICI-KICI[/center]

Powoli otwierałam oczy. Jakieś dziwne kształty zamajaczyły mi przed oczami. Porażająca biel ujawniła się w całej swojej okazałości. Gwałtownie zmrużyłam oczy i przyzwyczajałam się do otoczenia z na wpół otwartymi powiekami. Prawo. Lewo. Ściany pokrywały kafelki, które przyprawiały mnie o gęsią skórkę, na wprost ujrzałam dużą szybę z zasuniętymi żaluzjami, tuż obok niedomknięte drzwi, przez które wpadały różne, dziwne odgłosy. Powoli zorientowałam się, że leżę w szpitalnym łóżku, a do wszystkich możliwych części ciała mam podłączone najrozmaitsze aparatury.
- Fuck* - syknęłam do siebie i nerwowo poruszyłam rękoma. Ciężar wszystkich `kabelków`, rurek i tym podobnych rzeczy kazał mi wrócić do poprzedniego położenia. Głowa z powrotem ciężko opadła na poduszki. Coś regularnie wydawało dźwięki tuż koło mojego ucha. Pomrugałam ze zdenerwowania oczami. Co się stało?
Usłyszałam odgłos czegoś mknącego po zimnej posadzce i po chwili tuż za zasłonami pojawiła się pielęgniarka pchająca wózek z lekarstwami.
- Prze... - Z moich ust wydostał się jedynie strzępek słowa. Pielęgniarka przejechała dalej, nie zauważając nawet, że już się przebudziłam. A właściwie po co miałaby to zauważać. Mało kogo dzisiaj obchodzi, czy pacjent żyje czy nie. Najlepiej udawać martwego, aby dali ci się święty spokój i w razie kolejnych wypadków nie musieli trudzić się nad twoją osobą. A pobyty w szpitalach zdarzały mi się nad wyraz często.
Zdenerwowana uderzyłam mocno pięścią w pręt łóżka. Bolało. Cicho zawyłam pod nosem i wyrzuciłam serię przekleństw, umilając tym samym żywot każdego stworzonka znajdującego się w sali. Od zawsze byłam nerwowa, ale ta sytuacja zdawała się przerastać wszystko. Niby czemu tu leżę, i dlaczego nikt nie chce mi do diabła powiedzieć, co mam robić dalej?
Zniecierpliwiona zaczęłam nucić pod nosem, rozglądając się po całej sali. Żadnej żywej duszy, żadnego dzwoneczka, którym mogłabym wezwać pielęgniarkę bądź kogokolwiek innego. Zerknęłam w miejsce, w którym powinna znajdować się szafka dla pacjenta. Niczego takiego nie było - tylko i wyłącznie różnorodny sprzęt, który wydawał dziwne dźwięki.
Siadłam w pozycji pół-pionowej i zaczęłam odłączać wszystko to, co miałam przytwierdzone do nadgarstków. Potem szybko zeskoczyłam z łóżka i na bosakach podeszłam do przymkniętych drzwi. Postąpiłam krok na przód i wyjrzałam przez szparę.
- Dro... - odchrząknęłam. - Hm. Szanowni państwo tu zgromadzeni - zaczęłam. - Do diabła, czy jest na sali lekarz? - Zaczęłam się śmiać.
Wszyscy wkoło zwrócili na mnie zdziwione spojrzenia. Dziadkowie, babcie, dziadkowie, babcie. Co to oddział dla starców? Czy ja wyglądam tak staro?
Jakaś babcia we włosach upiętych w kok zwróciła na mnie litościwy wzrok, po czym wstała z plastikowego krzesła i podeszła do mnie ostrożnie. Poczułam się jak wielki `ktoś`, kiedy przystanęła przy mnie i zaczęła patrzeć do góry.
- Eee - zająknęłam się.
Kobieta wzięła do ręki jakieś dziwne urządzenie i wcisnęłam duży, czerwony przycisk. Po kilku sekundach w korytarzu pojawił się mężczyzna w lekarskim kitlu, z dokumentami w ręku i długopisem za uchem. Podniósł głowę i rzucił na mnie szybkie spojrzenie.
- Co ty tu robisz?


Poczułam lekkie deja vu. Mężczyzna, który wczoraj starał się siłą zaciągnąć mnie do swojego `namiotu` szedł wzdłuż plaży. Ja sama siedziałam rozciągnięta pod palmą kokosową, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, że coś może mi spaść na głowę. Powoli przytomniałam po całej sytuacji, którą Jack przedstawił mi jako katastrofę. Nadal jednak nie wiedziałam, co się stało. W przeciwności do pozostałych osób (których w rzeczywistości okazało się być więcej niż przypuszczałam), którzy zabierali się już do przegrzebywania bagaży, szukania wody, jedzenia.
Siedząc pod drzewem i wpatrując się w fale, izolowałam się od tego wszystkiego i zapominałam, po co w ogóle leciałam tym samolotem. Nie zdałam sobie nawet sprawy, że ktoś się zbliża. Aż tak myślałam o niebieskich migdałach.
- Hej. - Usłyszałam czyiś głos. Odwróciłam powoli głowę. Jack. Lekarz. Znowu.
- Hm. - Wzruszyłam ramionami. - Cześć.
- Nie dałaś się wczoraj oglądnąć, więc...
- Pomyślałeś, że dzisiaj będę chciała się dać? - zapytałam z nutką ironii.
Jack popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Przynajmniej teraz już wiem, że jesteś lekarzem - mruknęłam.
Jack przykucnął obok mnie i chwycił mnie za ramię w iście lekarskim geście.
- Okropne, nie? - rzuciłam z niesmakiem.
Lekarz podniósł głowę i pokiwał nią znacząco. Na twarz wpłynął mu lekki uśmiech. Sięgnął do plecaka i wyciągnął butelkę Johnny'ego Walkera i kilka bandaży, znalezionych pewnie we wraku samolotu. Na dnie pozostało zaledwie kilka kropli. Nie żałując trunku, wlał pozostałą zawartość na jakąś szmatkę i zaczął ostrożnie przemywać ranę.
- Shit* - zaklęłam cicho. Jak na pierwsze `przemycie` bolało niemiłosiernie. Zacisnęłam nerwowo zęby. Wytrzymam. W końcu nie pozostało mi nic innego, wiedząc, że na dole czeka mnie istne piekło.
- Ta rana była najgorsza. - Uśmiechnął się pokrzepiająco lekarz.
- Hm. Mam nadzieję.
Następnie przyszła pora na kolejne rany. Starałam się nie wyć z bólu. Sama nawet nie wiedziałam, czemu daję się obandażować jakiemuś obcemu facetowi. Nawet jeśli robiła to pielęgniarka w szpitalu, musiała długo nakłaniać mnie do takich zabiegów. Nie dlatego, że się bałam. Rzecz w tym iż nigdy nie przepadałam za tym, kiedy ktoś, kogo nie lubiłam, dotykał mnie. Właściwie to wszystkie te zabiegi wydawały mi się pozbawione sensu.
- To by było na tyle. - Jack odsunął się i moim oczom ukazało się prawie całkowicie zabandażowane ciało. Może nieco z tym przesadziłam. Mimo to bandaży było całkiem sporo, co uświadomiło mnie o moim niebywałym pechu.
- Uhm. Dzięki - wybełkotałam pod nosem.
Lekarz popakował cały swój asortyment i podniósł się z piasku. Zarzucił plecak na ramię.
- Możesz mi... - zaczęłam.
- Wiesz. Muszę już iść, pacjenci czekają. - Rzucił wymijające spojrzenie.
Kiedy odważyłam się zadać nękające mnie cały czas pytanie, oczywiście nikt nie miał czasu, aby na nie odpowiedzieć. Pokiwałam tylko ze zrozumieniem głową i lekarz odszedł.

Sama wstałam i przeniosłam się bliżej morza, tak aby fale prawie dosięgały moich stóp. Rozsiadłam się wygodnie po turecku i tępo zapatrzyłam w przestrzeń przed sobą. Nie dane mi było jednak spędzić tego dnia w samotności tak, jak sobie to wymarzyłam. Tuż obok mnie z ciężarem opadł dosyć przy sobie facet. Zerknęłam kątem oka na towarzysza, który wydawał się być równie mocno zapatrzonym w krajobraz przed sobą. Po chwili oderwał się od marzeń i zwrócił w moją stronę.
- Robię listę. Muszę - zaczął. Dopiero teraz zauważyłam w jego dłoni malutki notesik i długopis. - Imię, nazwisko... - wymamrotał smętnie.
- Eunice. - Wróciłam do podziwiania widoków.
- Hurley. - Poczułam dotyk jego grubego łapska na ramieniu. Wzdrygnęłam się. Ostrożnie wyciągnęłam prawą dłoń i podałam mu ją. Nastąpiła cisza.
- Straciłaś kogoś? - spytał po chwili.
- Że co? - wymsknęło mi się. Hurley szybko podniósł się ku górze.
- W takim razie dam ci spokój - wymamrotał i oddalił się.
Czy ja kogoś straciłam? Kogo? Gdzie? Jak? Zdawałam sobie sprawę, że o czymś zapomniałam, ale nie wiedziałam za bardzo o czym. Głupie myśli nawiedzały mi głowę, nie dając spokoju. Miałam dziwne uczucie jakiejś pustki, która nie chciała wypełnić się niczym. Kogo ja...
- O Boże! - wydałam z siebie dziwny jęk. Zerwałam się na proste nogi i pobiegłam w stronę wraku samolotu. - Jasna cholera... gdzie?
Błąkałam pośród szczątek, szukając zguby. Nawet na bagażu już mi nie zależało. Byłam świadoma, że został rozebrany na części i pozostaje u różnych właścicieli.
- Draco... - jęczałam rozpaczliwie. `Szukaj jedzenia, szukaj jedzenia, myśl jak on`. Prawie na czworakach przechadzałam się między wszystkimi częściami samolotu.
- Kici - kici... Dracze... - Porwałam za jakieś psie żarcie leżące na piasku i zaczęłam zaglądać we wszystkie szpary. Nigdzie go nie było. `Myśl jak on` - łatwo sobie mówić, one zawsze chodzą własnymi drogami. Jak mogłam zapomnieć o Dracze?
Nagle za swoimi plecami usłyszałam jakiś szelest. Odwróciłam się gwałtownie, tak że klapnęłam tyłkiem na ziemię, a właściwie piasek. Jakiś chłopak mrużył oczy i nerwowo czochrał swoje włosy, które i tak nie były w najlepszym porządku. Starałam się zachowywać jak najciszej i nie wydać z siebie żadnego dźwięku (choć w głębi duszy byłam rozdarta na pół przez to, że zapomniałam o Draco). Mimo, iż chciałam, nie udało się. Chłopak zwrócił swój nieprzytomny wzrok na mnie - leżącą w rozpaczliwej pozie na piasku z psią chrupką w ręku.
- Jedzenia szukasz? - spytał drwiąco.
- Specjalnie dla ciebie. - Wyszczerzyłam zęby i rzuciłam mu chrupkę. - Mógłbyś mnie łaskawie zostawić w mojej świątyni pełnej psiego żarcia, abym mogła w spokoju konsumować podczas wielkiej uczty, hm?
Podniosłam się z piasku i otrzepałam brudne spodnie.
- Czego tam szukałaś? - spytał mnie podejrzliwie.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - rzuciłam mu wątpliwe spojrzenie.
Chłopak uśmiechnął się. W ręce trzymał podpisaną swoim imieniem torbę. Jake.
- Kici-kici? Psie żarcie? Mogę wiedzieć o co chodzi, jeśli już wtargnęłam do twojej mekki?
- Nie zorientowałeś się po samym kici-kici? - uniosłam zrezygnowana wysoko brwi. Dałam za wygraną. - Nie widziałeś nigdzie przypadkiem czarnego kota w... nieważne? Po prostu czarnego kota?

* Pozwolę sobie pisać przekleństwa w języku angielskim, gdyż w języku polskim tego nie trawię. Właściwie naszę znaczą coś całkowicie innego niż w języku polskim [o ile przekleństwa mogą coś znaczyć]. Po prostu bardziej przepadam za tymi angielskimi i będę się tego trzymać.
Awatar użytkownika
Cate13
Nosferatu
Posty: 1120
Rejestracja: 2008-07-07, 17:52
Lokalizacja: znad morza... ;D

Re: [OC] - Eunice

Postautor: Cate13 » 2009-02-16, 17:05

Bardzo fajnie się czyta, podoba mi się styl i te przejścia z pamiętnika na plażę :mrgreen: no i to ironiczne poczucie humoru ;-) szkoda, że nie możesz odzyskać tego co pisałaś w blogu :-( ale może wymyślisz coś jeszcze lepszego? ;-) popieram przekleństwa po angielsku bo po prostu brzmią inaczej, lepiej i nadają trochę inny wyraz niż te nasze :-D czekam na cd :-)
Elisha
Indiana Jones
Posty: 206
Rejestracja: 2009-01-23, 16:52

Re: [OC] - Eunice

Postautor: Elisha » 2010-02-15, 22:43

Z okazji nowego i ostatecznego sezonu powróciły mi wspomnienia z samiutkich początków przygody z Lostem. I tak oto pod wpływem naiwnego nastroju, wklejam "nową starość". Słowem wstępu do kolejnego odcinka, chcę wyjaśnić, że chodziło o budowanie szałasu/prowizorycznego domku.


[center]- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - [/center]

[center]BUM[/center]

- Potrzebujemy kilku kawałków drewna, i o... - Wskazał palcem na wrak samolotu. - tych tam kawałków metalu. Przydałoby się też coś do zakrycia, coś zwiewnego.
Jako że nie chciałam wyjść na nadętą zdzirę,a przy okazji narzucić sobie samej opinii księżniczki, która niczego się nie dotyka, postanowiłam pomóc. Właściwie to nie miałam lepszych rzeczy do robienia poza siedzeniem na wprost wschodzącego słońca, oglądaniem widoku obandażowanej nogi i próbowaniem wyginania jej na różne sposoby. Nie mówiąc już o wnikliwym lustrowaniu paznokci, w celu... raczej bez celu. Brawo Eunice, pierwszy dobry krok do ucywilizowania samej siebie i zaprzestania bycia `gdzieś poza` tym wszystkim.
Potakiwałam tylko twierdząco głową, mrużąc oczy przed promieniami słonecznymi. David produkował się, planując, co i jak zrobić, a ja podpierając się na biodrze, lekko podrygiwałam nogą.
- Co Ci jest?
- Nic. - Oderwałam mój wzrok z ziemi i spojrzałam na niego. - Kuszącą perspektywą byłoby siedzenie na piasku i obserwowanie, jak ktoś inny stara się o to, aby ci było dobrze - mówiłam. - Ale wiadomo, nic nie ma za darmo, a swojemu szczęściu trzeba dopomóc. `Co ja pieprzę?!`, przelatywało mi przez myśli.
Tym razem to David zamienił się w słuchacza.
- Wybacz - rzuciłam, widząc minę Davida. - W takim razie zabierajmy się do roboty, póki nie minie mi ochota na pomaganie zbłąkanym nieszczęśliwcom. I pod warunkiem, że każdy pomoże sobie nawzajem. - Zaczęłam iść w kierunku wraku samolotu. David szedł koło mnie.
- Wiesz... Ja pomogę Tobie, a Ty pomożesz mi.
- Takie dwa bliźniaki byłyby całkiem niezłym pomysłem.
Uśmiechnął się:
- No widzisz. I już się dogadaliśmy.
Podeszliśmy do wraku i zaczęliśmy sprawdzać, czy coś nadaje się do zużycia. Spacerowałam po jednej części samolotu, dokładnie lustrując wzrokiem każdą napotkaną rzecz. David robił to samo, ale po drugiej stronie. Nagle usłyszałam jakiś odgłos dochodzący ze szczątek. Kot. Miauknięcie rozprzestrzeniło się w powietrzu, odbijając się od metalowych płyt samolotu. Zaczęłam nerwowo rozglądać się na boki. Cholera jasna. Szybko przemierzyłam całą szerokość na jakiej rozłożone były szczątki, zaglądając do każdego zakamarka w celu odnalezienia zguby.
- Draco - szeptałam cicho.
Popędziłam do ostatniej, olbrzymiej części samolotu i gwałtownie skręciłam w lewą stronę. Bum!
- Ku*wa - jęknęłam i złapałam się za czoło, obracając się o 360 stopni. Usłyszałam głośny śmiech tuż za moimi plecami. Odwróciłam się gwałtownie, masując skroń.
David trzymał się jedną ręką za brzuch, a drugą pocierał czoło.
- Coś nam nie idzie to szukanie - powiedział pomiędzy atakami śmiechu.
- Bardzo śmieszne. - Uśmiechnęłam się ironicznie. - Słyszałeś?
- Co? - Uniósł wysoko brwi.
Machnęłam ręką i oklapłam zrezygnowana na piasek. David odwrócił się na chwilę. Spuściłam wzrok. Po chwili usłyszałam lekkie tąpnięcie, a kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam coś, czego nie spodziewałam się zobaczyć.
- O mój Boże - jęknęłam do siebie. - To on...
David popatrzył na mnie dziwnie. Tak, to on miauczał, a ja naiwna myślałam, że gdzieś w pobliżu czai się Draco.
- Miło wiedzieć, że ktoś z samolotu także podróżował z kotem - westchnęłam.
David drapał za uszami swojego pupila, a kot mruczał udobruchany.
- Masz kota? - zainteresował się.
- Tiaaa - przeciągnęłam i podrapałam się po policzku. - Tylko wydaje mi się, że raczej go już nie mam.
- Nie znalazłaś go?
- Mhm. - Ukryłam twarz w dłoniach.
Mówiłam. Nieszczęście. Nie dość, że nieźle się poharatałam, lądując na tej pieprzonej wyspie, to na dodatek Draco zaginął i nie daje znaku życia. Nieszczęścia chodzą parami. Niestety.
Powoli podniosłam się z piasku, otrzepałam spodnie i weszłam pomiędzy wrak. Zaczęłam zbierać kawałki metalowej konstrukcji w jedno miejsce. David po chwili doniósł granatowe materiały z wnętrza samolotu, trzymając kota w jednej ręce.
- Jak się wabi? - Postanowiłam nie psuć innym humoru.
- Mikkie. - David odrzucił na stos to, co przyniósł i ujął Mikkiego w bezpiecznej pozycji. Podeszłam bliżej i zaczęłam drapać kota za uchem. Uśmiechnęłam się, co nigdy mi się nie zdarzało w takich momentach. Jedynym powodem do radości był Draco, przy nim niemożliwym było nieleżenie na ziemi i niedostawanie spazmów chichotu.
- Chodźmy - rzuciłam i podniosłam z ziemi metalowe części i materiał.
David postawił Mikkiego na ziemi, i zrobił to samo. W milczeniu doszliśmy do zaplanowanego terenu na `budowę`.
- Teraz brakuje nam tylko jakiegoś... drewna. - Zerknęłam na Davida.
Zrozumiał i rzucił krótkie:
- Pójdę. - I skierował się w stronę dżungli.
- Zaraz tam przyjdę, tylko to trochę uporządkuję.

Zaczęłam opracowywać jakoś plan `budowy`, rozmieszczając odpowiednio materiał i odmierzając wyznaczone kroki. Po chwili wszystko było przygotowane, materiały przydzielone, a w głowie miałam jako taką wizję całego umiejscowienia. Coś otarło mi się o nogi. Kucnęłam i zaczęłam lekko głaskać futerko Mikkiego.
- Cholera - mruknęłam do siebie. - Mógłbyś poszukać Draco, co?

Wstałam i pozostawiłam Mikkiego, aby miał odrobinę prywatności. Doczołgałam się jakoś w tym skwarze na skraj dżungli. Owiał mnie przyjemny wiatr i od razu poczułam się lepiej. Zaczęłam iść dalej dopóki nie usłyszałam czyichś rozmów. Po Davidzie nie było żadnego śladu. Spomiędzy krzaków wyłonił się chłopak od psiego żarcia i jakaś towarzysząca mu dziewczyna. Chciałam iść dalej, nie zwracając na nich uwagi, ale poczułam lekkie szarpnięcie za rękaw.
- Nawet się nie przywitasz? - spytał urażony Jake.
- Najwyraźniej. - Wzruszyłam ramionami. - Nie widziałeś kogoś tu przypadkiem?
Chłopak potrząsnął przecząco głową.
- Trudno. - Znowu wzruszyłam ramionami i westchnęłam cicho. Zaczęłam iść głębiej w dżunglę. Kiedyś trzeba zwiedzić okolicę. Teraz wydaje się być najlepsza pora, skoro nigdzie nie można znaleźć zguby. Być może zza jakiegoś krzaka wyczłapie Dracze i wróci tam, gdzie powinien.

- Czy Ty zawsze musisz wszędzie z nim łazić? - denerwowała się Sassu.
Spojrzałam na nią groźnym wzrokiem i wróciłam do pakowania swoich rzeczy.
- Gdziekolwiek wychodzimy, to ta przybłęda szwenda się za nami i nie daje Ci żyć.
- Nie daje mi żyć? - Popatrzyłam na nią pytająco. - I nie nazywaj go przybłędą.
- Przecież on nawet wygląda jak przybłęda. Ociera się o nogi i wchodzi tam, gdzie nie trzeba.
Wzruszyłam ramionami i wróciłam do torby.
- Widzisz. Nawet teraz zabierasz go ze sobą. Po co? Żeby siedział na kanapie, mruczał, kiedy się go dotknie, i objadał gospodarzy? Co Ty w nim... widzisz?
- Nie rozumiem, co Cię w tym denerwuje. Przecież on nic Ci nie zrobił. Nie doceniasz piękna tego świata - zaczęłam się z niej śmiać.


Powoli zapadał zmrok. Widząc, że niebo pokrywa się granatem, zawróciłam w stronę plaży. Może jakimś cudem dotrę tam, skąd przyszłam. A jeśli nie, zawsze mogę przespać się pod jakimś miło wyglądającym drzewem i okryć się tymi dużymi liśćmi. Zerknęłam na olbrzymie płaty, łudząco przypominające paprocie z okresu prehistorycznego.
Cholera. Nie zamierzam tu spać. Doszedł do mnie realizm całej sytuacji. Po kilkudziesięciu minutowym błądzeniu po buszu, wydostałam się na piasek niczym ledwo ocalały rozbitek. Już wyobrażałam sobie porozrywane ubrania i szczątki brązowej łodzi, wszystkie rzeczy powyrzucane za burtę. Halucynacje.
Zdałam sobie sprawę, że David siedzi już na miejscu i niecierpliwie przekłada kawałki drewna. Podeszłam go od tyłu.
- Gdzie żeś Ty była? Obiecałaś mi pomóc. - Spytał z wyrzutem w głosie.
- A gdzie Ty byłeś? Szukałam Cię. - Zerknęłam na zegarek. - Dosyć długo.
Zmrużyłam oczy. Słońce powoli tonęło w niespokojnych falach, a wszyscy zmierzali ku swoim schroniskom. W centralnej części plaży płonęło już kilka ognisk.
- Leń - powiedział David.
- Do cholery jasnej. Leń? - Oparłam ręce na biodrach. - Zdążyłam zaplanować całą budowę.
- Taak? Ja nic tutaj nie widzę. - Uśmiechnął się ironicznie.
- Może jeszcze miałam narysować palcem na piasku, co i jak?



[center]- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - [/center]

Wow, powiało nudą. Chociaż muszę stwierdzić, że czytanie starych zapisków, natchnęło mnie do myślenia o czymś... nowym i świeżym. Jestem ciekawa, czy .pasztecik wciąż ma na to ochotę.

Wróć do „Twórczość własna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość