Forum Filmowe, Recenzje filmów, Lost: Zagubieni, Seriale | ZERO DOWNLOADU (w tym filmy online), TYLKO DYSKUSJE!

You're not her, you're not him

Twórczość użytkowników związana z "Lost": opowiadania, wiersze itd.
Awatar użytkownika
Cate13
Nosferatu
Posty: 1120
Rejestracja: 2008-07-07, 17:52
Lokalizacja: znad morza... ;D

You're not her, you're not him

Postautor: Cate13 » 2008-10-09, 20:28

fik jest autorstwa tej samej osoby co wymyśliła Kate vs. Juliet
miłego czytania :)

Od momentu w którym Jack usłyszał nad głową helikoptery wszystko działo się nienaturalnie szybko. Rozejrzał się po raz ostatni po obozowisku. Patrzył na namioty tworzące małą wioskę, ich dotychczasowe prowizoryczne schronienie. Jedyny ślad pozostający po ich obecności na plaży. I tak po trzech miesiącach spędzonych na wyspie neurochirurg stał w otoczeniu ludzi, którzy początkowo byli zupełnie dla siebie obcy, a którzy z czasem stali się sobie tak bliscy. Desmond. Hurley. Sayid. Claire. Locke. Sun. Jin. Rose. Bernard.
Wszyscy oni czekali na ratunek równie niecierpliwie jak on. Jack rozejrzał się uważniej raz jeszcze, tym razem w poszukiwaniu konkretnych dwóch osób. Nie spodziewał się, że tak silna więź połączy go z tymi osobami. Spoglądał w prawo i w lewo, ale nigdzie nie dostrzegł ani swojego nieoczekiwanego sprzymierzeńca: blondwłosej lekarki Juliet, ani Sawyera, który również gdzieś zniknął.
Ostatecznie dał za wygraną wiedząc, że znajdą się kiedy przyjdzie ich kolej do helikoptera. Odwrócił głową by po raz pierwszy od rozpoczęcia całego tego zamieszania napotkać wzrok Kate.
Nagle brunetkę ogarnął niekontrolowany atak śmiechu. Beztroskiego, radosnego śmiechu.
Dopiero teraz, kiedy słyszał jej śmiech dotarło to do niego, że wracali do domu.
Nareszcie! Zabierali ich z stąd. Wynosili z tej przeklętej wyspy.
W przypływie entuzjazmu chwycił brunetkę w objęcia i uniósł do góry. Śmiał się razem z nią dziękując niebiosom, że było już po wszystkim. Potem wszystko działo się jakby bez jego świadomego udziału. W jednej chwili stał na piaszczystej plaży w następnej lądowali w lotnisku w Los Angeles.
Wznosząc się nad wyspą myślał o Charliem i jego bohaterskim poświęceniu życia.
Kotłowały się w nim żal, wdzięczność, niedowierzanie, duma i radość.
Nie opuszczały go dwa uczucia; smutek po utracie przyjaciela i poczucie zawodu.
Nie potrafił sobie wybaczyć nie dotrzymanej obietnicy. Tego, że nie zabierał z stamtąd wszystkich. Był wdzięczny za to, że razem z większością dożył tej chwili, ale miał nadzieje, że skończy się to inaczej.
Uczucie ulgi ogarnęło Jacka dopiero po postawieniu stóp na płycie lotniska.
Ostatnio zmieniony 2008-10-10, 07:31 przez Cate13, łącznie zmieniany 1 raz.
Morgoth
Nosferatu
Posty: 3136
Rejestracja: 2007-12-27, 22:16

Re: You're not her, you're not him

Postautor: Morgoth » 2008-10-10, 18:14

no proszę...^^ takie sobie... za krótkie żeby wciągnąć, brak kontynuacji (to wiemy :mrgreen: ) no i brak w tym czegokolwiek. Jest tu tylko albo bardziej AŻ jedna rzecz: właściwy sposób pisania opowiadania
Awatar użytkownika
Cate13
Nosferatu
Posty: 1120
Rejestracja: 2008-07-07, 17:52
Lokalizacja: znad morza... ;D

Re: You're not her, you're not him

Postautor: Cate13 » 2008-10-10, 19:38

Tym razem to dłuższy fik
oto cd:

Przez cały czas oczekiwania na ekipę ratunkową Sawyer trzymał się na uboczu.
Podobne zachowanie miało kilka powodów, ale głównym pozostawała pewna niezdecydowana brunetka.W końcu jednak miał już dosyć unikania Kate.
Nie tylko nie znosił niejasnych sytuacji, ale ukrywanie się przed kobietą wydawało mu się nie tylko śmieszne, ale przede wszystkim zupełnie nie w jego stylu. Problem polegał na tym, że odkąd ją poznał coraz częściej pozwalał sobie na gesty nie w swoim stylu. Ostatecznie postanowił stawić czoło zaistniałym okolicznością.
Chcieli, czy nie musieli wyjaśnić sobie parę rzeczy. Przeanalizował ich dotychczasowe relacje. Kto wie? Może nie wszystko było jeszcze stracone, może mieli jakąś szanse skoro wreszcie wynosili się z tej przeklętej wyspy. Na swoje nieszczęście jego decyzja o podejściu do grupy zbiegła się z spontanicznym wybuchem radości Jacka.
' No proszę. Widocznie nie była taka niezdecydowana jak mu się wydawało.'
I tak blondyn przyglądał się jak doktorek obejmuje jedyną kobietę, której udało się zawładnąć sercem byłego więźnia. Na moment świat zamarł w bezruchu, a ich śmiech zdawał się dochodzić z daleka. To co działo się dookoła przestało być ważne. Sawyer musiał mieć w sobie jakieś masochistyczne zapędy bo zamiast odwrócić wzrok przyglądał się radosnej parze zupełnie jakby chciał zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół tej właśnie chwili.
'To by było na tyle.' pomyślał cofając się za zasłaniające go drzewo.
Odchodząc odwrócił głowę po raz ostatni żegnając się z przeszłością. Dzieląca ich odległość i palma za którą stał sprawiały, że pozostawał dla pary niezauważony. Choć był przekonany, że i bez tego nie zwrócili by na niego uwagi.
'Najpierw musieli by się od siebie oderwać' podsumował gorzko.
W końcu odwrócił wzrok od bolesnej dla siebie sceny. Dopiero wtedy zauważył, że nie on jeden obserwuje zakochanych. Przy swoim namiocie stała Juliet, patrzyła w to samo miejsce z podobnym wyrazem twarzy.
- No proszę. Kto by pomyślał ? Jednak coś nas łączy – zagadnął blondynkę.
- Nie znałam go tak długo – próbowała zbagatelizować swoje uczucia do Jacka.
- Czas nie ma tu nic do rzeczy – zauważył trafiając w sedno.
Jego komentarze bywały obcesowe, ale zazwyczaj miał racje. Zawsze należał do ludzi spostrzegawczych. Właśnie dlatego był dobry w tym co robił. Potrafił wykorzystać drobiazgi na które inni nie zwrócili by uwagi. Juliet nie potrafiła ukryć rozczarowania. Patrzyła na Sawyera przeklinając łatwość z jaką ją rozszyfrował. To co przeżyła z Jackiem może i było krótkie, ale było również intensywne. Przez chwile wydawało się jej, że może być równie trwałe. Że to tylko początek. Trudny, szalony i pokręcony, ale początek czegoś na prawdę wyjątkowego. Myślała, że coś ich łączy. Najwyraźniej się pomyliła.
Tymczasem na horyzoncie pojawiła się ekipa ratunkowa. Kolejne helikoptery lądowały na plaży jeden po drugim. Oboje, chcąc trzymać się jak najdalej od lidera grupy wsiedli do trzeciej maszyny.
Nie wymagało to specjalnych trudności biorąc pod uwagę zamieszanie jakie wywołali na lotnisku. Byli prawdziwą sensacją. Ledwo mogli się przedostać przez otaczających ich reporterów i fotografów. Pierwszym przystankiem rozbitków był szpital.
Po wykonaniu wszystkich niezbędnych badań i wstępnym przesłuchaniu ocalałych po kolei opuszczali oni szpital.
Wychodząc z budynku Sawyer znowu natknął się na Juliet. Znajdował się już za drzwiami, kiedy coś sprawiło, że się zatrzymał. Spojrzał przez szybę na ubierającą kurtkę kobietę i cofnął się na korytarz. Właściwie nie był pewny czemu to robi i czy to na pewno taki dobry pomysł, ale podszedł do niej zanim ogarnęły go wątpliwości. Już na wyspie udowodnił, że był jednym z tych, którzy od rozmyślania i analizowania sytuacji woleli działać.
- Idę się upić do nieprzytomności – poinformował poważnie nieco zdziwioną lekarkę - Co ty na to, Złotowłosa?
- Nie dziękuje.
- Masz coś lepszego do roboty?
- pytał patrząc prosto w jej smutne oczy. Oczy, które wydawały się odzwierciedlać wszystko co teraz czuł.
- W sumie...- zawahała się rozważając jego propozycję, po czym dodała stanowczo
- Prowadź
- To rozumiem
– pochwalił z uśmieszkiem.
Tak właśnie dwoje ludzi, których zdawało się nic nie łączyć wylądowało w najbliższym barze. Bez słowa usiedli w jednym z bardziej odosobnionych stolików i zamówili butelkę whisky.
- Za uczucia do niewłaściwych osób - wzniósł pierwszy toast podnosząc wysoko szklaneczkę.
- Za stracone złudzenia – dodała od siebie biorąc spory łyk alkoholu.
Dla obojga stało się coś zupełnie nieoczekiwanego; radość z opuszczenia wyspy odsunęła się na drugi plan.
Przez resztę wieczoru niewiele rozmawiali. Oboje czuli się tak samo. Nie było potrzeby tego roztrząsać. Wystarczyło im wzajemne towarzystwo.
Pili dopóki wszystko dookoła przestało ich obchodzić, a uczucia obojga stały się mgliste.
Mimo iż rozbitkom zapewniono nocleg w największym hotelu w mieście Juliet i Sawyer postanowili znaleźć coś sobie na własną rękę. Do pokoju wrócili późno, albo wcześnie.
Zależy jak na to spojrzeć. Tak, czy owak na horyzoncie wschodziło już słońce.
Sawyer zasnął w chwili w której położył się na kanapie.

C.d niebawem :D powinien być jutro
Morgoth
Nosferatu
Posty: 3136
Rejestracja: 2007-12-27, 22:16

Re: You're not her, you're not him

Postautor: Morgoth » 2008-10-10, 22:38

no proszę a jednak jest kontynuacja :mrgreen:
ta część zdecydowanie bardziej mi się podoba. Sam nie wiem dlaczego...^^ Jest zdecydowanie lepsza... ale "Leo, why?" xD . Jest to co być w opowiadaniu powinno. Najważniejszą rolę tutaj grał opis przeżyć wewnętrznych, myślę że po tym pozostało miłe wrażenie^^. Ciekaw jestem co będzie dalej... :mrgreen:
Awatar użytkownika
Cate13
Nosferatu
Posty: 1120
Rejestracja: 2008-07-07, 17:52
Lokalizacja: znad morza... ;D

Re: You're not her, you're not him

Postautor: Cate13 » 2008-10-11, 22:14

Miało być wcześniej, ale przez brak dostępu do kompa tak wyszło :D


Juliet obudziła się następnego wieczora lekko zdezorientowana. Powoli usiadła na dwuosobowym łóżku. Wydarzenia poprzedniej nocy wróciły wraz ze spodziewanym i niezbyt przyjemnym bólem głowy. Szkoda, że pijąc człowiek nigdy nie bierze pod uwagę dyskomfortu dnia następnego.
Rozejrzała się po hotelowym pokoju w którym się znalazła następnie spojrzała na pustą już kanapę i w końcu na siebie. Wciąż była w ubraniu. Tyle, że bez swetra i butów. Nie pamiętała żeby i kiedy je zdejmowała. Czyżby zrobił to Sawyer? Szczerze powiedziawszy nie przypominała sobie niczego od momentu wyjścia z baru.W sumie o to im właśnie chodziło, żeby zapomnieć.
Niestety ich metoda nie działała zbyt długo. O tym ile czasu zajmie jej pogodzenie się z utratą Jacka wolała nie myśleć. Jakiekolwiek dalsze gorzkie przemyślenia zostały przerwane pojawieniem się jej towarzysza niedoli. Podniosła wzrok przyglądając się mu uważniej. Sawyer był w zdecydowanie lepszym stanie niż ona, co było cholernie niesprawiedliwe. Mężczyzna bez słowa wyciągnął rękę podając jej szklankę z dziwnego koloru cieczą. Zamiast po nią sięgnąć spojrzała na niego sceptycznie.
- Pomoże ci – zapewnił enigmatycznie.
'Kac w towarzystwie wiecznego buntownika.'
- Nie tak wyobrażałam sobie mój powrót do cywilizacji
– przyznała biorąc łyka podejrzanej mikstury. Z czasem każdy z rozbitków układał sobie dokładny plan tego co zrobi zaraz po opuszczeniu wyspy. A że mieli ku temu sporo okazji z czasem niektóre pomysły stawały się niezwykle szczegółowe. To właśnie myślenie o drobiazgach, pozornie błahych sprawach pomagało w ciężkich chwilach. Sposobów na spędzenie czasu po powrocie było tyle ilu ocalałych z katastrofy. Zwykle idealnie odzwierciedlały charakter danego rozbitka i zawierały to za czym osoba najbardziej tęskniła, to czego najbardziej jej brakowało.
- Co zamierzałaś robić?
- Spotkać się z siostrą, wziąć długą kąpiel w pianie
- mówiła w pełni zdając sobie sprawę z tego, że wreszcie może to zrobić - Wyjść na zakupy, wypić porządną kawę, zjeść obiad w mojej ulubionej knajpce.
- Wciąż możemy wziąć tą kąpiel
– zasugerował z opatentowanym przez siebie uśmieszkiem niegrzecznego chłopca.
- Kusząca propozycja - przyznała z uśmiechem po raz kolejny dowodząc, że ma nie tylko poczucie humoru, ale i charakterek - Ale najwyższy czas żebym skontaktowała się z rodziną - to mówiąc odstawiła szklankę na stolik, wstała i skierowała się do łazienki.
W innych okolicznościach nawet nie zastanawiała by się dwa razy, ale oboje zdawali sobie sprawę z tego, że nie mówił serio. Taki już miał sposób bycia, za wszelką cenę starał się udawać, że nic takiego się nie stało. Sawyer patrzył jak blondynka znika za drzwiami łazienki. Jej odpowiedź potwierdziła jak dobrze się rozumieli. Powiedział, co powiedział bo jej słowa aż się prosiły o dwuznaczną aluzję, ale po raz pierwszy zdawał sobie sprawę, że przygodny seks nie jest żadnym rozwiązaniem.
Nie ufał jej na wyspie, ale po cichu mógł przyznać, że mu zaimponowała. Na własne oczy przekonał się, że jest o wiele twardsza niż można by początkowo przypuszczać. Umiała sobie radzić w trudnych chwilach, przystosować się do nietypowej sytuacji. I jakby na to nie patrzeć on i Kate zawdzięczali jej życie.
Juliet doprowadziła się do porządku, na tyle na ile pozwalały na to okoliczności i po jakiś 20 minutach wyszła z łazienki. W hotelowym pokoju zapanowała niezręczna cisza.
Stali na przeciwko siebie, żadne nie wiedziało co w tej sytuacji powiedzieć. Bądźmy wyrozumiali. Nie istniał przecież poradnik dla osób, które były przeciwnikami na tajemniczej wyspie, by po powrocie połączyło niepisane przymierze bo obiekty ich uczuć zeszły się kompletnie ich ignorując .
- To by było na tyle – podsumowała decydując się przerwać milczenie.
Wiedzieli, że przyszedł czas rozstania, chwila w której powinni rozejść się każdy w swoją stronę, ale prawdę powiedziawszy oboje nie chcieli zostać sami. Rozczarowanie jakie czuli sprawiło, że wytworzyła się między nimi więź, pewien rodzaj porozumienia.
Ponadto Sawyer odkrył coś czego nie spodziewał się odkryć mianowicie poczucie przynależenia do grupy. Niestety był zbyt uparty, żeby iż miło było by dla odmiany móc na kimś polegać. Juliet wiedziała, że były więzień nie przyzna się do czegoś co w jego oczach uchodzi za słabość i to od niej zależą ich dalsze relacje.
- Może odwieziesz mnie do siostry? - zaproponowała czyniąc pierwszy krok.
- Myślę, że jakoś uda mi się cię wcisnąć w mój napięty terminarz - żartował czując ulgę, kiedy poprosiła go o eskortę. Po raz kolejny przekonał się, że jak do tej pory bezbłędnie potrafiła go przejrzeć.
Wychodząc z pokoju Juliet zauważyła, że głowa rzeczywiście przestała ją boleć. Musiała zapamiętać by spytać go potem co to za tajemnicza substancja.
Morgoth
Nosferatu
Posty: 3136
Rejestracja: 2007-12-27, 22:16

Re: You're not her, you're not him

Postautor: Morgoth » 2008-10-12, 07:39

bardzo fajne, naprawdę rewelacyjnie. Takie zwykłe, ale taaakie żywe jest to opowiadanie. Nie ma tu praktycznie żadnych wydarzeń, na pewno niczego nadzwyczajnego nie było, ale jest przyjemne, aż dobrze się czyta^^. Szkoda że to nie twoje opowiadanko, ale co tam pozdrów autora/kę ode mnie xD
Awatar użytkownika
Cate13
Nosferatu
Posty: 1120
Rejestracja: 2008-07-07, 17:52
Lokalizacja: znad morza... ;D

Re: You're not her, you're not him

Postautor: Cate13 » 2008-10-12, 15:58

Fik nie należy do opowiadań akcji , próba opisania tego jak radzą sobie po powrocie; moja wersja uporządkowania relacji Sawyer – Kate – Jack – Juliet
Autorkę ( Agę) , która również pozdrawia i dziękuje za komentarze :D

Po uwolnieniu się od reporterów, lekarzy i policji większość rozbitków spotkała się w hotelowej restauracji zamkniętej specjalnie dla nich na wspólnym śniadaniu.
Jack zdążył się już zaniepokoić ciągły brakiem Juliet i Sawyera. Po dokładnym rozejrzeniu się doszedł jednak do wniosku, że mieszkając w jednym hotelu w końcu na siebie wpadną. Może po prostu nie mieli w tej chwili ochoty na niczyje towarzystwo. Nie było by to specjalnie zaskakujące, szczególnie biorąc pod uwagę, że do dzisiaj w kwestii doboru towarzystwa zadecydowała za nich katastrofa lotnicza. Poza tym dookoła tyle się teraz działo.
Nie zamartwiając się na zapas neurochirurg postanowił skupić się na odzyskaniu swojego życie, wrócić do cywilizacji, uporządkować swoje sprawy. Na samym szczycie listy widniało zorganizowanie zaległego pogrzebu ojca i tym teraz zamierzał się zająć.

Jeśli chodzi o Kate jej głównym zmartwieniem był wyrok wiszący nad jej głową. Po natychmiastowym nagłośnieniu sprawy rozpatrzono ją w trybie przyśpieszonym i za zamkniętymi drzwiami. Ostatecznie doszło do ugody, a panna Austen na swoje szczęście nie poszła do więzienia.

Po czterech dniach wolności i niejakim wyjściu na prostą Jack i Kate umówili się na wieczór. Była to ich oficjalna pierwsza randka. Długo wyczekiwana, wymarzona. Bez wyspy, czających się niebezpieczeństw, komplikacji. Dwoje zafascynowanych sobą ludzi spędzających wspólnie wieczór. Początkowo wszystko wydawało się przebiegać idealne. Oboje wystroili się, znaleźli odpowiedni lokal. Podczas kolacji rozmawiali i śmiali się beztrosko. To co przeżyli sprawiło, że nie tylko czuli się komfortowo w swoim towarzystwie, ale przede wszystkim świetnie się rozumieli.
Świadomość popełnionego błędu spłynęła na nich w najmniej oczekiwanym momencie;
podczas pocałunku. Oboje zdali sobie sprawę, że nie było tak jak na początku. Brakowało iskier, chemii, namiętności. Żadne nie całowało tej osoby którą chciało teraz całować.
Jednocześnie odsunęli się od siebie i powoli otworzyli oczy. Patrzyli na siebie zdumieni i
Oboje wiedzieli o czym to drugie myśli.
- Sawyer? - odgadł bez najmniejszego problemu Jack.
- Juliet? - powiedziała Kate, po czym oboje wybuchnęli śmiechem. Życie było nieprzewidywalne.
- Jak mogliśmy być tacy głupi?
- Niewiarygodne.
- Gdzie oni w ogóle są? -
pytał niedawny przywódca grupy - Nie widziałem ich w helikopterze – mówił starając się przypomnieć sobie wszystko co się wydarzyło
- Jak się nad tym zastanowić nie widziałem ich również w szpitalu. Ostatni raz rozmawiałem z obojgiem zanim wrócili na plaże.
- Ktoś przecież musiał ich widzieć -
zaniepokoiła się brunetka - Chyba nie myślisz, że ....?
- Nie –
uciął szybko lekarz, odganiając nieprzyjemne myśli dodał humorystycznie - Znając Sawyera wydostał by się z wyspy choćby sam miał prowadzić samolot
- Jeśli chcemy się czegoś dowiedzieć popytajmy resztę – zaproponowała brunetka. I tak oboje zdecydowali się na przyjaźń i wspólne poszukiwania. Wtedy nie mieli jeszcze pojęcia, że znajdując jedno automatycznie znajdą też drugie.

[ Dodano: 2008-10-13, 11:09 ]
Trochę to trwało, minęło dokładnie 9 dni od powrotu kiedy Kate znalazła swój pierwszy ślad. Nie było jej łatwo wydobyć jego adres. Na szczęście umiała improwizować więc użyła sposobu.
Zaskoczenie spowodowane pojawieniem się Kate na progu swojego mieszkania Sawyer zamaskował swoją najskuteczniejszą bronią; sarkazmem.
- Zaproszenie na ślub? Tak szybko? - spytał nonszalancko idealnie odgrywając niewzruszonego jej wyborem. Choć prawdę powiedziawszy nie spodziewał się, że go odszuka. Bo niby po co?
- Musimy porozmawiać.
- Nie mamy o czym rozmawiać
– uciął celowo zastawiając wejście do mieszkania, na prawdę nie miał ochoty słuchać jej tłumaczeń. Wybrała szanowanego neurochirurga zamiast oszusta bez przyszłości nie mógł jej za to winić.
- Co słychać u Doktorka?
- Chciałam ci coś wyjaśnić.
- Wszystko jest wystarczająco jasne
– zapewnił oschle, ostatnie czego potrzebował to jej współczucie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zachowując się w ten sposób wychodzi na jeszcze większego gnojka niż na wyspie, ale w tym momencie nic go to nie obchodziło. Jego głównym celem było pozbycie się jej ze swojego progu najszybciej. Wszelkimi sposobami.
- Nie mieliśmy okazji pogadać. Nie chciałam, żeby tak to się między nami skończyło – mówiła próbując nawiązać kontakt wzrokowy. Miała kontynuować, ale jej nie pozwolił.
- Skończyło się tak jak miało się skończyć. To co się stało na wyspie pozostaje na wyspie - powtarzał stanowczo - Wróciliśmy do normalnego życia. Reszta nie ma znaczenia.
- Sawyer –
spróbowała raz jeszcze.
- Nie jestem zainteresowany niczym co masz do powiedzenia.
- Wybacz
– było ostatnim słowem jakie usłyszała zanim zamknął przed nią drzwi.
Sawyer skorzystał z dobrze znanej sobie filozofii: zrań zanim zostaniesz zraniony. Niestety, w tym przypadku było już trochę za późno.

Tego samego dnia mijał właśnie pierwszy dzień pracy Juliet. Był niezwykle spokojny, żeby nie powiedzieć nudny. Jednak po wyjściu ze szpitala na panią doktor czekała niespodzianka. Od razu zauważyła znajomą męską sylwetkę na pobliskiej ławce. Mężczyzna miał na sobie czarne dżinsy i skórzanej kurtce.
Jack.
To, że wydał się jej niezwykle atrakcyjny nie powinno jej specjalnie dziwić. Wyglądał niesamowicie nawet na wyspie bez bieżącej wody.
Brunet zauważył ją zanim zdążyła się przed nim schować. Wstał z miejsca i zbliżył się do niej.
Kiedy uśmiechnął się na przywitanie poczuła, że nie jest jeszcze gotowa na to spotkanie. Potrzebowała więcej czasu. Miała nadzieje, że następnym razem zobaczy go dopiero za parę miesięcy może nawet lat, gdy jej życie znowu będzie poukładane, gdy znajdzie sobie kogoś, gdy się z niego wyleczy. Nie teraz.
- Juliet – ciężko nie rzucić mu się na szyję kiedy wymawiał jej imię w ten sposób.
- Jack.
Stali na przeciwko przyglądając się sobie nawzajem. Pozornie spokojni w rzeczywistości zmagający się z falą nieokiełznanych emocji. Jack nie wiedząc jak zacząć zdecydował się na stwierdzenie oczywistego.
- Wróciliśmy.
- O tak –
potwierdziła bez spodziewanego entuzjazmu.
- Zgubiłem cię w tym całym zamieszaniu - dodał w ramach wyjaśnienia.
- Byłeś zajęty.
- Powinienem był cię znaleźć wcześniej.
- Rozumiem.
- Nie rozumiesz –
zapewnił, wydawało mu się, że trzyma go na dystans - Co powiesz na wspólną kolację?
- Dotrzymałeś słowa. Wydostałeś nas z wyspy. Nie musisz czuć się do niczego więcej zobowiązany.
- To nie tak....
- Na razie Jack.
- przerwała jego tłumaczenia kierując się do auta.
- Juliet – zawołał, ale zamiast się odwrócić blondynka przyśpieszyła kroku.
- Juliet! - spróbował ponownie. Nie zareagowała. Zdezorientowany patrzył jak dochodzi do parkingu, wsiada do samochodu i bez jednego spojrzenia w jego stronę odjeżdża. Nie tak wyobrażał sobie tą rozmowę.
Jack nie miał pojęcia ile samozaparcia kosztowało Juliet nie odwrócenie się za nim. Nie zerknięcie na niego po raz ostatni. Coś co z pozoru było banalnie prostym zadaniem kosztowało ją więcej siły niż powinno. Całą drogę powrotną lekarka wyrzucała sobie swoją głupotę zastanawiając się jak bardzo się pomyliła. Odeszła bo nie mogła sobie pozwolić na kolejny zawód.

[ Dodano: 2008-10-16, 12:04 ]
Zmęczona i w podłym humorze Kate wróciła do hotelu. W holu natknęła się na siedzącego na jednej z kanap Jacka. Już sama jego postawa i wyraz twarzy nie zwiastowały oszałamiającego sukcesu.
'Nie tak to miało wyglądać .' myślała podchodząc bliżej. Lekarz podniósł głowę nawiązując kontakt wzrokowy. Z miny brunetki wywnioskował, że jej wizyta u Sawyera osiągnęła zbliżone rezultaty do jego. Czytaj: żadne.
- Jak poszło? - spytała wreszcie Kate.
- Koszmarnie. Tobie?
- Gorzej
– stwierdziła przysiadając się obok - Co teraz?
- Nie wiem, ale nie zamierzam się poddać –
oznajmił z determinacją.
- Zapowiada się znacznie trudniej niż myślałem.
Zdanie sobie sprawy z pomyłki i własnych uczuć zajęło im więcej czasu niż powinno.
Oboje zaczynali się zastanawiać nad tym co zrobią jeśli było już za późno?

Mniej więcej w tym samym czasie Juliet dojechała do siebie. Od kluczyła drzwi i weszła do mieszkania, odstawiła torbę i skierowała się salonu gdzie na kanapie leżał Sawyer. Wygodnie rozłożony oglądał telewizję.
- Nie zgadniesz kto odwiedził mnie w szpitalu? - spytała zdejmując marynarkę.
- Nasz nieustraszony przywódca Jack - odpowiedział przenosząc całą swoją uwagę na blondynkę.
- Tak – potwierdziła zaskoczona - Skąd wiesz?
- Nie trudno się domyślić po dzisiejszej wizycie Kate
– wyjaśnił, kiedy Juliet siadała w fotelu obok.
- Była tu? Dziwne.
- Więc doktorek przejrzał na oczy. Zgaduje, że nie rzuciłaś mu się na szyję? -
przewidywał uważniej przyglądając się lekarce. Zupełnie tak jak on nie pokazywała, że cierpi.
- Nie chce go widzieć.
- Kłamczucha
– rzucił pewny swego. Nie zareagowała. Miał racje, więc nie było sensu zaprzeczać. Przez dłuższy czas oboje milczeli zajęci własnymi myślami.
- Ciekawe – przerwała cisze Juliet - Coś musiało się stać. Myślisz, że go rzuciła? On ją ?
- Nie obchodzi mnie to.
- Kto teraz kłamie, James?
- spytała patrząc mu prosto w oczy.
Nie cierpiał tego, że bez trudu potrafiła go przejrzeć. To, że znaleźli się w tej samej sytuacji miało swoje plusy i minusy. Łatwość z jaką przychodziło jej rozpoznawanie jego uczuć zdecydowanie zaliczał do wad. Mimo iż niespodziewane wizyty obojgu nie dawały spokoju tego dnia nie wrócili już więcej do tematu.

[ Dodano: 2008-10-22, 16:15 ]
Następnego popołudnia pod szpitalem znowu czekał na nią Jack. Jak gdyby nigdy nic podał przyniesioną dla niej kawę. Skinęła głową w podziękowaniu biorąc kubek. Wzięła łyka rozgrzewającego napoju jednocześnie robiąc krok do tyłu. Potrzebowała jak najwięcej przestrzeni między nimi jeżeli zamierzała wytrzymać w swoim postanowieniu.
- Śledzisz mnie? - spytała żartobliwie. Obiecała sobie, że nie da po sobie poznać ile bólu, zawiedzionej nadziei kosztowała ją jego decyzja.
- Już nie dowodzę rozbitkami na wyspie. Musiałem znaleźć sobie nowe hobby – odparł równie dowcipnie. Sposób w jaki z nim rozmawiała mylnie uznał za dobry dla siebie znak. Z błędu wyprowadziło go ją następne pytanie.
- Co na to Kate?
Mimo szczerych chęci Juliet nie potrafiła ukryć wyrzutu brzmiącego w jej głosie.
Po jej słowach zapadła dłuższa niezręczna cisza. Jack momentalnie zrozumiał, że ucieszył się trochę za wcześnie.
- Nie jestem z Kate - zapewnił patrząc jej w oczy. Chciał ją przekonać, że mówi prawdę, ale nie wiedział jak to zrobić - To była pomyłka.
- To jest pomyłka.

Oboje ponownie umilkli. Neurochirurg nie zamierzał się jednak poddawać.
- Możemy zjeść lunch?
- Nie mam teraz czasu. Zostaw mi swój numer, zadzwonię.
- Nie zadzwonisz –
przewidywał Jack, jak mogła myśleć, że da się na to nabrać - Chce tylko porozmawiać.
- O czym?
- O wszystkim. Co nowego? Jak sobie radzisz?
- Już nie boję się, że obudzę się na wyspie i okaże się, że ratunek to tylko sen. Więc dobrze
– przyznała szczerze. Szybko przeanalizowała swoje położenie. Znała go na tyle by wiedzieć, że nie da tak po prostu za wygraną. Musiała znaleźć jakieś wyjście z całej tej sytuacji. Uznała, że mniejszym złem będzie jeśli zgodzi się na spotkanie. Krótki lunch je nie zaszkodzi. Porozmawiają, Jack dowie się to co go interesuje i ostatecznie będzie miała spokój. Sama była ciekawa jak sobie radził.
- Jutro – powiedziała po namyśle - Mam dzień wolny.
- Gdzie?
- spytał z ewidentną ulgą - Zaprosiłbym cię do siebie, ale jestem w trakcie przeprowadzki.
- Moje lokum odpada -
poinformowała otwarcie - Nie mieszkam sama.
- Chętnie poznam twoją znajomą.
- Znajomego. To mężczyzna –
poprawiła wprawiając Jacka w osłupienie. Celowo pominęła fakt, że nic ich nie łączy. Chciała sprawdzić jego reakcje.
- Czy... ? To jest....Chciałem.. nie moja sprawa...- bełkotał zdenerwowany. Czuł się jak idiota. Nie pamiętał kiedy ostatnio do tego stopnia stracił głowę dla kobiety.
- Czy w ten subtelny sposób próbujesz spytać, czy mam kogoś, Jack ? - spytała z uśmiechem, a on odniósł wrażanie, że jego zakłopotanie ją bawi - Nie, po prostu razem mieszkamy.
- Znasz restauracje ' La Bella ' ?
- Słyszałam o niej, ale nigdy tam nie byłam
- przyznała zastanawiając się czy aby na pewno dobrze robi - Zapisz mi adres.
- Może lepiej po ciebie przyjadę
?
- Aż tak rozbudziłam twoją ciekawość? - nie trudno było zgadnąć jego motywy.
- Niech będzie po twojemu, oto mój adres - powiedziała wyciągając z torebki długopis i jakiś rachunek na którym zapisała swoje namiary. Jack przyglądał się blondynce zaintrygowany. Kiedy ich palce zetknęły się gdy odbierał świstek oboje automatycznie podnieśli wzrok. Kontakt szybko przerwała Juliet.
- Przyjadę po ciebie o 13:00. - obiecał na co jedynie skinęła.
- Ostrzegam. Nie przypadniecie sobie do gustu - ostrzegła odchodząc.
Jack stał pod szpitalem jeszcze dobre 5 minut. zastanawiał się co przyniesie jutro i kim jest jej tajemniczy współlokator. Nie miał pojęcia, że mężczyzna nie był aż taki tajemniczy.

Wróć do „Twórczość własna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość